Koronawirus, czyli zielone światło dla niszczenia gospodarki

0
195

To co robi Merkelowa… Ona działa na najważniejszych rzeczach społeczeństwa, czyli oczekiwaniach. Management of expectations. Jak ludzie ci zapier***li za miskę ryżu, jak było w czasach po drugiej wojnie światowej i w trakcie, to wtedy gospodarka cała się odbudowała.

(…) My nie wiemy, ale być może zakończy się to dobrze, jeżeli my ludzie, we the people, prawda, a już zwłaszcza we the people w Niemczech czy w Hiszpanii, we Francji, musimy obniżyć nasze oczekiwania. Bo jak obniżymy, to w ślad za tym wszystko pójdzie dobrze, się da zreperować. Będziemy zapier*** i rowy, ku*** kopać, a drudzy będą zakopywać, będziemy zadowoleni. Będziemy (…) wtedy my jako ludzie, mniejsze firmy mieć emerytury. Mniejsze oczekiwania. (,,,) Najlepszym sposobem zawsze była wojna. Wojna zmienia perspektywę w 5 minut

Mateusz Morawiecki w trakcie rozmów w restauracji u Sowy, rok 2013

Koronawirus to taka współczesna światowa wojna, która zmienia układ sił

Mateusz Morawiecki, rok 2020.

======================

        Skutki globalnego lockdownu będą odczuwalne przez wiele lat. Wie o tym niemal każdy. To jednak nie koniec złych informacji. Główny problem polega na tym, że odbudowa poszczególnych gospodarek ma przebiegać pod dyktando polityków. Na portalu Bankier.pl napotkaliśmy tekst dotyczący tego w jaki sposób Kanada zamierza uporać się z kryzysem. Mamy wrażenie, że bardzo podobnie z problemami radzić sobie będą także inne kraje. I naprawdę nie trzeba być geniuszem z ekonomii i historii, aby wiedzieć, że te działania nie zwiastują niczego dobrego.

Kanada: Nowy plan rządu. Powstanie milion miejsc pracy

   Tak właśnie brzmi tytuł wspomnianego tekstu. Nawet osobom urodzonym po roku 1989 przypomina to klimat PRLu i gospodarki centralnie planowanej. Skoro rząd zaplanował milion nowych miejsc pracy, to tak właśnie musi się stać. Nawet jeśli będzie to praca bezproduktywna.

Abyście mieli pewien punkt odniesienia dodamy, że ludność Kanady jest na tym poziomie co ludność Polski. Milion miejsc pracy to zatem całkiem sporo.

No dobra, pora na konkrety.

Jak podaje Bankier.pl:

Rząd Kanady przedstawił w środę czteropunktowy plan gospodarczy, w ramach którego ma powstać milion miejsc pracy. Cztery punkty to walka z Covid-19, kontynuacja wsparcia dla Kanadyjczyków, budowa bardziej odpornej gospodarki i ochrona kanadyjskich wartości.

Zespół Independent Trader (ZIT):

Koronawirus nadal ma być przedstawiany jako gigantyczne zagrożenie, nawet jeśli przyczynia się on do znacznie mniejszej liczby zgonów niż chociażby nowotwory. Chodzi o to, aby porządnie nastraszyć społeczeństwo, tak by było przekonane, że potrzebuje pomocy. Wtedy właśnie można ogłosić „wsparcie dla obywateli i budowę odpornej gospodarki”, cokolwiek to znaczy. To jeden z elementów zarządzania oczekiwaniami społeczeństwa. Jeśli porządnie nastraszysz tłum, to nie będzie chciał wolności, a jedynie bezpieczeństwa.

“To nie jest czas na oszczędności” – podkreślono w expose. Pierwszym i priorytetowym punktem planu jest ochrona Kanadyjczyków przed skutkami Covid-19. Wzmocnione zostaną możliwości testowania chorych wsparcie dla kanadyjskiej produkcji wyposażenia ochronnego i zapewnienie szczepionki dla wszystkich Kanadyjczyków, gdy będzie już gotowa.

ZIT: Wykreowane zagrożenie daje politykom spore możliwości. Są w stanie przekonać większość ludzi, że deficyt budżetowy chwilowo nie ma najmniejszego znaczenia. Otóż ma. Większy deficyt, to po prostu dług, który w przyszłości będzie trzeba spłacić podnosząc podatki albo dewaluując zadłużenie za pomocą inflacji. Tak czy inaczej jest to okradanie społeczeństwa. Rządzący w takich momentach powinni ograniczać wydatki, ale wolą je zwiększać i pokazywać, że rzekomo „przeciwdziałają kryzysowi”. Na przykład zamawiając z wyprzedzeniem szczepionki, których bezpieczeństwa nikt jeszcze nie potwierdził.

