Wybory – polskie pułapki polityczne. Dyskusja redakcyjna z września roku wyborczego A.D. 2015

0
216

Prof. Artur Śliwiński: Mamy określony pogląd na sprawy polityczne i z tego punktu widzenia patrzymy na zbliżające się wybory [2015 – przyp. red.]; i możemy z całą pewnością powiedzieć że dla nas podstawowym celem jest odzyskanie suwerenności narodowej. Mamy świadomość, że tocząca się gra wyborcza do tego celu nie prowadzi. Innymi słowy, możemy powiedzieć, że jest to niemożliwe w wyniku gry politycznej, która zintensyfikowała się w trakcie wyborów. Powstało pewne nieporozumienie, które zauważamy w różnych środowiskach podzielających nasz punkt widzenia dotyczący suwerenności, że jest to najważniejszy obecnie problem. Chodzi o to, że nie gra polityczna prowadzi do suwerenności, a walka o odzyskanie suwerenności.

Zrozumienie tego rozróżnienia jest rzeczą podstawową. Dlatego celem nadrzędnym nie może być wygranie wyborów (jako cel taktyczny to może istnieć). Nadrzędnym celem jest walka o suwerenność, którą rozpoczyna mobilizacja sił. Jeżeli więc mówimy o jedności narodowej, to jest to kwestia mobilizacji, koncentracji sił. Na marginesie jest to też kryterium oddzielenia tych, którzy są zdolni do podjęcia takiej walki o odzyskanie niepodległości, od tych, którzy nie są do tego zdolni.

ZOB. RÓWNIEŻ: Partie w służbie dobra publicznego – drogi do zjednoczenia

Wynik wyborów jest drugorzędny, jeśli etap mobilizacji zostanie przekroczony. Nic nie wskazuje, żeby w najbliższych wyborach został on przekroczony, czy był zrealizowany w pełni. Ale mobilizacja, uzyskiwanie pewnego konsensusu, nawet ograniczonej jedności, to bardzo ważne zadanie, które może być teraz realizowane.

Popatrzmy na istniejącą grę polityczną. Gdyby istniejące partie, w szczególności dwie główne Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość, chciały respektować interesy narodowe, chciały działać na rzecz, suwerenności, co musiały by najpierw zrobić? Musiały by się najpierw oczyścić, bo wielu aktywistów politycznych w tych partiach, także jak i w innych, powinny odesłać wraz z dokumentacją do prokuratury, a ponadto znaleźć czas na refleksję, przeżyć okres kwarantanny.

To jest sytuacja, bo zarzuty do tego aktywu politycznego są bardzo poważne z punktu widzenia interesów narodowych. To było podejmowanie działania wbrew interesom narodowym, to był współudział w grabieży majątku narodowego, to był udział w przestępczej likwidacji gospodarki morskiej, to było bezprawne przekazanie zasobów naturalnych zagranicznym koncernom wydobywczym, to było wygenerowanie potężnego zadłużenia publicznego, doprowadzenie do utraty bezpieczeństwa narodowego, i wreszcie de facto doprowadzenie do utraty suwerenności. Tego nie da się odwrócić. Są to poważne przestępstwa i wszyscy o tym wiedzą. Oczywiście przejście ich na drogę uczciwości jest nie realne.

Patrząc na to co się dzieje w kampanii wyborczej, możemy powiedzieć, że te wybory w istocie rzeczy mogą umożliwić kontynuację niszczenia Polski, niezależnie od ich haseł i deklaracji programowych. I to jest istotne, że dochodzi do sytuacji ekstremalnej, najbardziej niebezpiecznej. My przewidujemy huragan polityczny i to poważnie. Ten huragan polityczny pojawi się zapewne po wyborach, ale być może także w trakcie wyborów.

Dr Tomasz Bartel: Jakie są oznaki tego huraganu, który Pan profesor dostrzega?

Prof. Artur Śliwiński: W innych krajach ten niepokój jest jeszcze większy. Kryzys globalny wszedł w fazę ostrych konfliktów politycznych. To z pewnością Polski nie ominie.

