Oś Paryż – Berlin – Moskwa a Międzymorze

0
753

Prof. Tadeusz Marczak

   Toczone w okresie zimnej wojny „współzawodnictwo amerykańsko-sowieckie – jak pisał Zbigniew Brzeziński w „Planie gry” – ma wymiar globalny, ale jego centralnym obiektem jest Eurazja – największy masyw lądowy, na którym żyje większość ludności Ziemi i który posiada większość zasobów naturalnych świata”(1). Nagrodą dla zwycięzcy w tych zapasach będzie więc kontrola nad Eurazją. Oczywiście, nie ma wątpliwości komu przypadł laur zwycięstwa w tej trwającej prawie pół wieku konfrontacji. Najgłośniejszy w tej chwili geopolityk rosyjski Aleksander Dugin musiał przyznać, że „atlantyści (czyt. Amerykanie) wygrali zimną wojnę”(2). Z kolei francuski politolog i geopolityk Henri de Grossouvre stwierdza: „od zakończenia zimnej wojny supremacja amerykańska jest niemal całkowita – po czym złowieszczo dodaje – potrwa ona nie dłużej niż 5 do 10 lat…”(3) I chociaż nie mówi tego wprost to jednak daje jasno do zrozumienia, że nagroda – czyli kontrola nad Eurazją, a tym samym supremacja nad całym światem wymknie się z rąk Amerykanów i trafi do rąk osi Paryż-Berlin-Moskwa, którą uwidocznił w tytule swojej wydanej w 2002 roku książki. „Jest to oś, przed którą drży Waszyngton” – dodaje bez ogródek chociaż z niewątpliwą przesadą inny francuski politolog Alain de Benoist(4). Zaś pisarz Jean Parvulesco (nb. sportretowany przez Jean-Luc Godarda w jego filmie „Do utraty tchu”) swoją entuzjastyczną recenzję z książki de Grossouvre’a opatrzył kategorycznym podtytułem: „Stany Zjednoczone nie mają nic do roboty w Europie! Walczyć z NATO, to walczyć o Europę!”(5)

   Grossouvre pisze w swej książce, że lansowana przez niego idea osi eurazjatyckiej ma już ponad stuletnią tradycję. Jako jej pioniera wymienia Gabriela Hanotaux, ministra spraw zagranicznych Francji w latach 1896-1898, który nie bacząc na francusko-niemiecki spór o Alzację i Lotaryngię pozyskał do swego pomysłu księcia von Buelow’a w Berlinie, oraz hrabiego Siergieja de Witte w Petersburgu. Ten wielki sojusz kontynentalny miał posiadać nie tylko polityczny ale i gospodarczy charakter. Dla ożywienia gospodarczego Eurazji planowano rozbudowę szlaków kolejowych: Paryż – Władywostok (a więc przedłużenie linii transsyberyjskiej) oraz Berlin – Bagdad. Do prac projektowych zaangażowano tak wybitnych specjalistów jak Ferdynand Lesseps i Georg von Siemens. Niestety – ubolewa Parvulesco – zagraniczne służby polityczne kierowane z Londynu i „mroczne siły wewnętrzne” kierowane z Paryża w ciągu dwóch lat doprowadziły do fiaska „wizjonerskiej polityki” Hanotaux oraz jego niemieckich i rosyjskich kontrahentów, polityki która miała „wyzwolić Europę”.
W 60 lat później powyższą ideę podejmie gen. Charles de Gaulle. Na konferencji prasowej w dniu 29 marca 1949 roku wypowiedział on następujące słowa: „co do mnie to stwierdzam, że należy tworzyć Europę na bazie zgody między Francuzami a Niemcami. Pewnego dnia Europa zostanie zbudowana na tej podstawie… wtedy będzie się można zwrócić w stronę Rosji. Zatem, będzie można spróbować stworzyć wielką Europę z udziałem również Rosji, jeśli zmieni ona swój ustrój. Oto program prawdziwych Europejczyków. Oto mój program”6. Jak widzimy, w latach 90-tych dwudziestego wieku Rosja spełniła stawiany jej przez de Gaulle’a warunek. Wspomniany już wyżej Jean Parvulesco uzupełnił listę orędowników osi eurazjatyckiej o nazwiska tych, których Grossouvre być może wolał nie wymieniać. I tak, na podstawie własnych kontaktów stwierdza on, że w 1943 roku w okupowanej stolicy Francji pomysł osi Paryż-Berlin-Moskwa rozwijał Georges Soules, sekretarz generalny Ruchu Społeczno-Rewolucyjnego (MSR). Po wojnie, po przejściu procedury denazyfikacyjnej, działał on jako pisarz pod pseudonimem Raymond Abelio. Dyskretnym patronem tej inicjatywy miał być Pierre Laval, premier kolaboracyjnego rządu z Vichy. Abelio poinformował Parvulesco, że nici porozumienia zostały nawiązane tak z Niemcami, jak i z Rosjanami. W wypadku tych pierwszych chodziło o ludzi z otoczenia Heinricha Himmlera tworzących, jak to określił, „frakcję europejską SS” skupioną wokół Richarda Hildebrandta i innych. W wypadku Rosjan o „tajemniczą” Aleksandrę Kołłontaj, pełniącą funkcję ambasadora ZSRR w Sztokholmie i odpowiedzialną za szereg innych tajnych akcji dyplomatycznych okresu II wojny światowej. Delegowała ona nawet do Paryża dla kontaktów z MSR swego wysłannika, dawnego agenta Kominternu. Naturalnie, oś Paryż-Berlin-Moskwa doprowadziła by do odwrócenia sojuszy. Mocarstwa kontynentalne: Francja, Niemcy, Rosja starłyby się z oceanicznymi potęgami Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Jaki był by wtedy ostateczny wynik II wojny światowej niech pozostanie w sferze domysłów.

   Kolejnym, nie wymienionym przez francuskiego autora orędownikiem rozwiązania eurazjatyckiego był słynny geopolityk niemiecki Karl Haushofer, autor broszury zatytułowanej „Blok kontynentalny”, będącej manifestem na rzecz utworzenia osi Berlin-Moskwa-Tokio. Wprawdzie ukazała się ona dopiero w 1940 roku, ale idea takiego bloku występuje już we wcześniejszych pismach Haushofera i zapewne w radach, jakich udzielał kierownictwu III Rzeszy, a zwłaszcza jej ministrowi spraw zagranicznych. W logikę „bloku kontynentalnego” wpisany jest przecież pakt Ribbentrop-Mołotow i jego geopolityczne konsekwencje, z których najważniejszą było – po rozbiorze Polski – stworzenie bezpośredniej linii styku między III Rzeszą a Związkiem Sowieckim. Politycznie zaś, jak stwierdza trafnie Mołodiakow, (nie mogący zresztą odżałować, że blok ten nie doszedł do skutku), pakt ten wymierzony był w Imperium Brytyjskie7. Dlatego też, po klęsce Polski, uniesiony tryumfem Haushofer pisał w listopadzie 1939 roku pod adresem Brytyjczyków: „niech gwaranci Polski wiedzą, że mają teraz do czynienia z ogromnym kontynentem od Renu i Morza Północnego aż do Pacyfiku”(8).

Wybuch wojny niemiecko-sowieckiej 22 czerwca 1941 roku nie oznaczał jednak wcale porzucenia koncepcji „bloku kontynentalnego” lecz jedynie korektę w jej realizacji. Hitler po prostu uznał, że właściwszą drogą tworzenia wielkiego imperium eurazjatyckiego będzie podbój Rosji a nie porozumienie z nią. W katalogu protagonistów osi eurazjatyckiej nie może zabraknąć również miejsca dla belgijskiego geopolityka Jeana Thiriarta, który wytrwale w dekadzie lat osiemdziesiątych XX wieku rozwijał koncepcję „Europy od Dublina do Władywostoku” nawet pod postacią „imperium eurosowieckiego”. Podniecała go bowiem wizja stworzenia supermocarstwa obejmującego  łącznie 800 milionów mieszkańców, które równoważąc pod względem demograficznym Chiny sięgnęło by po prymat polityczny w świecie, spychając w cień Stany Zjednoczone. Podobny rozmach wykazał gen. Heinrich Jordis von Lohausen występując z programem „Europy od Madrytu do Władywostoku”. Wspomnieć wypada także komunistę Ernesta Niekischa, który czynną działalność polityczną rozpoczynał we władzach radzieckiej Bawarii a kończył w Izbie Ludowej NRD i który występował z hasłem „Europy od Vlissingen do Władywostoku”. Do
ojcostwa tej koncepcji przyznaje się także rosyjski geopolityk Aleksander Dugin, pozostający zresztą pod tym względem pod wpływami Thiriarta. W wywiadzie dla „Frondy” w 1998 roku powiedział on: „idea osi Moskwa-Berlin-Paryż, o której mówił niedawno Jelcyn, jest wprost zaczerpnięta z moich pism. Jeśli dodać do tego Tokio, to mamy do czynienia z klasycznym elementem eurazjatyckiej koncepcji geopolitycznej”(9).
W latach dziewięćdziesiątych mnożyły się wypowiedzi prominentnych polityków i wojskowych nawołujących do konstruowania wielkiej eurazjatyckiej osi. Dla przykładu francuski minister spraw wewnętrznych Jean-Pierre Chevenement oświadczył w maju 2000 roku: „nie  ma Europy europejskiej, nie ma Europy niezależnej w świecie takim jakim on jest, jeśli niestworzy się osi Paryż-Berlin-Moskwa, która jest osią niezależności europejskiej”(10).
Najdalej jednak, zwłaszcza w dziedzinie konkretów, posunęli się na tej drodze Niemcy. W ich działaniach widoczna jest ponadto tendencja do zmonopolizowania stosunków politycznych i gospodarczych z Rosją w swoich rękach. Tendencji tej dał wyraz kanclerz Schroeder w opublikowanym na łamach „Die Zeit” artykule pod znamiennym tytułem: „Niemiecka polityka rosyjska to polityka wschodnia UE (Deutsche Russlandpolitik – europeische Ostpolitik)”(11).

