Gen. Antoni Heda “Szary”. Bali się Go Niemcy. Bał się Go również Jaruzelski

0
44

Tego polskiego żołnierza bali się najpierw hitlerowcy, potem komuniści, i to zarówno podczas wojny, jak i długo po niej.

Wojciech Jaruzelski, wprowadzając stan wojenny, wolał zamknąć w więzieniu 65-letniego oficera AK i WiN, niż pozwolić mu działać. Wiedział, co robi.

Podobnie jak prezydent Lech Kaczyński, który nadał płk. Antoniemu Hedzie „Szaremu” generalskie szlify.

Niech lew mieszka w waszych sercach – te słowa gen. Władysław Anders wypowiedział do bohaterów spod Monte Cassino, ale z pewnością myślał też o wszystkich żołnierzach walczących za Polskę. Jeśli komuś można było odmówić odwagi lwa, to na pewno nie Antoniemu Hedzie.

We wrześniu 1939 r. walczył jako 23-letni podporucznik pod Iłżą i na Lubelszczyźnie. Potem przy próbie przekroczenia granicy z ZSRR został aresztowany i skazany ostatecznie na 12 lat syberyjskiego łagru. Wyroku udało mu się uniknąć dzięki ofensywie Niemców w 1941 r.

O wolności nie było jednak mowy. Wkrótce trafił do niemieckiego stalagu… dla żołnierzy radzieckich, koło Terespola. Udało mu się zbiec. Trafił w szeregi AK, do zgrupowania pod komendą legendarnego cichociemnego Jana Piwnika „Ponurego”.

Niemcy szybko nabrali respektu do „Szarego” po jego brawurowych akcjach, choćby w Starachowicach i Końskich, gdzie rozbił więzienia i uwolnił łącznie ponad 150 osób. Jego precyzyjnie zaplanowane akcje pozwoliły na pomyślne ataki przy minimalnych stratach własnych. W lasach dla celów operacyjnych potrafił też współdziałać z partyzantką AL, co, jak się potem okazało, uratowało mu życie.

Kiedy przeprowadzał ataki na niemieckie więzienia w 1943 i 1944 r., nie przypuszczał jednak, że ta umiejętność przyda mu się również po wojnie.

Po upadku hitlerowskich Niemiec Heda pozostał w konspiracji, czekając na rozkazy dowództwa Ruchu Oporu AK i Delegatury Sił Zbrojnych, powołanych do walki z nową komunistyczną władzą.

UB szukało go po całym kraju. W ramach polowania na „Szarego” ubecy aresztowali jego trzech braci i dwóch szwagrów. Dwóch braci i szwagra zakatowali podczas przesłuchań. Więzienny lekarz, który miał opatrzyć rozbitą głowę jednego z nich, stwierdził: Nie zasługujesz na pomoc, bandyto.

Urząd Bezpieczeństwa szalał w całym kraju, wyłapując żołnierzy podziemia pozostających w konspiracji. Wielu z nich trafiło do więzienia w Kielcach. W lecie 1945 roku „Szary” dokonał czynu, który przeszedł do legendy. Wykorzystał przy tym swoje doświadczenie zdobyte podczas wojny.

Zebrał ok. 150 podkomendnych, skorzystał też z pomocy oddziałów por. Stefana Bembińskiego „Harnasia” i Henryka Podkowińskiego „Ostrolota”, by w nocy 4 sierpnia ruszyć na więzienie położone w centrum Kielc. Jego atak nie był szaloną szarżą, ale jak zwykle precyzyjnie skoordynowanym przedsięwzięciem, opartym na wcześniejszych działaniach wywiadowczych i operacyjnych. Należało do nich m.in. pozbycie się większości wojska stacjonującego w kieleckim garnizonie. Oddziały LWP ruszyły przed akcją pod Szydłowiec, gdzie partyzanci zdetonowali miny, pozorując atak daleko od Kielc.