“Kanadyjczycy nie powinni wybierać między zdrowiem a swoją pracą” – podkreślono. Rząd zapowiedział kampanię na rzecz stworzenia miliona miejsc pracy. Władze zainwestują w programy szkoleniowe, w tym – dla młodych ludzi, aż do lata 2021 r zostanie przedłużony program subwencji do wynagrodzeń. Będą też inne formy wsparcia, w tym – dla sektorów takich jak turystyka oraz sztuka.

ZIT: „Władze zainwestują” – to jest ciekawe stwierdzenie. Czy politycy wyłożą własne środki? Niestety nie, po prostu wydadzą to, co zebrali w podatkach albo pożyczyli od banków i inwestorów z całego świata. A skoro będą wydawać czyjeś środki, to najprawdopodobniej zrobią to w sposób niekompetentny. Nie ma w tym nic dziwnego. Sama inwestycja w programy szkoleniowe kojarzy się od razu z „projektami unijnymi”, które mają zazwyczaj znikomą wartość.

Pewien poziom przyzwoitości przy zarządzaniu środkami obywateli wykazują jeszcze rządzący w Azji. To jednak wyjątek. W pozostałych rejonach świata politycy czują się całkowicie bezkarni, a środki wydają w taki sposób, aby jak najwięcej trafiło do zaprzyjaźnionych firm (wystarczy przypomnieć niedawne zamówienia polskiego rządu na sprzęt medyczny). Tutaj działają tzw. kickbacki, czyli najpierw rząd kupuje coś znacznie powyżej ceny rynkowej, a potem firma dzieli się zyskiem z wybranymi politykami.

Pozostaje jeszcze kwestia „miliona miejsc pracy”. W przypadku Kanady jest to gigantyczna ingerencja w gospodarkę. Z kolei krzywa Rahna uczy nas, że udział wydatków rządowych w gospodarce powinien być ograniczony, bo inaczej ingerencje polityków blokują rozwój.

Rząd zapowiedział też fundamentalne zmiany w funkcjonowaniu wypłat zasiłków dla bezrobotnych. “Epidemia wykazała, że Kanada potrzebuje systemu zasiłków na miarę XXI wieku, uwzględniającego samozatrudnionych i tych, którzy pracują dorywczo” – wskazano w expose odczytanym przez gubernator Payette

ZIT: Fundamentalne zmiany w funkcjonowaniu wypłat zasiłków oznaczają w praktyce więcej miejsc pracy dla urzędników, którzy się tym zajmują. A to z kolei przybliża rząd do stworzenia wspomnianego „miliona miejsc pracy”.

Rozsądnie zarządzany kraj, w którym sektor prywatny stanowi absolutną większość (ma wysoki poziom konkurencyjności), nie potrzebuje zasiłków. Występuje w nim naturalne bezrobocie rzędu 3-4%, m.in. dlatego że część ludzi zmienia pracę.

W dokumencie zwrócono uwagę na konieczność odpowiedzialności finansowej rządu, w nawiązaniu do przekraczającego 343 mld CAD deficytu budżetowego, ponad 10 razy większego niż w poprzednich latach. Odbudowa gospodarki ma uwzględniać wzmocnienie klasy średniej, dodatkowe podatki dla najbogatszych i rozwiązanie problemu “unikania płacenia podatków przez gigantów technologicznych”.

ZIT: O deficytach budżetowych już mówiliśmy. Zwróćcie natomiast uwagę na to drugie zdanie. „Wzmocnienie klasy średniej” – jak można coś takiego powiedzieć, kiedy jednocześnie robi się wszystko, aby tę klasę średnią zniszczyć? I nie mówimy tutaj tylko o Kanadzie, gdyż ten tekst jest bardzo uniwersalny, odnosi się do działań wielu rządów. Na całym świecie głównie podnosi się podatki, uderzając przede wszystkim w mniejsze firmy. Rządy wydają ponad miarę, co napędza inflację, która pozbawia oszczędności przede wszystkim klasę średnią. Dodatkowo wprowadza się specjalne podatki, które rzekomo mają uderzyć w najbogatszych. W praktyce wąskie grono najbogatszych potrafi tych podatków uniknąć z pomocą różnych doradców. Koniec końców obrywa głównie zamożniejsza część klasy średniej.

Swoją drogą, ten pomysł z „opodatkowaniem najbogatszych” to kolejny sposób, by przekonać tłum, że politycy robią co mogą. Jest to jeden z kroków promowanych przez globalistów, o czym pisaliśmy w artykule „Globaliści planują Wielki Reset”.