Romuald Starosielec: Wydaje mi się, że rozróżnienie polskiej sceny politycznej na tych, którzy świadomi są utraty suwerenności przez Polskę i tych którzy tego nie dostrzegają, jest zbyt proste. Nawet wśród tak zwanych antysystemowców, (proszę zwrócić uwagę jaką karierę robi to pojęcie w ostatnich miesiącach), można zauważyć olbrzymie różnice zarówno w poziomie rozumienia polskiej rzeczywistości politycznej jak i celów podjętych działań. Większość tych ugrupowań poprzestaje na opisie rzeczywistości nie zastanawiając się nad systemowymi i międzynarodowymi przyczynami które doprowadziły nas do dzisiejszego stanu. Mamy przezabawną i tragiczną jednocześnie sytuację; tak jak partie głównego nurtu, PiS i PO mówią nam, że system jest dobry ale to my w jego ramach będziemy rządzić lepiej niż nasi przeciwnicy, tak antysystemowcy mówią, że trzeba zmienić system nie dostrzegając wewnętrznych źródeł jego powstania oraz zewnętrznych jego kreatorów. Tragizm naszego politycznego myślenia polega na tym, że partie głównego nurtu nie widzą w ogóle przyczyn choroby, a antysystemowe chcą walczyć, nie z przyczyną choroby, a z jej skutkami.

Napawa mnie również przerażeniem rosnąca tendencja do technokratycznego traktowania polityki i wyborów oraz do sprowadzania tych dziedzin do rywalizacji wąskich grup interesów i środowisk. Czy nie jest kolejnym przejawem naszej polskiej patologii sprowadzanie wyborów do jednego lub kilku haseł politycznych, czasem kontrowersyjnych, często nawet słusznych, lecz w hierarchii ważności i potrzeb stojących na dalekich miejscach? Powszechnym zjawiskiem jest koncentrowanie się polityków na obietnicach i retoryce mających dokonać się za ich udziałem zmian, bez najmniejszej nawet próby uprawdopodobnienia ich wykonalności. Postępuje dalsza infantylizacja polskiej polityki, w której wyborcy są traktowani przez partie polityczne jak niedorozwinięty umysłowo tłum, ogarnięty jedynie żądzą materialnego przetrwania, któremu można zaserwować każdą obietnicę, bez konieczności jej spełnienia.

Dr Tomasz Bartel: Zgadzam się z wszystkimi tezami, które panowie wymieniliście, natomiast chciałbym jakoś uporządkować tę analizę. W przyszłości można przewidywać w otoczeniu Polski jakieś tsunami, jakiś huragan, który spowoduje zmiany, ale te wybory prawdopodobnie nie przyniosą zmiany i nowej jakości, chociażby dlatego że są pozycjonowane w bardzo określony sposób. Jakie to jest pozycjonowanie? Mamy partie systemowe, wynikające z aktualnie funkcjonującego systemu politycznego i tak zwane „ugrupowania antysystemowe”, które nie wytworzyły żadnej nowej jakości politycznej, bo wytworzyć jej nie mogły w tak krótkim okresie czasu. Jest to raczej rezultat pewnej euforii wypływającej z wyborów prezydenckich. Jednakże wybory prezydenta to coś innego niż wybory do obu izb parlamentu, które mogłyby zwiastować jakieś znaczące zmiany polityczne. Skończy się na tym, że rzeczywiście wygrają partie systemowe, które mają wszystkie prerogatywy władzy i one dokładnie będą dokonywały tego, co było do tej pory; będzie pat i będzie inercja – inercja całego systemu obejmująca: system polityczny, system gospodarczy, system społeczny, system pewnej mobilności społecznej, system też zabezpieczenia Państwa przed zewnętrznymi wpływami, przed utratą suwerenności poprzez struktury europejskie czy też poprzez struktury międzynarodowe. Przede wszystkim jednak owa inercja systemu politycznego uderzy w finanse Państwa i kolejne podstawy funkcjonowania suwerennego narodu, w kwestie własności, które uważam za podstawowe dla Państwa i Narodu Polskiego. W rezultacie nie uda się nam polskiej własności skutecznie bronić, bo nie będzie takiej siły politycznej, która mogłaby kwestie własnościowe i suwerennościowe podnieść do rangi podstaw polityki polskiej.

Romuald Starosielec: Tu nie o obronę chodzi, tu chodzi o odzyskanie.

Dr Tomasz Bartel: Obecnie, potrzebą chwili jest zachowanie tego, co jeszcze jest, a więc: ziemia, lasy, surowce naturalne i ich wydobycie i przetworzenie.

