Destrukcja tożsamości narodowej jako ukryty program naukowy i edukacyjny

0
804

Prof. Leszek Jazownik

Niczym Sybir – niczym knuty

I cielesnych tortur król!

Lecz narodu duch otruty

To dopiero bólów ból!

 (Z. Krasiński, Psalm miłości)

 

Wprowadzenie

Unia Europejska miała budować Europę Ojczyzn. Miała być federacją suwerennych państw, szanującą tożsamość i odrębność poszczególnych narodów. Rzeczywistość okazała się inna. Wspólnota Europejska zmierza do tworzenia Europy bez Ojczyzn, do homogenizacji społeczeństw. W imię kolonizacji państw „drugiej prędkości” wydziedzicza się tu narody i deformuje się ich pamięć historyczną. Destrukcja tożsamości narodowej dokonywana jest m.in. w obrębie nauki i edukacji. W prezentowanym szkicu podjąłem próbę wskazania niektórych mechanizmów urzeczywistniania tej destrukcji. Odwołując się w sposób dość swobodny do pewnych idei, zaczerpniętych z koncepcji wiedzy/władzy Michela Foucaulta oraz koncepcji reprodukcji kulturowej Pierre’a Bourdieu, przyjmuję, że nauka i edukacja są elementami systemu przemocy symbolicznej, a więc systemu, za pomocą którego warstwy lub grupy, które uzyskały supremację w danej społeczności, narzucają pozostałej jej części model kultury /a/ odpowiadający interesom owych warstw lub grup oraz /b/ legitymizujący je i ich sposób sprawowania władzy. Przemoc symboliczna jest formą panowania niejawnego, mającego charakter zawoalowany. Realizuje się ona nade wszystko w dwojaki sposób. Pierwszy, który można nazwać dominacją strukturalno-instytucjonalną, polega na wytwarzaniu oplatającej i osaczającej podporządkowywane grupy społeczne sieci struktur i instytucji, wzmacniających dominację grupy „trzymającej władzę” oraz (głównie poprzez system selekcji i eliminacji jednostek niepokornych) uniemożliwiających dokonywanie zmian społecznych. Drugi sposób, który można by opatrzyć mianem „dominacji merytokratycznej”, sprowadza się do – mającego na celu utrwalanie istniejących stosunków władania – utrzymywania monopolu na wytwarzanie i limitowanie wiedzy uznawanej za prawomocną. Biorąc pod uwagę oba wskazane tu typy dominacji, staram się ukazać, w jaki sposób destrukcji tożsamości narodowej służą – z jednej strony – przyjmowane w naszym kraju rozwiązania w dziedzinie organizacji oraz finansowania nauki i szkolnictwa, z drugiej zaś strony – preferowane modele metodologiczne uprawiania humanistyki oraz dominujące sposoby profilowania wiedzy humanistycznej będącej przedmiotem społecznej transmisji w ramach szkolnego i pozaszkolnego systemu edukacji. Aby ułatwić zrozumienie dokonujących się współcześnie zmian w funkcjonowaniu nauki i edukacji, ich analizę pozwolę sobie poprzedzić krótkim nakreśleniem uwarunkowań społecznych i politycznych, pod których ciśnieniem zmiany te się dokonują. Oto, jak trafnie zauważył poeta i profesor historii literatury Jarosław Marek Rymkiewicz, u fundamentów Unii Europejskiej legły idee, które sformułowała jedna z założycielek ruchu komunistycznego – Róża Luksemburg. „Nieśmiertelna Róża” (Biessmiertnaja Roza – jak ją nazywano w Rosji) dążyła do likwidacji państw narodowych i przewidywała, że „powstaną Stany Zjednoczone Europy, które będą początkowo tworem »burżuazyjnym«, ale potem, kiedy wybuchnie rewolucja, zostaną przejęte przez klasę robotniczą /…/”[1]. Współcześnie w duchu wskazanych dążeń opracowano – o czym donosi brytyjski dziennik „The Daily Telegraph” – tajny dokument, przeznaczony wyłącznie do wiadomości dyplomatów i urzędników przygotowujących posiedzenie Rady Europy 28 i 29 czerwca 2012 roku, w którym stwierdza się, że w ciągu najbliższych 10 lat powinno nastąpić utworzenie z Europy jednolitego tworu polityczno-finansowego, co oznacza oczywiście całkowitą likwidację państw narodowych[2]. W wypadku Polski likwidację tę poprzedza doprowadzenie państwa do zupełnej ruiny (liczba zamykanych zakładów pracy oraz wielkość długu publicznego i prywatnego są jej najlepszymi wskaźnikami). Aby można było dokończyć dzieła destrukcji, należy naród upokorzyć, upodlić, wyzbyć poczucia godności, całkowicie rozmydlić jego tożsamość. Trzeba wyhodować Nowego Człowieka – unijnego bezpaństwowca człowieka łatwo sterownego, który bez szemrania podporządkuje się – jak to określa Rymkiewicz – duchowym spadkobiercom Biessmiertnoj Rozy i potulnie będzie funkcjonował w rzeczywistości zorganizowanej dla niego na neoliberalną modłę. Temu właśnie służą głównie przemiany dokonujące się dziś w obrębie nauki i edukacji.

