Podaruj sąsiadowi mniszka !

0
251

Marek Dudek

Podobnie jak pokrzywa, również mniszek lekarski przez wielu miłośników „nienagannych trawników” uważany jest za chwast. Jest więc tępiony, aby nie burzył ani czystości darni ani też statusu właściciela.

Na dzikich łąkach wygląda przepięknie, maluje je intensywnym żółto-pomarańczowym kolorem, a potem prze­kwita dając tysiące nasion. Może to one były inspiracją piosenki „Dmuchawce latawce wiatr”– którą prawie wszyscy znamy, a wielu z nas ma miłe wspomnienia.

Sam mniszek lekarski – jest przebogatą rośliną w substancje czynne, a więc te, które mają wpływ na stan naszego zdrowia. W medycynie ludowej cała roślina była wykorzystywana dla zdrowia człowieka. Z kwiatów wyrabia się do dzisiaj syrop o działa­niu wykrztuśnym i łagodzącym dolegliwości górnych dróg oddechowych. Kiedy nie jest potrzebny jako lekarstwo służy jako baza do napojów chłodzących – dzieci piją go chętnie.

Liście młodej rośliny a więc takiej, która już się pojawia są przebogate w składniki odżywcze i substancje czynne. Znajdzie­my w nich oprócz związków triterpenowych, flawonoidy, fenolokwasy, karotenoidy, sole mineralne magnezu, potasu, krzemu. Dużo jest w nich witaminy C i B. Wszystko bardzo ważne, potrzebne, organiczne i na wyciągnięcie ręki! Świadoma Go­spodyni lub Gospodarz doda je do wiosennych sałatek. Mają swój specyficzny smak i odświeżają organizm po zazwyczaj mo­notonnej diecie zimowej. Na organizm mają jeszcze jeden zasadniczy wpływ – pobudzają wątrobę do wydzielania żółci i z ra­cji obecności flawonoidów działających rozkurczowo na mięśnie gładkie przewodów żółciowych ułatwiają jej prze­pływ.

Oczywiście jest wiele prostszych sposobów, aby żółć nas zalała, można na przykład włączyć telewizor albo przeczytać pro­jekt „gotowej już” ustawy.

Ale… zostańmy przy mniszku….

Tak, więc ta niepozorna roślina ma wiele zalet: pobudza wytwarzanie żółci przez wątrobę, ułatwia trawienie, działa moczopędnie i odtruwająco na organizm. Ułatwia oczyszczenie organizmu ze szkodliwych produktów przemia­ny materii. Głównie za sprawą poprawy kondycji wątroby.

Ma również działanie rozkurczowe, przeciwcukrzycowe, zwiększa odporność organizmu, pobudza wydzielanie soków żo­łądkowych.

We współczesnej medycynie wyciąg z korzenia mniszka używa się jako lek zwiększający wydzielanie żółci w schorzeniach wątroby i woreczka żółciowego. Używany jest również po zabiegach operacyjnych na drogach żółciowych i w początkach kami­cy żółciowej. W korzeniach mniszka znajdziemy również ok. 40 % inuliny – prebiotyku obecnego również w cebuli i czosnku.

Niezapomniana Jadwiga Kempisty – lekarz i pionier wielu nietypowych sposobów leczenia, opierała część swojej lekarskiej prak­tyki na…odpowiednim żywieniu a w nim… spożywaniu kwiatów wiosennych z racji ogromnego bogactwa soli mineralnych wita­min, ale przede wszystkim fitohormonów!

Zewnętrznie, sok z mniszka /taraksacyna, czyli to, co nazywamy mleczkiem/ używa się jako panaceum na uszkodzenia skó­ry, brodawki i kurzajki. To właśnie ten biały sok nadał popularną nazwę mniszka: mlecz.

Dla tych, którzy chcieliby mniszka zatrzymać dłużej i w innej formie, proponuję zrobić znakomite wino. Z obfitego koszyka kwiatów – po kilku zabiegach w domu i dwóch latach leżakowania /to forma ćwiczenia ducha/- dostaniemy cenny trunek o ła­godnym smaku i takim samym kolorze. Leczniczo wspomaga górne drogi oddechowe, pobudza trawienie – oczywiście w roz­sądnych ilościach.