Romuald Starosielec: Nie ma w polskim życiu politycznym dążenia do jedności w realizacji najżywotniejszych interesów i strategicznych celów. W zasadzie powinniśmy to stwierdzenie poprawić; nie ma jedności i spójności polskiej polityki, ponieważ najżywotniejsze interesy Polski i jej strategiczne cele nie zostały po 1989 roku określone. Myślę, że w tym jest główny powód upadku polskiej polityki. Nic niestety nie zapowiada, aby rozpoczynająca się rywalizacja wyborcza mogła w tym względzie cokolwiek zmienić.

Prof. Artur Śliwiński: Ale my mamy dostatecznie dojrzałe podejście do tych problemów; już wiemy, że za pomocą gry wyborczej tej suwerenności nie odzyskamy, i że porażka wyborcza naszych oponentów niewiele się różni od ich sukcesu wyborczego. Przypomnijmy, że w czasie rozbiorów w Dumie było duże ugrupowanie Polaków które pomimo zaborów wpływało na politykę Rosji (z tej grupy wywodzili się późniejsi przywódcy). Podobna była sytuacja w zaborze Pruskim, gdzie w parlamencie była też grupa Polaków, nie mówiąc o Galicji, gdzie znaczna część administracji była złożona z polskiej szlachty.

Nawet w warunkach utraty suwerenności, te działania parlamentarne i dyplomatyczne są konieczne, lecz ze świadomością, że nie jest to rozwiązanie problemu suwerenności, tylko umacnianie pozycji wyjściowej.

Widzimy, że bez nadrzędnego zjednoczenia sił i odsunięcia złodziei od władzy, nie odzyskamy niepodległości i suwerenności. Jest to sytuacja, jak w czasach zaborów, tym razem ekonomiczno-finansowych. Oczywiście, nie nauczyliśmy się jeszcze walki, jak w czasach zaborów. Mimowolnie, często zakładamy pod wpływem „propagandy demokracji”, że działamy w warunkach suwerenności. Jest to duże nieporozumienie, które prowadzi do błędów politycznych. Politycy partii rządzących są ulegli wobec nowych zaborców ekonomiczno-finansowych. Choć w historii bywało inaczej.

Andrzej Zapałowski: Należy pamiętać o dwóch kwestiach, które zasadniczo wpływają na polska politykę. Pierwsza to jej oligarchizacja poprzez powstanie w największych partiach wąskich grup posiadających pełnie władzy we wszystkich obszarach funkcjonowania ugrupowania, a druga to zależność powodująca, iż w przypadku dominacji obcego kapitału w polskich mediach bez zgody Brukseli (Berlina) i  Waszyngtonu żadne nowe ugrupowanie nie zostanie dopuszczone do komunikacji medialnej ze społeczeństwem.

Romuald Starosielec: Polityka, w węższym tego słowa znaczeniu, jest również sztuką osiągania celów możliwych do realizacji w danych warunkach. Jest w Polsce wiele społecznych i państwowych problemów które można rozwiązać natychmiast, niektóre cele można osiągnąć prosto z marszu. Są inne, które wymagają bardzo przemyślanych zmian systemowych. Są również takie, których nie da się osiągnąć bez otwartej walki z potężnymi grupami interesów wewnątrz i na zewnątrz Polski. Niezależnie od poziomu świadomości o którym mówi Pan profesor, myślę że poziom naszych parlamentarzystów od 1989 roku z wyborów na wybory zmniejsza się, i to radykalnie. W związku z tym sceptycznie oceniam możliwość odrodzenia się jakiejś głębszej myśli politycznej czy polityki zmierzającej do odzyskania przez Polskę suwerenności wewnętrznej i zewnętrznej, wśród tych sił które zdominowały obecnie polską scenę polityczną. Zastanawiające jest to, jak my przez ostatnie 26 lat wprowadzaliśmy w sposób absolutnie nieprzemyślany, lekceważąc wszelkie symptomy i objawy choroby, system polityczny który ja nazywam partyjno-wodzowskim. Służy temu niewątpliwie ordynacja wyborcza z progiem 5 procentowym oraz sposób wystawiania list wyborczych w którym szefowie partii arbitralnie ustalają kto i na jakim miejscu ma się znaleźć. Wodzowie partyjni urastają w tym systemie do roli jedynych decydentów o tym kto będzie obecny w życiu politycznym a kto może być, nawet bez wyraźnych przyczyn, z niego usunięty. Widzimy z jednej strony niszczenie niepokornych, samodzielnie myślących, a z drugiej wyciąganie jak królików z kapelusza nieznanych przedtem ludzi. Ta patologia sprawia, że zanika w ramach partii politycznych ścieranie się różnych poglądów i opcji, nie rozwija się poważna dyskusja, która jest niezbędnym składnikiem zdrowego rozwoju. Powyższe zjawiska są jeszcze potęgowane przez powszechny brak świadomości, że najbardziej słuszne i oczywiste problemy zarówno partykularne jak i ogólnonarodowe nie mogą być rozwiązane bez osiągnięcia suwerenności, jeżeli nie przyzwolą na nie zewnętrzne ośrodki decyzyjne.

