Polityka Polska, Nr 9-10/2016

Od Redakcji

Dziedzictwo Kresów Wschodnich jest tematem wiodącym niniejszego numeru naszego pisma. Powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytania; dlaczego to wielkie dziedzictwo zepchnęliśmy na margines naszej narodowej świadomości? Czy zdajemy sobie sprawę, jak wiele dzisiaj tracimy przez to w sferze kultury, duchowości czy polityki? Czym to dziedzictwo było dla pokoleń Polaków w XIX i XX wieku, a czym jest dzisiaj? Czy nasze dzisiejsze społeczne, ideowe i polityczne problemy nie mają również swego źródła w tym beztroskim i bezrozumnym odcięciu się od tradycji, które ukonstytuowały nasze państwo w okresie jego największej świetności a nas ukształtowało na wiele pokoleń? Tych fundamentalnych dla naszego dalszego rozwoju pytań można postawić znacznie więcej. Czy zdobędziemy się na wysiłek, aby na nie odpowiedzieć?

Potrzebna jest nam ogólnonarodowa debata nad stanem naszej historycznej i kulturowej świadomości. W tym nad miejscem, jakie w tej świadomości zajmuje dziś dziedzictwo kresowe. Potrzebny jest rachunek sumienia nad zaniedbaniami ostatnich dwudziestu siedmiu lat. Nie mamy tu prostego usprawiedliwienia, w ostatnim ćwierćwieczu mogliśmy zrobić wiele dla sprawy kresowej. To, że Polska w ostatnich latach weszła w bezrozumne, patologiczne koleiny polityki wschodniej, że państwo polskie odcięło się od Polaków pozostałych na Kresach, popierając bezwarunkowo i bezkrytycznie nacjonalistyczne ruchy litewskie i ukraińskie, powinniśmy potraktować jako patologię, z której należy się natychmiast wyleczyć. Dziedzictwo kresowe należy do nas wszystkich, niezależnie od tego, gdzie dziś mieszkamy, niezależnie od naszych bieżących ideowych, politycznych czy partyjnych wyborów. Jak każde narodowe dziedzictwo, tak i to kresowe, należy wspólnymi siłami obronić, na nowo odczytać, wzbogacić i przekazać przyszłym pokoleniom.

Jesteśmy świadkami negocjacji, jakie za naszymi plecami prowadzi Unia Europejska ze Stanami Zjednoczonymi i Kanadą w sprawie umowy o wolnym handlu. Zwraca na to uwagę w swym tekście angielski arystokrata, który wybrał Polskę jako kraj swojego zamieszkania, sir Julian Rose. „Wszystkie te „porozumienia” -pisze Autor- łączy fakt, że „my naród”, jesteśmy zupełnie z nich wyłączeni. Wszystkie negocjacje odbywają się w trybie tajnym, bez udziału opinii publicznej. Co więcej, ustanawiane są tajne, zewnętrzne sądy, które będą mogły sądzić rządy, gdyby te chroniły swoje prawa i chciały np. zakazać importu pewnych dóbr czy utrzymać cła. (…) Nazwijmy więc rzeczy po imieniu: jest to wielka i podstępna próba wielonarodowych korporacji, by zdobyć jeszcze większą kontrolę nad handlem globalnym i tym samym ograniczyć zdolność państw narodowych do stosowania swoich własnych przepisów odnośnie handlu, które umożliwiają funkcjonowanie przedsiębiorstw w relatywnie stabilnych i opartych na zasadach konkurencyjności środowiskach”. Domagamy się jawności wszystkich związanych z tymi negocjacjami dokumentów. Często doświadczamy, że polskie władze, zajmują się namiętnie sprawami trzeciorzędnymi, zaś sprawy pierwszorzędne, które będą przez lata decydować o naszym miejscu we wspólnocie międzynarodowej, są przed nami ukrywane i nie trafiają do publicznej dyskusji.

