Na sobotę Chesterton: Dar Wolności

Gilbert Keith Chesterton:

Kościół katolicki jest zawsze postrzegany i definiowany w kategoriach konkretnego sporu, który akurat toczy z konkretną grupą ludzi w konkretnym miejscu i czasie. Ponieważ sekty protestanckie na północy Europy przez stulecie czy dwa nie akceptowały różańców, kadzideł, świec i konfesjonałów, u protestantów rozprzestrzeniło się przekonanie, że katolicy to po prostu ludzie, którzy lubią kadzidła, świece, konfesjonały i różańce. Ale nie jest to coś, co manichejczyk, muzułmanin, hindus czy starożytny filozof grecki powiedziałby o katolikach. Buddyści mają kadzidła, muzułmanie mają coś bardzo podobnego do różańców, a normalnemu, zdrowemu poganinowi trudno sobie wyobrazić, czemu świece miałyby budzić jakąś szczególną niechęć. Buddyści powiedzą zatem, że katolicy to ludzie, którzy z uporem twierdzą, że istnieje osobowy Bóg i wierzą w indywidualną nieśmiertelność każdej osoby. Muzułmanie powiedzą, że katolicy to ludzie, którzy wierzą, że Bóg miał Syna oraz że Syn Boga przyjął  postać ludzką, i którzy nie uważają za bałwochwalstwo, że Bóg mógł następnie przyjmować taką czy inną postać w malarstwie i rzeźbie. Każda grupa ludzi na świecie patrzyłaby na katolicyzm pod swoim kątem, czasem tak szczególnym, że grupa protestancka z trudem rozpoznałaby ów znajomy obiekt, na który zawsze spoglądała tylko w jednym świetle i od swojej własnej strony. Tym niemniej, każde z tych spojrzeń jest samo w sobie wąskie, i jeśli dłużej przy nim pozostać, zawęża optykę. To, czego potrzebujemy, to ogólny obraz całego tła, jakim jest ludzkość, zwłaszcza zaś ludzkość pogańska, abyśmy na tym tle mogli ujrzeć zarys naszego obiektu.

   Otóż, tło składające się z prawdziwego pogaństwa byłoby szarawe. Nawet na obszarach, którymi włada oficjalny optymizm, jak to się dzieje w niektórych częściach Ameryki, znajdziemy dużo więcej  zwyczajnej ludzkiej melancholii, niż można by się domyślić na podstawie nagłówków prasowych czy programów politycznych. Najogólniej biorąc, światopogląd ludzi porzuconych na pastwę losu opiera się na mglistym odczuciu jakiegoś fatum – i to właśnie najlepiej pokazuje, jak w praktyce działa wygnanie z Raju.

   Kiedy porozmawiamy od serca ze zwyczajnymi, niezamożnymi ludźmi w każdym prawie kraju świata, odkryjemy, jak sądzę, że okażą się oni albo chrześcijanami, albo fatalistami. Ten fatalizm jest oczywiście niejednakowy, bardzo różnorodny i dodatkowo skomplikowany przez miejscowe mitologie czy filozofie. Nie musimy się tu zagłębiać w poszczególne jego przejawy, jakie można by wskazać, krytykując go lub choćby mówiąc na jego temat. Uważam jednak za pewnik, że taka na przykład idea bezustannych powtórzeń i kosmicznych rytmów, owych cyklów, które same dla siebie są początkiem i końcem, idea powracająca stale w kontekście buddyzmu, braminizmu i teozofii, wiąże się, generalnie biorąc, z prawie bezosobową uległością wobec bezosobowych w istocie praw. W takim też tonie jest utrzymana dzisiejsza pogańska filozofia. To dlatego jej ton czy odcień jest wyraźnie szarawy, a w każdym razie neutralny i oparty na negacji.

   To samo można powiedzieć o pogańskich mitach i metafizyce epoki starożytnej, czy w każdym razie o większości tego, co o nich wiemy. Jest krzywdzącym oszczerstwem dla dawnych pogan, kiedy dzisiejsi neopoganie ukazują pogaństwo jako praktycznie tożsame z przyjemnością. Nikomu, kto zna wspaniałą literaturę starogrecką i łacińską, nawet jeśli zna ją pobieżnie, nie przyjdzie w ogóle do głowy, że można by stawiać znak równości między pogaństwem a optymizmem. Dużo bliższe prawdy byłoby stwierdzenie, że w Grecji i Rzymie, jak wszędzie indziej, fundamentalną cechą pogaństwa był pesymizm. A w każdym razie można bezstronnie stwierdzić, że był nią fatalizm.

   I na tym szarym tle jaśnieje jeden barwny obszar, jeden gwiaździsty poblask srebra albo złota, jeden płomień. Jest wyjątkowy. Jest niezwykły. Ma wiele nadzwyczajnych cech, ale najważniejsza polega na tym, że proklamuje wolność. A raczej, ponieważ jest to prawdziwy rdzeń słowa „wolność”, proklamuje wolę.

   Wola stworzyła świat; Wola go zraniła; ta sama Boska Wola dała światu drugą szansę; ta sama ludzka wola może dokonać wyboru ostatni raz. Ta właśnie wyjątkowość czy ekscentryczność wyróżnia osobliwą sektę zwaną rzymskimi katolikami. A jeśli ktoś powie, że w świetle faktów i historii rzymscy katolicy wcale nie są pod tym względem wyjątkowi, należy pokazać mu fakty i odesłać do nauki historii.

   Nikt jakoś szczególnie nie kładł nacisku na duchową wolność, dopóki nie założono Kościoła katolickiego. Ludzie natychmiast zaczęli ją podważać, kiedy Kościół zaczął się kruszyć. Ledwo w grobli  katolicyzmu pojawiła się rysa, czy wręcz pęknięcie, do środka cywilizacji wlało się gorzkie kalwińskie morze – inaczej mówiąc, fatalizm w bardzo okrutnej postaci. Od tamtej pory przybrał on dużo nudniejszą postać, jaką jest współczesny determinizm. To poczucie melancholijnego smutku istnienia, poczucie, że nie mamy wpływu na nasz los, jest wśród ludzkości tak powszechne, że dochodzi do głosu, gdy tylko cichnie lub zostaje zakłócone niezwykłe duchowe przesłanie wolności. Tam zaś, gdzie słychać to przesłanie, język i sposób myślenia odzwierciedlają kategorie woli i wyboru, a ludzie nie widzą sensu w filozofii, głoszącej nieuchronność ludzkiego fatum, obojętne, czy jest to głoszone z rezygnacją, czy z desperacją.

   „Raj” Dantego zawiera pewien wspaniały fragment, a ilekroć go czytam, żałuję, że nie znam włoskiego wystarczająco dobrze, by w pełni się nim delektować, ani angielskiego wystarczająco dobrze, by go przetłumaczyć. Polecam go osobom, które myślą, że kładę nacisk na tę wyjątkową katolicką cechę jedynie po to, żeby na współczesną modłę wybielić średniowieczny zabobon; a już szczególnie polecam go tym, którzy zostali nauczeni przez głupich historyków, pracowicie międlących szczegół za szczegółem, że średniowiecze było okresem ciasnym i uciemiężonym. W przybliżeniu brzmi on tak:

 

Najogromniejszy dar, jaki Bóg w hojności Swojej

Uczynił w całym stworzonym świecie,

Dar wręcz tak doskonały jak On sam,

Najbardziej z Jego istoty i Jemu najdroższy,

Obdarował nim Wolę, a była nim Wolność.

 

Felieton zamieszczony w “Obrona rozumu”, wyd. Fronda.

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz