Patriotyzm ekonomiczny – czy to ma sens?

0
114

Zasada jest bardzo prosta – chodzi o wybieranie tego co polskie zamiast tego co zagraniczne. Nie każdy jednak rozumie jaki sens ekonomiczny i znaczenie społeczne mają tego typu decyzje. W artykule wyjaśnię co oprócz kupowania polskich produktów wpisuję się w tę definicję. Powiem także o patriotyzmie gospodarczym, czyli o tym w jaki sposób rodzime firmy mogą jeszcze silniej napędzać wzrost gospodarczy. A na koniec informacja o tym, gdzie trend patriotyzmu ekonomicznego jest najsilniejszy.

Definicja patriotyzmu ekonomicznego

Patriotyzm ekonomiczny

Powiedzieć, że jest to kupowanie polskich rzeczy to jak nic nie powiedzieć. Pojęcie to jest bowiem znacznie szersze. Dobra definicja tego pojęcia powinna brzmieć:

Patriotyzm ekonomiczny – podejmowanie świadomych decyzji ekonomicznych z uwzględnieniem pozytywnego wpływu tych wyborów na wspólnotę, z którą dany podmiot się identyfikuje. 

Jako decyzje ekonomiczne należy rozumieć nie tylko zakupy towarów, ale także korzystanie z usług, wybieranie firmy, która zwycięża w przetargu czy firmy kooperanta, który wykona razem z nami projekt lub dla nas zlecenie. Tak więc patriotyzm ten nie dotyczy wyłącznie konsumentów, ale także firm czy urzędów i jednostek samorządu terytorialnego. Każdy z wymienionych podmiotów może w swoich decyzjach uwzględniać dobro Polski.

Podstawowym celem owego działania jest powstrzymanie odpływu kapitału za granicę. Czy tego chcemy czy nie, żyjemy w gospodarce kapitalistycznej i to kapitał stanowi kluczowy element naszego rozwoju. Aby to lepiej unaocznić przedstawiamy poniżej schemat przepływu kapitału w przypadku zakupu produktu importowanego:

Znaczna część pieniędzy trafia bezpośrednio za granicę jako koszt zakupu towaru importowego. Zyski z jego sprzedaży w większości przypadków również opuszczają nasz kraj, ponieważ właścicielem firmy zarządzającej daną marką jest zagraniczna firma “matka”. Zazwyczaj też zagraniczne koncerny stosują optymalizację podatkową i wyprowadzają pieniądze na opłatach licencyjnych i innych tego typu działaniach. 

W Polsce zostają jedynie pensje dla osób pracujących przy sprzedaży oraz nieuniknione podatki.

Spójrzmy na schemat dla produktów wytworzonych w Polsce przez polską firmę:

Tu nic nie ucieka za granicę. Wysokopłatne pensje otrzymują polscy pracownicy, bo to oni zajmują się marketingiem czy projektowanie produktu. Kluczowe jest to, że:

Pieniądz, który zostaje w Polsce napędza gospodarkę.

Firma, która osiąga zyski zwiększa zatrudnienie i podnosi pensje. Do tego inwestuje zarobione pieniądze w rozwój swoich produktów, nowe technologie i poprawę konkurencyjności. A jeśli dalej ma nadwyżki zazwyczaj decyduje się na ekspansję zagraniczną. Dzięki temu ma ona szanse wyciągnąć nieco pieniędzy od ludzi z innych krajów i przetransferować je do Polski. Długofalowo takie działania mogą przyczynić się do tego, że odwrócimy niekorzystny trend odpływu kapitału i będzie go rokrocznie przybywało.

Patriotyzm gospodarczy – czyli polskie firmy i instytucje państwowe wzajemnie się wspierające

Tak samo, jak konsumenci wybierający polskie produkty i usługi, firmy mogą się wzajemnie napędzać. Wystarczy zmienić nieco podejście i sposób myślenia ich właścicieli. Nawet firmy nastawione na import towarów czy będące podwykonawcami zagranicznych korporacji mogą w pewnym stopniu postawić na patriotyzm, nie rezygnując ze swojej głównej działalności. Każda z nich może umieścić swoją stronę internetową na polskim serwerze, zmienić firmę kurierską na taką z polskim kapitałem czy chociażby operatora komórkowego. Te małe zmiany przyczynią się do ograniczenia odpływu kapitału i pośrednio przyniosą im większe zyski w przyszłości. Każda bowiem zatrzymana w ten sposób złotówka może być w przyszłości wydana na ich usługi czy towary. Tworząc taką przyjazną sieć powiązań dajemy sobie większe perspektywy rozwoju. 

Problem małych sklepików

Wielu z nas myśląc o patriotyzmie ekonomicznym nastawia się na robienie zakupów w lokalnych sklepach. Sprawa wydaje się słuszna, w końcu wspieramy w ten sposób swoich bezpośrednich sąsiadów, a nie zagraniczne sieci handlowe. Problem w tym, że te najmniejsze sklepiki mają bardzo często w swoim asortymencie głównie produkty wielkich korporacji spożywczych. Być może spowodowane jest to preferowanie tych towarów przez ich dostawców. Po części też swoje robią wstawione przez korporacje lodówki. Prawdziwym koszmarem jest to, że na osiedlu w Szczecinie i w małym miasteczku na Lubelszczyźnie kupisz niemal to samo. Coca-cola, Tyskie, Knorr, Bonduelle… Czyż nie przyjemniej byłoby widzieć na półkach sery z regionalnych mleczarni, wytwarzane w lokalnych browarach piwa i inne specjalności z jakich dany obszar słynie. Jeśli mamy taką możliwość to apelujmy do ich właścicieli o wprowadzenie chociaż małych zmian. Przypomnijmy im o sąsiedztwie wytwórni cukierków czy producencie wody mineralnej. Dzięki temu nawet osoby niezainteresowane wyszukiwaniem polskich produktów będę mogły je kupić i się do nich przekonać.

Na szczęście niemal wszędzie znaleźć można przykłady odbiegające od tego niekorzystnego trendu. Warto sprawdzić w swojej okolicy, które sklepy idą na łatwiznę, a które postanowiły się wysilić i wesprzeć lokalny biznes.

Problem przetargów

Takie mamy prawo, że instytucje państwowe, urzędy czy nawet szkoły jeśli chcą zrealizować jakieś większe zamówienie zawsze muszą ogłosić przetarg. Często jedynym kryterium w takim wypadku jest najniższa cena. Powiecie, że to w końcu logiczne, ale nie będziecie mieć racji. Kryterium ceny jest myśleniem bardzo krótkofalowym. W długim okresie liczy się także pochodzenie kapitału wykonawcy i jego przynależność regionalna. Zagraniczna firma sprowadzi swoich fachowców i specjalistów, a do zlecenia zatrudni nieco pracowników, by ich od razu po potem zwolnić. A zarobek na zleceniu wyprowadzi za granicę. Wybierając polską firmę, a najlepiej jeszcze z naszego regionu przyczyniamy się do jej rozwoju. Zatrudnieni przez nią pracownicy nie zostaną z miejsca wyrzuceni, bo przestaną być potrzebni. Nieodzowna jest też kwestia zdobywania doświadczenia i kwalifikacji w danej dziedzinie. Wspomożona w ten sposób firma, dzięki zdobytym umiejętnościom sama będzie mogła z czasem spróbować swoich sił w zagranicznych przetargach i na nich zarabiać. 

Inną kwestią jest również sprawa łapówkarstwa w przetargach. Hewlett-Packard zapłacił 1,6 mln złotych łapówki za kontrakt dla polskiej policji. Philips przez 7 lat korumpował dyrektorów szpitali aby wygrywać przetargi na sprzęt medyczny. Koncern Alstom miał udowodnione takie działania w kilku krajach, a w jeszcze kilku ciągle trwają śledztwa. Czy takie firmy są w jakiś sposób później wykluczane z przetargów? Niestety nie. Dalej mogą do nich stawać i nawet je wygrywać co pokazała kwestia Pendolino.

Kilka słów na koniec

Gdzie patriotyzm ekonomiczny ma największą siłę oddziaływania? Oczywiście w krajach najlepiej rozwiniętych – Japonii, krajach skandynawskich czy w Niemczech. Dobrze wziąć z nich przykład i swoimi codziennymi decyzjami zacząć zmieniać Polskę na lepsze.

Nie dajmy się jednak zwariować. Jeśli kochamy smak jakiejś konkretnej kawy nie musimy się na siłę przerzucać na Wosebę. Podobnie z innymi produktami czy usługami. Warto jednak szukać wśród polskich produktów tych, które spełniają nasze oczekiwania i wprowadzać je do użytku na stałe.

Tomasz Dziewulski

Za: wspieram-rozwoj.pl

Fot.: CC0 pixabay


MOŻE CIĘ RÓWNIEŻ ZAINTERESUJE:

Miasteczko Wörgl w Austrii – jego burmistrz był sprawcą małego cudu gospodarczego podczas kryzysu…

W jakich bankach włodarze miasta trzymają pieniądze mieszkańców ? 16 miast wojewódzkich

Wybory samorządowe: Bank komunalny (miejski) i równoległa waluta lokalna. To niektóre z propozycji Jedności…

Szwajcaria: Bank WIR. W odpowiedzi na kryzys finansowy: zasada spółdzielczości i waluta komplementarna