   Zachodnioeuropejscy zwolennicy rozwiązania eurazjatyckiego nie ukrywają, że nadzieje swoje wiążą z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. W jego otoczeniu dopatrują się silnych wpływów eurazjatystów rosyjskich i jest faktem, że jego politykę ostentacyjnie popiera Aleksander Dugin. Bazują oni także na tym, że jak stwierdza Grossouvre: „Putin należy do tradycji proeuropejskiej, a w szczególności proniemieckiej KGB, która już w epoce zimnej wojny chciała nawiązania dialogu także z RFN”12. Prezydent Rosji wychodzi naprzeciw owym oczekiwaniom. W przemówieniu wygłoszonym po niemiecku na forum Bundestagu 25 września 2001 roku oświadczył: „sądzę, że Europa w dłuższej perspektywie będzie mogła cieszyć się sławą potężnego i niezależnego ośrodka polityki światowej jedynie wówczas, jeśli połączy swe środki z rosyjskimi zasobami ludzkimi, terytorialnymi i surowcowymi jak również z potencjałem ekonomicznym, kulturalnym i wojskowym Rosji”(13). Deklaracja ta spotkała się z gorącą owacją niemieckich deputowanych. Zdaniem Grossouvre’a we wszystkich kluczowych dla Europy Zachodniej kwestiach takich jak energia, aeronautyka i uzbrojenie Rosja jest partnerem o komplementarnych w stosunku do UE interesach. Szczególnie jest to widoczne w obszarze zaopatrzenia w energię. W tej mierze, według francuskiego autora: „Rosja jest idealnym partnerem energetycznym dla Europy. Jest bowiem w interesie Europy, aby nie była ona zależna wyłącznie od ropy naftowej i gazu z Bliskiego Wschodu, obszaru niestabilnego politycznie i kontrolowanego przez Amerykanów”(14).
Na porządku dnia nie stawia on wszelako przyjęcia Rosji do UE, lecz ustanowienia solidnego partnerstwa strategicznego między obydwoma podmiotami. W tym celu należy:

1. powołać do życia na terenie Rosji francusko-niemiecko-rosyjski „technopol”, który umożliwi Rosji dostęp do najnowszych technologii
2. podtrzymywać projekt korytarza transportowego Paryż-Berlin-Warszawa-Mińsk-Moskwa
3. doprowadzić do umowy między giełdą frankfurcką, Euronextem a giełdą moskiewską
4. ustanowić zasadę wymiany europejskich produktów technologicznych za np. rosyjską ropę naftową aby uniknąć fluktuacji cen na rynku światowym
5. zachęcić Rosję, żeby wybrała euro jako walutę przy rozliczeniach w jej handlu zagranicznym oraz aby swoje rezerwy walutowe w banku centralnym lokowała w euro
6. stworzyć europejski bank kontynentalny
7. uruchomić kredyty publiczne dla Rosji gwarantowane przez rządy niemiecki i francuski
Propozycje te mają głównie gospodarczy charakter, ale wpisują się w generalną linię obalenia prymatu Ameryki w świecie. Sprzyjać temu ma postępujący spadek udziału produkcji USA w produkcji całego świata. W 1945 roku wynosił on 45 %, a obecnie już tylko 28 %.
„Wojna ekonomiczna i handlowa szaleje miedzy Unią Europejską (32 % światowego PKB) a Stanami Zjednoczonymi (28 %)” – stwierdza inny francuski autor Michel Deutsch(15). Do osłabienia pozycji USA ma się przyczynić także kurs zmierzający do wyrugowania dolara
z międzynarodowych obrotów finansowych i zastąpienie go euro.

   W zawoalowany sposób przedstawiany jest program polityczny osi Paryż-Berlin-Moskwa.
Deklarowanym celem jest zapobieżenie „zgubnym skutkom liberalnej globalizacji”, zachowanie niezależności Europy i stworzenie świata wielobiegunowego(16). W równie zawoalowany sposób przedstawiana jest wypływająca z imperialnych tęsknot propozycja podziału przestrzeni eurazjatyckiej na strefy wpływów. Francja odgrywała by więc „szczególną rolę geograficzną” na zachodzie i południu Europy, Niemcy były by hegemonem w Mitteleuropie, Rosja posiadała by podobny status na obszarze dawnego ZSRR. Eurazjatyckie zamiary obserwowane są z coraz bardziej rosnącą irytacją po drugiej stronie Atlantyku. Jakiś czas temu Thomas L. Friedmann na łamach „New York Times” napisał: „najwyższy czas, aby Amerykanie zdali sobie sprawę: Francja nie jest już tylko naszym irytującym sojusznikiem, Francja stała się naszym nieprzyjacielem”17. Zaś zbliżony do administracji prez. Busha neokonserwatysta Michael Ledeen oświadczył bez ogródek: „Francja i Niemcy stały się strategicznymi przeciwnikami Stanów Zjednoczonych”(18).
Eurazjatycka oś zademonstrowała się światu kontestując amerykańską akcję w Iraku. Zaczęła też budzić coraz poważniejsze, choć jeszcze nie powszechne obawy kół amerykańskich. Nie wszyscy bowiem dostrzegają skalę zagrożenia. Analityk amerykański John C. Hulsman stwierdza, że łatwo jest zbagatelizować oś Paryż-Berlin-Moskwa. Każdemu z jej uczestników, wziętemu z osobna, brakuje czegoś, aby stać się wielkim mocarstwem: Rosji – rozwiniętej gospodarki, Niemcom – realnej siły militarnej, Francji – surowców i silnej bazy przemysłowej.  Przestrzega wszakże, że „wzięta razem francusko-niemiecko-rosyjska kombinacja posiada atrybuty supermocarstwa zdolnego przeciwstawić się Stanom Zjednoczonym w skali globalnej: z Francją sprawującą polityczne i ideologiczne przywództwo, z Niemcami wnoszącymi potencjał gospodarczy i z Rosją wnoszącą swój potencjał militarny”(19). Trafna diagnoza nie oznacza wszelako znalezienia trafnego sposobu rozwiązania problemu. Tak sprawa się ma i z amerykańskim analitykiem. Krytykuje on wprawdzie p. Condoleezę Rice za receptę, która brzmiała: „należy ukarać Francuzów, ignorować Niemców, wybaczyć Rosjanom” – ale sam opowiada się za zasadą: należy „ignorować Francuzów, a współdziałać z Niemcami i Rosjanami”(20). Wydaje się zatem nie dostrzegać, że istotą eurazjatyckiej kombinacji jest właściwie oś Berlin-Moskwa. Natomiast proponowana przez niego linia postępowania siłą rzeczy przyczyni
się do scementowania tego bloku. Francja, w gruncie rzeczy, spełnia w tej kombinacji rolę politycznej przyzwoitki. Bowiem ani Berlin, ani Moskwa nie mogłyby odgrywać roli głównych propagatorów eurazjatyckiej osi nie strasząc międzynarodowej opinii publicznej upiorami
swojej imperialnej przeszłości. Kiedy zaś 11 lutego 2003 roku doszło do wspólnego francusko-niemiecko-rosyjskiego stanowiska w sprawie Iraku, (co prez. Putin określił jako „kamień węgielny pod budowę multipolarnego świata”), prezydent Rosji zapewniał, że dokonało się to spontanicznie, z inicjatywy prezydenta Francji Chiraca. Dodał także: „Paryż jest do tego najlepszym miejscem. Gdyby dokonało się to w Rosji każdy mógłby powiedzieć, że próbujemy wbić klin miedzy Europę i Stany Zjednoczone”(21).
W początkach września 2004 roku doszło wreszcie do pierwszego pełnego, nie rozkładanego jak dotąd na raty, szczytu eurazjatyckiego. W Soczi nad Morzem Czarnym spotkali się prezydenci Putin i Chirac oraz kanclerz Schroeder. Ich spotkanie poprzedziły wydarzenia świadczące o wyraźnym krzepnięciu eurazjatyckiej osi. W styczniu 2003 roku dwaj komisarze Unii Europejskiej: Francuz Pascal Lamy i Niemiec Guenther Verheugen wystąpili z projektem utworzenia konfederacji francusko-niemieckiej. Henri de Grossouvre z miejsca potraktował tę propozycję jako logiczny wniosek wypływający z jego programu. W jednym z wywiadów, nawiązując do hucznie świętowanej po obu stronach Renu 40-tej rocznicy traktatu elizejskiego, powiedział, że „byłoby na czasie zrewidować ten układ i dążyć do stworzenia wspólnego niemiecko-francuskiego związku państwowego, żeby osiągnąć to, co generał de Gaulle proponował w 1943 roku: powinniśmy anulować traktat z Verdun z 843 roku (dzielący monarchię Karola Wielkiego – przyp. aut.), aby Frankowie zachodni (Francuzi) i Frankowie wschodni (Niemcy) znowu się zjednoczyli” (22).

W Moskwie ideę „Imperium franko-germańskiego” z entuzjazmem powitał Aleksander Dugin. Stwierdził on także, że Rosja powinna podjąć wysiłki, żeby „doprowadzić oś Paryż-Berlin do jej ostatecznej formuły: Paryż-Berlin-Moskwa”23. Podobnego zdania jest de Grossouvre
deklarujący, że „bez Rosji oś byłaby kaleka”(24)
Kolejnym sukcesem osi były wybory w Hiszpanii i zwycięstwo tamtejszych socjalistów. Amerykańscy analitycy Gardiner i Hulsman orzekli, że nie tylko „przekształciły one polityczny krajobraz w Madrycie ale także zmieniły równowagę sił w Unii Europejskiej z powrotem na rzecz „starej Europy”, której przewodzą Paryż i Berlin”(25). Potwierdziły to kroki podjęte przez rząd premiera Zapatero: wycofanie wojsk hiszpańskich z Iraku, oraz wycofanie sprzeciwu wobec projektu konstytucji europejskiej umacniającego wewnątrz UE pozycję „imperium frankogermańskiego”. Gardiner i Hulsman konkludują: „w sensie strategicznym przejście Hiszpanii na stronę osi francusko-niemieckiej jest znaczącym ciosem dla Stanów Zjednoczonych”(26).
Konkluzja de Grossouvre’a jest jeszcze dalej, w sensie geopolitycznym, idąca: „Madryt – stwierdza on – jest naturalnym przedłużeniem osi Paryż-Berlin-Moskwa w kierunku zachodnim”(27). Komentarz paryskiego „Le Monde” jest podobny: „Hiszpania premiera Zapatero przeszła na stronę francusko-rosyjsko-niemiecką”(28).
Eurazjatyzm odnotowywał sukcesy także na wschodzie. W lipcu 2004 roku prez. Kuczma dokonał zmiany w doktrynie obronnej Ukrainy usuwając zapis o przyszłym członkostwie w NATO. Ukraiński odłam eurazjatystów grupujący się pod szyldem „Następcy Bohdana Chmielnickiego” z Leonidem Graczem na czele skomentował to wydarzenie krótko: „Ukraina wybiera Eurazję”. Tenże Gracz będąc pewnym zwycięstwa Janukowycza w wyborach prezydenckich nie był wszelako pewien jego przyszłej orientacji politycznej, bo pisał: „Janukowycz
musi jeszcze dokonać wyboru – czy będzie nowym Bohdanem Chmielnickim, czy nowym Mazepą”(29). W ten scenariusz udanej ofensywy eurazjatyzmu wpisuje się także sprawa Jukosu. Na interesujący fakt zwrócił uwagę parający się prognozowaniem międzynarodowym Bob Chapman. W październiku 2004 roku w Jekaterinburgu odbyła się wspólna konferencja prasowa Putin – Schroeder kończąca 2-dniową wizytę niemieckiego kanclerza w Rosji. W jej trakcie prez. Putin oznajmił, że Rosja mogłaby w swoim handlu ropą naftową odejść od rozliczeń w dolarach na rzecz euro. Wiadomość ta – zauważa Chapman – została przemilczana w zachodniej prasie. Jego samego zaś skłoniła do snucia katastroficznych scenariuszy. Około 70 % dolarów amerykańskich jest trzymane w bankach centralnych różnych państw świata jako ich rezerwa walutowa. Fakt ten pozwala Amerykanom kontrolować inflację u siebie i zapewnia niesłychane korzyści w wymianie handlowej ze światem. Jeśli więc inni eksporterzy ropy naftowej pójdą w ślady Rosji to George Bush przejdzie do historii jako ten prezydent, za którego kadencji Ameryka utraciła pozycję gospodarczego lidera świata30. Równocześnie jednak oś eurazjatycka odnotowała niewątpliwe niepowodzenia. Do nich należy zaliczyć odsunięcie na Litwie od władzy prez. Pakszasa i objęcie władzy w Gruzji przez prez. Saakaszwiliego. Wydawać się mogło, że wydarzenia związane z wyborami na Ukrainie (zwycięstwo prez. Juszczenki) mogą być potraktowane jako wyraźne wyhamowanie eurazjatyckiego impetu. Czy oznaczały one jednak złożenie broni przez zwolenników eurazjatyzmu i pogodzenie się z zasadą wyrażoną przez Zbigniewa Brzezińskiego w maju 2004 roku w Kijowie: „nie ma alternatywy dla prymatu Ameryki w świecie. Alternatywą może być tylko międzynarodowy chaos”?
Wydaje się także, że wizyta prez. Busha nie wpłynęła znacząco na zwolenników eurazjatyckiej osi. W dniach od 16 do 18 marca 2005 roku odbywał się w Paryżu „szczyt czterech”: Chirac, Putin, Schroeder i Zapatero. De Grossouvre, który jeszcze 2 lata wcześniej oceniał skromnie
szansę realizacji swojego projektu na 30-40 %, teraz nie kryje entuzjazmu. Entuzjazm dotyczy perspektyw ogólnej współpracy strategicznej oraz w tak zaawansowanych technologicznie dziedzinach jak kosmiczna i lotnicza (przygotowania do budowy samolotów piątej generacji). Przede wszystkim zaś podnosi polityczną rangę „szczytu czterech”. Jak stwierdza: „Europa potrzebuje motoru politycznego. Hiszpania, Francja, Niemcy i Rosja dysponują masą krytyczną niezbędną do wypełnienia tej roli i do stworzenia podstaw Mocarstwa Europejskiego, które na arenie międzynarodowej będzie gwarantem pokoju”(31).
Nie tylko z powodów kurtuazyjnych podkreśla rangę i przyszłą rolę Hiszpanii. Stanowić ona będzie „most dla współpracy ekonomicznej i kulturalnej z kontynentem amerykańskim, gdzie liczba ludności hiszpańsko-języcznej rośnie”(32). Umożliwi więc Mocarstwu Europejskiemu penetrację obszarów objętych działaniem doktryny Monroe. Na starym kontynencie język hiszpański stanie się „lingua franca” możliwą do zaakceptowania zarówno przez narody romańskie, jak germańskie i słowiańskie.
Z podobnie entuzjastyczną oceną paryskiego szczytu i następującego tuż po nim spotkania Putin – Schroeder, na targach w Hanowerze, wystąpił Igor Maksimyczew z Instytutu Europy RAN. Stwierdził on, że „franko-germano-rosyjska trojka” konsekwentnie zmierza do budowy
„Europy od Reykjaviku do Władywostoku”, co pozwoli staremu kontynentowi na powrót stać się jednym z ośrodków potęgi na skalę światową. Wyraził on także przekonanie, że zachodnioeuropejscy partnerzy Moskwy, a zwłaszcza Niemcy, zgadzają się na „stabilizującą” rolę Rosji na ogromnym obszarze byłego Związku Sowieckiego oraz na „terytoriach przyległych”(33)

