Rewolucja kulturowa w psychologii

0
50

Bogna Białecka

Lata sześćdziesiąte przyniosły istotne zmiany na polu psychologii, wprowadzając w tę naukową dziedzinę liczne elementy wywodzące się wprost ze sfery najczystszego zabobonu obficie podlane tanią czułostkowością i tandetnym efekciarstwem.

Transseksualne, niebinarne płciowo jestestwo z niebieskimi włosami skarży się w telewizji na dyskryminację kobiet w podręcznikach biologii i medycyny wskutek utrzymywania, iż mężczyźni mają więcej testosteronu niż one. Właśnie wróciło z warsztatów „zwiększania samoświadomości waginy za pomocą energii kundalini”, gdzie się rozpłakało, gdyż prowadząca wykazała się transfobią sugerując, iż będzie onemu trudno zwiększyć samoświadomość swej waginy, skoro fizycznie jej nie posiada. Wszystko to wpływa nań bardzo depresyjnie, zatem udaje się na koleją sesję do terapeutki, która łagodnie mu tłumaczy, że podstawowym jej/jego problemem jest uzależnianie poczucia swej wartości od zewnętrznych opinii. Pokrzepione wychodzi z sesji, by udać się w nagrodę na eksplorację swej seksualności w niezbadane do tej pory rejony ulubionego portalu „dla dorosłych”.


Choć zapewne dla większości ludzi powyższy opis brzmi groteskowo, jest jednak skondensowanym doświadczeniem coraz liczniejszej grupy pogubionych osób, które w niedawnej przeszłości prowadziłyby ożywioną dyskusję z Napoleonem i innymi współ-rezydentami ośrodka zamkniętego. Dziś są studentami gender studies, działaczami organizacji zasilanych pieniędzmi Sorosa i Unii Europejskiej, artystami…

Rok 1968 stał się symbolem rewolucji kulturowej, która doprowadziła nas do tego miejsca. Oczywiście zamieszki studenckie są tylko nośną ikoną tej rewolucji, momentem, w którym przemiany nabrały szybszego tempa. Wynalezienie i rozpowszechnienie antykoncepcji hormonalnej, wykreślenie drogą głosowania homoseksualizmu ze spisu chorób i zaburzeń, wprowadzanie w coraz większej liczbie krajów aborcji na żądanie, zmiana wizerunku pornografii ze wstydliwych materiałów dla dewiantów seksualnych na rozrywkę dla dorosłych – to tylko pojedyncze elementy układanki.

Warto przyjrzeć się dokonanym w tamtym czasie zmianom w psychologii. Stosunkowo dynamiczny rozwój behawioryzmu i psychologii eksperymentalnej uległ zahamowaniu. Z kolei rozwój psychoanalizy, a zwłaszcza przekonanie, że za większość problemów odpowiada stłumienie popędu seksualnego przez wymuszone przystosowanie się do restrykcyjnych norm społecznych stał się jednym z motorów rewolucji. Interesujące jest też przenikanie praktyk okultystycznych i szamańskich do psychoterapii – na przykład wykorzystywanie ich przez zafascynowanego „duchowością Wschodu” Carla Junga w rozwijanej przezeń koncepcji psychodynamicznej tak zwanej psychologii głębi. Element fascynacji pokolenia ’68 przefiltrowanym na potrzeby kultury postchrześcijańskiej buddyzmem i hinduizmem to między innymi jego zasługa.

Jednak lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte to też okres rozwoju koncepcji psychologicznych równie destrukcyjnych, lecz niebezpośrednio odwołujących się do seksualności czy okultyzmu.

