G. K. Chesterton: Najnowsze odkrycie

0
297
Pewna wysoce postępowa gazeta, zawsze dotrzymująca kroku najnowszym osiągnięciom światłej myśli, zamieściła niedawno artykuł opatrzony ogromnym, bijącym w oczy tytułem: „Nowa metoda walki z przestępczością”. No cóż, słyszałem już o wielu takich metodach, poczynając od trzymania opryszków w laboratoriach, gdzie ich niepoprawne skłonności miały zostać naprawione, a kończąc na bardziej humanitarnym projekcie, zachęcającym ich, by ulegali każdej zachciance, bo w przeciwnym razie ludzkość bezpowrotnie straci szansę, by ujrzeć ich prawdziwą osobowość. Przeczytawszy więc tytuł z uczuciem na pograniczu dèjavu i nudy, natknąłem się raptem na podtytuł, który wzbudził moje niekłamane zainteresowanie, a który brzmiał: „Odbudowa wpływu domu rodzinnego”.

Jak wynika z artykułu, uczeni socjologowie drążąc archiwa historyczne odkryli, że w zamierzchłych czasach istniała pewna instytucja, zachowana jeszcze tu i ówdzie z dala od cywilizacji. Nazywano ją Domem, bądź Domem Rodzinnym. W owej instytucji bez trudu można było natknąć się na dzieci, spędzające tam niemało czasu. Nie chwaląc się powiem, że ja również w moich wędrówkach po świecie natrafiłem na ów osobliwy relikt, choć nigdy bym się nie spodziewał, że ujrzę o nim wzmiankę w jakimkolwiek projekcie naukowym. Nie ma potrzeby wdawać się w szczegółowe opisy tych przebrzmiałych obyczajów. Wystarczy w skrócie powiedzieć, że dzieci były uwiązane do prehistorycznych zwierząt, zwanych rodzicami. Aż do tej pory uczeni sądzili, że zwierzęta te, groźne, a nawet ludożercze, z natury swej miały skłonność, by rozszarpywać i pożerać własne młode. Nauka jednak ciągle idzie naprzód. Najnowsze odkrycia sugerują, że drapieżne cechy tych stworów zostały jednak wyolbrzymione. Bazując na tych właśnie odkryciach naukowcy wynaleźli metodę walki z przestępczością, polegającą na odtworzeniu czegoś, co miałoby przypominać  prymitywną, zapomnianą instytucję tak zwanej „rodziny”.

Brzmi to zupełnie, jakby nam powiedziano, że powinniśmy wrócić na drzewa i wić sobie domy wśród gałęzi, albo jakby ornitolodzy ogłosili, że bociany naprawdę przynoszą dzieci. Nie tak dawno temu każda wzmianka o wychowawczym wpływie rodziny zostałaby z pogardą odtrącona. Teraz, kiedy już wiemy, że „rodzina” jest pojęciem naukowym, możemy podejść do tematu bez najmniejszego lęku. Zapewne wkrótce ujrzymy, że gdzieniegdzie w celach eksperymentalnych odtwarza się domy rodzinne. Jak wszystkie śmiałe innowacje, i ta metoda z początku wzbudzi pusty śmiech. Obskuranci i ludzie zacofani szydzić będą z nowatorskiej koncepcji domu, w którym w środku są dzieci, tak jak szydziliby z domu uwitego na drzewie. Postęp pójdzie jednak naprzód i zostawi w tyle prześmiewców. I choć dzisiaj wydaje się to szaloną przepowiednią, możemy sobie przecież wyobrazić, że pewnego dnia matka opiekująca się własnym dzieckiem będzie stanowić zwyczajny widok, nie zwracający niczyjej uwagi.

Ale nie tylko na tym polu rozkwitają nowe, świeże idee. Mam wszelkie podstawy sądzić, że gazeta, o której mowa, obwieści niebawem, że odkryto nową metodę jedzenia. Metoda polegać ma jakoby na umieszczeniu pokarmu między szczękami i przesuwaniu w głąb gardła. Ofiarni męczennicy nauki już się przygotowują do tego szalonego eksperymentu.

 


Eseje G.K. Chestertona publikowane były w latach 1920-1930.

Felieton ukazał się w tomiku “Obrona wiary”, Wyd. Fronda, 2012 rok.