Na sobotę Chesterton: O przemijaniu (z tomiku „Obrona rozumu”)

0
1292
[bsa_pro_ad_space id=5]

G.K. Chesterton

[bsa_pro_ad_space id=8]

Na sobotę Chesterton: O przemijaniu (z tomiku "Obrona rozumu") ChestertonJedną z osobliwych zagadek współczesnej polityki można by ująć tak: kiedy władza była dożywotnia, zawsze jej przypominano, że jest przemijająca, lecz kiedy władza z założenia jest przemijająca, traktuje się ją, jakby była dożywotnia. W czasach, gdy król naprawdę mógł skrócić każdego o głowę, słyszał co i rusz od mędrców i wizjonerów, że jego własne życie też będzie krótkie. Kiedy istnieli autentyczni despoci, mający nad ludźmi władzę życia i śmierci, istnieli też autentyczni poeci i satyrycy, mówiący despotom, że ich życie też skończy się śmiercią. Lecz nikt tego nie mówi, odkąd w państwie zwyciężył ustrój zwany liberalną demokracją. Nikt jeszcze nie wytłumaczył  autentycznie przemijającemu władcy, że jest przemijający, ba, nawet że jest przejściowy.

A przecież od zarania dziejów, i omalże jeszcze wcześniej, wciąż powtarzało się to ostrzeżenie przed powabem doczesnej potęgi. Egipscy faraonowie podczas uczty kazali sadzać na zaszczytnym miejscu szkielet. Rzymski zdobywca w godzinie swego tryumfu miał niewolnika, który stał za nim na rydwanie, szepcąc mu do ucha: „Pamiętaj, że jesteś śmiertelny”. Średniowieczny normański król Sycylii, jak podaje opowieść, przypomniał sobie podczas nieszporów, że Bóg złożył wyniosłych z tronów i znikczemnił wielmożne. Książęta u schyłku średniowiecza niejeden raz bawili się pod freskami i mozaikami, przedstawiającymi Taniec Śmierci, podczas którego nędzny kościotrup bezceremonialnie pakował królów do worka i unosił ze sobą. Przez cztery tysiące lat naszej znanej historii, w Europie, czy to pogańskiej, czy chrześcijańskiej, gdzieś w tle ciągle pobrzmiewała ta subtelnie wywrotowa, żałobna pieśń:

Świetności rodu, stanu blaski –
To tylko cieni gra myląca;
Próżne są ludzkie wynalazki,
Śmierć zimną dłonią królów strąca,
Nie jest osłoną
Berło z koroną
I gdy upadnie w grób, oznacza
Tyle co nędzny pług oracza 1.

Kapelani dworscy wielkiego francuskiego monarchy prawili kazania Królowi Słońce, mówiąc mu, że nawet jego słońce kiedyś zajdzie. A potem, w XIX wieku, nastała radykalna, niepojęta zmiana. Ni stąd, ni zowąd zaroiło się od ludzi, którzy wypowiadali się, jakby to im jednym było dane żyć o nieskończonym wschodzie słońca.
Nikt już nie traktuje polityków w taki sposób. Nikt nie upiera się, że szkielet koniecznie musi siedzieć przy głównym stole, po prawej ręce burmistrza Londynu, podczas obiadu na cześć premiera Anglii. Nikt nie proponuje, żeby mistrz ceremonii – kiedy już uciszy  zgromadzonych i zapowie przemówienie szlachetnie urodzonego lorda Bundlebury, rycerza Orderu Podwiązki, kawalera Orderu Świętego Michała – nachylił się do ucha tego znamienitego męża stanu i sycząco, dobitnie wyszeptał: „Pamiętaj, że jesteś śmiertelny”. Cała tradycja tej prawdy znikła, jakby ją wymiotło. Żaden artysta nie pokrywa ścian freskami, ukazującymi Śmierć, która chwyta wierzgających ministrów i pakuje ich do worka. Żaden poeta nie pisze żałobnej ody do wielkich magnatów prasowych, nawet tych noszących tytuły szlacheckie:

Świetności newsów, blask sensacji –
To tylko cieni gra myląca;
Pośród krzykliwych rewelacji
Śmierć zimną dłonią was postrąca.

