Słowo na 25. niedzielę: Ku mądrej pobożności. W programach szkolnych powinna być logika. Wiara idzie w parze z myśleniem. [ks. Stanisław]

Niedzielna liturgia słowa Bożego 23 września zapowiada w pierwszej lekcji mszalnej męczeńską śmierć sprawiedliwego, skazanego na śmierć haniebną przez bezbożnych za to, że sprzeciwiał się ich sprawom i zarzucał łamanie prawa (Mdr 2,12). Chociaż sprawiedliwy zapowiadał, że będzie ocalony (w. 20), śmierć miała go potępić i unicestwić, Bóg ujął się jednak za swoim synem, wbrew oczekiwaniom prześladowców. Te słowa wkrótce spełniły się w męce i śmierci Chrystusa, a następnie w ofierze Jego Apostołów i uczniów. Wejście przez krzyż do nieba ku chwale w Kościele łączącym niebo z ziemią obróciło wniwecz zamiary bezbożnych.

W Ewangelii Jezus nawiązuje do proroctw Starego Testamentu, gdy mówi o Swojej męce, śmierci i zmartwychwstaniu, czego nie rozumieją uczniowie kłócąc się między sobą o przywilej pierwszeństwa, nie spodziewając się, że Bożą drogą do wywyższenia jest uniżenie i służba. Wzorem ma być przyjęcie z miłością małego dziecka, a wraz z nim – Boga (Mk 9,37). Niech tę prawdę zrozumieją ci wszyscy, którzy skazują na śmierć dzieci poczęte, podając się przy tym często za katolików, nie korzystając zwłaszcza ze swoich możliwości i swojej władzy, aby powstrzymać dzieciobójstwo na świecie i w Polsce.

W drugiej lekcji św. Jakub wzywa do mądrości i modlitwy przeciwko pożądaniu (np. pieniędzy, znaczenia i władzy) kosztem ludzkiej śmierci i krzywdy. Jeżeli dążenie do władzy (choćby lokalnej w stolicy) łączy się z chęcią podobania się bardziej ludziom bezbożnym niż Bogu, czego smutny przykład znajdujemy w kampanii przed wyborami, trzeba zapytać, co warta jest władza zdobyta za cenę zła w imię wyboru pomiędzy złem mniejszym i większym lub na drodze kompromisu ze złem in vitro, aborcji, destrukcji prawa naturalnego, apostazji poprzez posłuszne współdziałanie dobra ze złem, dobrych ze złymi.

W niedzielę 23 września wspominamy św. Linusa papieża-męczennika, który rządził Kościołem w latach 67-76, wkrótce po pożarze Rzymu za sprawą cezara Nerona (w lipcu roku 64) i męczeństwie chrześcijan fałszywie oskarżanych o sprawstwo podpaleń.

Obecnie trwa męczeństwo katolików w krajach islamu, połączone z państwową i społeczną gościnnością wobec wyznawców wrogiej ideologii walki i wojny.

Utrudnienia w przyjmowaniu do Polski Polaków ze Wschodu łączą się z ułatwieniami wobec przybyłych z kręgu innej, obcej kultury i religii. We wtorek 25 września wspominamy patrona stolicy bł. Władysława z Gielniowa, bernardyna (1440-1505), kaznodzieję głoszącego kazania w języku polskim, autora licznych pieśni polskich, m.in. Godzinek, gdy powszechnie znane były śpiewane do dzisiaj łacińskie hymny: Salve Regina, Alma Redemptoris Mater i Veni Sancte Spiritus w kompozycji bł. Hermana Kaleki (1013-1054), ułomnego od urodzenia, częściowo sparaliżowanego, poruszającego się z trudem, przyjętego do opactwa benedyktyńskiego w Reichenau ze względu na zasługi ojca – hrabiego Wolfrada II. Kult Hermana zatwierdził Pius IX w roku 1863 wraz z wspomnieniem w kalendarzu 24 września. Wielka wiedza, zasługi i dorobek bł. Hermana są wciąż częścią bogactwa Kościoła, nauki, muzyki i kultury. Błogosławiony Herman, razem z wieloma upośledzonymi, byłby dzisiaj przed urodzeniem zabity, także w Polsce, w wyniku niepomyślnej diagnozy prenatalnej.

Katolickie kaznodziejstwo odnajduje w Piśmie Świętym, liturgii, historii, tradycji, doświadczeniu osobistym i społecznym, źródło nauk łączących czas z tym co ponadczasowe, wiążących przeszłość z teraźniejszością i przyszłością, ukazujących jedność ludzi stworzonych n obraz Boży, zbawionych przez Chrystusa. Kto „nie ma czasu” na modlitwę, liturgię i myślenie, a znajduje godziny na telewizyjną rozrywkę lub atrakcje internetowe, zamyka się w kręgu doczesnych, chwilowych wrażeń, pomijając znaki Bożej obecności, miłości i działania. Bóg dopuszcza cierpienie i ból, aby w znaku krzyża zobaczyć zwycięstwo w czasie i w wieczności. Są przecież zwycięstwa prowadzące do przegranej i przegrane dobrze przyjęte zmierzające do zwycięstw.

Nadmiar pracy może działać podobnie jak nadmiar rozrywki. Pisze o tym ks. Prymas Stefan Wyszyński w książce „Duch pracy ludzkiej” : „Zwolnienie się od życia wewnętrznego pod wpływem nadmiaru pracy odbija się na wartości naszej pracy, wtedy bowiem ujawnia się w niej brak cnót osobistych, o który rozbić się może każde dzieło. Nie pomogą wówczas najbardziej pociągające idee: gdy zabraknie powiązania życia wewnętrznego z życiem czynnym, upadnie dzieło prowadzone”.

Mądrość benedyktyńskiego hasła „ora et labora” (módl się i pracuj) oraz „Ut in omnibus glorificetur Deus” (aby we wszystkim Bóg był uwielbiony), mówi, że nie marnuje się nic, co jest ofiarowane Bogu z oczywistym wyjątkiem postaw wewnętrznie sprzecznych: nie i tak razem – w oparach absurdu. W programach szkolnych powinna być logika. Wiara idzie w parze z myśleniem.

ks. Stanisław Małkowski

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz