Gra wokół ochrony południowo-wschodniej granicy państwa

0
915

Dr Andrzej Zapałowski

 

Coraz więcej państw i społeczności w Europie oskarża kanclerz Angelę Merkel o to, iż poprzez swoje wypowiedzi sprowokowała ona kryzys migracyjny w Europie. Oczywiście dla obserwatorów międzynarodowej sceny politycznej nie ulega wątpliwości, iż  jej wypowiedzi nie były elementem podstawowym wywołującym samą operację. Na skalę tego zjawiska główny wpływ miało kilka czynników. Najistotniejszym z nich była destabilizacja północnej Afryki, rejonu Zatoki Perskiej oraz Bliskiego Wschodu przez Zachód wywołana w okresie dwóch ostatnich dekad. Kolejnym była walka pewnych kręgów w USA i w państwach sunickich, mająca na celu usunięcie obecnego rządu w Syrii  i zastąpienie go środowiskami antyrosyjskimi i antyirańskimi, co pozwoliłoby na przeprowadzenie ropociągów i gazociągów z Półwyspu Arabskiego bezpośrednio na Morze Śródziemne, a to z kolei  doprowadziłoby w konsekwencji do uderzenia w podstawy gospodarcze Rosji i Iranu. Ważnym założeniem  dla państw islamskich w rejonie Bliskiego Wschodu było także uruchomienie procesu zmiany struktury społecznej i religijnej Europy poprzez zasiedlenie jej przez potencjał islamski.

We wspomnianej grze dodatkowym elementem była rozgrywka Grecji z Niemcami w postaci zaniechania kontroli przez Ateny swoich granic, aby w ten sposób „odwdzięczyć” się Berlinowi za przejmowanie części greckiej gospodarki w zamian za długi kredytowe. Obecnie widać kontrreakcje Niemiec na to działanie wespół z Turcją w postaci zablokowania dalszego marszu ponad stu tysięcy imigrantów przebywających obecnie w Grecji i odmowa Turcji ich przyjęcia. W tle tego konfliktu toczy się dodatkowo kolejny, a mianowicie napięcie na linii Turcja –Rosja i pacyfikacja przez Ankarę obszarów zamieszkałych przez Kurdów, co powoduje, że Turcja nie jest tylko państwem tranzytu nielegalnych imigrantów, ale także ich eksporterem. Zapewne to państwo byłoby zainteresowane znacznym zmniejszeniem populacji wspomnianej grupy narodowej poprzez opuszczenie przez nią państwa tureckiego. W tym całym zamieszaniu, jakby na uboczu problemu znajdowała się dotychczas Polska.

Jednakże fakt przedostania się do Europy w 2015 roku ponad 1,5 miliona nielegalnych imigrantów doprowadziło do dużych przeobrażeń w zakresie bezpieczeństwa społecznego kontynentu europejskiego oraz w zmianie postaw społecznych znacznych grup obywateli poszczególnych państw.  Dodatkowo perspektywy mówiące o tym, iż w 2016 roku do Europy dotrze kolejna fala imigrantów, co najmniej dwukrotnie większa, zwielokrotnia wzrost nastrojów antyimigrancjich na kontynencie.

Polityka państwa polskiego w zakresie nielegalnej imigracji po dojściu do władzy PiS skupiała się  głownie na problemie relokacji imigrantów „zakontraktowanej” puli przez rząd PO-PSL. Problem zagrożenia migracyjnego Polski jeszcze w grudniu określano jako marginalny. Na zapytania i interpelacje wielu organizacji społecznych i niektórych posłów na Sejm RP Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji buńczucznie odpowiadało, iż „Straż Graniczna  jest dobrze przygotowana do realizowania swoich zadań. Jednostki organizacyjne SG ochraniające wschodnią granicę Polski, są przygotowane na wzmożone próby przekraczania granicy państwowej wbrew obowiązującym przepisom prawa przez grupy nielegalnych imigrantów” i dalej „Ukompletowanie oraz wyposażenie poszczególnych placówek i oddziałów SG pozwala na pełną realizację ustawowych zadań w zakresie ochrony granicy państwowej”. Jednocześnie MSWiA stwierdziło, iż na 535 km granicy z Ukrainą którą ochraniało 3238 funkcjonariuszy „Nie są planowane inwestycje obejmujące budowę wspomnianego w wystąpieniu płotu, którego zadaniem miałoby być opanowanie wzmożonego nielegalnego ruchu imigracyjnego na granicy z Ukrainą, natomiast rozwijana jest infrastruktura ochrony granicy państwowej oparta o wieże obserwacyjne oraz bezzałogowe statki powietrzne”. Ta deklaracja pokazuje, iż podobnie jak wcześniejsza deklaracja kanclerz Niemiec o przyjęciu wszystkich imigrantów, iż może się ona stać wprost zaproszeniem do otwarcia „wschodniego” korytarza dla imigrantów.

Należy tu podkreślić, iż spośród wspomnianych trzech tysięcy funkcjonariuszy Straży Granicznej, kilkuset to funkcjonariusze zasiadający w komendach oddziałów a kolejne kilkaset to obsługa przejść granicznych z Ukrainą. Tak więc na odcinku ponad 500 km, biorąc pod uwagę pracę na trzy zmiany (w systemie 12-to godzinnym) na tzw. „zielonej granicy” w 26 strażnicach pilnuje jej mniej niż ośmiuset funkcjonariuszy.   Realnie licząc, w czasie rzeczywistym na „zielonej granicy” nie ma więcej niż dwa patrole liczące do 2, czyli łącznie może na tak dużym obszarze być maksymalnie nieco ponad 100 funkcjonariuszy SG.

Przypadki ostatnich zatrzymań dotyczących nielegalnego przekroczenia granicy RP wskazują, iż zdecydowana większość imigrantów została zatrzymana nie na granicy, ale po jej przekroczeniu. Czyli ochrona granicy polega głownie na wyłapywaniu przekroczeń! Nie jest oczywiście znana skala osób przekraczających nielegalnie granicę, których nie udało się funkcjonariuszom SG zatrzymać. Może ich być znacznie więcej niż osób, które dotychczas zatrzymano.

Odpowiedz ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 7 stycznia 2016 roku na interpelacje posła Sylwestra Chruszcza.