Rozbicie ubeckiego więzienia nie było wówczas jedyną tego typu operacją w Polsce, ale nikomu nie udało się tego zrobić z tak dużym rozmachem i przy minimalnych stratach własnych. Na 374 więźniów „Szary” uratował 354 osoby, w tym wielu swoich byłych podkomendnych i dowódców.

Po tej operacji Heda planował jeszcze bardziej zuchwały atak. W listopadzie 1945 r. jego oddział miał rozbić więzienie na Mokotowie, pełne pojmanych przez UB i NKWD żołnierzy AK. W jego oddziale znalazł się jednak szpicel, który udaremnił cały plan.

Przez trzy kolejne lata tropiony przez ubeków ukrywał się pod zmienionym nazwiskiem, wpadł w 1948 r. w Gdyni. Komuniści skazali go na czterokrotną karę śmierci. Nie był to rekord jak na owe czasy. Żołnierz ROAK, sierż. Wiktor Stryjewski ps. Cacko został skazany na 38-krotną karę śmierci. Na nim, jak i na wielu innych, wyrok wykonano w mokotowskim więzieniu.

Natomiast wyrok Antoniego Hedy został jednak zmieniony na karę dożywotniego więzienia. W jego sprawie mieli interweniować oficerowie AL, których Heda uratował podczas działań operacyjnych w 1944 r.

W 1956 r. na mocy amnestii „Szary” wyszedł na wolność. Przez ćwierć wieku żył pod czujnym okiem Służby Bezpieczeństwa. Jej archiwa były pełne meldunków funkcjonariuszy z każdej mszy czy uroczystości rocznicowej, na której pojawił się Antoni Heda i jego dawni koledzy.

Zresztą zapobiegliwość SB nie była nieuzasadniona. 20 lat po opuszczeniu celi „Szary”, według wspomnień wnuka jednego z jego podkomendnych, postanowił działać ponownie. Próbował skrzyknąć swoich żołnierzy, by odbić ludzi zatrzymanych podczas zamieszek w Radomiu w czerwcu 1976 roku. Plan i organizacja były już ponoć zaawansowane, jednak zabrakło czasu, by przygotować odpowiednio akcję. Zatrzymanych milicja przewiozła w inne miejsce.

Cztery lata później, we wrześniu 1980 roku, Antoni Heda był już w Solidarności, a w kolejnym roku został przewodniczącym Niezależnego Związku Kombatantów przy „S”. Miał już wtedy 65 lat, ale komuniści i tak woleli mieć „Szarego” pod kontrolą w zakładzie w Białołęce. Trafił tam w ramach akcji służb „Jodła” 13 grudnia 1981 r. za „prowadzenie działalności polityczno-propagandowej przeciwko ustrojowi i naczelnym organom PRL”.

Antoni Heda-Szary – jego pseudonim ostatecznie zrósł się z nazwiskiem – został odpowiednio doceniony wiele lat później. 3 maja 2006 roku prezydent RP Lech Kaczyński mianował pułkownika Hedę generałem brygady.

Prezydent wyraził wówczas żal, że nominacje i odznaczenia dla żołnierzy z dawnej AK i organizacji walczących z komunistycznym zniewoleniem są wręczane z tak dużym opóźnieniem.

Generał Antoni Heda Szary zmarł 8 lutego 2008 r. w Warszawie.

Komentarz prof. Dakowskiego:

W latach 1995 – 2006 działał niezmordowanie w Ruchu Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. W kręgach AK, kombatantów i idących ich śladem ich patriotów zebrał ogromne ilości podpisów pod petycjami z żądaniem zmiany szkodliwej, „geremkowskiej”, jak mówił, ordynacji na JOW.

Po wylewie krwi rodzina musiała Antoniego położyć na materacu na podłodze, bo usiłował wstać z łóżka, zwalał się na podłogę, ale żądał munduru, bo „musi iść na spotkanie” czy zbiórkę. Cześć Jego pamięci!

Za: tvp.info, dakowski.pl