1920-2020 – Niech przemówią świadkowie (1) PŁK. ALEKSANDER KĘDZIOR O WYPRAWIE KIJOWSKIEJ 1920 ROKU

0
396

Od redakcji PP: Na oficjalnej stronie rządowej poświęconej Bitwie Warszawskiej 1920 roku [bitwa1920.gov.pl] wciąż jest, mimo upływu 100 lat, mowa o planie Marszałka Piłsudskiego zwanego tym razem “Wielką Kombinacją”. Jak skrótowo przedstawialiśmy to już TUTAJ, autorem planu Bitwy Warszawskiej 1920 roku był gen. Tadeusz Jordan Rozwadowski, który wydał symboliczny rozkaz nr 10.000, gdy tymczasem Marszałek Piłsudski 12 sierpnia opuścił Warszawę i udał się w okolice Tarnowa do p. Aleksandry Szczerbińskiej na ok. 2 dni, po czym zagościł w Puławach oczekując na rezultat potyczki polsko-bolszewickiej. Następnie wykonał opóźniony w stosunku do planów manewr znad rzeki Wieprz i dlatego nieskuteczny.

Polacy, czas po 100 latach stanąć w prawdzie i odkłamać mity i legendy stworzone przez sanację i “chłopców Piłsudskiego”, którzy bohaterów Bitwy Warszawskiej 1920 roku, szczególnie po zamachu 1926 roku, skazywali na zapomnienie, więzienia, a nawet śmierć (gen. Włodzimierz Zagórski i prawdopodobnie gen. Tadeusz Rozwadowski i inni). W PRL nie było nam to dane, w III RP ponownie zakwitł, na nasze polskie nieszczęście, “kult Piłsudskiego”, dyktatora i niszczyciela demokracji parlamentarnej.

Niech Maryja Królowa Polski nam w tym dopomoże !


Przedstawiamy w odcinkach, dzień po dniu, wspomnienia uczestników tamtych wydarzeń.

ODCINEK I. PŁK. ALEKSANDER KĘDZIOR O WYPRAWIE KIJOWSKIEJ 1920 ROKU

W bogatych dziejach polskich, obok dni chwały, notowaliśmy również straszne klęski, jak Żółte Wody, Korsun, Piławce.

Zagadnienie, które przedstawiam czytelnikom, przekracza tamte, a w swym założeniu i skutkach jakie mogło przynieść było takie, że nie będzie przesadą, jeśli stwierdzimy, iż tylko cud uratował nas w odwrocie spod Kijowa.

Rozmiary naszej klęski w operacji kijowskiej nie zostały nigdy w całej pełni obiektywnie opracowane i przedstawione. Wpłynęły na to: zwycięstwo nad Wisłą, objęcie po maju władzy przez Piłsudskiego i serwilizm Biura Historycznego. Te czynniki sprawiały, że publicystyka związana z wyprawą miała charakter bądź emocjonalny bądź apologetyczny.

Apologia rysuje wizję wolnej Ukrainy, związanej sojuszem z Polską, nie tylko jako cel wyprawy, ale jako usprawiedliwienie związanego z nią ryzyka. Problem zaś sprowadza się do pytania: Czy w ówczesnej sytuacji strategicznej Polski operacyjna realizacja tego celu była możliwa (i czy w ogóle cel był politycznie osiągalny z Petlurą)? Dziś, gdy wszyscy główni aktorzy kijowskiego dramatu nie żyją, gdy tajna korespondencja dyplomatyczna i wywiadowcza, została bądź celowo zniszczona, bądź przepadła w czasie wojny 1939-45, każda próba obiektywizmu napotyka na nieprzezwyciężone trudności. Można jedynie wskazać na te elementy, których poznanie zbliży nas do prawdy.

Najważniejszym byłoby rzeczowe opracowanie operacyjne wyprawy, ustalające wszystkie przesłanki związane z jej planowaniem (sytuacja własna, wiadomości i ocena nieprzyjaciela, teren operacji, plan i hipotezy manewru), jak również obiektywne oświetlenie osoby autora i dowódcy – Piłsudskiego, który do czasu kryzysu i powstania Rządu Jedności Narodowej prowadził wojnę na własną rękę, stawiając Rząd – w sprawach najistotniejszych – przed faktami dokonanymi.

