Protestancka reformacja cz.5

0
298

Minęło 500-lecie reformacji dlatego, warto pamiętać o tym, że wystąpienie Marcina Lutra w 1517 r. istotnie otworzyło nową epokę w dziejach Kościoła i świata (w pierwszej kolejności Europy), ale nie była to epoka powszechnej tolerancji i postępu.

Pogrom czarownic

Nie tylko w odniesieniu do Żydów (tj. co do ukrócenia ich „niecnych praktyk”) Marcin Luter dostrzegał wielką rolę państwa. Twórca reformacji, do dzisiaj identyfikowany jako zwiastun postępu w zakresie emancypacji sumienia spod wpływu władzy kościelnej – a więc promotor sprawy wolności – należał do tych, którzy uważali, że jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla chrześcijańskiego ludu płynie ze strony czarownic.

O ich istnieniu Luter, podobnie jak inni twórcy protestantyzmu (np. Jan Kalwin), był święcie przekonany. W jednej ze swoich Tischreden (Mowy przy stole) Luter przyznawał, że z rzeczywistością czarów miał do czynienia już od dzieciństwa.

Wspominał, że jego matka była „bardzo dręczona przez czary, które rzuciła na nią sąsiadka – czarownica”.

W 1526 r. niemiecki reformator poświęcił czarownicom osobne kazanie, w którym przekonywał, że

„jest całkowicie sprawiedliwym prawo, które nakazuje uśmiercać czarownice, ponieważ powodują one szkody, co do tej pory było ignorowane. Mogą one bowiem kraść z domów mleko, masło i inne rzeczy, […] z których potem diabeł czyni swoje narzędzia.

Mogą one zaczarować dziecko, tak że ciągle krzyczy i nie je, i nie śpi. Mogą również spowodować tajemnicze schorzenia w ludzkim kolanie, tak że całe ciało się skręca.

Jeśli widzisz takie kobiety, mają one diabelskie oblicza, parę takich już widziałem. Dlatego należy je zabijać. […] Czarownice należy zabijać, ponieważ są złodziejkami, cudzołożnicami, bandytami, morderczyniami. […] Szkodzą one na wiele sposobów, dlatego mają być zabite. Nie tylko dlatego, że szkodzą, ale również, że zadają się z szatanem”.

Kto powinien zabijać czarownice? Podobnie jak w przypadku spraw małżeńskich czy tępienia „niecnych praktyk” Żydów, Marcin Luter dostrzegał tutaj kluczową rolę państwa, czyli władców, którzy przyjęli „prawdziwą Ewangelię” (czyt. naukę Lutra oraz innych reformatorów).

Nie był on zresztą w takim stanowisku odosobniony. Podobne poglądy prezentował bowiem Jan Kalwin, który w połowie XVI wieku ustanowił w Genewie prawdziwą teokrację w wydaniu protestanckim.

Kalwińska Genewa w walce z „heretykami”

Francuski reformator w niczym nie odbiegał od Lutra, kiedy, podobnie jak Niemiec, odrzucił prawo kanoniczne. Kalwin uważał, że jest to tylko „ludzka tradycja”, a jego przepisy „tyranizują”, „usidlają”, „wprowadzają zamieszanie”, „niszczą spokój” sumienia poprzez rozmaite „pułapki i przesądy”.

Generalnie więc ustanowione przez Kościół prawo kanoniczne wprowadzało, zdaniem Kalwina, „inną służbę Bogu aniżeli ta, której On wymaga według swojego prawa duchowego, zmierzając tym samym do zniszczenia wolności chrześcijańskiej”.

Jednak miała to być bardzo specyficzna „wolność chrześcijańska”, która była rezultatem przepracowania przez Kalwina luterańskiej teorii „dwóch królestw”.

Ewolucja myśli francuskiego reformatora wiodła go od afirmowania wolności jednostki (lata 30. XV wieku) do jej całkowitego podporządkowania wspólnocie protestanckiej, która za pomocą własnych organów (konsystorz w Genewie) miała sprawować rządy w państwie. Jak streszcza to współczesny badacz myśli Kalwina o państwie i społeczeństwie:

„Przypisał [Kalwin] Kościołowi rolę prawną w zarządzaniu królestwem ziemskim, a państwu rolę moralną w zarządzaniu królestwem niebieskim. Zarazem uznał posłuszeństwo wobec urzędników kościelnych i prawa za obowiązek duchowy i obywatelski, a posłuszeństwo wobec urzędników i praw politycznych za powinność obywatelską i duchową”.

W 1559 r. Kalwin pisał, że

„nie powinniśmy ani nadmierną surowością niszczyć umysłów słabych, ani nakłaniać ich naszą zachęcającą mową do zła. Lecz ci, którzy hardo i uparcie się opierają […], muszą zostać złamani i zmiażdżeni”.

Albo spaleni, tak jak hiszpański arianin Miguel Servet. Parę razy udało mu się zbiec z inkwizycyjnego więzienia. Lochy inkwizycji okazały się więc mało szczelne.

Co innego czujność władz rządzonej przez Kalwina Genewy, przez którą wiodła jego droga ucieczki. Tutaj Servet został oskarżony o „okropne, szokujące, skandaliczne i zaraźliwe” herezje i 27 października 1553 r. zginął spalony na stosie. W ten sposób Kalwin dotrzymał swojego zobowiązania, które w 1546 r. wyraził w jednym ze swoich listów, że

jeśli tylko Miguel Servet „poważy się przybyć” do Genewy, „nigdy nie pozwolę mu ujść z życiem”.

Zanim Kalwin ostatecznie unicestwił „tego psa Serveta” (jak wyrażał się o hiszpańskim arianinie), pilnował, aby Genewa nie zaraziła się „papistowskimi błędami”.

W 1542 r. niejaka Joanna Petreman musiała tłumaczyć się przed genewskim konsystorzem ze swojego uczestnictwa w katolickich Mszach Świętych poza murami miasta oraz z odmawiania Ojcze nasz „w języku rzymskim” (po łacinie). Oskarżona nie miała zamiaru uznać swoich „błędów” i – jak głosi protokół procesu –

„rzekła, że jej wiara jest dobra i że nie miała nigdy innej wiary niż wiara Jezusa Chrystusa, i że Matka Boża jest kobietą łaskawą”.

Kara, jaka spotkała krnąbrną niewiastę, i tak była łagodna, bo wykluczono ją „z Kościoła”, co de facto oznaczało dla niej banicję.

W aktach genewskiego konsystorza co chwilę można napotkać protokoły procesów wytaczanych ludziom za uczestnictwo poza Genewą w „papistowskich mszach” lub za odmawianie modlitw po łacinie –

„co jest rzeczą okropną i obrzydliwą”.

W 1556 r. sankcje spadły na obywateli, którzy kultywowali dawny zwyczaj dzielenia placka w święto Trzech Króli, co także zostało zakwalifikowane jako oddawanie się „papistowskim praktykom”.

Równie czujnie tępiono „obiekty bałwochwalstwa”, czyli katolickie dewocjonalia. Na przykład w 1559 r. pod groźbą surowych sankcji zakazano kupcom genewskim sprzedawania różańców.

Należy zwrócić uwagę, że na modelu kalwińskiego konsystorza działającego w Genewie wzorowali się naśladowcy Kalwina (purytanie), którzy w pierwszej połowie XVII wieku zakładali kolonie w Ameryce Północnej.

Za ocean nie tylko przenosili oni swoje przeświadczenie, że przez to, iż znają „prawdziwą Ewangelię” (tj. nie skażoną „papistowskimi błędami”), zbudują tam „nowe Jeruzalem” – „miasto świecące na wzgórzu”, ale zabrali ze sobą także cały bagaż przesądów i uprzedzeń.

Wolność pod protestanckimi rządami

Wbrew propagandowym ujęciom reformacji, które czynią z niej „ruch wolnościowy”, fakty historyczne były takie, że dla katolików, którzy musieli żyć pod rządami protestanckimi, oznaczało to zepchnięcie ich do statusu obywateli drugiej kategorii.

„Papistowskie błędy” zwalczano kolejnymi „prawami karnymi” (penal laws), które na przykład w protestanckiej Wielkiej Brytanii miały przez cały wiek XVIII i początek XIX charakter ustawodawstwa wyjątkowego, wymierzonego w społeczność katolicką na Wyspach.

W sensie prawnoustrojowym „prawa karne” zostały zniesione w pierwszej połowie XIX wieku, ale społeczna dyskryminacja katolików oraz sięgający reformacyjnych korzeni antykatolicyzm miał w krajach protestanckich o wiele dłuższą historię i szeroki zakres geograficzny.

Właściwie we wszystkich koloniach brytyjskich zakładanych od XVII wieku przez angielskich purytanów, a potem przez inne protestanckie denominacje katolicy aż do początku XIX wieku nie mieli prawa praktykowania swojej wiary.

Nie mówiąc o katolickim duchowieństwie, które nie miało prawa przebywać w założonym tam protestanckim „Nowym Jeruzalem”. Restrykcje te zaczęto stopniowo znosić po uzyskaniu przez Stany Zjednoczone niepodległości w 1783 r.

Była już mowa o bagażu uprzedzeń, który zabrali ze sobą za ocean protestanccy założyciele kolonii w Ameryce Północnej. Do tej kategorii należy zaliczyć – oprócz antykatolicyzmu – również manię tropienia czarownic.

Wbrew utartym opiniom początki okresu kolonialnego na tym kontynencie nie są epoką sekularyzmu czy rozdziału państwa od Kościoła. Wręcz przeciwnie. Pierwsi osadnicy, czyli purytanie, naśladowali wzór kalwińskiej Genewy.

W 1692 r. doszło do najgłośniejszego procesu o czary w purytańskiej Nowej Anglii (dzisiaj stan Massachusetts), kiedy to pod zarzutem uprawiania czarnoksięstwa na szafocie zginęło 13 kobiet i 7 mężczyzn.

Warto przypomnieć, że oskarżana w protestanckiej propagandzie o najstraszliwsze zbrodnie inkwizycja hiszpańska na początku XVII wieku zleciła powołanie specjalnej komisji, która miała zbadać pojawiające się co rusz także w Hiszpanii oskarżenia kobiet o czary.

Komisja po zbadaniu kilkudziesięciu przypadków orzekła, że chodziło o sprawy albo kobiet cierpiących na schorzenia psychiczne, albo o przypadki czystej ludzkiej złośliwości.

Wniosek był taki, żeby w ogóle się nie zajmować tzw. sprawami o czary. Konkluzję tę najwyższe władze hiszpańskiej inkwizycji zaakceptowały w latach 20. XVII wieku.

Epoka postępu i tolerancji?

W roku, w którym przypada 500-lecie reformacji, warto więc pamiętać o tym, że wystąpienie Marcina Lutra w 1517 r. istotnie otworzyło nową epokę w dziejach Kościoła i świata (w pierwszej kolejności Europy), ale nie była to epoka powszechnej tolerancji i postępu.

Całkiem niedawno (w marcu 2017 r.) uwagę na to zwróciła prof. Ulrike Jureit z uniwersytetu w Hamburgu. Niemiecka uczona, pisząc na łamach jednego z najbardziej poczytnych niemieckich dzienników („Frankfurter Allgemeine Zeitung”), przypomniała, że

„reformacja nie była bynajmniej pełnym chwały wstępem do długiej, europejskiej historii wolności, która do dzisiaj ma moc kształtowania tożsamości. Reformacja była przede wszystkim pełną wstrząsów, na wielu obszarach drastycznie brutalną historią pełną konfliktów, która już wtedy wskazywała na ambiwalencje tkwiące w późnej nowoczesności”.

Reformacja protestancka zatem nie tyle torowała drogę ku demokracji oraz prawom człowieka, ile raczej

„rozpoczęła w ówczesnej Europie bezprzykładną eskalację przemocy” w postaci wojen religijnych, które „należą do najstraszliwszych wojen, jakie widziała Europa” (U. Jureit).

Wybitny angielski pisarz katolicki Gilbert K. Chesterton zauważył przed laty, że

„jak pokazuje historia, katastrofy dziejowe, łącznie z tymi, które obecnie nas trapią, nie wynikły z działania prostych, prozaicznych ludzi, którzy wiedzieli, że nic nie wiedzą, ale z działań wybitnych teoretyków, którzy z całą pewnością wiedzieli, że wiedzą wszystko”.

W grupie tych katastrof reformacja i jej twórcy zajmują poczesne miejsce.

Grzegorz Kucharczyk

Źródła:

U. Jureit, Wer schützt Luther vor seinen Lobrednern?, www.faz.net/aktuell/feuilleton/debatten/wer-schuetzt-luther-vor-seinen-lobrednern [data dostępu: 6.04.2017]. Szerzej na ten temat zob. tejże Reformation als Konfliktgeschichte. Beobachtungen zum Reformationsgedenken 2017, w: U. Di Fabio, J. Schilling (hrsg.), Weltwirkung der Reformation. Wie der Protestantismus unsere Welt verändert hat, München 2017, s. 202-205.

K. Lehmann, Hexenwahn und Hexenverfolgung als Folge der Reformation?, w: W. Greiling, A. Kohnle, U. Schirmer (hrsg.), Negative Implikationen der Reformation? Gesellschaftliche Transformationsprozesse 1470–1620, 
Köln/Weimar 2015, s. 255–282.

J. Witte, Reformacja praw. Prawo, religia i prawa człowieka w kalwinizmie u progu nowoczesności, tłum. M. Dybowski, Warszawa 2017.

za: milujciesie.pl