Prof. Stanisław Bieleń
Rosja od wieków stara się dogonić najbardziej rozwinięte potęgi Zachodu. Od stuleci carowie, sekretarze generalni czy prezydenci wszczynali wielkie odgórne kampanie modernizacyjne, mające na celu przymusową mobilizację społeczną, która miała doprowadzić do skrócenia dystansu wobec świata wysoko rozwiniętego. Iwan Groźny, Piotr Wielki czy Józef Stalin należą do postaci wręcz symbolicznych w tym względzie. Ale oprócz przymusowych form mobilizacji było w historii Rosji także wiele przykładów dobrowolnych prób modernizacyjnych, które przeważnie kończyły się niepowodzeniem. Przykłady Aleksandra II, Piotra Stołypina, Nikity Chruszczowa czy Michaiła Gorbaczowa potwierdzają tę regułę. Po próbach modernizacji następował regres, polegający na restauracji i negatywnej reakcji na zmiany demokratyzacyjne. W takim kontekście próbowano także odczytać reżim Władimira Putina, który stanął przed zadaniem reintegracji i stabilizacji państwa po okresie turbulencji w okresie rządów Borysa Jelcyna. Wejście Putina na scenę polityczną Rosji miało jednak wymowę szczególną. Jako premier i przejmujący obowiązki prezydenta po Jelcynie opublikował on artykuł pt. Rosja na rubieży tysiącleci na łamach „Niezawisimoj gaziety” 30 grudnia 1999 r., w którym przedstawił dramatyczną diagnozę położenia kraju i uzasadnienie dla długofalowej strategii jego rozwoju. Wystąpienie Putina zapoczątkowało proces, który rozpoczął publiczny dyskurs o modernizacji i zaowocował wieloma dokumentami o znaczeniu polistrategicznym. Największą popularność i rozgłos określenie to zdobyło w okresie prezydentury Dmitrija Miedwiediewa, ale patrząc retrospektywnie widać wyraźnie, że był to raczej zbiór haseł i sloganów, obliczonych na pozorowanie reform państwa. Trudno doprawdy wskazać na jakieś szczególne zasługi tego „efemerycznego” prezydenta. Jego prozachodnie nastawienie miało charakter deklaratywny i pokazowy. Był to zapewne zamierzony podział ról ze względu na negatywny odbiór Putina w kręgach zachodnich. Rosja potrzebowała po prostu bardziej cywilizowanej, prozachodniej twarzy i Miedwiediew tę funkcję dobrze wypełniał. Należy jednak stwierdzić, że jego osiągnięcia na niwie modernizacji ustrojowej są niewielkie. Oswajał w jakiś sposób Rosję z wyzwaniami cywilizacyjnymi, ale była to wciąż Rosja putinowska, autorytarna i nieskora do pluralizacji systemu politycznego, podzielenia się władzą z opozycją demokratyczną, wspierania społeczeństwa obywatelskiego, czy dokonania redystrybucji bogactwa społecznego, które spoczywa w ręku wąskiej oligarchii. Jeśli Miedwiediew nie mógł osiągnąć zbyt wiele jako prezydent, to trudno było się spodziewać, aby u boku Putina w roli premiera mógł zdziałać więcej.
W dzisiejszej Rosji, zgodnie z długą tradycją, ścierają się dwa modele modernizacji państwa – imperialny i liberalny. Model imperialny ma charakter zachowawczy. Chodzi w nim przede wszystkim o zapewnienie stabilizacji i zakonserwowanie systemu, w którym pewne elementy, zwłaszcza w dziedzinie technologii czy organizacji, przejęte od strony przeciwnej, służą doskonaleniu potencjału (głównie wojskowego) i panowaniu określonej grupy. Skrajnym przypadkiem imperialnej modernizacji było totalitarne państwo Stalina, w którym wszystkie wartości były podporządkowane umacnianiu władztwa partyjnej biurokracji (nomenklatury), sił specjalnych i armii.
Model liberalnej modernizacji zakłada z kolei takie przejmowanie doświadczeń cywilizacyjnych Zachodu, aby doprowadzić do transformacji społeczeństwa rosyjskiego w stronę wartości typowych dla doktryny i ustrojów liberalnej demokracji. Ta tendencja jest wyraźnie słabsza i ma charakter defensywny. Rosja upatruje w tym modelu nie tylko groźby zniszczenia utrwalonych historycznie instytucji i wartości, ale wprost podkopania podstaw statusu mocarstwowego. Z tego względu Zachód jest uznawany za źródło największych zagrożeń.
Rosyjscy zwolennicy imperialnego modelu rozwoju z nostalgią wracają do historycznych form organizacji państwa z czasów caratu i komunizmu, podkreślając, że jest to optymalna forma politycznego wyrazu wielkiej przestrzeni. W rozważaniach politycznych i intelektualnych pojawiają się wciąż pytania o imperatyw imperialny. Inaczej mówiąc, czy Rosja jest skazana na bycie imperium, na ile jest to jej oczywiste dziedzictwo i naturalna forma istnienia, na ile zaś jest to wytwór wyobraźni, nieposkromionych ambicji elit i ich utopijnego myślenia. W poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania wielu autorów rosyjskich wskazuje na obiektywne uwarunkowania imperializmu rosyjskiego, które osadzają się na geografii i geopolityce oraz na ogromnym dziedzictwie historycznej ekspansji cywilizacyjnej i kulturowej. Znajduje to wyraz w różnych teoriach o „rosyjskiej koleinie” w historii, dziejowej roli „cywilizacji prawosławnej”, specyfice euroazjatyckiej i unikatowości Rosji, jej misjonizmie i posłannictwie dziejowym. Brytyjski filozof historii Arnold Toynbee dostrzegał źródła rosyjskiego imperializmu w samorodnej mocarstwowości rosyjskiej. Jego zdaniem Rosjanie, zamiast doświadczyć przymusowego procesu okcydentalizacji z rąk zachodnich sąsiadów, przeprowadzili swoją społeczną metamorfozę własnymi rękami, co umożliwiło im wejście do zachodniej rodziny narodów w charakterze partnerów wielkich mocarstw, nie zaś kolonialnych dependencji czy „ubogich krewnych”.
Dalsza część artykułu dostępna w nr.12 Polityki Polskiej.






![Relacja z konferencji: Depopulacja Polski – jak przeciwdziałać? Szanse i zagrożenia dla przyszłych pokoleń Polaków [cz.II]](https://politykapolska.eu/wp-content/uploads/2026/05/Rodzina-5-osobowa_CzasDlaMilosci-100x70.png)
![Relacja z konferencji [cz.I]: Depopulacja Polski – jak przeciwdziałać? Szanse i zagrożenia dla przyszłych pokoleń Polaków](https://politykapolska.eu/wp-content/uploads/2026/04/depopulacja-Polski-plakat-1-FB-INSTA-100x70.png)










