Sonderaktion Krakau (1)

0
42
Wojna, którą rozpoczęli Niemcy w dniu 1.09.1939 r. atakiem z dział krążownika „Schleswig Holstein” na Westerplatte oraz bandyckim nalotem lotniczym na miasteczko Wieluń nie była wojną o „eksterytorialna autostradę” i Gdańsk, ani też o Pomorze, Wielkopolskę i Śląsk. Była to wojna, której cele jasno wyraził Adolf Hitler w swoim przemówieniu do niemieckich generałów w Obersalzbergu 22 sierpnia 1939 r.

„Naszą siłą jest nasza szybkość i nasza brutalność. Dżingis-chan skazał na śmierć miliony kobiet i dzieci świadomie i z wesołym sercem. Historia widzi w nim tylko wielkiego założyciela państwa. Co głosić o mnie będzie słaba zachodnioeuropejska cywilizacja, jest mi obojętne. Wydałem rozkaz i każę każdego rozstrzelać, kto by choć jednym słowem usiłował krytykować, iż celem wojny nie jest fizyczne zniszczenie przeciwnika a tylko osiągnięcie wyznaczonych linii. W tym celu przygotowałem na razie tylko na wschodzie moje oddziały Totenkopf, rozkazując im zabijać bez miłosierdzia i bez litości mężczyzn, kobiety i dzieci polskiego pochodzenia i polskiej mowy.(podkr. wł.)Tylko w ten sposób zdobędziemy przestrzeń życiową, której potrzebujemy. Kto dziś jeszcze mówi o wytępieniu Ormian? (…)

Was, moi panowie, wzywa sława, jak to nie zdarzyło się od wieków. Bądźcie twardzi, bądźcie bezlitośni, działajcie szybciej i brutalniej niż przeciwnicy. Mieszczanie zachodnioeuropejscy muszą zadrżeć ze zgrozy. Jest to najbardziej humanitarny sposób prowadzenia wojny, ponieważ odstrasza ich (…) A teraz na wroga! W Warszawie będziemy święcić przywitanie!”

W swym przemówieniu Hitler wyraźnie sformułował cele polityczne planowanej przez siebie wojny, które zawarł w następujących słowach: „ Polska zostanie wyludniona i zasiedlona Niemcami”. W aktach procesu norymberskiego znalazły się dwa protokoły zawierające to przemówienie, które oznaczone są numerami L-03 i 1014-PS.

Musimy mieć jednak świadomość, że już w latach dwudziestych XX w. gen. von Seeckt sformułował tezę, że „istnienie Polski jest nie do zniesienia, nie do pogodzenia z warunkami życia Niemiec”. Ta teza, jak również wcześniejsza doktryna polityczna Bismarcka, dotycząca postępowania wobec Polaków stały się jednym w wiodących kierunków politycznych Niemiec. O tym jak głęboko te tezy tkwiły w głowach Niemców w czasie istnienia III Rzeszy świadczą słowa Heinricha Himmlera, który tłumaczył generałom sens krwawego i brutalnego zdławienia powstania warszawskiego:

„Warszawa – stolica, głowa, intelekt tego byłego narodu Polaków, liczącego 16-17 milionów, zostanie zlikwidowana bez reszty; narodu, który od 700 lat blokuje nam wschód, który od czasu bitwy pod Grunwaldem raz po raz zagradza nam drogę” (mowa do dowódców okręgów wojskowych wygłoszona w Jägerhöhe-Węgorzewo 21.09.1944 r.).

Dlatego fundamentem niemieckiej polityki wobec Polski i Polaków od początku wojny stała się zgodnie z wolą Hitlera „fizyczna likwidacja wszystkich tych polskich elementów, które w przeszłości występowały w jakiś kierowniczy sposób po stronie polskiej, a w przyszłości mogą być nosicielami polskiego oporu” (notatka dra Rudolfa Oebsger-Rödera, dowódcy grupy operacyjnej policji bezpieczeństwa w Bydgoszczy z października 1939 r.).

Ta złowroga koncepcja „fizycznej likwidacji” polskich warstw kierowniczych została wyrażona przez Hitlera jeszcze w czasie trwania kampanii wrześniowej, dokładnie, wg notatki jaka sporządził gen. Lahousen podczas odprawy wyższych dowódców u Hitlera w dniu 12.09. 1939 r. (dok. norymberski Nr- 3047).

