Jerzy Zdziechowski: Panowanie dolara (Londyn 1958)

0
78

Droga do szczytu

Gdy w okresie drugiej wojny cały ciężar spoczął na barkach Wielkiej Brytanii, w rozległym świecie walut wprzężonych do kapitalistycznego rydwanu królewskie berło przeszło w ręce dolara. Funt szterlingów u szczytu ongiś swej potęgi posiadał wszystkie niezbędne atuty, by panować jako światowa miara wartości. Anglia rozsiewała po świecie funty, płacąc za importowane w ogromnych ilościach towary, a jednocześnie na wielką skalę lokowała kapitały za granicą. Przed pierwszą wojną suma takich kapitałów przedstawiała siłę nabywczą mniej więcej równą dzisiejszym 60 miliardom dolarów.

Ostatnia wojna światowa uszczupliła znacznie rolę funta na międzynarodowych rynkach. Dolar jeszcze przed rozpoczęciem przez Stany Zjednoczone działań wojennych zaczął już na tych rynkach wysuwać się na czoło. Zapasy złota w Ameryce od dawna stale wzrastały. Z wartości 2 miliardow dolarów w 1915 r. te rezerwy doszły do 20 miliardow w r. 1945. Z chwilą wejścia Stanów Zjednoczonych do walki zbrojnej i stanięcia u boku Anglii potrafiły one zapewnić dolarowi, umiejętnym finansowaniem potrzeb sojuszników, prawo do panowania na światowych rynkach.

Z chwilą zakończenia wojny Wielka Brytania znalazła się w obliczu bardzo poważnych zobowiązań, zaciągniętych u niektórych państw Wspólnoty Brytyjskiej, ale także i w Egipcie. To zadłużenie powstało na tle dostaw wojennych, a szacowano je na sumę około 15 miliardów dolarów. Komisja, powołana przez Izbę Reprezentantów w Waszyngtonie w 1948 r., w sprawozdaniu o sytuacji w Europie wspomina o tych zamrożonych w Wielkiej Brytanii zaległościach, nazywając je “kamieniami młyńskimi zawieszonymi u szyi brytyj­skiego gospodarstwa”. A przecie te ogromne sumy posłużyły na pokrycie wydatków, związanych z osiągnięciem wspólnego zwycięstwa.

To ogromne zadłużenie po zakończeniu wojny odjęło Wielkiej Brytanii zdolność finansowego promieniowania poza obszarem Wspólnoty szterlingowej, toteż układ ekonomiczny w Bretton Woods w 1945 r. był wyrazem pogodzenia się zachodniego świata z dominującą na świecie rolą dolara, związanego ze złotem niezmienną od 1934 r. ceną złota. Dynastia pozłoconego w ten sposób dolara objęła tron monetarny. Rezerwy Stanów Zjednoczonych w zlocie wynosiły już wówczas 60% światowych zapasów (z wyłączeniem złota w Związku Radzieckim).

Po dwunastu latach

W ciągu tych ostatnich dwunastu lat gospodarcza i finansowa potęga Stanów Zjednoczonych stale z roku na rok wzrastała. Na ten wyjątkowy rozwój ich produkcji złożyły się zarówno niezmierne bogactwa tego kraju, jak i zalety ludności, a także ogromne sumy corocznie przeznaczane dla badań technicznych. Roczny dochód narodowy wzrósł w ciągu dziesięciu lat z 260 miliardow dolarów w 1947 r. do 420 miliardow w 1956 r. W tym jednak rachunku należy uwzględnić spadek siły nabywczej dolara, który w tym czasie nastąpił. Wskaźnik cen hurtowych, wynoszący 50 w 1939 r. podniósł się do 78 w 1946 r. i do 110 w 1955 r. W podziale tego dochodu narodowego uderza wielkość części zużywanej corocznie na inwestycje na rynku wewnętrznym, szczegolnie gdy ją porównamy z rozmiarami kapitałów prywatnych wędrujących zagranicę. Wtedy gdy te inwestycje pochłonęły w 1954 r. 50 miliardów dolarów, a w 1955 – 56 miliardow dolarów, wywóz kapitałów prywatnych zagranicę osiągał w tych latach zaledwie rocznie 300 milionow. Cyfry te odsłaniają jedną z najbardziej charakterystycznych cech amerykańskiego gospodarstwa: nie ponosić ryzyka na obszarach obcych, korzystać w całej pełni z wielkich zysków, które zapewnia rynek wewnętrzny, chroniony murem ustawodawstwa. Dollar standard jako system monetarny, opiera się na potędze amerykańskiej produkcji, na nadmiarze rezerw w zlocie, na stałych nadwyżkach wywozu nad wwozem i na bardzo zręcznej technice finansowej. O rozmiarze nadwyżek w bilansie handlowym sądzić można z cyfr za lata 1954 i 1955, gdy wyniosły one łącznie za te dwa lata 8,5 miliardow dolarów. W ten sposób powstał ten chroniczny deficyt świata w obrotach ze Stanami Zjednoczonymi.

