Jedz, choruj i pozywaj – o międzynarodowych koncernach spożywczych i tzw. żywności

0
123

“Moss opisuje, jak poprosił koncerny spożywcze o przygotowanie specjalnie dla niego wersji najpopularniejszych produktów pozbawionych cukru, soli i tłuszczu. I tak na przykład wyprodukowana przez Kellogg bezsolna wersja krakersów Cheez-Its, które – jak przyznaje autor – w normalnej wersji mógłby jeść bez końca, okazała się pozbawiona smaku. Miał wrażenie, jakby „żuł tekturę”. Podobnie było z innymi produktami.”

“Porównanie koncernów spożywczych do tytoniowych jest więcej niż uzasadnione, ponieważ między nimi istnieją silne powiązania. W 1985 r. koncern tytoniowy R.J. Reynolds kupił firmę spożywczą Nabisco. Niedługo później Philip Morris – największy na świecie producent papierosów – został też największym na świecie producentem żywności, przejmując firmy General Foods i Kraft.”


 

Kiedy przetworzoną żywność pozbawimy soli, cukru i tłuszczu zostaje niewiele – pisze Michael Moss w „Salt Sugar Fat: How the Food Giants Hooked Us”.
Inspiracją do napisania książki (jej polski tytuł to „Sól, cukier, tłuszcz: Jak mamią nas spożywcze giganty”) był pewien mikrobiolog. Moss spotkał go podczas pracy nad artykułem o epidemii zatruć spowodowanych bakterią E.coli w wołowinie (dostał za niego Nagrodę Pulitzera). Naukowiec zasugerował, że jeszcze większym zagrożeniem dla stanu zdrowia społeczeństwa jest to, co koncerny spożywcze celowo dodają do jedzenia: od soli, przez tłuszcz po cukier. To trzy filary nowoczesnego przemysłu spożywczego, bez których branża przetworzonej żywności nie istnieje.

Tajna wiedza?

Moss rozpoczyna książkę od opisu spotkania, które odbyło się 8 kwietnia 1999 r. w kompleksie biurowym przy South 6th Street w Minneapolis. Pojawiło się na nim 11 mężczyzn, szefów największych amerykańskich firm spożywczych, które wówczas zatrudniały 700 tys. osób i miały 280 mld dol. przychodów.

Spotkanie był tajne. Nie było na nim żadnych reporterów, nie nagrywano go i nie robiono notatek. Gospodarzem był 55-letni James Behnke, szef koncernu Pillsbury. Pojawili się także m.in. przedstawiciele firm Nestlé, Procter&Gamble, Kraft, Coca-Cola i Mars. Prezesi zajęli się kwestią rosnącej liczby problemów zdrowotnych w społeczeństwie amerykańskim (chodziło m.in. o epidemię otyłości i cukrzycy) oraz ewentualną odpowiedzialnością za nie koncernów.

Pierwszym mówcą był Michael Mudd, wiceprezes Krafta. Opowiadał, jak to ponad połowa dorosłych Amerykanów ma nadwagę, a 25 proc. (40 mln osób) jest otyła. Od 1980 r. odsetek dzieci z nadwagą zwiększył się dwukrotnie (wówczas było ich 12 mln, ale od tego czasu – był to rok 1999 – ten odsetek jeszcze się zwiększył). Na slajdach wyświetlanych przez Mudda pojawiła się kwota 40–100 mld dol. jako szacunkowe koszty dla społeczeństwa wynikające z chorób związanych z jedzeniem.

Mudd pokazywał prezesom reakcje mediów. Włączył m.in. fragment programu PBS Frontline zatytułowanego „Tłuszcz”, w którym szef Departmentu Odżywiania Harvard University Walter Willet otwarcie obarczał winą za stan zdrowia społeczeństwa koncerny spożywcze. Willet opisywał, jak proces przemysłowego przetwarzania żywności pozbawił je większości wartości odżywczych. Palec oskarżenia na koncerny skierowały także m.in. Amerykańskie Stowarzyszenie Chorób Serca (American Heart Association) i Stowarzyszenie Raka (Cancer Society). Szef amerykańskiego Departamentu Rolnictwa, na którego koncerny miały duży wpływ, także zaczął się zwracać przeciwko nim.

Mudd powiedział prezesom, że nie ma się co mu dziwić, ponieważ promowana przez Departament podstawa tzw. piramidy zdrowego żywienia składa się z ziaren zbóż, a na samym jej szczycie są tłuszcz i cukier. Jest to dokładna odwrotność składu żywności, którą promują koncerny.

– Nie możemy udawać, że żywność nie jest częścią problemu otyłości – miał powiedziać Mudd.

Następnie wiceprezes Krafta wyświetlił cytat z wypowiedzi prof. Kelly’ego Brownella z Yale University, który oświadczył:

– Nie podoba nam się, gdy firmy tytoniowe próbują dotrzeć z reklamami swoich produktów do dzieci, ale nie robimy nic, gdy firmy spożywcze robią to samo. Tymczasem można przypuszczać, że wpływ na zdrowie kiepskiej diety jest porównywalny z wpływem tytoniu.

