Słowo na 13. niedzielę: Wzrastać w czasie ku Wieczności. Absurd i bezsens są gorsze od kłamstwa [ks. Stanisław]

0
51

28 czerwca w piątek po oktawie Bożego Ciała obchodzimy uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa. W naszej kulturze serce jest siedzibą uczuć dobrych albo złych, natomiast w Piśmie Świętym serce oznacza myśli i wolę.

Człowiek stworzony na obraz Boży poznaje siebie, ludzi i świat sercem, w sercu podejmuje decyzje, ma serce z ciała albo z kamienia. Serce wzniesione w górę otwiera się wobec Boga i ludzi, zdolne jest tworzyć wspólnotę serc Bożo-ludzką i międzyludzką, w wymiarze społecznym nazwaną przez bł. ks. Jerzego Popiełuszkę „solidarnością serc” gotowych wyjść z samotności i obojętności aż po wrogość i obcość ku odpowiedzialności, trosce, otwartości i ofierze.

Syn Boży jako Człowiek ma serce ludzkie i Boże zarazem, czułe i otwarte, na krzyżu zranione i przebite włócznią żołnierza. Bolesna rana prawego boku i serca Jezusa konającego przemienia się w ranę chwalebną Chrystusa Zmartwychwstałego. Przebite serce jako znak śmierci staje się na zawsze żywe i przemienia w zwycięski znak nowego życia bez końca darowany ludziom gotowym odpowiedzieć na mszalne wezwanie: „w górę serca” słowami i postawą: „wznosimy je ku Panu” – „Habemus ad Dominum”.

Z chwalebnej rany Bożego Serca tryskają promienie: czerwony i blady jako znak strumienia krwi i wody płynącego z przebitego Serca Zbawiciela na krzyżu. Ten strumień obecny w Eucharystii, w ofierze Mszy św. i w komunii św. pod postacią wina z kroplą wody przemienia ludzkie serca, tworząc jedność z Najświętszym Sercem Bożym, Niepokalanym Sercem Matki Bożej Maryi ku wiecznej wspólnocie nieba, ku zwycięstwu Bożej miłości miłosiernej w sercach ludzi przyjmujących przebaczającą miłość w sakramencie pojednania. Św. Tomasz Apostoł, którego święto obchodzimy 3 lipca, odzyskuje wiarę, gdy tydzień po Zmartwychwstaniu Chrystusa wkłada rękę do przebitego boku Zbawiciela i mówi: „Pan mój i Bóg mój”.

W sobotę 29 czerwca uroczyście czcimy świętych Apostołów Piotra i Pawła, nawróconych pasterzy Kościoła, uczestniczących we władzy pasterskiej Chrystusa. Każdy katolik jest Bożą owcą poddaną i prowadzoną, a jednocześnie na miarę swojego powołania – pasterzem karmiącym, prowadzącym i broniącym owce Bożego pastwiska. W liturgii słowa 13. niedzieli zwykłej roku C, 30 czerwca słyszymy o powołaniu prorockim Elizeusza przez Eliasza. Bóg wzywa ludzi, aby w Jego władzy prorockiej, kapłańskiej i pasterskiej chcieli i potrafili uczestniczyć. W drugiej niedzielnej lekcji św. Paweł pisze w liście do Galatów o powołaniu do wolności, ku której wyswobodził nas Chrystus (Ga 5, 1.13n) i uzdolnił aby w wolności trwać, odrzucając jarzmo niewoli. Nie ma wolności bez Chrystusa, bez trwania w miłości i prawdzie. Nie jest więc wolność dowolnością ani samowolą. Jarzmem niewoli bywa swoboda zło czynienia albo poddania się zwyczajom, ustawom i przepisom niezgodnym z Bożym prawem objawionym i zawartym w ludzkiej naturze oraz powołaniu do wierności, świętości i życia bez końca.

Różne ideologie i wierzenia pogańskie, komunistyczne i najnowsze podważające ludzką tożsamość, przymusowe jako uświadomiona konieczność odrzucają wolność w miłości i prawdzie, traktując samą miłość i prawdę jako ostoję zniewolenia, myląc miłość z chęcią i potrzebą, a prawdę z poglądem. Pluralistyczne rozumienie wolności jako swobody subiektywnego wyboru odrzuca wszelkie obiektywne warunki dobra jako zniewalające. Po prostu dobre jest to, co ktoś uważa za dobre, słuszne i postępowe albo bezmyślnie przyjmuje wolę innych, wybierając sytuacje zamętu, hałasu i pomieszania sensu i pojęć. Absurd i bezsens jest gorszy od kłamstwa. Nieprawdę można z czasem zweryfikować, odnosząc się do rzeczywistości i historii oraz konsekwencji. Wyjście z oparów absurdu jest trudniejsze, bo po duchowym samobójstwie, podobnie jak po fizycznym, cielesnym, nie można samego siebie wskrzesić. Wskrzesza i ożywia Bóg, posługując się wiernymi ludźmi i aniołami. Ale jeżeli ktoś ani w Boga, ani w dobrych Aniołów nie wierzy, poddaje się bożkom i złym duchom ku uciesze piekła kamuflującego się tylko do czasu, może obudzić się, gdy będzie za późno.

Gdy Chrystus wzywa: „Pójdź za Mną”, trzeba Go słuchać i Jego wolę spełnić. Bóg Stwórca nas kocha, a ze stworzeniami bywa różnie. Nie wszystkie rozumne i wolne stworzenia chcą i mogą być zbawione, jeżeli wolą zbawiać same siebie, naśladując złe z wyboru, chociaż dobre z natury duchy.

Ks. prymas Stefan kardynał Wyszyński powiedział w Warszawie 26 czerwca 1966: „Kościół pragnie, aby o każdym można było powiedzieć: oto człowiek! A w Polsce my wszyscy – biskupi, kapłani i rodzice – pragniemy jednego: aby o każdym Polaku można było powiedzieć: oto człowiek. To jest cała polityka Kościoła. Nie masz innej! Jest ta jedna: aby w rodzinie, narodzie, państwie kształtował się człowiek, o którym nawet gdyby był sponiewierany, można było jeszcze powiedzieć, jak o ubiczowanym Chrystusie: oto człowiek”.

Pragnienie Bożego Kościoła jest pragnieniem Boga. Ludzkie pragnienia mogą, ale nie muszą, z tym pragnieniem łączyć się dla osobistego i wspólnego dobra teraz i na zawsze. Wiele jest słusznych i niesłusznych pragnień. Aby je rozeznać, trzeba duchowo wzrastać, o czym powiedział ks. prymas w Warszawie 29 czerwca 1952: „Chociaż człowiek jest istotą społeczną, to jednak dojrzewa duchowo w pewnym odosobnieniu duchowym, jak dojrzewa ziarno w kłosie w ciepłe, przedżniwne noce. Każda wielkość wzrasta na wzór ziarna rzuconego w rolę”.

Żyjąc w poszukiwaniu straconego czasu, w drodze ku wieczności szukamy przewodnika i znajdujemy go w Chrystusie Królu Wszechświata oraz intronizowanym Królu Polski.

ks. Stanisław Małkowski