G. K. Chesterton: Linia demarkacyjna

0
658
Gazeta „Morning Post” zamieściła niedawno uwagę, dotyczącą czegoś, co napisałem w popełnionej przeze mnie książce Wiekuisty Człowiek. Nie przyszłoby mi do głowy, żeby na tych łamach bronić mego dzieła, lecz zamierzam jak najbardziej bronić mojego poglądu.

A pogląd ten dotyczył tematu zagadkowego i zarazem miłego, mianowicie zwierząt. Moją tezę dałoby się podsumować w skrócie tak: „Im bardziej będziemy patrzeć na człowieka jak na zwierzę, tym mniej się okaże podobny do zwierzęcia”. Sugerowałem też, że kiedy naprawdę spojrzymy na istotę ludzką świeżym okiem, używając czysto zdrowego rozumu, nieskażonego żadną sofistyką, nigdy nie odbierzemy istoty ludzkiej jako zwierzęcej. Dowodzi tego zresztą sam fakt, że mówiąc „zwierzęta” mamy na myśli inne zwierzęta oprócz nas. Jeśli ktoś powie: „Jest jakieś zwierzę w ogrodzie” i odkryjecie, że chodzi o pastora, poczujecie się tak zaskoczeni, że żaden wykład o ewolucyjnych początkach i strukturze biologicznej tegoż pastora nie zatrze w pełni wrażenia, że normalnie tak się ludzi nie określa. Jeśli ktoś powie: „Chodź, zobacz zwierzęta”, i okaże się, że zwierzętami są ciotki mówiącego, pomyślicie, że był to żart; możecie to uznać za żart lekceważący i w nie najlepszym guście, lecz nie przyjdzie wam do głowy, by potraktować to jako poważną wypowiedź o jedności przyrody. Grozi nam, że zapomnimy ten pierwszy i podstawowy fakt, tę olbrzymią różnicę i dysproporcję między człowiekiem a resztą stworzeń. Zwierzęcość człowieka nie rzuca się w oczy; widzimy ją dopiero po chwili zastanowienia.

Myślałem, że rzecz jest jasna jak słońce, bo w Wiekuistym Człowieku wskazałem po prostu to, co oczywiste. A jednak owej jasnej jak słońce, oczywistej myśli nie zdołałem – okazuje się – jasno przekazać, skoro doskonały krytyk literacki, zwolennik ewolucji, dał mi odpór na łamach „Morning Post”, co zaskoczyło mnie tak bardzo, jak potrafi zaskoczyć odkrycie, że mówiło się do osoby głuchej jak pień. Krytyk pouczył mnie bowiem bardzo serio, że nie jest do końca zgodne z prawdą, aby zwierzęta nie posiadały ani śladu przymiotów artystycznych czy duchowych, bo gdybym przeczytał dzieła Fabre’a lub innego wybitnego biologa dowiedziałbym się, że oznaki takich przymiotów zostały już odkryte, policzone i opracowane w postaci tabel.

To właśnie mam na myśli, kiedy mówię o przeoczeniu oczywistych faktów. Krytyk próbuje mnie przekonać, że jeśli poczytam o konkretnych eksperymentach konkretnego badacza, opisanych w konkretnej książce, być może po raz pierwszy dopatrzę się czegoś, co biologowie uznają za podobieństwo między umysłem ludzkim a pod-ludzkim. Lecz żeby się tego dopatrzeć nie muszę czytać książek. Krytyk sugeruje, że powinienem przez wiele lat obserwować małpy – przynajmniej tak długo, jak niezmordowany francuski naukowiec – aby w końcu dojść do wniosku, że pod niektórymi względami małpy przypominają ludzi. Ale przecież dokładnie o to chodzi. Jak długo trzeba by obserwować człowieka, żeby dojść do wniosku, że nie jest małpą?

Wiele wyższych zwierząt dzieli z ludźmi nastroje i subtelne odcienie duszy. Wiem o tym doskonale i bez naukowych opracowań. Nie jestem wybitnym francuskim biologiem – za to mam psa. Każdy, kto pomieszka przez tydzień z moim psem zauważy, że wiele jego procesów umysłowych przebiega identycznie jak u jego pana, tylko szybciej. Mój pies uwielbia swoich przyjaciół, choć skłonny jestem wątpić, czy modli się za swoich wrogów. Z całą pewnością czuje emocje i z całą pewnością na swój sposób myśli. Kwestia, czy rozumuje, zależy od tego, jak zdefiniujemy rozumowanie. W pewnym sensie rozumuje równie dobrze jak każdy, to znaczy, wyciąga z różnych zdarzeń prawidłowe wnioski na przyszłość, choć mam wrażenie, że nie zawraca sobie głowy rozumowaniem abstrakcyjnym. O tym, że piłka może toczyć się w różnych kierunkach wie równie dobrze, jak ci, którzy muszą mu tę piłkę rzucać. Wie, że koła samochodu się obracają, i zdążył już odkryć, wskutek drobnego, acz pożytecznego incydentu, że lepiej im w tym nie przeszkadzać. Można całkiem serio powiedzieć, że używając naukowej metody eksperymentalnej dokonał odkrycia w dziedzinie praktycznej mechaniki. Lecz wątpię, czy mówi sobie w duchu:

„Piłka jest cała okrągła i dlatego toczy się wszędzie, podczas gdy koło jest zaledwie wycinkiem kuli i dlatego toczy się tylko w jedną stronę”.

Cokolwiek powoduje tę różnicę, różnica istnieje. Moim zdaniem jest to więcej niż różnica. To linia demarkacyjna, wyznaczająca odmienną jakość, a nie tylko większą ilość. Jeśli ktoś patrzy na Matterhorn, nie ma sensu tłumaczyć, że pod mikroskopem ujrzy kryształy o dokładnie takich samych kształtach.

 

 


Eseje G.K. Chestertona publikowane były w latach 1920-1930.

Felieton ukazał się w tomiku “Obrona wiary”, Wyd. Fronda, 2012 rok.