A skoro przy winie jesteśmy to jakieś 100 lat temu i wcześniej było to powszechne lekarstwo. To w winie macerowało się zioła dodając im „energii” w działaniu. Ale to odległe czasy, inne wino i inni, mniej zabiegani ludzie. Ale też czasem chorowali…

Podczas wiosennej posuchy, kiedy niewiele roślin kwitnie tak obficie, za mniszkiem przepadają nasze przyjaciółki pszczoły. Zbierają go ochoczo, bo jest dosyć popularny w występowaniu a raz skoszony szybko odrasta. Skoro lubią go pszczoły lubią go pszczelarze, chociaż smak miodu z mniszka nie wszystkich zadowoli – bywa słodko – mdły! Część pszczelarzy pozostawia ramki z tym miodem jako rezerwę na te dni, kiedy intensywnie pada wiosenny deszcz i pszczoły nie mogą latać.

Kiedyś, gdy odwiedziłem moich znajomych mieszkających na obrzeżach dużego miasta, zastałem ich na trawniku. Zaraz za domkiem mieli ładny ogródek i akurat plewili go z mniszka. Poradziłem im, aby przy sąsiedzkim płocie utworzyć wąski szpaler z tej cennej i ozdobnej rośliny. Tak też się stało. Nie zdziwiłem się, kiedy za rok, sąsiedzi też mieli oblamówkę z żółtego mniszka a na talerzu liście w sałacie.

Podobno to ten właśnie mniszek przyczynił się do „znakomitego przepływu” międzysąsiedzkiej …żółci! I niech już tak pozostanie!

Kiedy więc wędrujemy w wolnym czasie po polach i przyleśnych terenach, warto zabrać ze sobą wiklinowy koszyk albo inny pojemnik i nazbierać i kwiatów, liści i… łodyg. Są znakomite w smaku – tylko pierwsza wydaje się być gorzka. Następne smakują jak …guma do żucia. Spacerowaliśmy kiedyś właśnie w takim terenie i wracając już z „łupami” zatrzymaliśmy się przy ma­łym ujęciu wody. Była tam spora grupka osób w różnym wieku. Obmyliśmy łodygi i każdy z nas zabrał się do żucia. Rozmawia­liśmy przy tym o żywieniu a szczególnie o tym, że spora część żywności sprzedawana w marketach tylko z wyglądu jest warto­ściowa. Brakuje jej przede wszystkim składu, ale również, aromatycznego zapachu i smaku. Kto pamięta bowiem smak i zapach starych odmian pomidorów z trudem przełyka czerwoną wodnistą maź. Tamte pomidory dostępne były od połowy sierpnia przez miesiąc, góra dwa, teraz dostępne są przez cały rok! Doczekały się nawet muzycznego utrwalenia z wielkim wzruszeniem przekazanym przez Wiesława Michnikowskiego!

A skoro mówimy już o smakach to zredukowaliśmy je w naszym pożywieniu do trzech miejsc, prawie jak na sportowym podium: słodkie, słone, kwaśne. Reszta praktycznie się nie liczy!

A gdzie smak gorzki? Bardzo ważny, bo pobudzający nasz przewód do wydzielania różnych soków! Gdzie smak ostry – tak świetnie chłodzący w upały a rozgrzewający zimą np. imbir.

Gdzie smaki kwaśne z dawnych lat: szarej renety, kapusty kiszonej w dębowej beczce, albo zupełnie inne: wędzonych śli­wek, świąteczne smaki wędlin co to wytrzymywały bez lodówki … ho, ho, ho!

Może więc gorzki smak liści i łodyg mniszka w wiosennej sałatce przypomni nam, że na talerzu podobnie jak w życiu – trzeba spróbować wielu smaków! Wtedy też mamy podstawę do porównań i wyrażenia naszych opinii! Może w jesienny lub zimowy wieczór odkręcając zakrętkę ze słoika mniszkowego syropu wspomnimy wiosenne dni.

Dlatego warto mieć mniszka i inne zioła oraz przetwory pod ręką. Głupio tak chodzić do sąsiada z niczym!

Za: dakowski.pl