Psychologia humanistyczna

W roku 1963 Gordon Allport, Charlotte Bühler, George Kelly i Carl Rogers powołali do istnienia Amerykańskie Stowarzyszenie Psychologii Humanistycznej. Choć koncepcje poszczególnych autorów różnią się między sobą, istotą tej modalności jest skoncentrowanie na człowieku, postawienie go w centrum w oparciu o stare założenie o wrodzonej doskonałości człowieka niszczonego wskutek toksycznych oddziaływań społecznych. Psychoterapia humanistyczna prowadzi pacjenta do jak największego indywidualizmu i autonomii, stara się uzmysłowić mu, jak wiele z jego przekonań nie jest tak naprawdę jego, lecz zostają mu one narzucane z zewnątrz. Dlatego uczy ona odrzucania zewnętrznych (także moralnych) ocen zachowania i polegania na własnych uczuciach. Podstawą procesu psychoterapeutycznego jest bezwarunkowa samoakceptacja. Co w takim razie według twórców psychologii humanistycznej może zapobiec bezwzględnemu wykorzystywaniu innych ludzi przez samoakceptujące się, wewnątrzsterowne indywiduum? Empatia – będąca według nich podstawą skutecznej komunikacji z innymi ludźmi oraz podstawowym warunkiem etycznego postępowania.

Mit empatii

Niepisanym dogmatem psychologii stało się założenie, że czynnikiem zapewniającym ład społeczny nie jest i nie powinien być system nakazów i zakazów moralnych, lecz empatia. Nie potrzebuję przykazań, by być moralnym; wystarczy mi empatia – głosi jeden z najczęściej powtarzanych ateistycznych sloganów. Właśnie odwołanie do empatii stanowi element, który według psychologii humanistycznej zabezpiecza społeczność ludzką przed rozpadem na zespół skoncentrowanych wyłącznie na własnych potrzebach egotyków.

Jednak z mitem empatii jako podstawy moralności rozprawia się Paul Bloom w książce Against empathy (Przeciw empatii, na rzecz racjonalnego współczucia). Bloom pokazuje konkretne przykłady, kiedy empatia przeszkadza w podejmowaniu słusznych moralnie decyzji.

Najciekawszy przypadek został zbadany w eksperymencie naukowym. Daniel Batson z zespołem przedstawiali badanym historię podopiecznej organizacji charytatywnej Quality Life Foundation. Fundacja ta opiekowała się poważnie chorymi dziećmi, pragnąc ulżyć ich cierpieniom. Oznaczało to zbieranie funduszy na kosztowne leczenie, dzięki któremu dzieci zaczynały lepiej funkcjonować. Badani słyszeli historię dziewczynki oczekującej (jako dziesiąta) w kolejce do leczenia. Mogli obejrzeć jej zdjęcia, posłuchać jej opowieści. Jednej grupie polecono jak najobiektywniej ocenić jej sytuację, unikając zarażenia się jej emocjami. Druga grupa otrzymała instrukcję, by jak najlepiej wczuć się w sytuację chorej dziewczynki, by się zaangażować empatycznie. Następnie obu grupom powiedziano, że mogą przesunąć dziewczynkę na sam początek kolejki. Obie grupy wiedziały, że oznacza to, iż inne dzieci będą czekać dłużej na swoją kolej. Co się okazało? Aż dwie trzecie osób z grupy „empatycznej” zdecydowało się przenieść dziewczynkę na początek kolejki. Grupa „racjonalna” zwracała uwagę, że ustawienie dzieci w kolejce nie było przypadkowe i że przesuwając dziewczynkę na początek, szkodzą dzieciom pilniej potrzebującym tego leczenia. Eksperyment ów pokazał, że empatia może pobudzić nas do zachowań niekoniecznie sprawiedliwych i odpowiedzialnych.

Inny problem, na który zwrócił uwagę Bloom, stanowi fakt, że jesteśmy w empatii wybiórczy. Potrafimy odczuwać empatię wobec jednej, ewentualnie kilku osób. Gdy cierpi cały tłum – stajemy się bezradni. To za dużo cierpienia naraz. Wiedzą o tym fundacje zbierające pieniądze na szlachetne cele. Łatwiej uzyskać pieniądze na pomoc konkretnej osobie, konkretnej rodzinie, której wzruszającą historię, zdjęcia, wypowiedzi są dostępne potencjalnym darczyńcom. Trudniej zbiera się fundusze na pomoc większej liczbie osób. Zbierając pieniądze na ofiary powodzi, pokazuje się raczej kilka osób, najlepiej budzących sympatię i opiekuńczość (na przykład dzieci), nie cały wielki, pozbawiony dachu nad głową tłum.

Co ciekawe, odruch empatii działa też w stosunku do zwierząt. Łatwiej fundacji opiekującej się zwierzętami zebrać fundusze na konkretnego psa niż na przykład na akcję sterylizacji bezdomnych kotów. Gdy nie ma konkretnej mordki, która budzi naszą empatię, z większym oporem otwieramy portmonetkę. To tylko niektóre z przykładów podanych przez Blooma na dowód, że empatia nie może być wyznacznikiem moralności.

Jako rozwiązanie problemu Bloom postuluje tak zwany „racjonalny pragmatyzm” Petera Singera. Mówi, że jedynym kryterium moralności powinna być korzyść społeczna. Kto jednak miałby określać, co jest społecznie korzystne? Chcąc realizować postulaty psychologii humanistycznej o bezwarunkowej wewnątrz-sterowności każdego indywiduum, musimy odrzucić zewnętrzne normy narzucone przez kogokolwiek. Idealne społeczeństwo w stylu Rogerowskim bez magicznego źródła moralności w postaci naturalnej, wewnętrznej empatii okazuje się zestawem bezwzględnych indywiduów walczących ze sobą o jak najlepsze warunki życiowe.

Wirtualna pompa hormonalna

Pozbawione tożsamości niebieskowłose indywiduum ze wstępu nawet nie zdaje sobie sprawy, że jest produktem wcielenia w życie ideologii, które w błyskawicznym tempie rozwinęły się w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Zagubienie i pozbawienie tożsamości będące wynikiem logicznego wprowadzenia w życie błędnej koncepcji wolności, negującej istnienie obiektywnego dobra i zła, prowadzi do coraz większej izolacji ludzi. Pociechę znajdują w świecie wirtualnym dostarczającym zarówno adrenaliny w postaci skomplikowanych gier, jak dopaminy w postaci pornografii.

Moment, w którym uda się stworzyć technologię realistycznie imitującą trójwymiarową rzeczywistość (nad czym intensywnie od kilku lat pracuje wiele firm), przyspieszy zakończenie procesu.

Wielopokoleniowy eksperyment psychologii humanistycznej pokazuje najlepiej, dokąd prowadzi indywidualizm zaprzeczający istnieniu obiektywnego zewnętrznego wobec człowieka dobra i prawdy. Gdy rezygnujemy z Dekalogu jako zewnętrznego, obiektywnego wyznacznika oceny moralnej zachowań, zmieniamy się w luźny konglomerat egoistycznych jednostek łatwych do manipulacji za pomocą sztucznie rozbudzanej empatii wobec zjawisk pożądanych przez manipulatorów.

Rezultat? Wspomniane na wstępie płaczliwe, niebieskowłose, niebinarne płciowo indywiduum rozładowujące napięcie seksualne przez coraz to nowe rodzaje pornografii, potrzebę kontaktu z żywą osobą zaspokajające u psychoterapeuty, a potrzebę poczucia, że jest „dobrym człowiekiem” przez fakt „adoptowania” pieska i rozmawianiu z nim w tonie (w zależności od dnia):

– Zobacz, kochanie, jaką piękną wegańską przekąskę ci mamusia (tatuś) przyniosła (przyniósł).

za: pch24.pl


MOŻE CIĘ TEŻ ZAINTERESUJE:

Seks narzędziem sterowania, czyli czas kolonizacji rozumu