Gdy nastał wiek XIX, pojawiło się nowe, sprzeczne z naturą nastawienie. Ludzie zaczęli z wielkim optymizmem patrzeć na trwałość ziemskich mód, czy to politycznych, czy nawet światopoglądowych. Szekspir, żyjący pod rządami Tudorów, którzy mogli zabić (i zabijali) każdego, kogo im się żywnie podobało, umiał pisać ze spokojnym dystansem o człowieku, który „ustrojony w przemijającą i niewielką władzę, zapominając o tym, co jedynie wie bez wątpienia – o swym kruchym losie – jak rozwścieczona małpa takie harce wyprawia, stojąc przed obliczem Niebios, że aniołowie płaczą”2. Nowoczesny polityk, który wchodzi do rządu w drodze wyborów, jest w teorii ustrojony w jeszcze mniejszą władzę, i Bóg świadkiem, wyprawia fantastyczne harce, nad którymi aniołowie nie tylko płaczą, ale pewnie trzymają się za boki ze śmiechu. A jednak ani jeden poeta czy dramaturg w ciągu ostatnich stu lat nie pisał w taki sposób o żadnym polityku. Nikt nie informował popularnego premiera, że i on prędzej czy później odejdzie, nawet jeśli miał odejść już za miesiąc. Nikt nie powiadamiał polityków, że staną się pokarmem dla robactwa, nawet jeśli różnicę między politykami a robactwem trudno było dostrzec gołym okiem. Dziwne, ale ten długi literacki lament, ten protest przeciw możnym tego świata, który ciągnął się przez całe wieki i obejmował tysiące utworów, od Magnificat aż po Podróże Guliwera, skończył się jak nożem uciął, gdy tylko nastała epoka władzy parlamentarnej, z założenia będącej władzą ludu. I choć na przedwyborczych mityngach pada całe mnóstwo pytań, mocno wątpię, aby kiedykolwiek z tylnego rzędu podniósł się jakiś człowiek o poważnym, melancholijnym obliczu i powiedział: „Panie przewodniczący, chciałbym zapytać kandydata na posła, czy przyszło mu kiedyś do głowy, że pewnego dnia umrze”.
Wszystko to, obawiam się, brzmi dziwacznie w nowoczesnych uszach, a już szczególnie w uszach posłów, które często są aż nazbyt podobne do uszu osłów. Ja jednak naprawdę myślę, że ta właśnie sprawa ma zasadnicze znaczenie, jeśli chcemy znaleźć przyczyny zła, które zniszczyło parlament jako instytucję obywatelską. Poczucie, że ludzie są braćmi zrównywanymi przez śmierć, zanikło doszczętnie, odkąd świat zaczął głosić kazania o braterstwie i równości. Każde wybory do parlamentu są za to traktowane jak Dzień Sądu Ostatecznego, a każdy eksperyment społeczny jak Nowy Porządek Świata. Uczy się ludzi, że mają patrzeć wyłącznie w świetlaną przyszłość, chociaż ta przyszłość
nie do nich już będzie należeć. Oducza się ich patrzenia w przeszłość, bo przeszłość stanowi jedno wielkie świadectwo, że wszystko przemija.


1 Początek wiersza Jamesa Shirleya (1596-1666) w przekładzie Stanisława Barańczaka (wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki).

2 William Szekspir, Miarka za miarkę, przekład Macieja Słomczyńskiego.

 

Esej ukazał się w tomiku pt. „Obrona rozumu”, wyd. Fronda 2014. Poprzedni odcinek poniżej.

Na sobotę Chesterton: O bezwstydzie (z tomiku Obrona rozumu)

[bsa_pro_ad_space id=4]