Putin w kinie „Wrzos”

0
57
Przed chwilą wróciłem z kina. Oglądałem dokumentalny film pod tytułem „Świadkowie Putina”. Na tym seansie byłem jedynym widzem i jak mnie poinformowała miła i uprzejma pani w kasie, na innych seansach frekwencja nie jest większa. To smutne.

Z innej strony chcę pochwalić osoby odpowiedzialne za repertuar w stalowowolskim kinie „Wrzos”, że podjęły ryzyko wyświetlania tego filmu. Film warto zobaczyć. Nakręcił go były współpracownik Putina. Nie mam zamiaru pisać obszernej recenzji. Wspomnę tylko, że jest to pokazanie Włodzimierza Putina z okresu przejmowania przez niego władzy w latach 1999-2000. Autor musiał być blisko Putina, ponieważ miał możliwość nagrywania jego osobistych wypowiedzi, które po dwudziestu latach nie stawiają Putina w korzystnym świetle. Nie wiem czy było to intencją autora filmu, ale Putin nie wypada demonicznie. To bardziej pokazanie kuchni politycznej.

Autor konstruuje różnicę między Putinem i Borysem Jelcynem. Jelcyn w obiektywie autora budzi litość i wychodzi na zdradzonego i wykorzystanego przez Putina, któremu przekazał władzę. To manipulacja. Dzisiaj wiadomo ile trupów w szafie miał Jelcyn, a Putin zostawił go bezkarnym. Taka ponoć była między nimi umowa. Autor filmu nie robi z Putina potwora, ale pokazuje, że już ujawniają się cechy przyszłego dzierżymordy. Ten wątek pewnie będzie bardzo odpowiadał w Polsce tym, którzy uważają Putina za zło wcielone.

Jeżeli wypowiedzi Putina były szczere, to rzeczywiście w ciągu dwudziestu lat wiele zmieniło się w jego postrzeganiu władzy. Dwadzieścia lat to wiele i zajmując się polityką wiem, jak potrafią zmienić się ludzie mający władzę. Sam jestem ciekaw co się we mnie zmieniło po dwunastu latach bycia prezydentem. Mam nadzieję, że to, co się zmieniło nie zmieniło się na gorsze. W tym kontekście odebrałem Putina we wspomnianym filmie, jak polityka, który podlega tym wszystkim procesom, które dotyczą polityków w każdym państwie.

Ten film nie zmienił niczego w moim postrzeganiu Putina. Ośmieliłbym się nawet stwierdzić, że to, co miałoby pogrążyć Putina w oczach polskiego widza, wcale tak bardzo nie różni się od metod rządzenia w Polsce. Pozbywanie się „zużytych” współpracowników, podporządkowywanie sobie mediów, niejasne źródła finansowania działalności politycznej nie są wyłączną specjalnością Putina. Liderzy polskich partii politycznych mogliby w tych sprawach niejedno ujawnić.

Jeżeli przyjąć, że ten film miał pokazać jak się władzę przejmuje i co się robi, żeby jej nigdy nie oddać, to coś podobnego można nakręcić na temat rządów PiS-u i nie tylko. Piotr Lipiński w biografii Bolesława Bieruta, opisując tłumy na jego pogrzebie, tak podsumował to wydarzenie; „Może Polacy współczują nawet zbrodniarzowi, jeśli podejrzewają, że zabili go Rosjanie”. Ten film warto zobaczyć również z tego powodu, żeby Polacy zrozumieli, iż nie warto współczuć polskim politykom, posuwającym się do politycznych podłości, nawet jeśli wmawia się Polakom, że wszystkiemu winni są Rosjanie, a zwłaszcza Putin. Historia manipulowania katastrofą smoleńską jest tego dobrym przykładem.

Andrzej Szlęzak

Za: mysl-polska.pl