Dekomunizacja przestrzeni akademickiej

0
433

Józef Wieczorek

Komunizm był systemem kłamstwa, a nauka to poszukiwanie prawdy. Nauka w Polsce przeszła przez system komunistyczny – system kłamstwa, pozostając przez kilkadziesiąt lat w sytuacji schizofrenicznej. Skutki tego przejścia trwają do dnia dzisiejszego, tym bardziej, że w Polsce nie było dekomunizacji systemu akademickiego ( i nie tylko) i nie było woli większości, aby ją przeprowadzić. Wielu aktywistów i miłośników komunistycznego systemu kłamstwa nadal pełni w polskim systemie akademickim funkcje decydenckie,
a ich ofiary są poza systemem. Najwyższy czas, aby zdekomunizować przestrzeń akademicką, aby dać szansę na normalny rozwój nauki w Polsce i formowanie kolejnych pokoleń w systemie prawdy, a nie kłamstwa.

NIE dla dezaktualizacji lustracji i dekomunizacji

W przestrzeni publicznej rozpowszechniane są poglądy, zapewne „Związku Zawodowego Tajnych Współpracowników”, jakoby upływ czasu i wymiana generacyjna pracowników nauki zdezaktualizowały kwestie lustracji i dekomunizacji. Od 1989 r. upływa raptem 27 lat, czyli najmłodsi tajni lub jawni współpracownicy systemu kłamstwa mają raptem ok. 50 lat, a starsi 60, 70 czy 80 lat. Ci młodsi wchodzą dopiero w wiek decydencki, starsi już są od lat decydentami, a najstarsi – wpływowymi członkami rozmaitych gremiów akademickich. Ludzie bez twarzy i kręgosłupów decydują o stanie nauki i edukacji w Polsce, generując ogromne patologie niszczące ogromny potencjał intelektualny Polaków. Nie bez przyczyny walczą o dezaktualizację lustracji i dekomunizacji. Taki jest interes beneficjentów systemu PRL/III RP (sic!), ale nie jest to interes Polski, szczególnie młodszego pokolenia. Dezaktualizacji lustracji
i dekomunizacji trzeba powiedzieć stanowcze NIE i, jednocześnie, należy walczyć o dezaktualizację etatów
i stanowisk decydenckich tajnych i jawnych współpracowników systemu komunistycznego i o ujawnianie prawdy. Żaden upływ czasu, ani wymiana generacyjna pracowników nauki nie zdezaktualizuje kwestii poznania prawdy, bo to by była dezaktualizacja nauki. W lustracji akademickiej chodzi przede wszystkim
o poznanie mechanizmów i identyfikację osób, które działały na rzecz „Wielkiej Czystki Akademickiej”
u schyłku PRL. Same wykazy tajnych współpracowników nie wystarczą, tym bardziej, że niektórzy badacze dostarczają rzekomych dowodów o, rzekomo znakomitych, wynikach ochrony powierzonych im – tj. tajnym współpracownikom – obiektów akademickich. Z tak ochranianych uczelni podobno nikt nie został usunięty
z przyczyn pozamerytorycznych, a „Wielka Czystka Akademicka” podobno jest mitem. Tak twierdzą beneficjenci wielkiej czystki, rzecz jasna uważających się za najlepszych, bo taki rzekomo kierunek miała selekcja w systemie komunistycznym. Skoro system komunistyczny rzekomo wyselekcjonował najlepszych
w wyniku symbiozy PZPR-SB – nomenklaturowe władze akademickie, to rzeczywiście lustracja nie miałaby sensu, a tym bardziej dekomunizacja, bo przecież o to chodzi, aby dla dobra społecznego najlepsi
z najlepszych tworzyli system akademicki. Tak jednak nie jest, bo w systemie komunistycznym dominowała negatywna, a nie pozytywna selekcja kadr i doszło do „Wielkiej Czystki Akademickiej” – tych niewygodnych dla systemu. Skutki tego są widoczne na każdym kroku akademickim i reformy systemu prowadzone
w kierunku dobrej zmiany nie mogą tego nie brać pod uwagę.

Upadek Uniwersytetu Jagiellońskiego pod rządami komunistów opisany został w książce Krystiana Brodackiego – Trzy twarze Juliana Haraschina. Z tego upadku UJ do tej pory się nie podniósł.  To silny argument na rzecz dekomunizacji systemu, ale komu na tym zależy? Tylko nieliczni czekają na nową królową Jadwigę, aby odnowiła uniwersytet.

 

Dalsza część artykułu dostępna w nr.12 Polityki Polskiej.