Obciąża on głównie Zachodnią Europę i wszystko dotąd wskazuje na to, iż ma on cechy zła nie do uleczenia. W języku potocznym przezwano go – dollar gap. Wywozić stale więcej niż się importuje, sztucznie popierać wywóz, bronic się przed wwozem, wznoszeniem barier ochronnych, a ponadto nie wywozić kapitałów jest polityką, która musi w swych skutkach prowadzić do zadłużania się świata wobec Stanów Zjednoczonych. Brak dolarów na świecie dla spłacania tego rodzaju zobowiązań wskazuje na wadliwość systemu i nadaje mu cechy prowizorium.

Przez 10 lat (1946-1955) te nadwyżki bilansowe na rzecz Stanów Zjednoczonych osiągnęły łącznie 44 miliardów dolarów. W tym samym czasie pomoc Stanów Zjednoczonych na rzecz świata w postaci tylko dotacji, a więc z wyłączeniem kredytów, wyraża się suma 42,6 miliardow. W tej cyfrze pomoc okazana Europie Zachodniej osiągnęła 30 miliardów dolarów. Z tego zestawienia wynika, że sumy corocznie uchwalane przez Kongres na rzecz pomocy zagranicznej pokrywają dosyć dokładnie deficyt płatniczy świata wobec Stanów Zjednoczonych. Pomoc amerykańska, udzielana w ten sposób, częściowo zaradza wadliwości systemu, łagodzi skutki sztucznej sterylizacji złota, zapewnia dolarowi jego przewodnią rolę i pozwala Stanom Zjednoczonym ciągnąć z takiego stanu rzeczy szereg bardzo poważnych korzyści. Wśród nich utrzymanie na wysokim poziomie skali zatrudnienia należy na pewno do cenniejszych.

Tego rodzaju świadczenia corocznie uchwalane stanowią właściwie rodzaj premii ubezpieczeniowej wypłacanej krajom, w rozwoju których Stany Zjednoczone są politycznie i gospodarczo zainteresowane. Przy dochodzie narodowym, wynoszącym w okresie ostatnich 10 lat przeciętnie 310 miliardów dolarów rocznie, taka premia nie jest zbyt wygórowana, bo stanowi zaledwie 1,30/ tego dochodu. Gospodarstwo amerykańskie łatwo ją znosić może tym bardziej, że służy ona do pokrywania nadwyżek wywozu nad wwozem, przy powstaniu których eksporter amerykański już zgarnął bardzo poważne zyski.

Analiza systemu

W 1947 r., gdy w Stanach Zjednoczonych czyniono przygotowania do wystąpienia z planem Marshalla, grono rzeczoznawców otrzymało zlecenie dokładnego opracowania tego zadania i przedstawienia wniosków komisji finansowej Senatu. W sprawozdaniu tym znajdujemy znamienne stwierdzenia, które warto przypomnieć.

– “W niektórych krajach, pisali autorzy tego dokumentu, rezerwy złota znalazły się poniżej poziomu, który nakazują względy ostrożności… Gdy rezerwy krajów spadają poniżej poziomu warunkującego bezpieczeństwo, nie jest wykluczone, że kraj może pomimo tego utrzymać swą finansową równowagę, jednakże ponosi on ryzyko gospodarczego załamania, a może nawet i politycznego, a to na skutek objawów braku zaufania powstających zarówno wewnątrz kraju, jak i zagranicą”.

W innej urzędowej publikacji znajdujemy uwagi, które wyraźnie odnoszą się do Wielkiej Brytanii i Francji:

– “Jest jasnym, ze dodatkowe fundusze będą musiały być dostarczone krajom które zużyły znaczną ilość swych rezerw w zlocie i dolarach dla walki z mocarstwami Osi, lub które na skutek szkód przez wojnę wywołanych znalazły się w obliczu trudności przewyższających te, które miały do rozwiązania przed wojną”

Jeżeli gdzie, to szczególnie na posiedzeniu Międzynarodowego Funduszu Monetarnego należałoby dzisiaj przypomnieć wnioski, sformułowane przez ekspertów amerykańskich. Słusznie stwierdziły one wówczas, że “zużywanie rezerw monetarnych dla pokrywania deficytów w bilansach płatniczych musi na dłuższą metę opóźniać powrót do wolnej wymiany walutowej, a nawet zagrażać osiągnięciu tego celu”. Po dziesięciu latach działalności Funduszu Monetarnego do wolnej wymiany walutowej jest równie daleko, jak w chwili powołania do życia tej instytucji. We wrześniu roku zeszłego, gdy chaos monetarny w Zachodniej Europie przybrał dla równowagi społecznej postać dość niepokojącą, a poziom rezerw w złocie w Wielkiej Brytanii i Francji poważnie się obniżył, przedstawiciel skarbu amerykańskiego, p. Anderson, na posiedzeniu dyrektorów M. F. M. odezwał się w te słowa:

– “To, co Stany Zjednoczone mogą zrobić najważniejszego dla pobudzenia równowagi handlowej w świecie, to utrzymywać własne gospodarstwo na wysokim poziomie, unikając przy tym inflacji”.

Oświadczenie takie, złożone w tym właśnie czasie w imieniu kraju, który ześrodkował w swym ręku 60% światowych zapasów złota (bez Związku Radzieckiego), sprawić musiało duży zawód. Słowa p. Andersona warte są przez to zapamiętania, iż podkreślają stopień uzależnienia “Europy”. Znaczą one po prostu: możemy zrobić tylko jedno – być silnymi, bo wiemy, do jakiego stopnia wasze zdrowie zależy od naszego. Tak zwana “recesja” w gospodarstwie Stanów Zjednoczonych, z którą należy się tym bardziej liczyć w systemie dollar standardu, że nie potrafiono zapobiec inflacji, może być dla Stanów Zjednoczonych chorobą o przejściowym charakterze, ale w Europie, dotkniętej chronicznym deficytem płatniczym, może ona wywołać najostrzejszy kryzys.

Według danych, ogłoszonych w 1951 r. przez Organizację Narodów Zjednoczonych recesja amerykańska w rodzaju tej, która dotknęła Stany Zjednoczone na przełomie lat 1937-38 i która spowodowała spadek zatrudnienia tylko o 40 %, obniżając import o jedną trzecią, gdyby miała się powtórzyć, uszczupliłaby zasoby świata o 10 miliardów dolarów. Największe straty poniosłaby Europa.

Jeżeli zastanowimy się poważnie nad zaburzeniami natury społecznej i przez to samo politycznej, które za sobą pociągnąłby kryzys gospodarczy o takim podłożu, a wykluczyć go nie można, to jakże lekkomyślną wydaje się polityka niektórych kierowników życia gospodarczego na Zachodzie. Z mieczem Damoklesa zawieszonym nad Europą, uwrażliwioną na odchylenia koniunkturalne w Stanach Zjednoczonych, przystępują oni do budowania “Wolnego Rynku”, planują jego zrealizowanie w ciągu lat piętnastu i sprzeczają się namiętnie o szczegóły w projektowanym układzie o “obszarze wolnej wymiany”. Robią to zapominając, że Europa nie ma warunków dla gospodarczej samodzielności.

Drogi naprawy

Pora już wielka sięgnąć do źródeł zła i zastosować środki zaradcze. Należy system monetarny, zrodzony w okresie działań wojennych i dopasowany do okresu zakończenia wojny, przystosować do zmian, które zaszły od tego czasu na świecie, uwzględniając wzrastającą w międzynarodowej wymianie rolę krajów gospodarczo upośledzonych i naglącą potrzebę okazania tym krajom wydatnej pomocy.