 

Destrukcyjny charakter sposobu organizacji nauki i szkolnictwa

Intensywne, co nie znaczy, że przemyślane i dobrze przygotowane, reformy, które wprowadza resort nauki i szkolnictwa wyższego oraz resort oświaty, łączy pewna charakterystyczna cecha wspólna. Otóż kierownictwo obu resortów bardziej woli odwoływać się do doświadczeń zachodnioeuropejskiej administracji sterującej badaniami naukowymi oraz administracji oświatowej niż do refleksji polskich ekspertów. Odwzorowując wzmiankowane doświadczenia, nie tylko przeszczepia na grunt polski zachodnioeuropejskie koncepcje reform, ale też przenosi typowy dla urzędników Unii Europejskiej arogancki styl ich przeprowadzania. Wyróżnikami tego stylu są: – przedstawianie przyjmowanych rozwiązań jako oczywistych, bezalternatywnych i nie podlegających dyskusji („nie ma innego rozwiązania” – to ulubione powiedzenie urzędników MNiSW oraz MEN) – radykalne ograniczenie społecznej debaty nad kierunkami reform i ochranianie przyjętych rozwiązań przed dyskusją (narażającą owe rozwiązania na krytykę) poprzez możliwie bezgłośne ich przemycanie – dokonywanie wątpliwej jakości eksperymentów na „żywym” organizmie nauki i oświaty (z pominięciem badań wdrożeniowych i pilotażowych, przeprowadzanych w wybranych placówkach) – lekceważenie opinii ośrodków akademickich oraz związków zawodowych i nauczycieli – wspieranie – jak to określa Richard Pringe – gangokracji, tj. różnych świetnie finansowanych instytucji pozarządowych (fundacji naukowych i oświatowych, stowarzyszeń, ośrodków konsultacyjnych itd.), które – pozostając na garnuszku sponsorów – mają za zadanie forsować rozwiązania administracji państwowej oraz podnosić rwetes i manifestować „święte oburzenie” w sytuacji, gdy rozwiązania te są społecznie kontestowane – zastępowanie stałego monitorowania rezultatów reform za pomocą niezależnych badań rozbudowaną sprawozdawczością, w której administracja w resorcie nauki i administracja oświatowa występuje w roli kontrolera własnych poczynań, lub też kosztochłonnymi, ale niezbyt przemyślanymi diagnozami prowadzonymi przez instytucje podległe ministerialnym zleceniodawcom[3].

 

Dalsza część artykułu w naszym miesięczniku nr 6/2015.