Na sobotę Chesterton: Pacyfizm

0
433

G.K. Chesterton

W pełni świadom, jak bardzo robię się męczący i z jaką odrazą ludzie mogą na mnie spoglądać w tych  sentymentalnych czasach, które udają, że są cyniczne, pośród poetyckiego narodu, który udaje, że jest praktyczny, zamierzam tym niemniej w dalszym ciągu publicznie uprawiać mój obmierzły proceder. Będę nadal wskazywał odmienności, rozróżniając między rzeczami zupełnie od siebie różnymi, nawet jeśli powszechnie uchodzą one za takie same. Nie dla mnie unionizm, uniwersalizm i unitarianizm. Dalej będę wygłaszał bluźnierstwa, negując doskonałą jedność kredy i sera. Wciąż będę czepiał się licznych różnic, tak ornitologicznych, jak architektonicznych, między sokołem a cokołem. Wierzę bowiem, że jedyna metoda, aby powiedzieć coś do rzeczy, polega na określeniu rzeczy, o której mówimy. Każde określenie polega zaś na rozgraniczeniu i wyodrębnieniu, a następnie na wykluczeniu tego, co jest poza granicami. Krótko mówiąc, uważam, że człowiek nie wie, co mówi, dopóki nie zrozumie, czego nie mówi.

W tej akurat chwili, sądząc po ogólnym trendzie i mętnej jednomyślności, która przejawia się ze zmiennym  nasileniem, bo składa się z poglądów zbliżonych, lecz nie tożsamych, można bez wahania stwierdzić, że w Anglii panują powszechne nastroje pacyfistyczne, tak jak w 1914 roku panowały powszechne nastroje patriotyczne. A mówiąc „pacyfizm”, mam na myśli coś zupełnie innego niż „pokój”. Tak się składa, że wiem dobrze, jaką groźbą pacyfizm bywa dla pokoju. Istnieje, owszem, wiele postaci pacyfizmu, których można by bronić, choć ja osobiście byłbym skłonny raczej do ataku niż do obrony, niektóre postacie zmutowały jednak w dokuczliwy absurd.

Jak wspomniałem, jestem wielkim zwolennikiem określania różnic, czy też, jak to się ujmuje, dzielenia włosa na czworo. Muszę więc zauważyć, że nie da się prowadzić polityki pokojowej, ani żadnej innej, jeśli nie odróżnia się jednej idei od drugiej. Człowiek powinien wiedzieć, skąd pochodzą jego własne idee i z jakimi ideami są w konflikcie. Idee słabowite lub zdziczałe należy plewić ze swego umysłu. Ta praktyczna ogrodnicza zasada stosuje się do każdego ogrodu, w tym również do ogrodu Światowego Pokoju, choć rosną tam same tylko drzewka oliwne, a teren nie został skażony ani jedną sadzonką wawrzynu.

Na przykład, w wielu umysłach zakorzeniła się pewna zdziczała koncepcja, nie mająca nic wspólnego z jakąkolwiek filozofią pacyfistyczną, o pokoju nie wspominając. Jest to koncepcja mówiąca, że nasze uchylanie się od walki samo przez się sprawi, że wszyscy inni też będą uchylać się od walki i nie wezmą sobie, choćby i przemocą, tego, co mają ochotę wziąć. Ludzie,którzy tak myślą, zakładają najwidoczniej, że każdy pacyfista jest skrzyżowaniem hipnotyzera z poskramiaczem lwów, i powstrzyma nacierającą armię samym tylko blaskiem swoich oczu.

Otóż, nie ma w tym najmniejszego sensu. Jest to mętna mieszanina paru starych pacyfistycznych tradycji, z których każda była nieporównanie bardziej rozumna, a niektóre nawet były słuszne. Żyło w przeszłości wielu zacnych i wspaniałych ludzi, którzy twierdzili, że nie zamierzają stawiać oporu najazdom i rabunkom, ani nie będą się przejmować, jeśli przemoc okaże się nie do odparcia. Tacy ludzie z reguły jednak należeli do jednej z dwóch szkół myśli. Pierwsza szkoła głosi: „Mój umysł jest mym królestwem. Moje życie wewnętrzne jest tak głębokie i cenne, że nie dbam, czy będę żebrakiem, wyrzutkiem albo nawet niewolnikiem”. Druga szkoła mówi zaś: „Wiem, że mój mściciel żyje. Ten świat może uczynić ze mnie żebraka lub niewolnika, ale znajdę sprawiedliwość przed wyższym trybunałem”. Oba kierunki przekazują istotną treść i jest to treść godna największego respektu. Jednak żaden z ludzi, którzy myśleli w ten sposób, nie był aż tak szalony, by twierdzić, że nie może zostać niewolnikiem ani żebrakiem, ponieważ biernie poddaje się wydarzeniom, nie stawiając oporu najeźdźcom, nędzy lub niewoli. Żaden nie był aż tak głupi, by myśleć, że podczas gdy on będzie kontentował się lubą bezczynnością nie znajdą się dokoła ludzie źli, energiczni, fanatyczni albo bezmyślnie służalczy, którzy mogą wyrządzić mu krzywdę. Stoik miał ambicję, by cierpliwie znosić ból, nie twierdził jednak, że jego cierpliwość powstrzyma kogokolwiek przed zadaniem mu bólu. Męczennik znosił tortury, żeby dać świadectwo wiary w prawdę, nie zaś niewiary w tortury.

Tymczasem owa mętna idea, która gęstnieje i nabiera siły w nowoczesnym umyśle, wygląda całkiem inaczej – i  całkiem irracjonalnie. Mężczyźni, którzy nie mają ochoty opuszczać swego bogatego kraju, by iść na wojnę, ci, którzy żądają wygodnego życia dla swych rodaków, a często i dla samych siebie, wydumali sobie jakieś dziwaczne przekonanie, że zdołają zachować swój bogaty, wygodny świat tylko i wyłącznie dlatego, że nie mają ochoty go bronić, odmawiając wprost, kiedy takiej obrony się od nich oczekuje. Wyobrażają sobie najwidoczniej, że zdołają obalić całe potężne władztwo pychy i przemocy po prostu nic nie robiąc. Tak się jednak składa, że nie jest łatwo zrobić cokolwiek, nic nie robiąc.


Felieton pochodzi z tomiku “Obrona rozumu”, Wyd. Fronda