Nowy system, stwarzający warunki dla zwalczania inflacji, przy przestrzeganiu zasady pełnego zatrudnienia, musi być oparty na technicznym współdziałaniu tych ośrodków walutowych, których obroty w handlu zagranicznym osiągają obecnie największe rozmiary.

Pozostawiając na boku drażliwe zagadnienie podniesienia ceny złota, narzuconej przez Stany Zjednoczone, trudno nie uznać, że posiadacze złota na świecie zostali na skutek tej ceny narażeni na poważne straty. Ta niezmienna w dolarach od 1934 r. cena złota, skoro siła nabywcza dolara stopniała do połowy, spowodowała u posiadaczy tego metalu ubytek przynajmniej polowy posiadanego mienia.

W nowym systemie monetarnym troszczyć się trzeba będzie o utrzymanie siły nabywczej złota na stałym poziomie. Osiągnąć to można jedynie na gruncie układu i współpracy pomiędzy głównymi ośrodkami monetarnymi na Zachodzie. Wiązać siłę nabywczą złota, jak to ma miejsce obecnie, z losami waluty uzależnionej od zmiennych fluktuacji politycznych i koniunktury gospodarczej nie jest polityką przezorną. Niebezpieczeństwo jest tym większe, gdy taka waluta narażona jest na inflacyjne naciski, spowodowane troską o pełne zatrudnienie, utrzymywaniem zbrojeń na najwyższym poziomie i wytężoną pogonią za nadmiernym dobrobytem.

Minęły czasy, gdy wysokość rezerw w złocie decydowała o dopuszczalnej granicy obiegu pieniężnego. Dzisiaj zadanie tych rezerw jest zupełnie inne. Przy udoskonaleniu techniki monetarnej i przy stopniu szybkości obiegu pieniężnego rozmiary tych rezerw nie są bez znaczenia jako pokrycie pieniądza, ale prawdziwe przeznaczenie rezerw polega na ich roli przy regulowaniu rozrachunków, związanych z bilansem płatniczym państwa.

Wadliwa gospodarka finansowa może oczywiście prowadzić do uszczuplania, a nawet zaniku rezerw w zlocie, ale trudności, z którymi walczą obecnie zarówno Wielka Brytania, jak i Francja są w głównej mierze wynikiem powstania w tych krajach po wojnie zagadnień finansowych i gospodarczych bardzo trudnych do rozwiązania przy szczupłych rezerwach w zlocie, bez narażenia się na ryzyko inflacji. Trzeba pamiętać, że te zmniejszone zapasy złota skazane zostały ponadto na stratę przynajmniej połowy swej wartości, a więc siły nabywczej, a to na skutek narzuconej ceny złota w dolarach. Należy tu przypomnieć, zze od 1937 r. do 1948 r. rozmiary zapasów złota w Stanach Zjednoczonych podwoiły się. Złoto z Europy powędrowało w tym czasie do amerykańskich składnic w forcie Knox.

Niezależnie od wagi dla każdego gospodarstwa, jego wysiłku w zakresie wywozu, prawdziwą miarą roli danego kraju w gronie państw, na barkach których spoczywa światowa wymiana, staje się jego zdolność importowania obcych produktów. Na szczeblu międzynarodowym w interesie ogółu leży tej zdolności w niczym nie osłabiać, gdyż ona właśnie jest źródłem zarobków zgarnianych przez inne gospodarstwa i korzyści czerpanych przez nie ze wzrostu zatrudnienia.

Rzućmy okiem na cyfry. Zdolność wchłaniania obcej produkcji w obszarze szterlingowym (włączając Wielką Brytanię) daje się wymierzyć dla 1956 r. cyfrą 24 miliardów dolarów, we Francji w tymże roku cyfrą 5,5 miliardów dolarów. DIa Stanów Zjednoczonych wynosiła ona w tymże roku tylko 13,5 miliardów dolarów.

W handlu światowym obroty, obliczane w dolarach, w porównaniu do 1937 r. są obecnie cztery razy wyższe. O ileż w tej wzrastającej wciąż wymianie musiały się powiększać zadania Wielkiej Brytanii i Francji. Działo się to wtedy, gdy rezerwy tych państw w zlocie i dewizach topniały. A jednak oba te kraje zdołały zapewnić swym produkcjom w okresie ostatniego dziesięciolecia imponującą skalę wzrostu. Niestety za taki wyczyn zapłacono inflacją.

