Obrona “chrześcijańskich wartości”. Wyborczy lep na katolika

0
171

Marcin Austyn

Wyborcza machina ruszyła na dobre. Politycy znów licytują się na deklaracje. Wśród nich znalazły się też składane przez polityków PiS „obietnice cywilizacyjne” – obrona chrześcijańskiej spuścizny i sprzeciw wobec narzucania ideologicznego lewicowego dyktatu.

I co z tego? Nic! Genderowa konwencja wciąż obowiązuje, życie nienarodzonych nie jest dostatecznie chronione, a po polskich samorządach w najlepsze hasają tęczowi aktywiści. Bo zdaje się tu nie chodzi o walkę z gender, obronę tradycji, ale o zyskanie w oczach katolickich wyborców.

W Polsce od 2015 roku rządzi „Zjednoczona Prawica”, której politycy wielokrotnie deklarowali przywiązanie do katolickiej wiary oraz deklarowali, że bronią „wartości chrześcijańskich”, także w Europie. Politycy ci, mimo posiadanej władzy, nie zdecydowali się na wypowiedzenie konwencji stambulskiej, która pod przykrywką walki z przemocą powoli zmienia polskie prawo w duchu ideologii gender. Nic nie uczyniono, by zwiększyć prawną ochronę życia dzieci nienarodzonych. Dziś znów z ust polityków „prawicy” słyszymy o obronie „wartości”. I słyszeć będziemy coraz częściej, wszak wybory coraz bliżej, a element walki ideologicznej jest czynnikiem mocno różnicującym (niestety tylko w deklaracjach) polityków „Zjednoczonej Prawicy” i „Koalicji Europejskiej”.

ZOB. RÓWNIEŻ: Rząd PiS nie jest wiarygodny, od 3 lat nie potrafi wypowiedzieć Konwencji Stambulskiej [WIDEO]

 

Co znów nam obiecają?

Warto wsłuchać się w głos polityków. „My chcemy Unii silnej, która przede wszystkim będzie wracała do swoich korzeni, czyli tego, co było siłą UE przez wiele lat – jedność w różnorodności. Nie chcemy zjednoczenia Europy na zasadzie narzucenia jednego modelu ideologicznego, bo to dziś proponuje również Koalicja Europejska” – powiedział w programie „Gość Wiadomości” szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacek Sasin.

Z kolei wicepremier Beata Szydło pytana przez tygodnik „Sieci” o partię „Wiosna” i jej zapędy dotyczące m.in. laicyzacji życia publicznego poprzez np. uciszenie głosu Kościoła czy ograniczenie praw wierzących oceniła, że jest to „niebezpieczne” i wspomniała ataki na dobre imię św. Jana Pawła II. „Musimy bronić praw wierzących” – dodała. Beata Szydło przyznała też, że „z dużą wnikliwością” obserwuje debatę pomiędzy Barbarą Nowak, małopolską kurator oświaty a zwolennikami stołecznej deklaracji LGBT+. Premier oceniła, że reakcja kurator była „spokojna i precyzyjna, wskazała, do czego ta Karta LGBT+ się odwołuje, co naprawdę się kryje za wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia. A to przecież szybka seksualizują dzieci, nawet przedszkolaków”.

Pytana o sposoby obrony powiedziała, że potrzebna jest presja, ale dodała zaraz, że „odpowiedzi muszą padać na różnych polach: samoorganizacji, mediów, kultury i samego Kościoła”. Gdzie w tym wszystkim miejsce dla polityków? Tego nie wiadomo. Można zatem domyślać się, że wicepremier nie widzi potrzeby większego angażowania się w ten spór.

Idźmy jednak dalej. „My rozumiemy Unię Europejską jako związek i współpracę państw narodowych. Jesteśmy formacją konserwatywną i prospołeczną, a więc chcemy trwania polskiej tradycji i odwołujemy się do wartości chrześcijańskich. Uważamy, że państwo narodowe nie jest żadnym przeżytkiem, a wręcz przeciwnie. Państwo narodowe ma ogromną rolę do spełniania również w Unii Europejskiej. Naszym celem – i taka była też kiedyś obietnica Unii Europejskiej – jest wyrównywanie różnic między regionami – mówił Zdzisław Krasnodębski, lider wielkopolskiej listy PiS do Parlamentu Europejskiego. (zycie.pila.pl)

I jeszcze Jarosław Kaczyński, prezes PiS: „Jeżeli najkrócej opisać sens polityki dobrej zmiany, to tym sensem jest obrona tego wszystkiego, co jest naszym prawem, co wynika z polskiej kultury, z polskiej tradycji, ale także z tej cywilizacji. Powtarzam: taki był sens i taki jest sens dobrej zmiany. Dobrej zmiany, którą chcemy kontynuować” – powiedział. Kaczyński dodał też, że Polacy chcą wolności i równości, bo „to są wartości fundamentalne dla cywilizacji, która wyrosła z chrześcijaństwa, cywilizacji najbardziej życzliwej człowiekowi ze wszystkich cywilizacji w dziejach świata”. (euractiv.pl)

Deklaracja Europejska PiS

Przyjęta deklaracja składa się z 12 punktów i wyznacza drogę PiS w UE. Na pierwszym miejscu znalazła się „Europa Wartości” i postanowienie, że Unia musi wrócić do wartości, jakie głosili jej twórcy. Na drugim miejscu „Europa Rodziny. Obronimy prawo rodziców do wychowywania dzieci”.

