Trwajcie mocni w wierze – przesłanie Benedykta XVI z 2013 r.

0
110

„Nie porzucam krzyża, ale na nowy sposób pozostaję przy ukrzyżowanym Panu” – powiedział na swojej ostatniej środowej audiencji Ojciec Święty Benedykt XVI.

Duchowy i teologiczny geniusz papieża Benedykta XVI wyraził się w jego głębokiej wierze, świętości życia oraz w wiernej służbie Chrystusowi i Jego Mistycznemu Ciału, jakim jest Kościół katolicki.

W ostatnim swoim rozważaniu przed modlitwą Anioł Pański w niedzielę 
24 lutego 2013 r. Papież stwierdził:

„Pan wzywa mnie, bym »wstąpił na górę», aby bardziej poświęcić się modlitwie i medytacji. Ale nie oznacza to porzucenia Kościoła. Przeciwnie, jeśli Bóg chce tego ode mnie, to właśnie dlatego, bym mógł nadal Mu służyć z tym samym oddaniem i tą samą miłością, z jaką czyniłem to dotychczas, ale w sposób bardziej dostosowany do mojego wieku i posiadanych sił”.

Benedykt XVI podkreślał, że serce Kościoła bije tam, gdzie ludzie się modlą. W swojej młodości Papież przeżył dramatyczny czas hitlerowskiej dyktatury, koszmar II wojny światowej, był świadkiem erupcji ateizmu i praktycznego materializmu w powojennej Europie, stał się jednym z największych teologów Kościoła katolickiego.

Jako kapłan, biskup, teolog, ekspert Soboru Watykańskiego II, kardynał, najbliższy współpracownik św. Jana Pawła II, przez 24 lata prefekt Kongregacji Nauki Wiary, a przez 8 lat jako Biskup Rzymu na Stolicy Piotrowej odważnie głosił, że jedynym lekarstwem na choroby duszy człowieka jest Chrystus ze swoim nieskończonym Miłosierdziem.

Wskazywał, że we wszystkich sferach ludzkiego życia: duchowej, intelektualnej, rodzinnej, płciowej i ekonomicznej – na pierwszym miejscu powinien być zawsze Pan Bóg. Tylko Jemu powinniśmy podporządkować całe swoje myślenie, wszystkie swe pragnienia oraz dążenia.

Ostrzegał, że cywilizacja, która odrzuca Boga, zawsze obraca się przeciwko człowiekowi.

Przypominał, że „wszystkie odpowiedzi, które nie sięgają aż do Boga, są za krótkie” i żeby „absolutnie nic nie przedkładać nad Chrystusa”.

 

Kościół katolicki to Chrystus i my – wszyscy grzesznicy

Ojciec Święty Benedykt XVI nauczał, że Chrystus utożsamia się ze swoim Kościołem. Kiedy Jezus mówi:

„»Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami« (J 15,5), oznacza to: »Tak jak latorośle są złączone z krzewem winnym, tak wy należycie do Mnie! Należąc do Mnie, należycie także nawzajem do siebie«. (…)

Jest to niesłychane utożsamienie się Pana z nami, ze swoim Kościołem. Kiedyś, na drodze do Damaszku, sam Chrystus zapytał Szawła – prześladowcę Kościoła: »Dlaczego Mnie prześladujesz?« (Dz 9,4). (…)

To w Jezusa godzą ci, którzy prześladują Jego Kościół. I jednocześnie oznacza to, że nie jesteśmy sami, gdy doznajemy prześladowania z powodu naszej wiary, bo Jezus Chrystus jest w nas” (Berlin, 22 września 2011 r.).

Każdy, kto nienawidzi Kościoła i prześladuje go, nienawidzi i prześladuje Chrystusa, ponieważ Kościół katolicki to zmartwychwstały Chrystus i Jego mistyczne ciało, czyli my – wszyscy grzesznicy, których Pan Jezus przy naszej zgodzie i współpracy pragnie uczynić świętymi.

Zmartwychwstały Chrystus, obecny w swoim Kościele, zaprasza do siebie wszystkich grzeszników. Pragnie nas wszystkich zbawić. Jezus mówi:

„Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników” (por. Łk 5,31-32).

Ojciec Święty przypomina, że

Kościół jest »powszechnym sakramentem zbawienia« (por. Lumen gentium, 48), istniejącym dla grzeszników, dla nas, aby nam otwierać drogę nawrócenia, uzdrowienia i życia. To jest nieustanna, wielka misja Kościoła powierzona mu przez Chrystusa.

Niektórzy, patrząc na Kościół, ograniczają się do jego aspektu zewnętrznego. Kościół jawi się wówczas jako jedna z wielu organizacji w społeczeństwie demokratycznym, w którym nawet tak trudny do zrozumienia podmiot jak »Kościół« winien być oceniany i traktowany zgodnie z jego normami i przepisami.