Zapowiedziano m.in. inwestycje w infrastrukturę, transport publiczny, informatyzację, programy budownictwa domów i mieszkań czy wsparcie dla rdzennych mieszkańców Kanady.

ZIT: Oczywiście wszystko ze środków podatników. Jeśli rząd bierze się za cokolwiek to w 95% przypadków robi to drożej, dłużej i z gorszym efektem niż dzieje się to w sektorze prywatnym. Z tego właśnie powodu obywatelom powinno zależeć, aby rząd brał na siebie działania tylko w tych obszarach, gdzie jest to konieczne: wojsko, sądy, policja (zasada pomocniczości – przyp. red.). Tymczasem powyższy przykład pokazuje ingerencję w obszary, gdzie rządzący nie są nikomu potrzebni. Ostatecznie dlaczego politycy mają decydować o tym ile potrzeba domów i mieszkań? Przecież to powrót do komunizmu!

Cały problem polega na tym, że w sytuacji kryzysowej wiele normalnych osób daje się przekonać, iż rząd „na chwilę” musi wziąć na swoje barki rozwój gospodarczy. Kończy się to tragicznie. W latach 30-tych w Stanach Zjednoczonych rząd zabrał się za wzmocnienie gospodarki. Skończyło się przedłużeniem kryzysu.

Nowe miejsca pracy pojawią się, bo rząd zamierza przeciwdziałać zmianom klimatu, planuje stworzenie funduszu wspierającego produkcję zeroemisyjną, np. zwiększającą dostępność nowych typów samochodów. W obszarze czystych technologii rząd chce zachęcać do inwestycji w Kanadzie, także przez atrakcyjność podatkową.

ZIT: To dopiero ciekawy wątek! Generalnie podatki rosną. Zwiększa się też liczba urzędników (czyli podatki będą rosły nadal, aby można było ich opłacić). Jednocześnie tworzy się pewne strefy gospodarki, w których podatki są dużo niższe. O tym, które strefy będą uprzywilejowane decydują oczywiście politycy. Są oni w stanie z wyprzedzeniem informować „zaprzyjaźnione firmy” co do planowanych ruchów rządu. Kogo nie ma w tym kręgu wzajemnej adoracji, ten musi cierpliwie znosić wszystkie te zmiany i płacić wyższe podatki (lub zmagać się z inflacją).

Zastanówcie się nad tym kiedy politycy ponownie ogłoszą, że chcą walczyć z dysproporcjami w zarobkach.

Na tym etapie warto zapamiętać kilka rzeczy:

1. Cały problem wziął się z przesadnej reakcji na koronawirusa.

2. Zmiany wprowadzane w Kanadzie są/będą powielane w wielu innych krajach.

3. Efektem tych zmian będzie: większe uzależnienie obywateli od polityków, większa korupcja, większe dysproporcje w zarobkach, zanikanie klasy średniej, większa liczba urzędników, komplikowanie prawa podatkowego, wyższe deficyty i wyhamowanie wzrostu gospodarczego.

W tym miejscu chcemy podkreślić, że rosnące zadłużenie może mieć opłakane skutki, jak stało się to w Grecji. Ponad 10 lat kurczenia się gospodarki i rosnące uzależnienie od międzynarodowej finansjery. Wyobrażacie sobie powtórkę tego scenariusza w wielu krajach z całego świata? Oczywiście sprawy niekoniecznie muszą potoczyć się aż tak źle. Potrzebne są jednak mądre decyzje polityków.

Grecja vs Rumunia, czyli dwie drogi rozwoju

Nie chcemy, żeby ten wpis był wyłącznie komentarzem do ruchów kanadyjskiego rządu. Dlatego pokażemy dwa kraje, które wybrały zupełnie inne drogi, jeśli chodzi o ingerencję w gospodarkę, zmiany w prawie podatkowym, wysokość deficytów itd. Chodzi o Grecję i Rumunię.

Grecy już od dawna robili wszystko, aby stracić niezależność. Przy początkach strefy euro dopuścili się nawet sfałszowania danych, byle tylko wejść do unii walutowej. Następnie przez kilka lat żyli na kredyt, czyli po prostu nie przejmowali się rosnącym zadłużeniem – zupełnie jak Kanada zamierza robić teraz.