Gdy rodził się zamiar wyprawy kijowskiej, nasza sytuacja przedstawiała się następująco: Po przyjściu Armii Hallera i otrzymaniu pomocy w sprzęcie i materiale francuskim przystąpiliśmy do organizacji wielkich jednostek – z oddziałów całkowicie zaimprowizowanych i ochotniczych, które powstały samorzutnie na wszystkich uwolnionych terenach kraju przy użyciu broni i materiału pozostawionego przez zaborców. W oddziałach znajdowało się wielu żołnierzy, którzy w r. 1920 zaczynali swój szósty rok wojny (demobilizację ich przeprowadzono w trakcie wyprawy kijowskiej). Pod względem wyszkolenia i wartości bojowej panował zupełnie indywidualizm. Na ogół oddziały były odbiciem ich dowódców, a o jednolitej doktrynie nie było mowy. Pod względem zaopatrzenia w sprzęt i materiał uzbrojenia, w razie większego operacyjnego zużycia, byliśmy całkowicie zależni od pomocy z zagranicy. Zaopatrzenie intendenckie przedstawiało się niewiele lepiej. Tabory konne i zużyty tabor kolejowy utrudniały manewr operacyjny, a możliwości manewru strategicznego stawiały pod znakiem zapytania. Kraj – po ostrej zimie, epidemii hiszpanki, wobec braków żywego inwentarza i nasion na siew – był na granicy nędzy i głodu (ówczesna pomoc Ameryki miała bezcenną wartość).

Po stronie sowieckiej wiosna 1920 roku była okresem pomyślnym. Zlikwidowano fronty wewnętrzne Murmańska, Syberii i Kaukazu. Opór Judenicza, Kołczaka i Denikina został złamany. Trocki przystąpił do reorganizacji Czerwonej Armii, a biorąc zakładników w rodzinach carskich oficerów zawodowych zapewnił dopływ fachowców do operacji, zaopatrzenia, transportów i organizacji szkolenia (jednym z nich był późniejszy marszałek Szaposznikow). Powstała siła zbrojna z prawdziwego zdarzenia. Rosja dysponowała, jak na ówczesne swoje potrzeby, dużym zapasem broni i amunicji, przemysłem uzbrojenia i zaopatrzenia intendenckiego. Sieć kolejowa i niezagrożone tyły pozwalały na dużą swobodę manewru strategicznego. W sumie, na wiosnę 1920 r. bolszewicy dysponowali zorganizowaną silą zbrojną, o dobrych nastrojach po zwycięstwach na froncie wewnętrznym. Gros jej – ponad 250.000 ludzi – tworzyło strategiczną masę manewrową. Kryzys wewnętrzny z lat 1918-1919 był zwycięsko przełamany. Przed Polską stał zupełnie nowy przeciwnik – odmienny od niezorganizowanych band, z którymi mieliśmy do czynienia w r. 1919.

W tym czasie nie zrealizowaliśmy nawet wszystkich naszych możliwości, bo przeszkadzały wewnętrzne tarcia i wzajemna nieufność pomiędzy Piłsudskim, Dowborem i Hallerem. Sojusznik zaś nasz, Petlura, nie przedstawiał żadnej realnej siły ani nawet potencjalnych wpływów na prawobrzeżnej Ukrainie.

Wódz Naczelny, Piłsudski był z zawodu rewolucjonistą, o materialistycznym poglądzie, uznającym dogmat gwałtu w walce o władzę. Był wojskowym samoukiem. Miał ograniczone doświadczenie w praktycznym dowodzeniu, nie posiadał znajomości sprzętu i spraw zaopatrzenia. Sztukę wojenną rozumiał jednostronnie – jako domenę manewru, bez wgłębiania się w przygotowanie potrzebnych środków. W sferach elity konfraterni rewolucyjnej świata zajmował Piłsudski wysokie stanowisko i stąd głównie płynęła jego pewność siebie. Dominującymi cechami jego charakteru były – nieufność, skrytość, mściwość i zawiść.

Jak powstał plan wyprawy kijowskiej, kto był jej spiritus movens – nie dowiemy się zapewne nigdy. Wiemy tylko, że gen. Rozwadowski był jej zdecydowanym przeciwnikiem, proponując w zamian zajęcie Prus Wschodnich, a gen. Szeptycki odradzał. W dowództwie frontu gen. Listowskiego Piłsudski, przed wyprawą, powiedział: Moskali mogę bić, jak chcę, i pójść w Rosji dokąd chcę. Obecni byli przy tym
członkowie zagranicznych misji wojskowych.

W swej książce „Rok 1920” Piłsudski naświetla stronę operacyjną wyprawy: pisze, że obliczył starannie, jak będzie mógł pomóc frontowi północnemu. Jak wynika z przebiegu operacji na froncie, północnym, tej pomocy nie mógł udzielić. Pisze dalej, że w poglądach na przeciwnatarcie przeciwnika różnił się z gen. Hallerem, który uważał za pewnik, że przeciwnatarcie wyjdzie na południu. 8 maja został zajęty Kijów, a już 27 maja wyszło, zgodnie z przewidywaniami gen. S. Hallera, potężne przeciwnatarcie, które nie, tylko zlikwidowało wszystkie plany związane z wyprawą kijowską ale uniemożliwiło wsparcie frontu północnego. Na tym froncie wyszło, prawie równocześnie, nowe silne natarcie czerwonych. To równoczesne przejście do natarcia na południu i pomocy dowodzi, że ocena możliwości czerwonych była błędna i że Piłsudski dał się całkowicie zaskoczyć – tak operacyjnie jak i strategicznie. Ocenił błędnie wartość, ilość, masę manewrową czerwonych i swobodę jej użycia.

Uderzając tak głęboko – na przeciwnika mającego pełną swobodę użycia swych odwodów strategicznych – Piłsudski narażał się ponadto na dodatkowe ryzyko: Oddalał się od swych baz zaopatrzenia (około 700 km), sam zaś zbliżał się do jego baz i odwodów strategicznych; jakby wchodził w pułapkę.

Że już w maju 1920 r. nie doszło do ostatecznej katastrofy, zawdzięczamy bitności naszego żołnierza, na obu frontach. Lecz za błędy dowództwa zapłaciliśmy wielkimi stratami, w zabitych i rannych. Armię Konną Budiennego bolszewicy przygotowali do zadania ciosu ostatecznego. Plan ich był strategicznie doskonały, a następstwa polityczne miał zebrać „rząd Marchlewskiego”.

Dla pełnego oświetlenia kijowskiego dramatu trzeba sobie uzmysłowić przebieg ważniejszych wydarzeń w r. 1919.

W dniach 12 i 21 stycznia 1919 r. marsz. Foch – oceniając w pełni charakter czerwonego niebezpieczeństwa – przedstawił Radzie Najwyższej, przy pełnym poparciu Dmowskiego, projekt zniszczenia bolszewizmu – w oparciu o bazy polskie i rumuńskie. Pod wpływem Wilsona Rada Najwyższa odrzuciła projekt. W lecie 1919 państwa „Ententy” wywierały nacisk na Piłsudskiego, by pomógł Denikinowi w zgnieceniu bolszewizmu. Piłsudski nie tylko odmówił, ale – przez Marchlewskiego – zapewnił Lenina, że pozostawił Denikina własnemu losowi. Natomiast, 15 września 1919 r., przedstawił kontrprojekt marszu na Moskwę 500.000 armii polskiej, której koszty utrzymania miałby pokryć Zachód. Od lipca 1919 – po zlikwidowaniu dywersji Petlury, który przez swoją akcję antypolską w 1918 i pierwszej połowie 1919 r. przyczynił się b. poważnie do powodzeń bolszewików – mieliśmy pewne siły, które przez współpracę z Denikinem mogły wtedy (ale tylko wtedy) odegrać decydującą rolę w walce z bolszewizmem. Przepuszczenie tej wyjątkowej sposobności i późniejszy, kondotierski projekt użycia zaciężnych polskich wojsk są oczywistym dowodem, że Piłsudski tak strategicznie jak politycznie, oceniał sytuację błędnie, a w ogóle stawiają ówczesny stosunek Piłsudskiego do bolszewików pod znakiem zapytania. Kontrowersja Piłsudski-Denikin (wobec zupełnie sprzecznych wersji obu stron) sprowadza się do zasadniczego pytania: Co było większym ryzykiem – uratowanie bolszewizmu czy wspólne z Denikinem zwycięstwo nad bolszewikami?

Zdecydowany zwrot W. Brytanii w stosunku do bolszewików nastąpił na wiosnę 1920 r. – w równej mierze na skutek klęski Denikina jak i stanowiska Piłsudskiego. Postępowanie Piłsudskiego w stosunku do bolszewików w r. 1919 nie było przypadkowe. Kontakty wprost z centralą rewolucyjną świata, ominięcie jedynej okazji zniszczenia bolszewików, zapewnienie Lenina, że ma wolną rękę w stosunku do Denikina – wszystko to wskazuje, że sytuacja w sferach zwolenników gwałtu i światowej rewolucji nie była jeszcze ustalona; że w walce o władzę soc. rewolucji w Rosji, Polsce i Niemczech główni aktorzy nie uzgodnili swojego stanowiska.

Po przepuszczeniu okazji w r. 1919, kiedy Piłsudski mógł mieć pełne poparcie Ententy, decyzja samodzielnej, politycznie prowokującej wyprawy kijowskiej – nie tylko bez poparcia, ale wbrew Entencie, na przeciwnika silniejszego, dysponującego przewagą zarówno na froncie ataku jak w masie do strategicznego manewru – jest nie do wytłumaczenia. Bolszewicy mieli wystarczające siły w czasie wyprawy kijowskiej, by przejść do zwycięskiego przeciwnatarcia na froncie ataku, zmontować nowe kleszczowe natarcie na północy, by wreszcie podtrzymać ciągłość wysiłku przez trzy miesiące. Wszystkie elementy oceny strategicznej i podstawy decyzji operacyjnej Piłsudskiego były błędne. Jeśli przyjmiemy w tym winę sztabu, to jednak ktoś świadomy celów, musiał tak sztabowi jak i Piłsudskiemu podsunąć fałszywą ocenę położenia.

