Jaki zawód miał uczony Władysław Witwicki. Co mówi o tym Ustawa 2.0 Gowina i mgr Piotr Müller

0
260

Władysław Witwicki (1878 – 1948)

Zastanawiam się, jak można by zakwalifikować czy usankcjonować dorobek naukowy i działalność intelektualną Władysława Witwickiego w myśl obowiązującej ustawy Dwa-Zero tudzież towarzyszących jej rozporządzeniom wykonawczym.

————–

Władysław Witwicki był uczniem filozofa ze Lwowa Kazimierza Twardowskiego, którego nauczycielem był wiedeński filozof Franz Brentano. Światowej sławy uczniem Brentano był niemiecki filozof Edmund Husserl, którego uczennicą była zamordowana w Auschwitz św. Edyta Stein. Do plejady uczniów Twardowskiego należał Tadeusz Kotarbiński (napisał filozoficzny „Traktat o dobrej robocie”), a także będący albo logikiem, albo matematykiem, albo logikiem matematycznym Jan Łukasiewicz, zaliczany do przedwojennej polskiej Szkoły Matematycznej i Logicznej.

W ciągu dwóch pierwszych dekad dwudziestego wieku Witwicki uczęszczał na lwowskie seminarium Twardowskiego i we Lwowie wspólnie z Twardowskim redagowali „Ruch Filozoficzny”. Zanim jednak zaliczylibyśmy go do grona czy grupy filozofów, powinniśmy przyjrzeć się jego dorobkowi naukowemu i akademickiemu. Otóż Władysław Witwicki przetłumaczył na język polski prawie całość „Dialogów” Platona od „Uczty” i „Obrony Sokratesa” poczynając. Zarówno uniwersyteccy profesorowie, jak i ministerialni eksperci są zgodni, że Platon był filozofem. Jednak nie jest to warunek dowodowy czy ustawowy, że przekłady Witwickiego, choć wymagały pewnej orientacji filozoficznej, miałyby zostać zaliczone do dorobku naukowego z dziedziny filozofii.

Idąc tą drogą bowiem tłumaczy Arystotelesa należałoby uznać za politologów bądź logików matematycznych czy formalnych. Pozostaje więc wziąć pod uwagę uznanie platońskich przekładów Witwickiego za dorobek z dziedziny filologii klasycznej lub polskiej. Ponieważ Witwicki tłumaczył teksty Platona ze starogreckiego na język polski (a nie odwrotnie), pozostaje do rozważenia jedynie przypadek filologii polskiej, inaczej mówiąc polonistyki. I jest on do zaakceptowania, gdyż wedle opinii ogólnej Witwicki wyraził swoje przekłady ładną i składną polszczyzną. Notabene niejeden raz klasyczni filologowie greccy zarzucali Witwickiemu jakąś amatorszczyznę, zaś klasyczni filozofowie, z ich punktu widzenia, wyrażali się podobnie o jego komentarzach do pism Platona. A przy tym Witwicki miał jeszcze i taka manierę, że najpierw te pisma tłumaczył na polski, a dopiero potem je komentował. I gdyby nie ta kolejność, to można by ewentualna kwalifikację Witwickiego jako klasycznego filologa bądź filozofa rozważyć ponownie. Wówczas na jego korzyść przemawiałby argument, że żaden z polskich uznanych specjalistów od języka i filozofii starożytnych Greków i jego oponentów tak dużego fragmentu dzieł Platona na język polski nie przełożył. Okazuje się, że w tym momencie nie doszliśmy jeszcze do połowy naszych biograficzno-prawno -scjentystycznych rozważań. Co więcej, do zupełnie odmiennych wniosków będziemy mogli dojść posługując się metodą nie chronologiczną lecz kontr-chronologiczną albo encyklopedyczną czy wikipediologiczną.

Bowiem Władysław Witwicki, będąc profesorem Uniwersytetu Warszawskiego od 1919 roku, prowadził wykłady , pisał podręczniki i prace badawcze oraz kierował katedrą psychologii, i to psychologii ogólnej. To prawda, że pomimo całej tej psychologicznej ogólności, wątków filozoficznych oraz filologicznych, rodzimych i obcych, również w tym okresie i stadium działalności nie sposób u niego nie zauważyć. I tak jego doktoratowa „Analiza psychologiczna ambicji” została wyedytowana w 1934 r. przez Polskie Towarzystwo Filozoficzne, a pierwsze wydanie „Wiary oświeconych” w 1939 roku było w języku francuskim. Z kolei, nawet w lakonicznych notach biograficznych wspominane są zasługi Witwickiego na polu proponowania i wprowadzania rodzimej polskiej terminologii psychologicznej. Te wszystkie wątki czy aspekty można jakoś wrzucić do cechy ogólnej kultury humanistycznej, aby w tym i ogólnym przypadku samej dziedziny i dyscypliny psychologii ogólnej nie zaprószyć czymś niepotrzebnym. W tym miejscu, bez żadnych podtekstów, należy przypomnieć, że w latach okupacji Witwicki uczestniczył w uniwersyteckim Tajnym Nauczaniu psychologii, a spokojniejszych gabinetowych badań naukowych po prostu zaniechał. W swoich przedwojennych psychologicznych rozprawach naukowych Witwicki wyraźnie ustalone w ówczesnym świecie naukowym granice psychologii ogólnej, jako dziedziny czy dyscypliny nauki, kiereszował niemożebnie. Przede wszystkim, żyjąc w czasach europejskiego intelektualnego zeświecczenia, wprowadził do psychologii ogólnej religijność jako ważne naukowe pojęcie.

