Unia, blekot i piołun

0
348
Zuzanna Śliwa
Kiedy ktoś plótł od rzeczy lub wyczyniał głupoty, pytano ironicznie: Czyś ty się blekotu objadł? Albo: czyś ty się szaleju objadł? Ów blekot jak i szalej oznacza tę samą roślinę. Niezwykle trującą i – niestety – rosnącą gdzie popadnie. Na łąkach, polach, w lasach i ogródkach. Jest niemal bliźniaczo podobna do poczciwej pietruszki, dlatego też zwano ją w Polsce psią pietruszką. Wystarczy zjeść gałązkę jej natki, aby w krótkim czasie paść przysłowiowym trupem. Pierwsze objawy przypominają upojenie alkoholem. Człowiek chwieje się i coś bełkoce. Tak działa zwarta w szaleju cykuta, jedna z najsilniejszych na świecie trucizn. Ta sama jaką podano greckiemu filozofowi Sokratesowi, którego skazano na śmierć za głoszone poglądy.

Szalej, określany jadowitym musiał się znaleźć ani chybi w jadłospisie tych przedstawicieli Unii Europejskiej, którzy jakiś czas temu zabrali się za regulację polskiego ziołolecznictwa. Porcja szaleju musiała być malutka, bowiem nikt trupem nie padł. Jednak wiele wskazuje, iż nawet ta drobina mocno im zaszkodziła. Czy chwiali się na nogach, nie wiem. Lecz bez wątpienia wydali niepojęty bełkot w postaci tzw. dyrektyw unijnych. Tym razem nie szło o prostowanie banana czy podobne dyrdymały. Tym razem miecz unijnego prawa spadł na używane często przez ciąg pokoleń nasze rodzime rośliny zielarskie. Pisałam o tym na prawy.pl przed kilkoma miesiącami. Wówczas były to pierwsze, z pozoru niewinne kroki urzędasów z Brukseli i chyba nikt tak do końca nie traktował sprawy poważnie, bo wydawała się głupim żartem. Ale daremne nadzieje. Unia jak już coś chwyci w zęby, to nie puści.

Wracam do tematu przywołana naglącym wezwaniem jednej z Czytelniczek naszego portalu [prawy.pl]. Nie mam złudzeń, że moja pisanina coś pomoże, bowiem skargi, nawet gromadne, jakichś tam obywateli z jakiegoś tam kraiku biurokraci unijni mają w głębokim poważaniu, czyli – mówiąc mniej oględnie – w d… Jednak niech choć garstka spośród nas zda sobie sprawę z czym mamy do czynienia, i przestanie snuć mrzonki, że pobyt w UE to dla nas samo dobro. Dla tych co ciągną zeń grubą kasę na pewno. Bo dla poczciwych mróweczek zapełniających tę kasę swoją pracą, dobro to bywa momentami mocno problematyczne.

Owa Czytelniczka, pani Halina z Gdańska wybrała się do apteki po nalewkę z piołunu. Świetny środek na boleści żołądka i brzucha, wynikające z niestrawności. Jakież było jej zdziwienie, które przekształciło się w gniew gdy usłyszała, że piołunu nie ma i nie będzie. Zakaz Unii. Poza tym – wyjaśniła aptekarka – na wykazie do ścięcia znalazło się wiele preparatów ogólnie akceptowanych, bo znane są z tego, że pomagają. Zniknęły m.in. bardzo popularne leki na wątrobę. Ale pani Halina nie poprzestała na jednym miejscu i zaczęła wędrówkę po Trójmieście szlakiem aptek i sklepików zielarskich. Niestety, informacje z pierwszej apteki wszędzie zostały powtórzone.

Co dodać? Może to, że zbyt łatwo poddajemy się terrorowi unijnych ludzików. Nie słyszałam, aby ktoś z ważnych w naszym kraju zgłosił tu jakikolwiek sprzeciw. Wszyscy, jak jeden mąż, morda w kubeł. Niczym dekady wstecz, gdy polecenia wydawała nam Moskwa. Czym się różni ta obecna potulność od tamtej? Tym, że zmianie uległo tylko miejsce, z którego idą rozkazy.

Jak uzasadniono wycofanie leków zielarskich z Polski, jeśli sporo z nich dopuszczono do użytku w innych krajach UE? Ano nijak. Tak ma być jak pan każe – i kropka! A przecież nie wskoczyły do naszych aptek tak sobie. Zostały zaakceptowane przez zespoły specjalistów powołanych do badania ich skuteczności. Rygory dopuszczalności są tu ostre – i byle co się nie przemknie. Lecz urzędasy unijne wiedzą swoje. Być może, i podejrzenie to wydaje się logiczne, robią to pod dyktando potężnych koncernów farmaceutycznych, producentów „leczniczej chemii”. Chodzi o wielki szmal. A Polska to duży rynek, do tego z bogatą tradycją zielarską. Trzeba więc uciąć jej łeb.

Na marginesie: Swego czasu wprowadzono w Ameryce prohibicję. Efekt? Rozkwitło alkoholowe podziemie. Bo ludzie pić nie przestali. Ba, pili więcej; owoc zakazany lepiej smakuje. Wnioski dla nas? Przypuszczam, że i w Polsce zrodzi się podziemie. Zielarskie. A urzędnicy UE niech sobie żują swój blekot…Wszak uwielbiają bełkotać.

Jaki będzie los polskich producentów preparatów zielarskich? Popadają jak muchy.

za: prawy.pl

Fot. fajnyogrod.pl