Tradycyjnie już, na łamach „Polityki Polskiej” poruszamy zagadnienia związane z Unią Europejską. Prof. Włodzimierz Bojarski, w artykule „Unia Europejska dawniej i dziś”, pisze; „W dalszej praktyce Unia podjęła już jawną, szeroką akcję marginalizacji i dewaluacji wszelkich konstytutywnych wartości życia społecznego: rodziny, religii, narodu, ojczyzny, solidarności a pośrednio także – sprawiedliwości, sumienia i honoru. Pozostało hasło destruktywnej wolności (bez obowiązków i odpowiedzialności), dużej konsumpcji i zdobycia majątku. To kurs ku szybkiej katastrofie i zagładzie całej Unii. – Po co, w czyim interesie? Taka Unia, to już nie Europa Ojczyzn, a jakiś bezideowy i bezładny konglomerat dominacji bogatych, ambicji i interesów, grup przestępczych oraz poszerzających się, totalitarnych struktur powstającego superpaństwa europejskiego. Poszerza się zakres, wykraczający poza kompetencje traktatowe, samowolnej ingerencji unijnej w wewnętrzne sprawy poszczególnych państw. „Deficyt demokracji” w wielu krajach, a nad nim „deficyt demokracji’ w strukturach unijnych, przysłania fakt, że realna, faktyczna władza w Unii jest niekontrolowana i ma cechy mafijne”.

Prof. Stanisław Bieleń w artykule „Hegemonia pod znakiem amerykańskiej potęgi” analizuje zmiany, jakie nastąpiły w polityce Stanów Zjednoczonych po 11 września 2001 roku: „..elity polityczne Waszyngtonu stanęły przed trudnym zadaniem zdefiniowania na nowo swojej misji i własnych interesów na arenie międzynarodowej. Przede wszystkim odeszły w przeszłość izolacjonistyczne mrzonki, które przez wiele dziesięcioleci wpływały na politykę USA. Nadszedł kres poczucia bezpieczeństwa, warunkowanego przez dalekie dystanse od potencjalnych wrogów i źródeł tradycyjnych zagrożeń, skończyła się  historyczna splendid isolation. Do głosu doszły te siły polityczne, które uzasadniały jednostronne zaangażowanie USA w zaprowadzanie porządku w najbardziej zapalnych i newralgicznych miejscach globu. Inicjując interwencje militarne w skali dotąd niespotykanej Stany Zjednoczone wzięły tym samym na siebie rolę imperium w dawnym rozumieniu tego słowa. (…) Dopóki Stany Zjednoczone wykorzystywały swój potencjał do podtrzymywania  istniejącego ładu międzynarodowego, ich hegemonia była oceniana pozytywnie. (…) Gdy jednak zechciały narzucać światu swój model ładu międzynarodowego, zaczęto hegemonizm amerykański postrzegać jako źródło zagrożeń, aspirujące do posiadania nieograniczonego mandatu użycia siły w stosunkach międzynarodowych. Taka logika prewencji przed kolejnymi niespodziewanymi atakami na Stany Zjednoczone stanęła w konflikcie z przyjętymi zasadami współżycia międzynarodowego. Choć stosunkowo niewiele państw jednoznacznie kwestionuje moralne racje i cele strategiczne Waszyngtonu, to wątpliwości, nie tylko na zewnątrz, ale i wewnątrz USA, wzbudziła taktyka, która zrażała tradycyjnych aliantów, oddalała potencjalnych sojuszników, co w końcowym bilansie podważało międzynarodowe poparcie dla Ameryki”.
Tradycyjnie również wiele miejsca poświęcamy sprawom Ukrainy. Polscy politycy i komentatorzy odnoszą się do tej problematyki najczęściej wyłącznie na marginesie spektakularnych wydarzeń. Problemy wewnętrzne i  międzynarodowe państwa ukraińskiego, powinny być na bieżąco śledzone, gdyż w bezpośredni sposób odnoszą się do naszego bezpieczeństwa. Polecamy Czytelnikom wnikliwe teksty dr Lucyny Kulińskiej, Prof. Artura Śliwińskiego, Prof. Czesława Partacza, dr Dariusza Grabowskiego oraz dr Andrzeja Zapałowskiego.

 

Średnia ocen
0 z 0 głosów.
Udostępnij przez:

Dodaj komentarz