O losie jaki czeka Polaków bez ogródek do swoich pracowników powiedział Hans Frank. Wyraził to w dniu 3.10.1940 r. następująco: „Polacy staną się niewolnikami Wielkiego Niemieckiego Imperium Światowego”. W swoim dzienniku, pod datą 30 maja 1940 r. Hans Frank zapisał: „Te warstwy kierownicze w Polsce, które już stwierdziliśmy, należy zlikwidować, te zaś, co znowu narosną, musimy znów wyszukać i w odpowiednim czasie usunąć”.

Podobną w treści notatkę znajdujemy w zapiskach Martina Bormana. Pisał o: „Należy bezwzględnie baczyć, by nie było żadnych „polskich panów”, a gdzie tacy istnieją, należy, jakkolwiek brzmi to twardo, ich wymordować (…) Raz jeszcze Führer uważał za konieczne podkreślić, że dla Polaków może być tylko jeden pan, a jest nim Niemiec. Dlatego należy wymordować wszystkich przedstawicieli polskiej inteligencji” (notatka M. Bormana z dnia 2.10.1940 r- dok. norymberski nr 172). W październiku 1939 r. Hitler stanowczo nakazał Wilhelmowi Keitlowi, szefowi Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu, iż „należy uniemożliwić polskiej inteligencji pełnienia pozycji kierowniczej”. Chodziło oczywiście o kierowniczą rolę wobec narodu polskiego.

Niemieccy zbrodniarze czuli się bezkarni w swoich działaniach, bowiem już 4 października 1940 roku wszyscy sprawcy zbrodni już popełnionych i, co interesujące, przyszłych zbrodni, zostali przez Hitlera objęci amnestią. Wyposażeni w poczucie bezkarności oraz dyrektywy płynące z najwyższych szczebli władzy, Niemcy bez żadnych moralnych zahamowań przystąpili do „politycznego oczyszczania terenu”. Nosiły te akcje różne nazwy: Intelligenzaktion, które przeprowadzały bojówki Selbstschutzu na Pomorzu, „Akcja A-B”, Ausserordentliche Befriedungsaktion zainicjowana przez Hansa Franka, czy też, jako jedna z pierwszych, Sonderaktion Krakau, która objęła luminarzy krakowskiej nauki.

Kraków został zajęty przez niemiecka armię pod dowództwem gen. Wilhelma Lista 6 września 1939 r. Początkowo okupacja miała dość łagodny charakter. Wprawdzie w mieście zaroiło się od niemieckich żołnierzy i szybko rozpoczęły tutaj instalowanie nowe organy administracyjne, jednakże póki co Niemcy nie decydowali się na rozprawę z mieszkańcami, a przede wszystkim tutejszymi naukowcami.

Incydent aresztowania dziesięciu profesorów, którzy podjęli się współpracy z ks. metropolitą Adamem Sapiehą został szybko puszczony w niepamięć, wobec zwolnienia więzionych. Jeszcze we wrześniu normalne prace rozpoczęła Polska Akademia Umiejętności, co dla wykładowców uczelni było rzeczą normalną, nawet w dobie okupacji. Nie spodziewano się, iż Niemcy mogą mieć coś przeciwko wznowieniu nauczania.

W takiej atmosferze polscy profesorowie: S. Kutrzeba, K. Kostanecki, S. Estreicher i T. Kowalski kontynuowali swoją pracę naukową w Polskiej Akademii Umiejętności. Dla tych luminarzy polskiej nauki była to rzecz całkiem naturalna. W ich przekonaniu, mimo trwającej wojny, praca naukowa winna trwać nadal. Mimo, że armia niemiecka wkroczyła do Polski i zburzyła tok myślenia ludzi oraz wzbudziła obawę o dalsze ich losy, to w przekonaniu znakomitych uczonych krakowskiej Alma Mater ani wojna, ani okupacja nie były dostatecznym powodem by zaniechać pracy naukowej i zaprzestać kształcenia studentów.

To naiwne, jak się później okazało, przekonanie było utwierdzone przez prawo międzynarodowe. Nikt wówczas nie przypuszczał, że Niemcy nie będą przestrzegać konwencji haskiej, tym bardziej, że nigdy jej nie wypowiedziały. Zatem we wrześniu i październiku 1939 r. praca naukowa była kontynuowana, ba, nawet drukarnia uniwersytecka składała dostarczone prace naukowe. Przekonanie, że praca naukowa będzie bez przeszkód kontynuowana potwierdzali sami Niemcy. Składali oni częste wizyty w PAU czy w gmachu UJ, a nie zastając na miejscu niektórych profesorów, wyrażali zdziwienie, że… nie mają oni wyznaczonych stałych godzin urzędowania i pracy. Odwiedzających polskie placówki naukowe Niemców szczególnie interesowały efekty prac Komisji Wydawnictw Śląskich Akademii oraz prace Muzeum Archeologicznego.

Te częste wizyty, podczas których Niemcy zachowywali się buńczucznie i głośno, irytowały profesorów. Dlatego z niecierpliwością i nadzieją oczekiwali inauguracji roku akademickiego 1939/1940. Dla profesorów sprawa podjęcia nauczania akademickiego była tak oczywista, że nikt nie protestował gdy Senat UJ i jej Rektor prof. Tadeusz Lehr-Spławiński ogłosili, iż nabożeństwo inaugurujące nowy rok akademicki odbędzie się 4 listopada 1939 r.

Pewność, że życie wróci do akceptowalnej, mimo okupacji, normy potwierdzało postępowanie władz niemieckich. We wrześniu 1939 roku gen. Walter von Brauchitsch wydał odezwę do mieszkańców Krakowa, w której zapewniał o poszanowaniu prawa międzynarodowego oraz wzywał ludność do podjęcia swoich normalnych zajęć. Ponadto, rektor UJ prof. Lehr-Spławiński był w sprawie inauguracji zajęć akademickich w stałym kontakcie z niemieckim burmistrzem Krakowa Zörnerem oraz prof. Uniwersytetu Wrocławskiego dr. Hansem Kochem, który był oficerem Abwehry, a także z gen. Schumannem, który z kolei był szefem oddziału nauki w dowództwie armii. Wszyscy oni pozytywnie wyrażali się o projekcie wznowienia zajęć akademickich.

Po latach, prof. Lehr-Spławiński udzielając w dniu 2.10.1959 r. wywiadu ówczesnej Zachodniej Agencji Prasowej tak przedstawił początki okupacji oraz okoliczności, które spowodowały wygłoszenie wykładu przez Obersturmbannführera Brunona Müllera:

„Początkowo władze wojskowe i cywilne odnosiły się do władz uniwersyteckich, a także i do innych instytucji polskich poprawnie, w wielu zaś wypadkach wręcz kurtuazyjnie. Charakterystycznym tego objawem był fakt, że komendant wojskowy Krakowa gen. major von Höbert uważał za stosowne złożyć wizytę rektorowi Uniwersytetu. Miało to ten dodatni skutek, że udało mi się uzyskać od niego wydanie zakazu zajmowania zabytkowych gmachów uniwersyteckich na kwatery dla wojska, a przecież było tego kilkanaście budynków. Wojsko zostało z nich usunięte na rozkaz gen. von Höberta.

Dopiero po mniej więcej trzech tygodniach, które można by określić mianem sielanki w porównaniu z eksterminacją lat okupacyjnych, gdy władze cywilne zaczęły się mnożyć, było już gorzej, zwłaszcza z powodu trudności w zorientowaniu się w kompetencjach poszczególnych komórek administracyjnych. W ostatnim tygodniu października zjawiła się policja. Były już poważne kłopoty w związku z ponownym zajmowaniem sal, plątaniem się oficerów policji po zakładach naukowych i bibliotekach.

Wreszcie, bodaj 3 listopada, zjawił się u mnie w rektoracie oficer Gestapo z listem zapraszającym mnie do Obersturmbannführera Müllera na rozmowę w sprawach uniwersyteckich. Rozmowa odbyła się zresztą w uprzejmej formie w siedzibie Sicherheistpolizei przy ul. Pomorskiej, w dawnym Śląskim Domu Akademickim, gdzie przyjął mnie młody i przystojny, choć o odrażająco ostrym spojrzeniu oficer Gestapo, który poprosił o udzielenie mu szeregu informacji co do organizacji Uniwersytetu oraz co do elementu żydowskiego wśród wykładowców i młodzieży. Na koniec zażądał, żebym zwołał zebranie profesorów, na którym chciałby przedstawić „niemiecki punkt widzenia w sprawie nauki i szkół akademickich”. Choć niechętnie – musiałem się zgodzić i termin zebrania został wyznaczony na dzień 6 listopada”.

Już w listopadzie na Uniwersytet dotarła informacja, że w razie jakichkolwiek manifestacji w dniu 11 listopada zostaną wyciągnięte bardzo surowe konsekwencje.
Cdn.

Ireneusz T. Lisiak

Za: mysl-polska.pl