Decyzja wyprawy kijowskiej jest dramatem, który wybiega daleko poza normalną ocenę wodza, sztabu i strategii. Jest raczej wstępem do zrozumienia dramatu, stawia bowiem pytanie: Jak mogło dojść do tego błędu?

Po klęsce kijowskiej i strategicznym zaskoczeniu ze strony bolszewików Piłsudski był zupełnie złamany i bliski samobójstwa; wreszcie, na ręce Witosa złożył dymisję. Czym w tych warunkach było zwycięstwo nad Wisłą, zrozumie tylko ten, kto wie, co wchodziło w grę. Czy w tych warunkach Piłsudski był zdolny do samodzielnego strategicznego planowania? Nigdy nie spłacimy długu wdzięczności, jaki mamy wobec Witosa, generała Rozwadowskiego i Francji, która i jedynie udzieliła pomocy materialnej i stanęła po naszej stronie. Skutki kijowskiej katastrofy, bezsporne błędy operacyjne i strategiczne, których wytłumaczenia nie możemy znaleźć w wojskowym dyletanctwie Piłsudskiego, muszą rozszerzyć poszukiwania przyczyn poza środowisko polskie. Od wielu lat, potężne ośrodki obce starały się ustalać rolę naszego Narodu. Najpotężniejszym środkiem działania tych ośrodków był soc.-rewolucjonizm. Tajny sztab soc.-rew. starał się rekrutować młodych Polaków, by na dalszą metę penetrować Sztab Generalny Austrii. W r. 1914 jego wpływy w Krakowie pozwoliły na wyjazd Lenina z Poronina do Szwajcarii.

Szybki przyjazd i objęcie władzy w r. 1918 przez Piłsudskiego nie były wynikiem jego wyjątkowych zasług w walce o niepodległość czy sławy pozyskanej w Legionach. Już wtedy Piłsudski dysponował oddaną sobie tajną organizacją wojskową, która przez Rząd Lubelski, starała się uchwycić niepodzielną władzę dla soc.-rew. Wszyscy ówcześni działacze rew. Europy znali się bądź osobiście, bądź utrzymywali ze sobą łączność; wszyscy byli zgodni, że każdy środek do zdobycia władzy jest dobry; jeśli ich coś dzieliło, to nie były to różnice zasad lecz personalne.

W tych warunkach jest zupełnie możliwe, że maksymaliści, którzy utrzymali się przy władzy w Sowieckiej Rosji, postanowili zniszczyć Piłsudskiego, z którym nie chcieli dzielić się władzą, i celowo – przez swoich agentów w jego otoczeniu – wciągali go w pułapkę.

Dramat kijowski i osobisty dramat Piłsudskiego znalazł swój wyraz w trzech znanych wypowiedziach: Kiedy mówił o nas jako narodzie idiotów (mógł mieć na myśli, jak łatwo ulegamy wpływom „magów”); kiedy powiedział do starych towarzyszy soc.-rew.: „Ja na przystanku wysiadam” (oddzielając się ostatecznie od wpływów; kiedy, w pełnym zrozumieniu wagi i treści tych słów, rzucił dramatyczne ostrzeżenie: „W chwilach ciężkich strzeżcie się obcych agentów” (mówi z własnego doświadczenia).

Dramat kijowski winien nam uzmysłowić niebezpieczeństwo wypływające z pychy jednostki, która pozwoliła postawić los Narodu na jedną kartę, oraz straszliwe niebezpieczeństwo obcych agentur, które pod pozorem doktryn socjalnych czy uniwersalnych, realizują swoje a nie Narodu cele – rękami jego własnych obywateli, którzy sobie z tego nie zdają sprawy.

(Artykuł Aleksandra Karola Kędziora w „Komunikatach Tow. im. R. Dmowskiego, op. cit., tom I 1970/71, str. 406-408. Podkreślenia moje – J. Giertych.)

WERSJA PDF:

Płk. Aleksander Kędzior, uczestnik Bitwy Warszawskiej 1920 roku. Miał zostać generałem mianowanym przez gen. Wł. Sikorskiego, ale odmówił wierząc, że będzie lepsza sposobność. Wiele lat później był bezpośrednim obserwatorem wojny domowej w Hiszpanii, jako attache wojskowy w Lizbonie. W 1938 roku ostrzegał on polskie władze o nadciągającej wojnie Niemców przeciwko Polsce, wraz z opracowanym planem obrony kraju przed inwazją, jednak jego rekomendacje zignorowano.

Fot. Dowódca wojsk bolszewickich Michaił Tuchaczewski i dowódca wojsk polskich gen. Tadeusz Rozwadowski