Dla możności importowania obcych towarów szczególnie cenną jest wartość rezerw w złocie. Te rezerwy w zlocie osiągnęły w 1957 r. wartość 22,7 miliardów dolarów w Stanach Zjednoczonych, właśnie w kraju, którego ustawodawstwo celne i polityka finansowa zmierzają do ograniczenia wwozu. Te 60 % światowych rezerw w złocie, powiadają Amerykanie, słusznie nam się należy, bo konsumpcja nasza obejmuje połowę surowców przez świat wytwarzanych, a nasza produkcja równa się połowie światowej produkcji. Słaby to argument. Większość potrzebnych Stanom Zjednoczonym surowców one same posiadają, a wielkość produkcji amerykańskiej ma bardzo odległy związek z rozmiarami rezerw w zlocie. Tak jak to już podkreśliłem, tylko zdolność wchłaniania obcych produktów i surowców uzasadniać może konieczność posiadania wielkich zapasów złota.

Niektórzy amerykańscy ekonomiści stają w obronie ustalonej i utrzymywanej od 1934 r. przez Stany Zjednoczone ceny złota w wysokości 35 dolarów za uncję. Twierdzą oni, iż nie należy z faktu, ze wszystkie towary i metale w międzyczasie wzrosły w dolarach w dwójnasób, wyprowadzać wniosku o konieczności podniesienia ceny złota. Są oni zdania, że złoto nie jest towarem w ścisłym tego słowa znaczeniu, a jeśli i jest metalem, to metalem o specjalnym charakterze. Cechą jego główną stała się przypadająca mu rola w systemach monetarnych świata. Gdyby nawet stanąć na tym stanowisku, należałoby wtedy zapasy złota traktować jako bogactwa mające służyć dobru ogólnemu. A tymczasem służą one w szczególności interesom jednego kraju uprzywilejowanego przez to, że złoto do niego odpływało w okresie ostatnich lat czterdziestu na skutek dwóch światowych wojen i przewrotów politycznych.

To faktyczne zmonopolizowanie złota, łącznie z decydującym wpływem wywieranym przez Stany Zjednoczone na ceny surowców w krajach gospodarczo niedorozwiniętych, przy możności ponadto dysponowania nagromadzonymi zapasami zbóż, przybrało charakter narzędzia gospodarczego panowania. Jest ono w sprzeczności z zasadą “współzależności” ustaloną jako drogowskaz w rozmowach Eisenhowera z Macmillanem.

Chmury, które na gruncie zagadnień monetarnych i wzrastającej inflacji zaciążyły nad gospodarczym życiem Zachodniej Europy, są objawami zła, wynikającego ze stopnia uzależnienia, do którego w stosunkach z politycznym i gospodarczym olbrzymem – Stanami Zjednoczonymi, została doprowadzona osłabiona Europa.

Prezydent Roosevelt był pierwszym mężem stanu, który zdawał sobie sprawę z roli złota w gospodarstwie światowym. W przemówieniu wygłoszonym 15 stycznia 1934 r. oświadczył on, że rozmiary rezerw złota w Stanach Zjednoczonych uzależnione będą od zmian wynikających z międzynarodowych rozrachunków, jak również na skutek porozumienia między narodami co do podziału rezerw złota. Do porozumienia takiego nigdy nie doszło. Wcześniej czy później wyjdą na jaw w całej pełni wszystkie braki systemu dollar standardu, świadczące do jakiego stopnia ma on cechy prowizorium.

Tak zwany dollar gap, inaczej mówiąc brak dolarów dla przeprowadzania rozrachunków świata ze Stanami Zjednoczonymi, jest zagadnieniem, które winno być rozwiązane drogą zastosowania środków organicznej natury. Z taką kłodą u szyi Europa nie może powrócić do gospodarczej równowagi, a leży ona przecie w interesie całego świata. Jeżeli nawet cena złota miałaby dla uniknięcia wstrząsów w gospodarstwie amerykańskim pozostać na obecnym poziomie, to należałoby na drodze porozumienia państw, osiągających w wymianie międzynarodowej największe obroty, ustalić obowiązujące dla uczestników zasady i reguły postępowania w zakresie obrachunków i zagadnień monetarnych, przestrzeganie których mogłoby zbliżać do głównego celu, jakim jest wolna wymiana walutowa.

