Roberto de Mattei: "Jeśli Francja eksploduje, eksploduje cała Europa."

0
154

Przeciwko polityce Emmanuela Macrona protestują obecnie głównie rodowici Francuzi, przeciwni imigracji. Jednak w kolejce do buntu czekają także przybysze – to zaś może prowadzić do eskalacji napięcia zarówno we Francji jak i na całym Starym Kontynencie.

Prawdziwe znaczenie protestów wywołanych we Francji w ciągu ostatnich kilku tygodni „żółtych kamizelek” ujawnia dopiero zwrot Emmanuela Macrona i jego partii République en Marche. 

Początkowo wymierzone były one przeciwko aroganckiemu francuskiemu prezydentowi, który w swym przemówieniu do narodu 10 grudnia musiał przyznać się do fiaska swej polityki. Macron stanowi jednak jedynie paryskie wcielenie europejskich potęg technokratycznych, a ekonomiczno-społeczny kaganiec nałożony  Francji przez eurokratów to również jego porażka. 

Politycznymi zwycięzcami tych „zapasów” są natomiast partie pokonane w wyborach z 2016 roku. Poparcie zyskują wszak „Zgromadzenie Narodowe” (dawniej „Front Narodowy”) Marie Le Pen i lewicowa „Niepokorna Francja” Jeana-Luca Melenchona.

Charakterystycznym terminem,  jakim posługują się te ugrupowania jest – jak zauważa Eric Zemmour – „suwerenność”. […] Dziś według sondaży odwołanie do suwerenności pozytywnie oddziałuje na ponad 60 procent Francuzów! Podobnie dzieje się we Włoszech, gdzie równie silnym wsparciem cieszy się rząd premiera Giuseppe Conte.

Oprócz słowa „suwerenność” furorę robi też termin „populizm”. Tradycyjna dwubiegunowość – lewica i prawica została – jak się wydaje, zastąpiona przez dychotomię lud-elity. Nową dialektyczną opozycję reprezentują były doradca Trumpa Steve Bannon i bliski Putinowi politolog Aleksander Dugin. Ten ostatni twierdził, że „dziś lewica i prawica już dłużej nie istnieją: są tylko ludzie sprzeciwiający się elicie. Żółte kamizelki tworzą nową historię polityczną, nową ideologię”.

Czy jednak dychotomia lewica i prawica jest rzeczywiście nieaktualna? Czy owa „nowa dialektyka”, podział lud-elity stanowi autentyczną alternatywę dla poprzedniej? Z historyczno-politycznego punktu widzenia obydwie koncepcje rozpoczęły się wraz z rewolucją francuską, oznaczającą koniec cywilizacji chrześcijańskiej i powstanie „profańskiej” przestrzeni politycznej.

W 1789 roku, gdy Stany Generalne zebrały się razem w Wersalu, francuskie państwo monarchiczne charakteryzowało się istnieniem trzech warstw społecznych. Na szczycie znajdował się kler i szlachta, a na dole stan trzeci. Po rozwiązaniu Stanów Generalnych, w Zgromadzeniu Narodowym obrońcy tronu i ołtarza ulokowali się na prawicy, a na lewicy znaleźli się liberałowie i republikanie. Ci pierwsi bronili klasy wyższej, a drudzy ludu (warstw niższych). Te dwie metafory: wertykalna i horyzontalna, są ze sobą połączone.

W historii zazwyczaj to lewica czyniła lud wyłącznym podmiotem życia politycznego narodu, proponując koncepcję suwerenności odwrotną niż tradycyjna. Według Rousseau i Abbe Sieyesa – intelektualnych ojców rewolucji francuskiej, to lud posiadał suwerenność i nie mógł w żaden sposób jej przekazać ani podzielić. Historyk George Mosse (1918-1999) podkreślił, że obłędne kulty rewolucji francuskiej stanowiły ni mniej ni więcej, tylko wstęp do kultu „woli powszechnej” wprowadzonemu wszak przez nowoczesne totalitaryzmy.

Jednak w rzeczywistości to nie lud, lecz mniejszości są motorem historii. To mniejszości doprowadziły rewolucję francuską i włoskiego Risorgimento, to mniejszości przeprowadziły rewolucję bolszewicką, a także rewolucję roku 1968. Mniejszości również kierują „bezgłowym” rzekomo ruchem żółtych kamizelek.

Wszyscy wielcy mistrzowie myśli politycznej od Platona i Arystotelesa pod nowoczesną szkołę politologiczną zapoczątkowaną we Włoszech początku XX wieku przez Gaetano Moscę, Vilfredo Pareto and Roberto Michelsa podkreślali rola mniejszości w rządzeniu społeczeństwami. 

