Wybrać Dobry Drogowskaz – słowo na uroczystość Wszystkich Świętych i najbliższe dni [ks. Stanisław]

0
25
W Kościele jako katolicy obchodzimy 1 listopada uroczystość Wszystkich Świętych. Każdy ochrzczony mocą chrztu wody albo chrztu krwi powołany jest do świętości i udziału we wspólnocie świętych w wiecznej ojczyźnie nieba. Najświętszy Bóg pragnie darować ludziom udział w swojej świętości, odnowienie obrazu Bożego zawartego w nas na mocy stworzenia na obraz Boży. Grzech pierworodny i popełniane grzechy obrazu Bożego w ludziach nie niweczą. Odnowienie świętości w sobie wymaga współpracy z Bogiem i – w pewnej mierze – naśladowania świętych, bardzo różnych w swojej ziemskiej drodze, ale wspólnych w miłości Bożej. Ks. prymas Stefan Wyszyński powiedział w Warszawie 27 maja 1972 „Bóg nie potrzebuje upraszczać typów ludzkich. Może sobie pozwolić na ich rozmaitość, nawet ludzie ukształtowani według zasad ascetyki chrześcijańskiej stanowią odmienne duchowości. Dlatego mówi się w literaturze katolickiej o „obliczach świętych”. Każdy święty jest pod jakimś względem inny. Nie ma w martyrologium ani w żadnym katalogu świętych postaci identycznych.”

Naśladowanie świętych jest więc naśladowaniem Chrystusa i Matki Bożej Maryi przy pomocy wiernych naśladowców, przyjaciół i pomocników współtworzących świętych obcowanie zgodnie z naszą wiarą. Przyjęcie i odnowienie w sobie świętości dokonuje się za pomocą sakramentów, modlitwy i ciągłego nawracania się ku Bogu i Kościołowi, bo do świętości jesteśmy powołani.

W 31. niedzielę zwykłą 3 listopada, poprzedzoną przez wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych 2 listopada, rozszerzające wspólnotę świętych, ogarniające dusze w czyśćcu cierpiące, zbawione ale przygotowujące się przez duchowe cierpienia na przejście do nieba, czytamy w Ewangelii (Łk 19,1-10) o bogatym celniku Zacheuszu, który wspiął się na drzewo szukając Jezusa i pragnąc Go zobaczyć, bo sam był niskiego wzrostu i fizycznie, i duchowo, i został od razu, chociaż grzesznik, przez Jezusa przyjęty we własnym domu. Naśladując Zacheusza, zapraszamy Jezusa do swoich domów, aby zbawienie stało się naszym udziałem. Jezus „do grzesznika poszedł w gościnę”, bo gdy Bóg stał się Człowiekiem, jako Chrystus Syn Boży wcielony w człowieczeństwo, przyszedł do ludzi wspinających się na drzewo krzyża, aby móc ujrzeć Jezusa, a następnie ugościć Go w swoim domu. Chociaż cały świat przy Bogu jest jak ziarnko na szali lub kropla rosy porannej, Bóg nad wszystkim ma litość i zamyka oczy na grzechy ludzi, by się nawrócili (zob. Mdr 11,22n). Wraz ze św. Pawłem modlimy się, aby Bóg uczynił nas godnymi swego wezwania, aby z mocą doskonalił w nas wszelkie pragnienie dobra i czyn płynący z wiary (zob. druga niedzielna lekcja, 2 Tes 1,11).

Ks. prymas Stefan Wyszyński wezwał wiernych w Warszawie 9 marca 1975: „Życie ludzkie tych, którzy wierzą w Boga, nawet przez śmierć nie ustaje, tylko się odmienia. Gdy nas zasmuca nieunikniona perspektywa odejścia z tej ziemi, pociesza nas to, że Bóg sam – jak zapewnił Jezus Chrystus – przygotowuje nam odwieczne mieszkanie w swojej ojczyźnie”.

Dobrze jest skorzystać z Bożego zaproszenia, nie poprzestając na fałszywym przekonaniu, że śmierć ciała oznacza wejście w nicość, a piekła ani szatana po prostu nie ma. Bóg darowuje nam Siebie i szczęśliwą wieczność i pyta: „Czy chcesz Mnie i niebo ze Mną, aniołami, świętymi i zbawionymi spośród twoich bliskich i krewnych przyjąć, i we wspólnocie miłości na zawsze uczestniczyć?”. Ludzka wolność oznacza możliwość powiedzenia „tak” albo „nie” i przyjęcia skutków dobrego albo złego wyboru. W czasie doczesnym rozstrzyga się wieczność. Ci wszyscy, którzy radość wieczną osiągnęli, modlą się za nas i zachęcają do dobrego wyboru na zawsze, ważniejszego od wyborów tymczasowych. Stan piekła oznacza utrwalić się w nienawiści i być przez domowników otchłani znienawidzonym, stan nieba – żyć na zawsze w szczęściu miłości.

Pośmiertna nicość jest wątpliwym pocieszeniem. Nie po to Bóg z nicości nas wydobył, abyśmy do nicości samowolnie wrócili, żyjąc w przekonaniu, że człowiek duszy nieśmiertelnej nie ma, a liczy się tylko to, co cielesne.

Służąc Bogu całą swoją istotą, duszą i ciałem osiągamy pełnię szczęścia w miłości wiecznej, idąc drogą Chrystusa i Jemu wiernych przez ziemię ku niebu, przez śmierć razem z Chrystusem i świętymi ku pełni życia zbawionych.

ks. Stanisław Małkowski