Jeśli do tego dochodzi jeszcze bolesne doświadczenie, że w Kościele są ryby dobre i złe, pszenica i kąkol, i jeśli spojrzenie skupia się na tym, co negatywne, wówczas już nie dostrzega się wielkiej i pięknej tajemnicy Kościoła. A zatem przynależność do tego krzewu winnego, którym jest »Kościół«, nie budzi już żadnej radości.

Kiedy ludzie nie widzą urzeczywistnienia własnych powierzchownych i błędnych wyobrażeń o »Kościele« i własnych »marzeń o Kościele«, szerzą się niezadowolenie i narzekania!

»Trwajcie we Mnie, a Ja w was [będę trwać]. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeśli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie (…), ponieważ beze Mnie – można by też przetłumaczyć: poza Mną – nic nie możecie uczynić« (J 15,4).

Każdy z nas staje przed tym wyborem. O tym, jak bardzo jest on poważny, mówi nam Pan ponownie w swej przypowieści: »Ten, kto nie trwa we Mnie, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. Potem zbierają ją i wrzucają w ogień, i płonie«  (J 15,6).

Święty Augustyn tak to komentuje: »Jedno z dwojga czeka winną latorośl – albo winny krzew, albo ogień; jeśli [latorośl] nie jest w winnym krzewie, będzie w ogniu, aby więc w ogniu nie była, niech będzie w winnym krzewie« (In Ioan. Ev. tract. 81,3 [PL 35,1842]).

Wymagany tutaj wybór wyraźnie nam uświadamia fundamentalne znaczenie naszej życiowej decyzji. Jednocześnie jednak obraz winnego krzewu jest znakiem nadziei i ufności.

Sam Chrystus poprzez swoje wcielenie przyszedł na ten świat, aby być naszym fundamentem. W każdej biedzie i posusze On jest źródłem, dającym wodę życia, która nas karmi i umacnia. On sam bierze na siebie każdy grzech, lęk i cierpienie i ostatecznie oczyszcza nas, i przemienia w tajemniczy sposób w dobre latorośle, z których powstaje dobre wino.

Niekiedy w chwilach trudności czujemy się tak, jakbyśmy dostali się pod tłocznię, niczym kiście winogron, które są całkowicie miażdżone. Wiemy jednak, że gdy jesteśmy zjednoczeni z Chrystusem, stajemy się dojrzałym winem.

Bóg potrafi przemieniać w miłość także ciężkie i przygniatające nas życiowe sprawy. Ważne jest, abyśmy »trwali« w winnym krzewie, w Chrystusie. (…) Owo »trwanie w Chrystusie« kształtuje całą przypowieść.

W naszych czasach, naznaczonych niepokojem i brakiem zaangażowania, w których tak wielu ludzi traci orientację i oparcie, w których wierność miłości w małżeństwie i w przyjaźni stała się tak krucha i krótkotrwała; w których chcemy wołać w potrzebie jak uczniowie z Emaus: »Zostań z nami, Panie, gdyż ma się ku wieczorowi. Tak, wokół nas jest ciemność» (por. Łk 24,29);

W tych czasach zmartwychwstały Pan daje nam schronienie, miejsce światła, nadziei i zaufania, pokoju i bezpieczeństwa. Gdy susza i śmierć zagrażają latoroślom, wówczas w Chrystusie jest przyszłość, życie i radość; w Nim jest zawsze przebaczenie i nowy początek, przemiana w Jego miłości.

Trwanie w Chrystusie oznacza, jak już widzieliśmy, również trwanie w Kościele. Cała wspólnota wierzących jest mocno złączona z Chrystusem, winnym krzewem. W Chrystusie my wszyscy jesteśmy zjednoczeni.

W tej wspólnocie On nas podtrzymuje, a jednocześnie wszyscy członkowie wspierają się nawzajem. Razem przeciwstawiamy się burzy i nawzajem otaczamy się opieką. Nie wierzymy samotnie, ale wierzymy wraz z całym Kościołem, w każdym miejscu i w każdym czasie, z Kościołem, który jest w niebie i na ziemi.

Kościół jako głosiciel słowa Bożego i szafarz sakramentów jednoczy nas z Chrystusem, prawdziwym krzewem winnym. Kościół jako »pełnia i dopełnienie Odkupiciela« – jak wyraził się Pius XII (Mystici corporis, w: AAS 35, [1943], s. 230: »plenitudo et complementum Redemptoris«) – jest dla nas rękojmią życia Bożego i pośrednikiem w odniesieniu do owoców, o których mówi przypowieść o winorośli.

Kościół jest zatem najpiękniejszym darem Bożym. Dlatego św. Augustyn mógł stwierdzić: »Każdy ma Ducha Świętego w takim stopniu, w jakim kocha Kościół« (In Ioan. Ev. tract. 32,8 [PL 35,1646]).

Wraz z Kościołem i w Kościele możemy głosić wszystkim ludziom, że Chrystus jest źródłem życia, że jest On obecny, że On jest wielką wartością, której pragniemy. On daje nam samego siebie i tym samym daje nam Boga.

