Strefa czystego transportu (2)

0
98
[bsa_pro_ad_space id=5]

Motto:

[bsa_pro_ad_space id=8]

„Wszystko co ma wpływ na jakość naszego życia powinniśmy poddawać co jakiś czas analizie”.

Jarek Zienkiewicz

Zakłady pracy. Komunikacja miejska. Dojazd do pracy i szkoły, sieć ulic czy autostrad. Busy, tramwaje, taksówki. Kina, restauracje, sale koncertowe. Dworce, urzędy, cmentarze. To wszystko powinno być zaplanowane i zrealizowane tak, aby umożliwić jak najmniej problematyczne funkcjonowanie społeczności miejskiej. Istnieją ludzie, którzy się tym zajmują. Opłacani pieniędzmi podatników, czyli naszymi.

Teoretycznie planowanie infrastruktury powinno pomóc w rozwiązaniu problemów, które pojawiły się wraz z rozwojem motoryzacji. Przyjrzyjmy się więc jak to wygląda obecnie, w rzeczywistości.

W jednym z najważniejszych miast niemieckich w absolutnym centrum znajdują się dwie olbrzymie budowle. Są to urzędy patentowe. W niemieckim pracuje 2200 osób, w europejskim 3500. Tzn, że tylko do tych dwóch budynków jedzie codziennie różnymi środkami lokomocji 5700 ludzi. Jeśli przyjmiemy, że budynki są również odwiedzane przez różnego rodzaju petentów to możemy przyjąć, że około 6000 ludzi porusza się codziennie zazwyczaj rano w kierunku śródmieścia. Jak Państwo myślą? Ile osób z ponad milionowego miasta załatwia tam codziennie sprawy dotyczące patentów? Z dużym prawdopodobieństwem możemy przyjąć, że większość petentów jest spoza tego miasta. Czyli muszą najpierw dojechać pociągiem lub przylecieć samolotem. Ale nawet gdyby wszelkie czynności odbywały się online lub pisemnie to jaki jest sens w tym, aby te biura istniały w centrum ZAKORKOWANEGO w godzinach porannych miasta?

Do tego samego miasta dojeżdżają tysiące ludzi do pracy z miast i miasteczek oddalonych często o 100 km. Osoba mieszkająca 60 km od centrum tego miasta potrzebuje średnio godzinę na dojazd do pracy i godzinę na powrót do domu. Zakładając, że pracuje 5 dni w tygodniu łatwo jest policzyć ile rocznie musi spędzić czasu w samochodzie. 5 dni razy 2 godziny daje 10 godz w tygodniu. Czyli około 40 godz w miesiącu. Jeśli ma miesiąc urlopu to przez jedenaście miesięcy spędza w dojazdach 440 godz. Dzieląc to przez 24 bo tyle godzin posiada jedna doba otrzymujemy ponad 18 dni. Czyli 3 tygodnie robocze i trzy dni. Zakładając że jedna godzina podróży to też 60 km osoba ta przejeżdża 26 400 km w roku zużywając ( przy 6 l/100 km) 1584 litry paliwa. Co przy cenie 1,5 euro za litr wyniesie 2376 euro. Czy wiecie Państwo jak przyjemnie można spędzić 3 tyg mając do dyspozycji około 2,4 tys euro? Ja wiem.

To były dwa przykłady na to jak wygląda rzeczywistość. Takie przykłady można mnożyć. Jak do tej pory NIKT nie próbował tego zmienić na lepsze. Wręcz przeciwnie. Robi się wszystko by sytuację pogorszyć. Aby mieć wytłumaczenie na wszelkie ograniczenia i zakazy. Stosuje się sposoby, które można z powodzeniem nazwać „poniżej pasa”.

Spróbujmy teraz spojrzeć na te szczególne sposoby uszczęśliwiania nas przez ludzi zajmujących się OBECNIE planowaniem infrastruktury miejskiej. Ja zauważyłem zmiany w koncepcji planowania miasta początkiem lat dziewięćdziesiątych. Zaczęto zamykać ulice dla przejazdu innym samochodom niż należącym do ludzi tam mieszkającym. Chodziło o dzielnice „bogatych i ważnych”. To były „pierwsze jaskółki” trendu, z którego obecnie zrobiono kolejne narzędzie do transformacji pieniędzy „normalnych” ludzi do tych najbogatszych. Oczywiście jak zwykle pod pozorem czynienia „dobra” dla świata czyli niby dla nas samych.