Prof. Artur Śliwiński: Ja myślę,że w pierwszej części w mojej wypowiedzi czegoś ważnego zabrakło, bo użyłem określenia, że jest konieczna mobilizacja i jedność, ale w znaczeniu bardziej elitarnym niż powszechnym. Nie sądzę, żeby można było mówić o jedności w znaczeniu powszechnym, ponieważ sytuacja społeczna jest taka: społeczeństwo jest rozbite i zdegradowane.

Romuald Starosielec: Bo nie uczestniczy w systemie?

Prof. Artur Śliwiński: No nie tylko, jest też poddawane różnym eksperymentom. Drugim elementem koniecznym, oprócz mobilizacji i jedności jest edukacja i wychowanie narodowe. Jeżeli popatrzymy na historię Polski, to edukacja i wychowanie tworzą zdolność do walki o niepodległość i suwerenność, czyli o żywotne interesy narodowe. Ten element edukacyjny i wychowawczy, służy do poszerzenia bazy narodowej, bo nie ma co ukrywać, że ta baza narodowa jest w tej chwili zawężona dość poważnie.

Dr Tomasz Bartel: Pan Romuald mówił o tych, którzy mają dobre intencje, mają emocjonalne przywiązanie do spraw narodowych polskich, a którzy nie mają rozwiniętej, skoncentrowanej świadomości politycznej i oni są pierwsi, których powinien objąć system edukacyjny i samokształceniowy.

Szkoły klasyczne były świetnie zachowane w Galicji pomimo zaborów, wychowały elity niepodległościowe, przygotowane nie tylko do czynu zbrojnego, ale do rozwoju Polski międzywojennej. Ten obszar, ograniczony przez rządzących, wymaga poszerzenia.

Na razie nasza diagnoza dla rządzących jest negatywna. Wydaje się że najbliższe dwa lata, również w gospodarce będą dla społeczeństwa okresem stagnacji. My musimy stawiać na rozwój gospodarczy, budowanie świadomości narodowej, jedności i dbałości o interesy Polski. I wreszcie trzecia kwestia, którą podnosiłem w artykule o Narodzie (numer czerwcowy Polityki Polskiej), dotyczy nie tylko sfery politycznej, gdyż kwestia polityczna przeniknęła wszystkie dziedziny gospodarcze, ta nomenklatura partyjna sięgnęła do samorządu,jest nomenklaturą administracyjną i jest nomenklaturą gospodarczą, są to wszystkie kwestie połączone jak połączone ze sobą naczynia, wymagające głębokich reform, abyśmy mogli osiągnąć to, co głosimy w naszym haśle „Wolny Naród w silnym państwie”. Aby nie wyszło na to, że nasze spotkanie jest dyskusją malkontentów i sceptyków, proponuję obecnie taką turę rozważań: co zrobić żeby Państwo było silniejsze, a Naród był wolny. Potrzebujemy wewnętrznej suwerenności i demokracji, i gospodarczej wolności, i musimy także zabezpieczyć naszą suwerenność zewnętrzną. Wszak, te wszystkie elementy budują pozytywny program „Jedności Narodu”.

Prof. Włodzimierz Bojarski: Dosyć dużo zostało tu powiedziane o trudnościach i przeszkodach twórczego przeżycia okresu wyborów i najbliższej przyszłości, za mało natomiast o szansach i możliwościach, a przecież takie istnieją. W pełni podzielam pogląd Pana Starosielca, że i w złym systemie można i trzeba działać mądrze i uczynić coś dobrego, a okazją do tego są także wybory parlamentarne i zmiany z tym związane. System niewiele się zmieni, ale obecnie na fali ogólnego entuzjazmu i wymuszających oczekiwań społecznych, trzeba przeforsować kilka dobrze obmyślanych i spopularyzowanych, konkretnych zmian. Uważam za możliwe:

  • przyjecie w pełni racjonalnej i demokratycznej ustawy o referendach obywatelskich oraz obowiązującym charakterze ich wyniku, niezależnie od stanowiska Parlamentu;
  • wprowadzenie racjonalnych zmian w obowiązujących ordynacjach wyborczych, w trybie zgłaszania i wpisywania kandydatów oraz w sposobie finansowania partii politycznych;
  • potwierdzenie prawne zasady zachowania własności państwowej lasów, gór, jezior i zasobów geologicznych oraz polskiej ziemi w polskich rękach, jak wspomniał Pan dr Bartel;
  • potwierdzenie zasady zachowania polskiej waluty do czasu wyrównania poziomu życia w Polsce i w „starej” Unii Europejskiej.

W następnych krokach trzeba postulować i wymusić zachowanie konstytucyjnego prawa rodziców do wychowania swych dzieci, zgodnie z własnym sumieniem i światopoglądem oraz rozporządzenie finansowe, zobowiązujące instytucje publiczne (rządowe, samorządowe i inne) do prowadzenia swoich rachunków i rozliczeń tylko w polskich bankach. Wydaje mi się, że teraz jest najważniejsze właściwe przygotowanie konkretnych projektów tych dokumentów – postulowanych zmian oraz ich szeroka popularyzacja. Częściowo to się robi, ale czy dostatecznie?

Prof. Artur Śliwiński Ja myślę, że trzeba bardziej cenić wiedzę o układzie politycznym, o międzynarodowych stosunkach gospodarczych. Kryje się w tym paradoks, bo proces degradacji sił politycznych, który od 26 lat postępuje, jest procesem degradacji  intelektualnej i dotyczy wszystkich płaszczyzn: politycznej, kulturalnej czy zarządzania kulturą. Widzimy olbrzymi regres, co stwarza okazje dla tych antypolskich grup wpływów wykorzystania kształtowanej przez nich ślepoty. Obecnie Polacy pod ich wpływem tracą instynkt narodowy, gospodarczy i ekonomiczny samozachowawczy, są mamieni przez tych, którzy mają nieograniczony kapitał i wysyłają polski dochód narodowy za granicę. Bez suwerenności ekonomicznej państwo polskie nie istnieje, i oni o tym dobrze wiedzą. Odtworzenie zdrowych zasad politycznych będzie się odbywało przez wiedzę i doświadczenie prawych Polaków.

Romuald Starosielec: Panie profesorze sama wiedza nie zmieni systemu.

Prof. Artur Śliwiński: Miałem zamiar się zająć kryzysem światowym, w wyniku którego miliony ludzi straciły mieszkania na rzecz banków, jaki został przez banki wywołany, i jak małe i średnie państwa mogą się obronić. Konkluzja jest jedna: do tego jest potrzebna suwerenność narodowa. Oczywiście publikacji na ten temat jest wiele, ponieważ jednak żyjemy w warunkach wojny informacyjnej, rzetelne diagnozy nie mogą się przebić. Rządy nie mając własnego rozeznania lub współuczestnicząc w układzie osłabiania narodów, są zastraszone. Ton nadają kręgi zainteresowane mylną interpretacją zjawisk kryzysowych. Na przykład ostatnio rozgorzała dyskusja nad chiński kryzysem giełdowym. Najbardziej popularna okazała się teza, jakoby Chińczycy wykazali się nieudolnością rządzenia. Co ciekawe, Chińczycy od czterech lat zapowiadali, że świadomie będą zmniejszać tempo wzrostu gospodarczego, i tu jest pierwsza różnica interpretacji. Dla ludzi wykształconych w duchu neoliberalizmu wzrost gospodarczy rządu to nieomal świętość, nawet do głowy im nie przyjdzie że ktoś tego nie chce. Co robią Chińczycy, obniżając ceny aktywów na giełdzie? Podejrzewam, że wypychają kapitał zagraniczny z własnego kraju.

Romuald Starosielec: Tak, jak zrobił Władimir Putin parę miesięcy wcześniej.

Prof. Artur Śliwiński: A Chińczycy też robili tak wcześniej, przyciągając inwestorów zachodnich, aby ich wykorzystać. Kraj, który chce być niezależny, nie chce mieć niekontrolowanego kapitału zagranicznego.

Do analizy polskiej dodałbym, otóż pieniądze które miały wpływać 2016-2020 w znacznej mierze zostały już rozdysponowane, i ten strumień pieniądza będzie miał rzeczywistą inną wartość, i każdy rząd liberalny który będzie powstawał, będzie tworzył korzystne dla obcego kapitału układy i wypływy pieniądza, zamiast korzystne dla polskich przedsiębiorców. Skutkiem tego każdy następny rząd będzie miał problemy z tym budżetem, który jest skutkiem wybryków liberałów, i nawet jeśli będzie miał nawet najlepszą wolę to będzie w sztywnym gorsecie, wypływu zysków i dywidend za granicę, z polskiego systemu podatkowego. Niezbędny jest rozwój polskiego przemysłu i rzemiosła.

Romuald Starosielec: Pojawia się u nas co pewien czas zjawisko buntu wobec panujących partii głównego nurtu. Znajduje on swe ujście w ugrupowaniach, które głosząc hasła rozwalenia systemu, zyskują duże poparcie społeczne, którego następnie, z uwagi na swą miałkość programową czy jak ostatnio zadeklarowaną anty-programowość, nie są w stanie jej utrzymać. Wykorzystują to główne partie jako dowód mający uzasadnić ich dominującą pozycję na polskiej scenie politycznej. Istnieje w Polsce szeroki nurt antysystemowy oparty na przekonaniu o bezwzględnej potrzebie zmian, lecz nie idzie za tym żadna spójna programowa propozycja określająca jaki model ustroju państwa oraz życia społecznego i gospodarczego jest tych zmian celem. Pytanie jest więc zasadnicze; czy w najbliższych wyborach ujawni się nurt który przełamie tę dotychczasową słabość oraz skupi trwałe poparcie elektoratu dla skutecznej przebudowy Polski?

Prof. Artur Śliwiński: Musimy mieć świadomość i być przygotowani, ale powstają tu dwa nieporozumienia, pierwsze, to jest pogląd, że należy rozwalić system, jest to dosyć prymitywny sposób myślenia, bo rewolucjoniści nie byli głupi, mieli przygotowane elementy przejęcia systemu. Istnieje taki mit propagowany celowo rozgłaszany, że podczas rewolucji zniszczono inteligencję rosyjską. Jest to mit, jeżeli popatrzymy na różne postacie w Rosji po rewolucji bolszewickiej to okaże się że rosyjska inteligencja ona była w dużym stopniu wykorzystywana i włączana w system, natomiast po głowie dostawali korumpujący administrację kupcy i nieuczciwi przedsiębiorcy, ale to jest kwestia za daleko idąca.

Jeszcze o wyborach, jak nie ma suwerenności, to nie ma demokracji, po co mamy się z tymi sprawami borykać, ale wiemy że to nie jest system demokratyczny.

Romuald Starosielec: System który został z Polsce wytworzony wymaga pewnej teatralnej oprawy. Porównuję to często do teatru którym zarządza kilku wytrawnych zagranicznych reżyserów, spierając się czasami o treść scenariusza czy obsadzanie ról dla posłusznych sobie aktorów, lecz zgodnych co do tego, że swych uprawnień nie mogą zostawić tubylcom. Mamy więc w tym teatrze cynicznych aktorów, posłuszne kukiełki oraz całą plejadę pajaców i klaunów zadowolonych z odgrywanych przez siebie ról. Scenariusz, aby porwał publikę, czyli nas, musi mieć swoją dramaturgię. Ta dramaturgia jest nam serwowana w sprawach z punktu widzenia przyszłości państwa absolutnie błahych i zastępczych, tak aby przykryć nimi te, którymi zdaniem reżyserów nie wolno nam się zajmować. Wytwarza przy tym tak duże emocje i namiętności, że większość z nas uwierzyła w jej zasadniczy, oryginalny i autentyczny sens. Tymczasem nasza demokracja jest tylko grą pozorów mających niewiele wspólnego z realizacją naszych narodowych interesów.

Mec. Jacek Kędzierski: System polityczno-partyjny został w Polsce ograniczony. Do steru władzy lub w okolicach władzy „zawinkulowano” wyłącznie partie prounijne. Nawet jeżeli mamy partię lekko sceptyczną wobec Eurounii (no bo promocja homozwiązków, genderyzmu, wolności aborcyjnej i sztucznej prokreacji) to i tak puszcza ona porozumiewawczo oko, że przecież dają nam dotację. To sztuczne zamknięcie systemu politycznego do „uniopoddańczych” osiągnięto dzięki systemowi finansowania partii z budżetu. Tuczenie kont przez budżet państwa daje partiom parlamentarnym przewagę nad całą resztą pozaparlamentarnej masy politycznej. To rodzi poczucie niezadowolenia, czy wręcz buntu /np. „Oburzeni” – nazwa wskazuje na pierwiastek buntu/. Większość tych buntujących wie, że gdzieś zgrzyta w naszym systemie, ale dokładnie nie wie gdzie. Stąd pomysł JOW-ów. Historycznie rzecz biorąc, dostrzegając niedoskonałość anglosaskiego systemu wyborczego, konstruując systemy wyborcze w Europie stworzono znane nam wybory proporcjonalne. Polski system ma wady ale zamiast ich usuwania ktoś mało odpowiedzialny krzyknął, że system ten należy zastąpić JOW-ami. Pułapką jest również nadmierne „ureferendalnienie” polskiego życia politycznego i zaprzątanie głów elektoratu kwestiami nieistotnymi, np. Sześciolatki w szkołach? Tak się składa, że mój siostrzeniec 1 września rozpoczyna naukę „en escuela”. Nie byłoby czym chwalić się, gdyby nie to, że mój siostrzeniec w lipcu obchodził trzecie urodziny. To ja mam protestować przeciwko pójściu do szkół sześciolatków? To typowy problem pozorny, którym usiłuje się zaprzątać głowy elektoratu.

Prof. Artur Śliwiński: To jest pozorowana walka. Jest takie określenie „gra pozorów”. Na przykład hasło wyborcze, z którym wystąpiła Pani Szydło: „Obywatele decydują jaką chcą mieć Polskę”. Po pierwsze, zawiera błąd logiczny: najpierw się chce, a później decyduje. Po drugie, jak się usunie niepotrzebna słowo „decydują”, to pojawia się hasło, że Polacy chcą jakiejś Polski. Prawidłowe hasło „Obywatele decydują jaka ma być Polska”, byłoby hasłem racjonalnym, ale jest niemożliwe do wpisania w kampanię wyborczą Pani Szydło, ponieważ jest jaskrawo sprzeczne z rzeczywistością.

Romuald Starosielec: Proponuję poddać rozważeniu, czy nie jest tak, że politycy widząc słabości wyborców, elektoratu współtworzą je i następnie perfidnie wykorzystują, grając na emocjach, nie odwołując się do racjonalnych argumentów, tworzą właśnie całą sieć pozornych działań i haseł. Nie muszą tłumaczyć się z tego, że hasła i obietnice wyborcze są nielogiczne i nie możliwe do spełnienia; nie muszą tłumaczyć się z tego, co nie zrealizowali po kampanii wyborczej. To wszystko sprawia że duża część społeczeństwa decyduje się na ucieczkę od wolności, nie chcą bowiem uczestniczyć w takim teatrze, w którym są bezwolnymi pionkami poddawanymi grze pozorów, ponieważ nie wierzą że ich udział w wyborach cokolwiek zmieni. Ponieważ im bardziej politycy wykorzystują te słabości społeczeństwa tym bardziej utrwala się przekonanie, że nasz udział w wyborach jakkolwiek byśmy nie zagłosowali i tak niczego nie zmieni. To jest głęboka zapaść całego naszego życia społecznego. Ponieważ jeżeli nie uczestniczymy w życiu społecznym, a przecież jednym z zasadniczych elementów tego uczestnictwa są wybory świadome i odpowiedzialne, to znaczy że uciekamy od wolności którą mamy i oddajemy to pole dla ciemnych sił, które nie mają nic wspólnego z dbaniem o przyszłość Polski.

Dr Tomasz Bartel: Tu jest zastosowana taka socjotechnika, aby skanalizować nie tyle oczekiwania społeczne, ale taką podskórną niezgodę społeczną na istniejący system polityczny, system wyborczy, i postanowiono wysunąć takiego nowego lidera, czy wodza, nieskażonego prawdziwka, akurat teraz padło na Kukiza. Następnie wiąże się z tym jednym wodzem jedną ideę, na przykład „jednoosobowe okręgi wyborcze”, tzw. JOWy, Łatwo jest uderzyć w takie poglądy, i łatwo jest uderzyć w taki zamiar polityczny, ponieważ tak naprawdę nikt za bardzo nie wie o co chodzi, następnie odwołać się do najwyższej formy demokracji – referendum, aby w efekcie utopić to ugrupowanie i jej lidera tak, aby konkurencyjna partia nie miała potem tzw. „zdolności koalicyjnej”. Być może PSL się prześliźnie swoimi metodami, i będą cztery partie systemu politycznego tego dawnego, a na przeciwko nich osłabiona, bo nie wygra samodzielnie – partia Prawo i Sprawiedliwość, będzie więc pat polityczny i różne ruchawki polityczne. Jest to dla rządzących wygodne, dla dalszej atomizacji sceny politycznej w Polsce, dalszego rozgardiaszu i braku decyzji podstawowych, najbardziej żywotnych dla narodu polskiego i polskiego państwa. Taki ja przewiduję scenariusz wydarzeń wyborczych.