W końcu nadszedł kryzys, w trakcie którego Grecja znalazła się w tragicznej sytuacji finansowej. Oczywiście najprostszym rozwiązaniem byłoby bankructwo, ale kilka lat wcześniej kraj ten z własnej woli pozbył się drachmy i przyjął euro. W taki sposób Grecja stała się zależna od Europejskiego Banku Centralnego i decyzji bankierów. Oczywiście niemal natychmiast pojawiła się Troika (reprezentanci EBC, Komisji Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego), która miała uratować Greków. Ratunek polegał na jeszcze większej ilości kredytów, które miały pozwolić na odbudowę greckiej gospodarki. Troika mogła więc pokazać, że „przysyła pomoc”, podobnie jak kanadyjscy politycy udają, że „ratują gospodarkę”.

Jaki efekt przyniosła pomoc Troiki? Na dzień dzisiejszy grecki dług w porównaniu do PKB jest wyższy niż było to przed dekadą. Gospodarka grecka wciąż dławi się od długu, obywatele Grecji są biedniejsi, a samo państwo istnieje tylko teoretycznie. Już niedługo w ramach długu będzie oddawać bankierom największe przedsiębiorstwa, a pewnie z czasem także piękne wyspy i cenne zabytki.

Po drugiej stronie barykady znajduje się Rumunia. Kraj, który wszedł do Unii Europejskiej, ale nie przyjął euro, czyli utrzymał niezależność walutową. Kilka lat temu rumuński rząd zdecydował się na zmiany mające na celu obniżenie podatków oraz uproszczenie prawa.

Mówiąc wprost: Rumuni wybrali więcej wolności gospodarczej.

– Obniżyli VAT z 24% do 19% (w tym 9% dla żywności).

– Obniżyli PIT z 16% do 10%, jednocześnie podwyższając kwotę wolną od podatku aż 8-krotnie.

– Dla mikro przedsiębiorców podatek dochodowy obniżyli do 3%. Jakby tego było mało, firma zatrudniająca jednego pracownika zapłaci 2%, przy dwóch i więcej pracownikach podatek spada do 1%!

– Podniesiono limit obrotów, w którym przedsiębiorca określany jest jako mikro z 60 tys. euro do 100 tys. euro rocznie.

Co ciekawe, tamte działania rumuńskiego rządu wywołały obawy Troiki. Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy zgodnie ostrzegały Rumunię przed możliwym załamaniem gospodarki. Jakie były efekty?

Zmiany zostały wprowadzone 1 stycznia 2017. W tym samym roku wzrost PKB Rumuni był największy w całej Unii Europejskiej osiągając poziom 6,9%. Konsumpcja gospodarstw domowych wzrosła o 10,3%. Pomimo tak gigantycznego cięcia podatków zadłużenie Rumunii w stosunku do PKB zmalało z 37,6% do 35,2%, a bezrobocie spadło do najniższego poziomu od 25 lat.

Warto dodać, że w 2018 roku dług Rumunii w stosunku do PKB spadł do 35%.

Jeden z wymienionych krajów posłuchał bankierów i dziś już „istnieje tylko teoretycznie”, jak mawiał klasyk. Z kolei drugi kraj poszedł pod prąd, czyli w stronę wolności gospodarczej i nieźle na tym wyszedł.

Tym bardziej niepokojące jest, że w obliczu gorszej koniunktury większość rządów wybiera drogę grecką i nie zamierza przejmować się rosnącym zadłużeniem.

Podsumowanie

Tegoroczne wydarzenia mają w sobie niewiele przypadku. Ich efektem będzie kryzys gospodarczy na którym skorzystają nieliczni (kto? posłuchajcie chociażby wypowiedzi prezesa GIS o wykreowaniu emocjonalnego zapotrzebowania na szczepionki” [por.Wydychany aerozol i maski na twarz]).

Opis działań Kanady, a także wcześniejszych decyzji Grecji i Rumunii ma na celu pokazać, że niezależnie od zewnętrznych nacisków, politycy mogą dokonywać rozsądnych wyborów. Czasem może ich do tego zmusić presja ze strony społeczeństwa (o ile obywatele sami nie dali się zastraszyć).

Niestety, obawiamy się, że większość krajów pójdzie jednak tą samą drogą co Kanada. Dojdzie do wyhamowania wzrostu gospodarczego na długie lata. Waluty będą psute na potęgę, co sprawi, że przyzwoicie wypadną metale szlachetne i spółki, które je wydobywają.

Ze względu na deficyty budżetowe wiele krajów popadnie w tarapaty. Najgorsza sytuacja będzie dotyczyć tych, którzy sporą część zadłużenia zaciągnęli w obcych walutach. O krajach, które pozbawiły się własnej waluty nawet nie ma co wspominać. Co prawda dziś notowania ich obligacji wyglądają nieźle (np. włoski dług wspierany przez zakupy EBC), ale w perspektywie lat takie aktywa okażą się być bezwartościowe.

za: independenttrader.pl