Od ponad 30 lat sukcesywnie, powoli w stylu „gotowania żaby” przebudowuje się infrastrukturę w sposób, który zamiast ułatwiać i pomagać uczestnikom ruchu na ulicach główny nacisk położył na ograniczenia, nie będące niczym innym jak zwykłymi szykanami. A żeby było „zabawniej” to różnymi sposobami tworzy się specjalnie korki. Poprzez zwężenie ulic lub „odpowiednie” sterowanie światłami na skrzyżowaniach i w tych miejscach gdzie się te korki pojawić muszą stawia się urządzenia pomiarowe. Wiadomo jakie będą wyniki. Potem pod pozorem chęci poprawienia sytuacji wprowadza się przeróżne ograniczenia.  Kierowcy, nawet jeśli zauważają te szykany to są już zazwyczaj tak „spreparowani”, że uważają, że to się dzieje dla dobra ogółu czyli ich też. Kilka lat temu próbowano wprowadzić ogólne tempo 30 km/h w jednym wielkim mieście. To spotkało się z ostrym sprzeciwem mieszkańców. Wydawało się, że sprawa ucichła. Przez 4 następne lata na głównych ulicach „pozwolono” otwierać szkoły, przedszkola, domy starców. Po 4 latach pojawiły się na głównych ulicach znaki drogowe ograniczające prędkość do 30 km/h. Pod większością tych znaków są przyczepione tabliczki z napisami „szkoła”,”przedszkole” lub „dom starców”. Tam gdzie nie ma nic z powyższych instytucji okazuje się nagle, że trzeba jechać te max 30 aby nie hałasować. Temat wdychania większej ilości spalin przez dzieci i osoby starsze nigdy nie zaistniał. Choć logiczne jest, że gdyby te budynki stały na ulicach pobocznych obciążenie spalinami byłoby dużo mniejsze. Przykład ten pokazuje perfidię jak i wręcz skłonności sadystyczne ludzi, którzy otrzymują pieniądze za to, że teoretycznie i oficjalnie pracują aby pomagać ludziom.

Jest oczywiste, że mieszkańcy takich miast są w pewnym stopniu sami sobie winni. Jedynie to, co w jakiś sposób usprawiedliwia ich brak zdecydowanej reakcji, to fakt, że byli przez całe lata poddawani swoistemu praniu mózgów.

Opisując te zdarzenia chciałbym uświadomić Państwu co czeka nas również w Polsce. Wszystkie te przykłady są zwyczajnie kopiowane. Czy może niektórym się wydaje, że pewne „polskie” pomysły powstały dzięki ludziom, którzy studiowali na kierunku „reperacji powierzchni szklanych taśmą klejącą”?!?

Trend „zwijania” motoryzacji, który zaczął się w Niemczech, jak widać na pewnych przykładach dotarł już do Polski. Jest to zjawisko światowe i ma kilka źródeł.

Myślę, że tu możemy spokojnie popróbować tzw. teorii spiskowych.

Wyobraźmy sobie np. jakiegoś multimiliardera. (Tzn. osobę, która ma „wpływy”.) Takiego, który tylko dlatego, że ma dużo pieniędzy uważa, że jest jednym z najważniejszych ludzi na świecie. Może nawet udało mu się te pieniądze zarobić uczciwie, choć najczęściej są one ukradzione, zrabowane lub dzięki różnym trickom finansistów pomnożone w „cudowny i całkiem przypadkowy” sposób. To przeświadczenie o jego ważności wynika z przekonania, że za pieniądze jest on w stanie kupić każdego rzezimieszka gotowego zrobić każdą podłość świata. Jak byście się Państwo czuli na jego miejscu, siedząc np. w jakimś Bentley-u lub Rolls-Royce-ie zrobionym na specjalne zamówienie, na jakiejś rzymskiej czy paryskiej ulicy stojąc w korku w towarzystwie Opli, Dacii, VW czy innego Renaulta? Wiedząc, że aby przejechać najbliższe sto metrów, potrzebuje się pół godziny. Chyba nieszczególnie, co? Albo stojąc na pokładzie swojego jachtu widzi podpływający jeszcze większy jacht, jeszcze droższy a na jego pokładzie „nowy” multimiliarder ze złotym łańcuchem na szyi wrzeszczący w jakimś ze słowiańskich narzeczy?

Tu dopatrywałbym się jednego z powodów, dlaczego ci „wielcy” uważają, że świat jest przeludniony  i dlatego trzeba nas „wyszczepić”. I oczywiście ograniczyć lub najlepiej zabronić poruszanie się autami. Bo co ma się „chamstwo”  panoszyć? Ci „wielcy” zapominają jak widać przy tym, że tę w ich mniemaniu „wielkość”, zawdzięczają istnieniu „chamstwa”. Ale kto od „wielkich” wymaga rozumu, spostrzegawczości lub empatii? Im jak i wielu innym na świecie wystarczy do życia i szczęścia fakt, że „posiadają”.

Drugim elementem, który miał wpływ na obecną politykę „rozwoju” (bardziej pasuje tu „zwijania”) miejskiej infrastruktury było zjawisko pojawienia się grupy cwaniaczków niechętnych normalnej pracy, którzy obiecując „gruszki na wierzbie” uzyskali duże poparcie w różnych społeczeństwach. Z przykrością muszę przyznać, że sam byłem na tyle głupi by im uwierzyć. Propagowałem te ich „prawdy objawione” gdzie i jak tylko mogłem. Wstyd mi dzisiaj. Ale to też była nauka. Chodzi o tzw. zielonych.

W następnej części:

Zauważalne są w ruchu drogowym zjawiska, które zasługują na określenie tresury. Zajmę się nimi i ich skutkami. Jak również pewnym, oficjalnym aktem korupcji i kradzieży, którego jak dotąd prawie nikt nie zauważył. Psychologią kar w ruchu drogowym i co z tego wynika.

Byłoby nie w porządku z mojej strony gdybym tylko narzekał, pokazując negatywne zjawiska w ruchu drogowym. W czwartej, ostatniej części przedstawię propozycje rozwiązań tych problemów. Moim zdaniem leżą one jak na dłoni. Trzeba tylko chcieć.


Czytaj także: Strefa czystego transportu. (1)

[bsa_pro_ad_space id=4]