Rolnictwo: Co nam daje Unia ?

0
218

Przerażająca degradacja środowiska naturalnego. To nam dała Unia.

Ten ogrom zniszczenia powinien uaktywnić wszystkie światowe organizacje proekologiczne. Nie uaktywnia, potwierdzając po raz kolejny prawdziwe intencje tych żałosnych zielonych ludzików działających tylko na suto opłacane zlecenia i torpedujących głównie projekty klasyfikowane jako konkurencyjne wobec niemieckich i sowieckich, albo projekty realizowane przez niedostatecznie podległe niemieckiej (sowieckiej) politpoprawności opcje polityczne.

1. Kto z Was, moi wspaniali Czytelnicy, widział ostatnio krowę? Nie mówię o nieszczęsnych stworzeniach wepchniętych do cel 1×2 m, całe życie stojących na stalowej kracie, nie znających smaku trawy, od narodzin do śmierci nie oglądających słońca, podłączonych z jednej strony do taśmociągu z mieszanką antybiotyków i „paszy” z martwych zwierząt, z drugiej do rurek wysysających z nich płyn, który kiedyś zwano mlekiem. Mówię o zwierzętach obmywanych deszczem, brodzących po orosiałych łąkach, wyprowadzanych o świcie, sprowadzanych o zmierzchu, śpiących w cieniu drzew lub pod dachem na słomie. Kto z Was widział ostatnio krowę?
Krowa, taka, o jaką pytam, jest niezgodna z normami unijnymi. Co się z taką krową dzieje? Jest poddawana zaostrzonej kontroli. A potem dzieje się z nią to, co ze wszystkim niezgodnym z normami unijnymi. Sprzedaż na rzeź, likwidacja, utylizacja.

2. Kto z Was widział ostatnio konia? Nie mam na myśli ocalałych pięknych arabów z Janowa Podlaskiego, uratowanych przed Totalnymi Trucicielami. Kto ostatnio widział zwyczajnego, poczciwego konia na polskiej wsi? Wiem, „koń to przeżytek”, ale dlaczego WSZYSTKIE takie konie to przeżytek? Kontrola, kontrola, kontrola… itd.

3. Kto ostatnio widział kurę? Nie tę w klatce, pożeraną żywcem przez kurę z sąsiedniej klatki. Normalną kurę, grzebiącą w ziemi, dziobiącą listki, szukającą robaczków, kamyczków, kapiącą się w piasku. To także ginący gatunek, bo kontrola, kontrola…
Czy wiecie, że kokosy na hodowli krów zbija nie polski rolnik, lecz producent stalowych kratek, na których stoją te biedne zwierzęta? Kratki są konieczne, żeby nie produkować zbędnych ilości obornika, żeby zamiast mieszaniny słomy i odchodów na antyunijnej pryzmie pod antyunijnym gołym niebem, można było produkować prounijne beztlenowce w zamkniętych silosach, do których ze stalowych kratek, odpowiednio izolowanymi rurkami spływa tylko czysta, pro0-unijnie toksyczna gnojówka. Co do tego ma producent kratek? A to, że normy unijne bywają kapryśne. Lubią się zmieniać. Kilkadziesiąt tysięcy na kratki w krowim gułagu? Nie ma problemu. Ale za dwa lata wymiary takich kratek okazują się niewłaściwe. Właściwe są inne wymiary. Hodowca jest zobowiązany dostosować produkcję do norm, bo… kontrola, kontrola, kontrola…

Jaki skutek ma zlikwidowanie tradycyjnej hodowli? Przede wszystkim – gigantyczne zyski dla Monsanto [obecnie Bayer – przyp. red.]. Przecież ta trawa, która wciąż rośnie, te zioła wciąż odradzające się, choć już od dawna powinno ich nie być, te chwasty – niczemu już nie służą, żadnego zwierzęcia już nie nakarmią, a trzeba sobie z nimi sobie jakoś poradzić, trzeba walczyć. Herbicydy, herbicydy, herbicydy… Zboża są pryskane Roundupem tuż przed zbiorami. Rżyska po zbiorach też. W sadach powtarza się to dotąd, aż pozostanie goła, martwa ziemia. Pszczoły nie trafiają do nielicznych nietoksycznych kwiatów. Umierają z głodu. Nawet w ogródkach królują upiorne iglaki i kikuty trawników. Znikąd ratunku. Jesteśmy w Unii.

Tony nawozów sztucznych – oczywiście zgodnie z normami. Jeszcze nie wszystkich na to stać. Ale innej drogi nie ma, bo naturalnego nawozu nie ma, bo nikt nie będzie płacił mandatów za zanieczyszczanie środowiska, bo kontrola…

Wymierają ptaki. Nie ma już jaskółek. Kiedyś lepiły gniazdeczka przy każdej belce, pod każdym okapem, w każdym budynku gospodarczym. Wyginęły z głodu albo uciekły na drugi koniec świata od trujących wyziewów zgodnych w unijnymi normami gnojowników, zbudowanych tam, gdzie kiedyś łowiły owady.

Zniknęły wróble. W całym kraju inwazja kleszczy, produkcja szczepionek idzie pełną parą, a jedyny ptak żywiący się kleszczami zniknął, bo zimą nie znajduje pożywienia ani na wyjałowionych polach, ani w spustoszonych chemią sadach, ani w sterylnych gospodarstwach. Niedobitki wegetują jeszcze w miastach; wymrą, kiedy już wszystkie budynki będą ocieplone i pięknie uszczelnione…

Wrony, te brzydkie wrony, kiedyś każdej jesieni robiące czystkę na zaoranych polach, dopadające każdego nieszczęśliwego pędraka – porzuciły swoje naturalne środowisko. Nie ma hodowli, nie ma zwierząt, nie ma pożywienia. W miastach ścinamy korony drzew, bo wrony nie wyginęły, po prostu się przeniosły – na nasze wysypiska, do naszych parków, pielęgnują teraz nasze trawniki. A w uprawach oraz większe żółte połacie pozostałe po żerowaniu robactwa, próbuje się je zwalczać… opryskami. Błędne koło.

… Kolejne gospodarstwo hodowlane zlikwidowano – bo ASF. Ledwie kilkadziesiąt świń. Niewiele. Choroba przenoszona przez dziki. Parę lat temu pierwsze dziki padłe na tę chorobę znaleziono na Podlasiu... z połamanymi nóżkami. To nie żart, nie konfabulacja. To fakt.

Za: naszeblogi.pl/50740-co-nam-daje-unia