Zmiany w podziale zapasów złota przy liczeniu się oczywiście z rolą i zadaniami Stanów Zjednoczonych, jako największej gospodarczej potęgi, powinny by się przyczynić do zapewnienia nowemu systemowi monetarnemu, poddanemu przy tym zbiorowemu kierownictwu, trwalszych podstaw.

Na zakończenie

We wrześniu 1956 r. na posiedzeniu Międzynarodowego Funduszu Monetarnego przewodniczący p. M. A. Carillo Flores, przedstawiciel Meksyku, wypowiedział znamienne słowa:

– “Wartość dóbr, wytwarzanych przez 500 milionów ludzi w Stanach Zjednoczonych, we Wspólnocie Brytyjskiej i w Europie Zachodniej sięga 700 miliardów dolarów, wtedy gdy w krajach mniej gospodarczo rozwiniętych dobra wytwarzane przez 1200 milionów istot ludzkich przedstawiają wartość jedynie stu pięćdziesięciu miliardów dolarów”.

W części świata uprzywilejowanej przez los, gdzie panuje dobrobyt, nie zdają sobie dostatecznie sprawy z niebezpieczeństw natury społecznej, które zrodzić mogą zaburzenia monetarne. W tej drugiej części, upośledzonej, Zachód codziennie traci grunt pod nogami. Już politycznie i gospodarczo odczuwa on skutki nędzy panującej wśród ludów wprzęgniętych do wydobywania bogactw, które mają służyć na użytek żyjących w dobrobycie na innych kontynentach. Kapitalizm rozwiązał zagadnienie wzrostu produkcji, ale w siłach którym zawdzięcza ten rozwój, tkwią potężne hamulce dla godziwego podziału tworów pracy ludzi i maszyn. DIa tryumfu w skali światowej sprawiedliwości społecznej w stosunkach gospodarczych trzeba czegoś więcej niż naprawy monetarnego czy finansowego ładu. Potrzebny jest przewrót natury moralnej. Wtedy dopiero “współzależność” między państwami czy kontynentami straci cechy sloganu przyoblekając się w szatę rzeczywistości.

Jerzy Zdziechowski, Londyn 1958

————————–
Jerzy Zdziechowski (1880 – 1975) był politykiem Narodowej Demokracji i ekonomistą, posłem na Sejm I kadencji w II RP. Był członkiem Komisji Likwidacyjnej do spraw Królestwa Polskiego oraz członkiem Komitetu Narodowego Polskiego. Współorganizował korpusy wschodnie. Należał do Ligi Narodowej.

Po wojnie działał w ramach Związku Ludowo-Narodowego (ZLN) oraz Stronnictwa Narodowego. Był jednym z organizatorów nieudanej próby zamachu stanu w Polsce w styczniu 1919 r. (tzw. pucz Januszajtisa), skierowanej przeciw rządowi Jędrzeja Moraczewskiego. W latach 1925–1926 piastował funkcję ministra skarbu. W latach 1926–1933 członek Rady Obozu Wielkiej Polski. W latach 1922–1927 poseł na Sejm z ramienia ZLN. W nocy z 30 września na 1 października 1926 został brutalnie pobity we własnym mieszkaniu w Warszawie. Pobicia dokonali ludzie w mundurach, których tożsamość do dziś nie została ustalona. Zdziechowski był w opozycji względem rządów sanacji; był także jednym z głównych inspiratorów obstrukcji budżetowych. Wielu ówczesnych publicystów obwiniało (choć nie bezpośrednio) Józefa Piłsudskiego o wydanie polecenia zastraszenia Zdziechowskiego. Po agresji III Rzeszy i ZSRR na Polskę udał się na emigrację. Przebywał w Londynie. Członek Polskiego Towarzystwa Naukowego na Obczyźnie (od 1955).

za: dzienniknarodowy.pl


MOŻE CIĘ TEŻ ZAINTERESUJE:

Środowe lekcje o pieniądzu: Czasy po roku 1971 – era totalnego pieniądza dłużnego

J. Kamycki: Bo Twoje aspiracje są potrzebne Polsce

Gospodarka II RP zawaliła się przez dogmaty

Środowe lekcje o pieniądzu: Charakterystyka systemów finansowych (monetarnych)