G.K. Chesterton. Przerwa na reklamę: grzech skruchy

0
140
Nie tak dawno pewien znany pastor kongregacjonalista wypowiedział doprawdy złote słowa. Gdy już przebrnął przez zwykły rytualny frazes o tradycyjnej teologii, nie dostosowanej do nowoczesnego świata intelektu (co stanowi żelazny punkt rytuału, obowiązującego przy takich okazjach) rzucił mimochodem parę zdań na temat zbędnego zawracania sobie głowy grzechem, zauważając: „W jednym z naszych ulubionych hymnów ludzie śpiewają: Fałszywy jestem i pełen grzechu, cały jestem nieprawością. Ani jeden z nich nie powtórzyłby tych słów podczas rozmowy kwalifikacyjnej o pracę”.

A szkoda. Gdyby choć raz ktoś powiedział coś równie uczciwego! Rzecz jasna, pracodawca ze swej strony powinien z miejsca wskazać ewidentny fakt, że i on jest fałszywy i nieprawości pełen. Boję się tylko, że wywołałoby to jeszcze głębszy szok w kręgach kongregacjonalistów. Warto zauważyć, że ów znany pastor milcząco, lecz za to dokumentnie, porzucił przekonanie, wyrażane ongiś gorąco i z wielkim naciskiem nie tylko przez purytańskich moralistów, lecz również przez nowoczesnych protestanckich reformatorów społecznych. Porzucił mianowicie ideę, że to Królestwo Boże powinno kontrolować i oczyszczać królestwa ludzkie; że to chrześcijaństwo ma osądzać pospolite komercyjne walory świata. Pogodził się z istniejącym systemem biznesu i jego dwoma podstawowymi narzędziami, wypłatą i wymówieniem, i uznał ten system za coś odwiecznego, niezmiennego i nieuniknionego, na co nikt normalny by się nie porywał. Lecz jeśli chodzi o pradawne, niezgłębione i powszechne odczucie zła w ludzkiej duszy, o którym cała ludzkość mogłaby zaświadczyć, uznał je za coś niewielkiego i niemądrego, co trzeba sprzątnąć z drogi, żeby nie zawadzało biznesowi.

Wyznanie grzechów dobiega nas z każdej epoki i szerokości geograficznej. Nieraz przemawia najpotężniejszym głosem, jaki znał świat. Jednak rzeczywiście nie jest to pierwsze, co powie urzędnik w banku, próbując zrobić wrażenie na dyrektorze. Stulecie po stuleciu, niekończącym się echem, głos rzymskiego poety powtarza: video meliora – niemniej jest faktem, że cytat ten rzadko bywa przytaczany przez człowieka próbującego znaleźć zatrudnienie w biurze maklerskim, a zresztą pewnie i tak nikt by go tam nie zrozumiał. Gdyby nasze nowoczesne społeczeństwo naprawdę opierało się na pojęciach grzechu, skruchy i pokuty, gdyby każdy szczerze przyznawał się do swych kłamstw, świat odmieniłby się w sposób doprawdy godny podziwu. Inny byłby już sam wygląd ludzi i przedmiotów na ulicach, nie wspominając o wyglądzie gazet, ogłoszeń i handlu. Z jakimże wspaniałym uczuciem wpatrywalibyśmy się w reklamę, podczas której właściciel browaru „Chemikalia” wyznałby, że nie dość, że sam jest fałszywy i pełen grzechu, to w dodatku jego piwo jest fałszywe i pełne arszeniku. Cóż to byłby za piękny i budujący widok, gdyby szef firmy kosmetycznej stanowczo zaprzeczył jakimkolwiek walorom nowego balsamu do włosów, ilustrując to prześlicznymi zdjęciami w najlepszym stylu reklamowym. Ależ byśmy osiągnęli nowy stan świadomości – używając języka prasy kulturalnej – gdyby kolorowe postery krzyczały do nas na ulicach: nie kupujcie mojego kakao – jest paskudne! Psychologia poszłaby w całkiem nowym kierunku, jeśli w gazetach wielkimi literami ktoś by nas ostrzegał: strzeżcie się straszliwie groźnych dóbr puszkowanych, którymi was zasypuję! ich spożywanie może przynieść zgubne skutki!

Przyznaję, że to zbyt piękne, by stało się prawdziwe. Takie ekstremalnie szczere wyznania służą tylko za przykład, ile różnorodnych utopii mogłaby stworzyć prawdziwie wolna wyobraźnia, a każda z nich stanowiłaby alternatywę dla utopii wymyślanych przez utopistów, które zawsze wychodzą spod jednej sztancy, od początku roztaczając nieświeży, zleżały zapaszek. Gdyby wolno mi było wznieść się na skrzydłach wyobraźni ku Niemożliwemu i Nieprawdopodobnemu, chętnie bym opisał tuzin fantazyjnych światów, gdzie ludzkość jest bardziej heroiczna niż ta, którą znamy, i w jednym z nich istniałoby właśnie Miasto Ogłoszeń Pełnych Skruchy. Ale to całkiem inna historia. Tak jak się sprawy mają, czcigodny pastor pojął w lot, że kapitalizm nie jest dziś zanadto łaskaw dla cnoty, zwanej ongiś skromnością chrześcijańską – więc odruchowo, bez wahania i całkiem nieświadomie, odtrącił chrześcijaństwo i został przy kapitalizmie.


Eseje G.K. Chestertona publikowane były w latach 1920-1930.

Felieton ukazał się w tomiku “Obrona wiary”, Wyd. Fronda, 2012 rok.


Poprzedni odcinek

G. K. Chesterton: Mistycyzm