Dodam , że po wojnie jego rozmaici epigoni w kraju i w okresie PRL określili ten nurt jego dociekań mianem „świeckiego światopoglądu”, co dziś możemy przeczytać w haśle „Witwicki Władysław” w Wielkiej Encyklopedii PWN. A z drugiej strony, działający wtedy na emigracji ksiądz Okoński np. w książce dla dorastającej młodzieży „Wielka Tajemnica” usilnie polecał Witwickiego. Jednak tym, co dzisiejszego czytelnika dwutomowej „Psychologii” Witwickiego zaskakuje najbardziej, jest sugestywnie ilustrowany rozdział poświęcony iluzjom optycznym i perspektywicznym. I tu można by dostrzec hellenistyczne inspiracje. Bowiem Euklides znany jest od wieków z dzieła geometryczno-logicznego „Elementy”, będącego jakby wewnętrzną anatomią pięciu wielościanów platońskich. Ale drugim tego mitycznego myśliciela, pisanym możliwe, że równolegle do tego pierwszego jest „Optyka” poświęcona jakby anatomii widzenia przez nas geometrycznych figur i brył.

Czy zatem wątki geometryczne i plastyczne w twórczości Witwickiego dałoby się zdyskwalifikować, aby osiągnąć postulowaną w Ustawie 2.0 dziedzinowo-dyscyplinarną jedność i wyraźność? Okazuje się, że wystarczy tylko przytoczyć stwierdzenie z „Notatek do autobiografii” nie byle kogo, bo Kazimierza Kuratowskiego, gdzie zostało napisane explicite, że w wykładaniu geometrii rzutowej i perspektywy malarskiej nie ma „polotu prawdziwej twórczości naukowej” ani matematycznej wybitności.

Towarzyszy mi stale poczucie niepewności, czy moje powyższe szkicowe rozwiązanie problemu, jaki postawili nam wspólnie nieżyjący uczony Władysław Witwicki i żyjący minister Jarosław Gowin, jest w miarę trafne. Natomiast nie będziemy mieli już żadnego problemu, jeśli cała ta kwestia zostanie podjęta i przedstawiona oraz wyczerpująco i autorytatywnie przebadana jako rozprawa doktorska p.t. „Dziedzina i dyscyplina badań Władysława Witwickiego w świetle Ustawy 2.0”, albo lepiej „Jednoznaczne i definitywne określenie dziedziny, dyscypliny oraz specjalizacji naukowej Władysława Witwickiego według kryterium Ustawy 2.0” , najlepiej przez Wiceministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego mgr Piotra Müllera.

Zrazu mogłoby się wydawać, iż zaproponowana procedura wymaga dopracowania szeregu kwestii formalnych i proceduralnych. Chodzi tu przede wszystkim o to, w jakiej dyscyplinie nauki powyższy przewód doktorski będzie przeprowadzony i kompetentny promotor zostanie powołany. Ta dyscyplina bowiem zostanie precyzyjnie określona przez samego autora rozprawy, a wiadomo nam, że ten in spe doktorant potrafi zaskakiwać. Tak właśnie było w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, w którym wiceminister stwierdził: „W konstytucji dla nauki zmieniliśmy paradygmat, który stanowił, że jeśli ktoś zyskał habilitację (…) to zawsze ten tytuł będzie rękojmią, że do końca życia prowadzi kształcenie (…) na wysokim poziomie. A to nie tak. To rękojmia, że w momencie, w którym ten tytuł otrzymał, faktycznie taki tytuł reprezentował. My chcemy , aby ten wysoki poziom utrzymywał się stale. …”.

I aż dech zapiera, gdy pomyślimy sobie, co teraz się stanie, przypomniawszy sobie nasze stare polskie przysłowie, że chcieć to móc. Na szczęście odkąd Jarosław Gowin jest ministrem, doktorat ten może zostać potraktowany wdrożeniowo. Bo przecież, jak tylko zostanie on napisany, tysiące wiążących się z Ustawą 2.0 spraw i precedensów, którymi ministerstwo w ostatnich miesiącach zostało zasypane czy zalane, będą mogły być właściwie rozwiązane czy zakwalifikowane na zasadzie algorytmu czy automatu. A mając na uwadze ten przypadek, promotorem będzie mógł zostać reprezentant którejś ze stosunkowo licznych dziedzin i dyscyplin nauki, np. matematyk, a to znaczy, że promotorem będę mógł być ja.

==================

P.S. Jeśli tak czy inaczej uporamy się z Ustawą 2.0 i jej wdrożeniami, znajdziemy czas na zorganizowanie obchodów Stulecia Niepodległości w naszej nauce (lepiej późno niż wcale). I wtedy powinniśmy zorganizować sesję historyczno-psychologiczną n. t. pionierskich dokonań organizacyjnych i koncepcyjnych w powstawaniu polskiej psychologii w uniwersyteckim wydaniu po pierwszej wojnie światowej. I również proponuję, aby w archiwum dźwiękowym Polskiego Radia próbować odszukać nagrań pogadanek „Przechadzki ateńskie” wygłaszanych przez Władysława Witwickiego w lutym i w marcu 1939 roku bądź starać się dokonać ich dźwiękowej rekonstrukcji.