Podczas konwencji PiS w Jasionce obronę dzieci i rodziny obiecał także premier Mateusz Morawiecki. „Ale jeśli stawiamy na rodzinę, to musimy zwrócić uwagę na to, że mamy także wielki kłopot i zagrożenie. Tym zagrożeniem jest atak na rodzinę, przeprowadzony w sposób najgorszy z możliwych, bo to atak na dzieci. Ma być stosowana specyficzna socjotechnika. Trudno to nazwać wychowaniem. Co jest w jej centrum? Bardzo wczesna seksualizacja dzieci. To jest nie do uwierzenia!” – mówił.

I dalej deklarował: „W Polsce małżeństwo i rodzina są afirmowane przez naszą kulturę i prawo, w tym przez art. 18 Konstytucji. I my tę afirmację, powtarzam – w imię zdrowego rozsądku i Konstytucji, która nie może być łamana – będziemy wspierali. I będziemy mówili nie atakowi na dzieci. Polscy rodzice mają prawo do wychowania własnych dzieci. Musimy tego bronić i nie damy się zastraszyć. Będziemy bronić polskiej rodziny!”.

Swoje trzy grosze dorzucił też europoseł Tomasz Poręba, który wskazywał, gra toczy się o wielką stawkę, o to „jak będzie wyglądała Polska za 10, 20, 30 lat, kto będzie wychowywał nasze dzieci, kto będzie sprawował władzę w oparciu o jakie wartości, o jakie podstawy – o wartości chrześcijańskie i czy inne podstawy aksjologiczne” – mówił Poręba.

Najmocniejsze wystąpienie należało jednak do Jarosława Kaczyńskiego, który skrytykował wprowadzenie Karty LGBT+ w Warszawie mówiąc, że opozycja chce wprowadzenia w stolicy „bardzo wczesnej seksualizacji najmłodszych”, zgodnej ze szkodliwymi dla dzieci standardami WHO. „To jest nie do uwierzenia. To się zaczyna w wieku 0-4. Im bardziej się to czyta, tym bardziej włosy dęba stają. Ma być dokonywana koncentracja na ważnej, ale przecież nie jedynej sferze życia. Ma być podważana kwestia tożsamości chłopców i dziewczynek” – mówił prezes PiS. Jak ostrzegał zniszczony ma być cały mechanizm „przygotowania dzieci do przyszłej roli matki i ojca”. I zadeklarował stanowcze „nie” dla takich rozwiązań.

 

 „Dobra zmiana” musi być lepsza

Wydawałoby się, że możemy spać spokojnie, bo politycy partii rządzącej zatroszczą się nie tylko o nasz dobrobyt, ale też zadbają o to, by nasze dzieci nie były narażone w szkołach na agresywną edukację seksualną, nie będą raczone „tęczowymi piątkami” i innymi tego rodzaju akcjami nakazującymi nam źle się czuć, gdy tylko nie wynosimy na piedestały postulaty mniejszości LGBT+.

Rzeczywistość jest inna. Pierwszą reakcją MEN na obronę dzieci przez małopolską kurator przed ideologią gender było stwierdzenie, że wyrażała ona „prywatną opinią na prywatnym koncie w mediach społecznościowych”. Później Anna Zalewska, minister edukacji narodowej wskazywała, że stołeczna deklaracja LGBT+ nie może być wprowadzana do szkół, bo jest niezgodna z prawem oświatowym i z podstawami programowymi. I tylko między wierszami stanęła po stronie kurator mówiąc, że „jesteśmy ze wszystkimi kuratorami. Jeśli coś jest niewłaściwie interpretowane, to im pomagamy”.

Nie trzeba było długo czekać na dalszy rozwój wypadków. Oto w Krakowie w sali obrad Rady Miasta konferencję zorganizowały sobie środowiska LGBT+. Wśród zaproszonych gości – wiceprezydent Krakowa oraz urzędnicy z Poznania, Gdańska i Warszawy posiadający doświadczenia w walce o prawa mniejszości seksualnych na poziomie samorządów. I wszystko to dzieje się pod nosem „dobrej zmiany”.

Jak zatem politycy „Zjednoczonej Prawicy” chcą w Parlamencie Europejskim bronić nas przed groźnymi ideologiami? Jak chcą reformować UE? Jak zamierzają powracać do chrześcijańskich korzeni, skoro na własnym podwórku tak trudno o porządek?

Czekamy zatem na gest dobrej woli, na potwierdzenie deklaracji czynem. Niech to będzie wypowiedzenie konwencji stambulskiej, zatrzymanie aborcji, zatrzymanie genderyzacji w samorządach, szkołach… cokolwiek! Ei incumbit probatio, qui dicit, non qui negat (Ciężar dowodu spoczywa na tym, kto twierdzi, a nie na tym kto przeczy).

Bo obrona „chrześcijańskich wartości” w teorii, to dziś już dla katolickiego wyborcy o wiele za mało.

Za: pch24.pl