Dzięki naukowemu badaniu polityki udowadniali oni, w jaki sposób we wszystkich ludzkich społeczeństwach polityczny kierunek społeczeństwa wyznacza zorganizowana mniejszość zdefiniowana jako elita. Słowo „elita” stanowi współczesną transkrypcję słowa „arystokracja” oznaczającego etymologicznie rządy najlepszych. Gdy klasa rządząca jest zepsuta, to z elity przekształca się w finansową partyjniacką oligarchię (lub coś jeszcze gorszego). Charakteryzuje ją podążanie za osobistymi lub grupowymi interesami. Tymczasem elita – przeciwnie! Jest klasą rządzącą podporządkowującą własne interesy dobru wspólnego narodu.

Tym, co wyróżnia elitę, jak podkreśla Plinio Correa de Oliveira, jest zdolność do poświęcenia własnych interesów na rzecz służby dobru wspólnemu, stanowiącemu najwyższy interes społeczny (Nobiltà ed élites tradizionali analoghe nelle allocuzioni di Pio XII al Patriziato e alla Nobiltà, Marzorati, Milano 1993). Z kolei Pius XII naucza, że w poczet elity wchodzi się „nie tylko przez krew lub pochodzenie, ale przede wszystkim przez dzieła i poświęcenie oraz twórcze świadczenie usług wszystkim wspólnotom społecznym”.

Po upadku nazistowskich i komunistycznych totalitaryzmów demokracja przedstawicielska, na pozór zwycięska, zmierza do ostatecznego upadku. W ciągu ostatnich dwóch stuleci, a szczególnie przez ostatnie 20 lat, doszło to procesu „piramidyzacji” społeczeństw, polegającego na zastąpieniu tradycyjnych elit przez nowe oligarchie.

Por. Oxfam: W 2017 roku 82% światowego dochodu trafiło do 1% populacji. My pokazujemy jak działa ten system
Por. Środowe lekcje o pieniądzu: Ku wolności monetarnej – obecny problem i inicjatywy w Europie

W 1995 roku ukazał się pośmiertny esej Christophera Lascha pod tytułem „Rewolta elit i zdrada demokracji” (tł. włoskie Feltrinelli, Milano 1995), w którym amerykański historyk oskarża nową elitę o zdradę zachodnich wartości i zamknięcie się w sztucznym i zglobalizowanym środowisku z dala od realnych problemów społeczeństwa.

Jednak antyelitaryzm charakteryzujący myśl Noama Chomsky’ego stanowi dzieło lewicy. Yves Mamou w Le Figaro z 4 grudnia stwierdza, że (protesty) żółtych kamizelek nie są rewolucją, lecz ruchem „narodowej odbudowy” przeciwko rewolucji nałożonej przez ostatnie 30 lat przez polityczne, ekonomiczne i administracyjne elity. Analiza jest prawidłowa, jeśli odnosi się do duszy protestu.

Jednak istnieją przynajmniej dwie jego „dusze”: jedna prawicowa i jedna lewicowa. Pierwsza wciela prawdziwą Francję, Francję rolników, rzemieślników, kupców, sklepikarzy i żołnierzy, Francję prawdziwego bogactwa, będącego przede wszystkim bogactwem moralnym, Frencję założoną na ofiarach i poświęceniu na rzecz wspólnych wartości.

Druga to Francja społecznej nienawiści, wypływającej bezpośrednio z rewolucji francuskiej. Chodzi o iluzję demokracji zarządzanej przez jakobinów, anarchistów, trockistów pragnących zwycięstwa po upadku marksistowsko-leninowskiego państwa biurokratycznego.

Te dwie „dusze” zbiegły się na „suwerenistycznym” i populistycznym placu, przeciwko któremu inny plac w ukryciu ostrzy broń.

Zwróćmy uwagę: imigrantów pierwszej, drugiej i trzeciej fali na rewolcie zabrakło, wszak jednym z celów tego zrywu jest ukazanie niezadowolenia ze skutków imigracji. Jednak imigranci nie będą milczeć długo.

Scenariusz na przyszłość, w którym „żółte kamizelki” jawią się jako bohaterowie, wydaje się nakładać na inny scenariusz, zaproponowany przez Laurenta Obertone w jego wizjonerskiej powieści: Guerilla: Le jour où tout’s embrasa (Guerilla. Dzień w którym wszystko spłonie). [Guerilla z angielskiego = partyzant – przyp. P.P.]. W dniach bowiem, gdy Piąta Republika odsłania swoją bezbronność, istnieją we Francji dwa place gotowe do wybuchu: multikulti oraz suwerenno-populistyczny. A jeśli Francja eksploduje, eksploduje cała Europa.

 

Roberto de Mattei

Tłumaczenie na angielski: Francesca Romana rorate-caeli.blogspot.com / przekład z angielskiego na polski: mjend

Za: pch24.pl
Fot.: Joel Le Gall/PHOTOPQR/OUEST FRANCE/MAXPPP/FORUM
[Tytuł daliśmy taki jak w konkluzji autor – przyp. P.P.]