Ten, kto wierzy w Chrystusa, ma przyszłość. Bóg nie chce bowiem tego, co jałowe, martwe, sztuczne, co ostatecznie jest odrzucane, ale chce tego, co płodne i żywe, życia w obfitości, i On daje nam życie w obfitości” (Berlin, Stadion Olimpijski, 22 września 2011 r.).

Podczas swojej ostatniej audiencji Ojciec Święty mówił, że Kościół „to nie jakaś organizacja czy stowarzyszenie o celach religijnych czy humanitarnych, ale żywe ciało, komunia braci i sióstr w Ciele Jezusa Chrystusa, które jednoczy wszystkich.

Doświadczyć Kościoła w taki sposób i móc niemal dotknąć mocy jego prawdy i miłości to wielka radość w czasie, w którym wielu mówi o jego schyłku. A widzimy, jak Kościół jest dzisiaj żywy” (27 lutego 2013 r.).

Proszę was, trwajcie mocni w wierze!

Benedykt XVI uczył nas, że:

„Wiara jest bardzo osobistym aktem człowieka, który realizuje się w dwóch wymiarach. Wierzyć to przede wszystkim znaczy uznać za prawdę to, czego do końca nie ogarnia nasz umysł. Trzeba przyjąć to, co Bóg nam objawia o sobie, o nas samych i o otaczającej nas rzeczywistości, także tej niewidzialnej, niepojętej, niewyobrażalnej.

Ten akt przyjęcia prawdy objawionej poszerza horyzont naszego poznania i pozwala dotrzeć do tajemnicy, w jakiej zanurzona jest nasza egzystencja. Jednak zgoda na takie ograniczenie możliwości rozumu nie przychodzi łatwo. I tu wiara jawi się w swoim drugim wymiarze: jako zaufanie osobie – nie zwyczajnej osobie, ale Chrystusowi. Ważne jest, w co wierzymy, ale jeszcze ważniejsze, komu wierzymy…

Wierzyć – to znaczy zawierzyć Bogu, powierzyć Mu nasz los. Wierzyć – to znaczy nawiązać głęboko osobistą więź z naszym Stwórcą i Odkupicielem w mocy Ducha Świętego, i uczynić tę więź fundamentem całego życia… Mamy być świadkami Jezusa żyjącego w Kościele i w ludzkich sercach” (Kraków, 28 maja 2006 r.).

„Wiara bowiem – to obcowanie z tajemnicą Boga”, powiedział Ojciec Święty Jan Paweł II (Redemptoris Mater, 17), a „uwierzyć – to znaczy »powierzyć siebie« samej istotnej prawdzie słów Boga żywego, znając i uznając z pokorą, »jak niezbadane są Jego wyroki i niezgłębione Jego drogi«” (Redemptoris Mater, 14).

„Wiara jest darem, danym przy chrzcie, który umożliwia nam spotkanie z Bogiem. Bóg skrywa się w tajemnicy: usiłowanie zrozumienia Go oznaczałoby próbę zamknięcia Go w naszych pojęciach i w naszej wiedzy, a to ostatecznie prowadziłoby do utracenia Go. Poprzez wiarę zaś możemy przebić się przez pojęcia, nawet pojęcia teologiczne, i »dotknąć« Boga żywego.

A Bóg, gdy już Go dotkniemy, natychmiast udziela nam swej mocy. Gdy powierzamy się żywemu Bogu, gdy z pokorą umysłu uciekamy się do Niego, przenika nas wewnątrz jakby niewidoczny strumień życia Bożego.

Jak ważne jest, byśmy uwierzyli w moc wiary, w możliwość nawiązania dzięki niej bezpośredniej więzi z żywym Bogiem! I byśmy w sposób świadomy zadbali o rozwój naszej wiary, aby ona rzeczywiście przenikała wszystkie nasze postawy, myśli, działania i zamierzenia.

Wiara jest obecna nie tylko w nastrojach i przeżyciach religijnych, ale przede wszystkim w myśleniu i w działaniu, w codziennej pracy, w zmaganiu się ze sobą, w życiu wspólnotowym i w apostolstwie, ponieważ sprawia ona, że nasze życie jest przeniknięte mocą samego Boga.

Wiara może zawsze doprowadzić nas na nowo do Boga, nawet gdy wyrządza nam krzywdę nasz własny grzech” (Częstochowa, 26 maja 2006 r.).

Z całego serca dziękujmy Chrystusowi za ośmioletni pontyfikat Ojca Świętego Benedykta XVI, za bogactwo i głębię Jego apostolskiego nauczania i módlmy się, abyśmy z tego duchowego bogactwa wiary w pełni czerpali, umacniali się w wierze, nadziei i miłości oraz odkrywali obecność zmartwychwstałego Chrystusa we wspólnocie Kościoła i zachwycali się nią.

Za: milujciesie.org.pl