Na sobotę Chesterton: Boże Narodzenie a duch narodowy

0
90

Piszę ten esej pośród ośnieżonych pól, na parę dni przed Bożym Narodzeniem. Tak się składa, że kiedy poprzednim razem widziałem śnieg, było to kilka mil od Betlejem. Niechaj ten zbieg okoliczności posłuży jako symbol zjawiska, które obserwowałem przez całe życie, chociaż nie jest łatwo ująć je w paru słowach. Mam na myśli, że gdy nasze wyobrażenia zostaną poddane ekstremalnemu testowi rzeczywistości, na ogół właśnie to, co romantyczne okazuje się prawdziwe. Zaś to, co sceptyczne, a nawet racjonalne, nieraz okazuje się tylko legendą.

Wszystko, czego mnie uczono i co mi opowiadano kazało traktować śnieg w Betlejem jako rodzaj paradoksu, niczym śnieg w Egipcie. Każda realistyczna informacja, każda pośrednio działająca idea racjonalistyczna, każda uczona opinia, którą przyjmowałem na wiarę i z trzeciej ręki, mówiła, że kraj, gdzie narodził się Chrystus, musi być miejscem niemal tropikalnym, pełnym palm i słonecznych parasoli. Lecz kiedy ujrzałem to miejsce na własne oczy, wyglądało dokładnie jak bożonarodzeniowa pocztówka pełna ośnieżonych wzgórz. Wyłącznie za sprawą własnych materialnych oczu, wbrew całemu mentalnemu uwarunkowaniu, przekonałem się, jak prawdziwa jest tradycja, przekazywana z pokolenia na pokolenie w starych kolędach.

Kiedy wielka religia i filozofia, która jednoczyła naszych przodków, przetaczała się nad światem ze wschodu na zachód, okazało się, że jej poszczególne elementy pasują wyjątkowo dobrze do poszczególnych krain. Mieszkańcy obszarów śródziemnomorskich mieli zapewne lepsze poczucie, co oznacza symbolika wina i winorośli, ale chrześcijaństwo równie sprawnie wytworzyło własną symbolikę z północnego ostrokrzewu, a nawet z pogańskiej jemioły. Podczas gdy ludy romańskie z największym upodobaniem opowiadały legendy o żołnierzach, my na północy odczuwaliśmy, że najlepiej współgrają z nami legendy o pasterzach. W opowieści o Bożym Narodzeniu kładliśmy akcent na zimę, na odludne, półdzikie wzgórza. I w ten oto sposób Boże Narodzenie stało się dla nas, Anglików, w szczególny sposób zarazem europejskie i angielskie. Jest europejskie, bo odwołuje się do religii Europy. Jest angielskie, bo potrafi stworzyć takie specyficzne religijne obyczaje, które nawet z naszego krajobrazu czynią ziemię świętą.

Jeśli w dzisiejszych czasach zatraciliśmy instynkty narodowe, to dlatego, że zatraciliśmy koncepcję tej dawnej chrześcijańskiej cywilizacji, z której narody wzięły swój początek. Uwalniając się od chrześcijaństwa, uwolniliśmy się jedynie od wolności. Nawet zwyczajna pogańska wesołość powoli staje się niedostępna, bo nowe pogaństwo nie ma w sobie za grosz wesołości. Jeśli nie odzyskamy Bożego Narodzenia, już niebawem nie będziemy świętować nawet Święta Zimowego.


Esej ukazał się w tomiku pt. „Obrona rozumu”, wyd. Fronda 2014. Poprzedni odcinek poniżej.

Na sobotę Chesterton: “Święto zimowe”