Prof. Artur Śliwiński: Chciałbym jeszcze podkreślić, że negatywne zjawiska, dziejące się w długim okresie wytwarzają pozorne przekonanie, że mogą się dziać w  nieskończoność. Otóż jeśli jest jakaś równia pochyła, to na końcu jest twarde zderzenie.

Dr Tomasz Bartel: Chyba że to jest krzywa w otchłani, to na końcu jest czyściec.

Prof. Artur Śliwiński: Ono (zderzenie) nadchodzi z pewnością ze 100% prawdopodobieństwem. Nastąpi, bo musi nastąpić. Sądzę, że ten moment krytyczny już nadchodzi, część polityków ma już świadomość nieuchronności tego momentu. Ten układ nie jest ani trwały ani samoregulujący się, mogący dostosowywać do zmiennej sytuacji. Jest to układ skostniały.

Andrzej Zapałowski: Dla mnie tym zderzeniem będzie wydaje się nieuchronny konflikt
cywilizacyjny w Europie zachodniej oraz dezintegracja Ukrainy, do której dojdzie na wielu płaszczyznach. Obecna klasa polityczna będąca w Sejmie nie posiada w sobie mocy i wizji, aby działać natychmiast. To teraz trzeba widzieć zagrożenia, które sygnalizuje Orban.

Romuald Starosielec: Jedną z podstawowych umiejętności polityka jest nie tylko reagowanie na to co się obecnie dzieje, ale również przewidywanie co może się stać. Tej świadomości nie ma w polskiej klasie politycznej.

Dr Tomasz Bartel: Umiejętności przewidywania zmian.

Romuald Starosielec: Ale zgodzimy się, że te zasadnicze zmiany które dokonują się w Europie i świecie mogą być dla nas bardzo groźne jeżeli nie wytworzymy wcześniej odpowiednich mechanizmów obronnych. Czy ktoś w Polsce jakakolwiek instytucja państwowa czy społeczna przygotowuje się na przykład do kryzysu finansów, na miarę Grecji? Jakie wyzwania będą przed nami stały, jeżeli nastąpi gwałtowna dekompozycja Unii Europejskiej, bo moim zdaniem powolna dekompozycja już następuje? Widzimy, że w poprzednich kampaniach wyborczych wszyscy uciekali od tych pytań. Dalsza ucieczka od nich może być dla nas w przyszłości bardzo bolesna.

Prof. Artur Śliwiński: Ja bym był w tym miejscu akurat optymistyczny, bo to co my robimy wszyscy to jest nic innego jak próba odtworzenia myślenia strategicznego, skupienia ludzi którzy mają ku temu i predyspozycje i doświadczenie, i wiedzą jak to się robi. Bo to jest jak gdyby, nadzór bolesny i niebezpieczny element dla rządu, dla tych struktur politycznych, które się pogubiły i wpisały sobie umysłowe zniewolenie.

Romuald Starosielec: Panie profesorze, Pana wystąpienie byłoby świetnym podsumowaniem, gdyby nie jeden fakt, sama świadomość, sam opis tego co się wydarzyć może, nie ma jednak sam w sobie siły sprawczej, ponieważ w przypadku kryzysu mogą być użyte tak duże działania socjotechniczne, mogą być siły które wyprowadzą ludzi na ulicę, mogą być protesty, które się wymkną spod kontroli, bardzo łatwo jest wówczas o prowokację, więc oprócz tego co my przewidujemy, jakie dajemy recepty, ważne jest też to, żeby ci, którzy decydują o działaniu bądź przeciwdziałaniu, byli tego świadomi i zechcieli tą wiedzę wykorzystać.

Prof. Artur Śliwiński: Wydaje mi się, że większość krajów robi wszystko, żeby sytuację kryzysu na świecie wykorzystać. Nie ma tendencji, żeby ten kryzys zahamować, czy rozładować, wszyscy wykorzystują ten kryzys w sposób cyniczny i partykularny.

Dyskusja została zamieszczona w numerze wrzesień 2015 Polityki Polskiej