Następnie zauważył, że ci sami adwokaci, którzy prowadzili sprawy przeciwko firmom tytoniowym, przyglądają się teraz koncernom spożywczym.

Jak pisze Moss, był zdumiony, gdy po raz pierwszy usłyszał o tajnym spotkaniu szefów koncernów spożywczych. Jego zdaniem tego rodzaju szczerość jest rzadko spotykana wśród największych firm i można ją porównać z zebraniem szefów mafii, którzy wyrażają żal, że musieli kilku ludziom przetrzepać skórę. Autor zauważa, że szefowie Pillsbury i Krafta, którzy zorganizowali spotkanie, poszli w postawionych przez siebie tezach znacznie dalej, niż on po dziennikarskim śledztwie byłby gotów pójść.

Nie odważyłby się np. powiązać diety z tak licznymi chorobami, jak zrobili to prelegenci na spotkaniu. Problem polega na tym, że bardzo trudno jest taką zależność wykazać, bo na chorobę wpływa jednocześnie bardzo wiele czynników. „Jeżeli jednak przedstawiciele przemysłu byli skłonni pójść tak daleko by wziąć na siebie odpowiedzialność, to co jeszcze wiedzieli, o czym nie informowali opinii publicznej?” – pyta retorycznie autor.

Zadanie władz

Moss pisze także, że amerykańskie władze państwowe nie chronią konsumentów przed nadużyciami koncernów spożywczych. Opisuje, jak to w 2009 r. próbował ustalić, skąd pochodził transport mięsa wołowego na hamburgery, który, jak się okazało, był źródłem zatrucia bakterią E.coli (w jego wyniku kilkaset osób się rozchorowało, a jedna została sparaliżowana). Departament Rolnictwa USA odmówił udostępnienia tej informacji, powołując się na ochronę interesów handlowych firm. Ostatecznie Moss dowiedział się tego na własną rękę. Okazało się, że hamburger, który zjadła osoba dotknięta paraliżem, zrobiła firma Cargill z różnych rodzajów wołowiny pochodzących z wielu rzeźni, m.in. z Urugwaju. Autor podaje, że liczni dostawcy mięsa godzą się je dostarczać tylko pod warunkiem, że nie będzie ono testowane na obecność bakterii E.coli, dopóki nie zostanie zmieszane z mięsem z innych źródeł!

Jedna z najciekawszych części książki dotyczy tego, w jaki sposób koncerny manipulują składem żywności, by sprawić, byśmy chcieli ją kupować. Na przykład w Cargillu, jednym z największych na świecie dostawców soli, naukowcy pracują nad zmianą fizycznego kształtu jej kryształków. Chcą je zmienić w pył, który szybciej dotrze do naszych kubków smakowych. Z kolei w innych laboratoriach naukowcy stworzyli chemiczne środki, które nawet podwajają słodycz cukru.

Tytoniowe doświadczenie

Wcześniejsze porównanie koncernów spożywczych do tytoniowych jest więcej niż uzasadnione, ponieważ między nimi istnieją silne powiązania. W 1985 r. koncern tytoniowy R.J. Reynolds kupił firmę spożywczą Nabisco. Niedługo później Philip Morris – największy na świecie producent papierosów – został też największym na świecie producentem żywności, przejmując firmy General Foods i Kraft. Kiedy w czasie procesów wytaczanych koncernom tytoniowym sądy zmusiły je do ujawnienia poufnych dokumentów, okazało się, że najwyższej rangi menedżerowie Philipa Morrisa uczyli szefów firm spożywczych, które przejęli, jak sobie radzić ze spadającą sprzedażą i kryzysem wizerunku.

Moss opisuje też, jak to poprosił koncerny spożywcze o przygotowanie specjalnie dla niego wersji najpopularniejszych produktów pozbawionych cukru, soli i tłuszczu. I tak na przykład wyprodukowana przez Kellogg bezsolna wersja krakersów Cheez-Its, które – jak przyznaje autor – w normalnej wersji mógłby jeść bez końca, okazała się pozbawiona smaku. Miał wrażenie, jakby „żuł tekturę”. Podobnie było z innymi produktami.

Michael Moss jest laureatem Nagrody Pulitzera z 2010 r. (oraz finalistą tego konkursu w latach 2006 i 1999). Przez rozpoczęciem obecnej pracy w „The New York Times” pracował także m.in. w „The Wall Street Journal”. Jest także profesorem dziennikarstwa w Columbia School of Jorunalism. Jego książka to warta uwagi pozycja, szczególnie w kontekście wybuchających regularnie w Polsce skandali związanych z kulisami wytwarzania żywności (by wspomnieć tylko aferę z dosypywaniem soli drogowej do jedzenia czy „odświeżaniem” wędlin). Po jej przeczytaniu już nigdy nie spojrzymy na półkę w supermarkecie tak, jak wcześniej.

Za: obserwatorfinansowy.pl