Prof. Śliwinski: Import neoliberalizmu

0
175

Jednym z największych idiotyzmów w polskiej polityce po 1989 roku było publiczne zwierzenie ministra przekształceń własnościowych, iż „sprzedaje przedsiębiorstwa, a kupuje consulting”. Trawestując to zwierzenie, możemy śmiało powiedzieć, że w latach 1989-2019 Polska eksportowała kapitał, towary i ludzi, a importowała neoliberalizm.

Jest kilka faktów bezspornych. Pierwszym bezspornym faktem jest to, że w powojennej Polsce liberalna doktryna ekonomiczna była na ogół nieznana (a zatem – pozbawiona społecznej aprobaty) nie tylko w społeczeństwie, ale również w kręgu nauk ekonomicznych. Prowadzona z marksistowskich pozycji krytyka kapitalizmu miała niewiele wspólnego z poznaniem (choćby krytycznym) założeń ekonomii liberalnej. Przedmiotem marksistowskiej krytyki była przede wszystkim rzeczywistość kapitalizmu, bezsprzecznie tendencyjna, lecz nie pozbawiona dociekliwości naukowej. Przełom, który dokonał się w 1989 roku był nie tylko odejściem od marksizmu, lecz także odejściem od wspomnianego krytycyzmu.

Warto także wspomnieć o kolejnym fakcie. Neoliberalna ekonomia w Polsce była czystym importem „kapitalizmu” ze Stanów Zjednoczonych i w niewielkim stopniu z pozostałych krajów zachodnich. To nie jest mały problem. Taki import hamuje bowiem rozwój rodzimej myśli ekonomicznej, nieodzowne dla rozwoju tej myśli nawiązanie do rodzimego dorobku nauk ekonomicznych, który przez półwiecze komunizmu był agresywnie rugowany z polskich uczelni i bibliotek, a także kreuje fałszywe i żenująco słabe autorytety i koterie akademickie. Toteż jeśli dziś mówi się głośno o kryzysie ekonomii w krajach zachodnich, to co można mówić o kryzysie ekonomii w takich krajach jak Polska?

W tej sytuacji doktryna neoliberalna stała się w gruncie rzeczy obszarem opanowanym przez polityków, którzy zza oceanu przypłynęli do Polski. Politycy ci nie potrafili jednak wyzbyć się przesadnych ambicji naukowych, toteż dokonali inwazji na uczelnie ekonomiczne. Była to swoista powtórka „marszu na uczelnie” marksistowskich ideologów w pierwszych latach okupacji sowieckiej. Tego rodzaju „dwuzawodowość” nie mogła oznaczać niczego innego, jak naukowej tandety i pogrążenia polskich uczelni w wieloletnim marazmie. Nic dziwnego, że wkrótce rozpoczęła się w nich brutalna czystka personalna, uderzająca w „niepokornych” naukowców, na skalę porównywalną z powojenną czystką władz komunistycznych.

Popularność neoliberalnego modelu gospodarczego była silnie wzmacniana ideą „wspólnoty ducha” Europy, do którego jakoby Polska wracała po pięćdziesięciu latach podporządkowania się Moskwie. Dość późno okazało się, że związki historyczne i kulturowe między krajami europejskimi są stosunkowo słabe, zaś tendencje ekspansjonistyczne odgrywają pierwszorzędne znaczenie. Znalazło to wyraz właśnie w ekspansywnym nastawieniu Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej (Niemiec) wobec państw i gospodarek krajów postkomunistycznych.

Z jednej strony, neoliberalizm był „azymutem” integracji europejskiej. Z drugiej strony, neoliberalizm ekonomiczny był szczepionką zaaplikowaną władzy państwowej, mediom, uniwersytetom, a nawet szkołom podstawowym, jako czynnik nadrzędny w stosunku do polskiej tradycji i kultury narodowej.

Tak więc to neoliberalizm wyznaczał podrzędne miejsce Polski w geopolityce i międzynarodowych stosunkach gospodarczych. Nie tylko zatem okazał się jaskrawym zaprzeczeniem „wspólnoty ducha” Europy, ale stał się orężem narastającej agresji politycznej i ekonomicznej głównie ze strony Niemiec i Stanów Zjednoczonych.

Dokładniejsze przyjrzenie się doktrynie neoliberalnej jest celowe nie tylko dlatego, że pozwoli na ujawnienie szkodliwych dla społeczeństwa i gospodarki polskiej nadużyć w stosunkach międzynarodowych. Doktryna ta spowodowała liczne deformacje wewnętrzne. Z niej wyrasta jaskrawe nadużycie, przekraczające wszelkie granice racjonalności ekonomicznej, które polega na stawianiu znaku równości między liberalizmem i samowolą władzy. To zaś prowadzi nieuchronnie do totalitaryzmu.

Zjawisko to jest w Polsce widoczne. Jest ono sprzeczne z polskim doświadczeniem historycznym, które wypełnia krytycyzm i uzasadniona historycznie podejrzliwość zarówno wobec samowoli władzy, jak też totalitaryzmu. W latach dziewięćdziesiątych liberalna samowola władzy stała się standardową praktyką uprawiania polityki, ustanawiając nową regułę: podporządkowania władzy politycznej wielkim zagranicznym korporacjom i sieciom handlowym. W przypadku Polski chodziło niemal wyłącznie o zagraniczne „imperia” finansowe, handlowe i przemysłowe.

Upadek neoliberalizmu

Fakt upadku neoliberalizmu nie jest szerzej w Polsce komentowany. Zazwyczaj wydarzenia polityczne i gospodarcze z ostatnich kilku lat nadal są rozpatrywane z neoliberalnego punktu widzenia. Na przykład, tak widziana jest radykalna zmiana polityki stanów Zjednoczonych, czyli jako wyraz negatywnych tendencji protekcjonistycznych.

Upadek neoliberalizmu nie spowodował dotąd załamania tej praktyki, lecz jedynie jej ogołocenie z fałszywej argumentacji ekonomicznej. Miejsce fałszywych argumentów zajęła demonstracja siły, w myśl hasła Woltera „Nie tłumacz się, by cię zrozumiano”. Wielu ludzi w Polsce nie chce jednak tego zrozumieć, trzymając się starych iluzji (co do rzeczywistej polityki ekonomicznej i finansowej Stanów Zjednoczonych, Niemiec czy Izraela).

Neoliberalizm przeistoczył się w politykę „globalnej pięści”.

Zrodziło to poważny, lecz bagatelizowany, problem dla władzy politycznej w Polsce. Przez niemal trzydzieści lat skutecznie posługiwano się „fasadową demokracją”, wedle której o strukturze władzy, partiach politycznych, parlamencie, funkcjonariuszach administracji rządowej itp. decydował mechanizm wyborczy. Mechanizm ten skutecznie zaciemniał rzeczywisty proces formowania i sprawowania władzy politycznej, w którym podstawowym czynnikiem były dyrektywy zagraniczne. Zaciemnienie przestało działać z chwilą, kiedy dotychczasowe dyrektywy przeistoczyły się w brutalne żądania i ingerencje.

Polskie tradycje liberalne

Paradoks polega na tym, że Polska ma bogate tradycje liberalne, do których chętnie nawiązują zwolennicy neoliberalizmu. Niestety, były to tradycje zgubne dla Rzeczypospolitej. Wspomnieć wypada, że już przed półtora wiekami główne niebezpieczeństwo współczesnego liberalizmu było w Polsce dobrze widoczne i szeroko komentowane. Chodzi o charakterystyczne również dla neoliberalizmu rozbujanie skrajnego indywidualizmu z jednej strony, a z drugiej – lekceważenie rzeczywistości i posługiwanie się skrajnymi koncepcjami liberalnymi w celu opanowania polityki przez interesy zewnętrzne, a co za tym idzie – prowadzące nieuchronnie do grabieży dobra publicznego. Józef Szujski określił to następująco: „Sztandar jej (Polski) niosła duma, samowola i nienasycona ambicja; Szczęsnego zarozumiałość i zgryźliwość Rzewuskiego, cynizm Branickiego, drapieżność Kossakowskich. Na świtę tych przodowników zleciała się cała czereda złodziei publicznego dobra z roku 1775, jurgieltników rosyjskich i pieczeniarzy pańskich, zleciały się chmary głupców nie mogących znieść rygoru prawa”.

Wspomniany publicysta i historyk cytuje też godne uwagi, nadzwyczaj aktualne i cele słowa Michała Wielhorskiego: „Braliśmy dotąd rozpustę za wolność… Wszystko nas ostrzega i nagli, ażebyśmy troskliwie wolności naszej pilnowali jako kosztownej, a u nas jeszcze pozostałej reszty przyrodzonego rodzajowi ludzkiemu daru”.

To tylko niewielki wycinek z szerokiego nurtu dojrzałości społecznej, politycznej i ekonomicznej, który ostatecznie doprowadził do odzyskania państwowości w okresie międzywojennym.

***

Obecnie, kiedy w wielu krajach głosi się śmierć neoliberalizmu, odzyskanie własnych tradycji społecznych, ekonomicznych i politycznych staje się nieporównanie łatwiejsze. Dokonanie koniecznego zwrotu w polityce i ekonomii wymaga jednak pozbycia się narosłych z czasem pokładów bierności i intelektualnego lenistwa, a poniekąd również nawyków.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński
Fot. fee.org