***
Z punktu widzenia Polski i innych krajów położonych między Niemcami a Rosją projektowana oś Paryż – Berlin – Moskwa sprowadza się w istocie do osi Berlin – Moskwa. Musi to budzić uzasadnione obawy i to nie tylko ze względu na przykre reminiscencje historyczne. W projektach tych nie uznaje się podmiotowości naszych krajów, są one traktowane jako bierne pole tranzytu dla szlaków komunikacyjnych, sieci przesyłowych energii elektrycznej, gazociągów i ropociągów. Jeszcze gorzej dla nas przedstawia się polityczna wymowa owego projektu. Jego promotorzy nie ukrywają bowiem, że oparty on będzie o zasadę stref wpływów: Polska znajdzie się w Mitteleuropie pod hegemonią Niemiec, Ukraina zaś – podobnie jak inne republiki postsowieckie – staną się wyłączną strefą wpływów Rosji. W Moskwie ponadto rozpatrywane są scenariusze rozbiorowe. Z projektem rozbioru Polski wystąpił swego czasu deputowany do Dumy Aleksiej Mitrofanow34, rozbioru Ukrainy konsekwentnie, od wielu lat domaga się Aleksander Dugin35. W latach 90-tych XX wieku z inspiracji niemieckiej z powodzeniem zrealizowano rozbiór Jugosławii (drogą krwawych wojen) i Czechosłowacji (pokojowy „aksamitny rozwód”).
Tendencje te wypływają m.in. z dominującego, jak się wydaje, w kołach politycznych Rosji trendu zmierzającego do odbudowy imperium. Na zjeździe założycielskim ruchu eurazjatyckiego w Moskwie w 2002 roku jego inicjator Dugin oświadczył: „straciliśmy wielkie imperium eurazjatyckie i musimy je odbudować”36. W kołach rosyjskich nie brak też pomysłów by Rosja odbudowywała swoje imperium przyjmując równocześnie rolę sojusznika Stanów Zjednoczonych, nie będącego członkiem NATO („Essential Non-NATO Ally – ENA”). W zamian za przyjęcie tego statusu oczekiwała od Waszyngtonu uznania obszaru postsowieckiego, z wyjątkiem krajów bałtyckich, za wyłączną strefę swoich wpływów37. Byłoby więc to powtórzeniem strategii Stalina, który przecież budował swoje imperium, występując jako sojusznik Stanów Zjednoczonych. Mnożą w się w Moskwie głosy z aprobatą traktujące imperializm jako immanentną cechę rosyjskiej historii, podstawę rosyjskiej państwowości czy dominującą cechę rosyjskiego charakteru narodowego38. Odnosi się wrażenie, że dylematem dla rosyjskiej klasy politycznej jest tylko kwestia czy będzie to „ideokratyczne (czytaj: totalitarne) imperium” oparte o koncepcję eurazjatyzmu, jak to proponuje Dugin, czy też „liberalne imperium” postulowane przez Anatolija Czubajsa.
Nowy rosyjski imperializm przyjmowany jest z zaskoczeniem i zaniepokojeniem przez koła amerykańskie. Dowodem tego jest ksiażka Janusza Bugajskiego pod znamiennym tytułem „Cold Peace: Russia’s New imperialism”. Zbigniew Brzeziński powiedział na jej temat: „ta ważna i aktualna książka będzie szokiem dla większości czytelników. Ukazuje dogłębnie to, co było ignorowane przez większość amerykańskich twórców polityki, od Białego Domu poczynając:
a mianowicie, że rosyjska polityka w stosunku do krajów dawnego bloku sowieckiego ciągle nacechowana jest przemożną imperialistyczną nostalgią”(39). W obliczu wspomnianych wyżej tendencji płynących tak z zachodu, jak i ze wschodu Polska i inne kraje naszego regionu, znajdują się w szczególnej sytuacji. To przeciwko nim kierować się będą ewentualne zagrożenia, w ich ręku spoczywają też niebagatelne atuty, jakie daje im ich położenie geopolityczne.
W sensie geopolitycznym nasze kraje stanowią rdzeń naturalnej formacji geopolitycznej położonej między Bałtykiem, Morzem Czarnym i Adriatykiem określanej jako Międzymorze. Przed stu laty John Halford Mackinder jako pierwszy zdiagnozował niebezpieczeństwo utworzenia wielkiego eurazjatyckiego imperium kontynentalnego, które może położyć kres brytyjskiej potędze morskiej. Wskazał też politykom brytyjskim środki zaradcze, które odsuną to niebezpieczeństwo. Jego recepta brzmiała:

„Kto rządzi Europą Wschodnią ten rządzi Heartlandem:
Kto rządzi Heartlandem ten rządzi Wyspą Świata:
Kto rządzi Wyspą Świata ten rządzi Światem”(40)

Z powyższego stwierdzenia dla sterników polityki brytyjskiej wypływał kategoryczny imperatyw wsparcia politycznego i gospodarczego krajów położonych między Niemcami i Rosją, które uzyskały niepodległość w ramach ładu wersalskiego. Bowiem jak zauważył Ignacy Matuszewski trafnie odczytujący analizę Mackindera: „główny interes strategiczny Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych leży na międzymorzu bałtycko-czarnomorskim i tylko właściwe rozwiązanie organizacji politycznej tego obszaru może zabezpieczyć pokój”(41).
Niestety, w okresie międzywojennym w Wielkiej Brytanii nie wysłuchano rad Mackindera.
Nie wsparto pomocą gospodarczą, militarną czy polityczną Polski oraz innych krajów tego regionu. W efekcie w 1939 roku nie były one w stanie przeciwstawić się agresji idącej na nie z zachodu i ze wschodu. Politycy brytyjscy w ostatniej chwili spostrzegli swój błąd. Usiłując go naprawić zaoferowali Polsce w sierpniu 1939 roku sojusz, ale nie mogli już odwrócić biegu wydarzeń, który doprowadził w ostatecznym rachunku do kataklizmu wojennego i do upadku Imperium Brytyjskiego.
Istnieje ugruntowana opinia, że Stany Zjednoczone są geopolitycznym sukcesorem brytyjskiej potęgi morskiej a ich polityka jest kontynuacją polityki brytyjskiej. Czy kontynuują również błędy polityki brytyjskiej, zwłaszcza w stosunku do krajów Międzymorza. Pobieżny rzut oka na dekadę lat dziewięćdziesiątych wskazywałby, że tak właśnie jest. Przede wszystkim nie uruchomiono pomocy gospodarczej na skalę drugiego planu Marshalla wobec krajów, które wyzwoliły się z sowieckiej niewoli. Wbrew apelom Lecha Wałęsy generałowie „Motors” i „Electric” nie pojawili się nad Wisłą, Niemnem, Dnieprem czy Wełtawą. Czy sytuacja ta w przyszłości ulegnie zmianie ?

Pozytywnym osiągnięciem dekady lat dziewięćdziesiątych wydaje się być zintegrowanie szeregu krajów Europy Wschodniej (Międzymorza) w północno atlantyckim sojuszu wojskowym. Coraz częściej pojawiają się jednak cienie na owym obrazie. Janusz Bugajski stwierdza, że walka o Europę Wschodnią rozgrywa na bazie dwóch przeciwstawnych koncepcji strategicznych, które określa jako Eurazja i Eurameryka(42). Strategia euramerykańska zakłada ścisłe zaangażowanie USA w problemy bezpieczeństwa Europy, czy to na bazie NATO, czy innych dwustronnych lub subregionalnych powiązań. Strategia eurazjatycka prowadzi do osi Bruksela-Moskwa. W tym wariancie Unia Europejska zyskuje większą swobodę ruchów w dziedzinie bezpieczeństwa w stosunku do Stanów Zjednoczonych, naraża się wszelako na możliwość weta Moskwy w dziedzinie swej polityki zagranicznej i obronnej. Konsekwencje wariantu eurazjatyckiego dla krajów naszego regionu byłyby jeszcze dotkliwsze. Z kręgów geopolityków rosyjskich nieodmiennie płyną apele: „zniszczyć kordon sanitarny!” – takim bowiem terminem określają obszar Międzymorza, za którego trzon uważają „Polskę i Ukrainę Juszczenki”(43).

*) na bazie tekstu opublikowanego w: Aktualni problemy miżnarodnych widnosyn, wypusk 55, (czastyna I), Kyjiw 2005.

 


1 Brzeziński Zbigniew, Plan gry, Nowy Jork 1987, s. 8
2 Dugin Aleksandr, Osnowy gieopolitiki. Gieopoliticzeskoje buduszczieie Rossii. Myslit’ prostranstwom, Moskwa 2000, s.107
3 Grossouvre Henri de, Paris, Berlin, Moscou. La voie de l’independance et de la paix, Paris 2002, s. 157
4 Benoist Alain de, Paris-Berlin-Moscou, l’axe qui fait trembler Washington, L’Elements, no 112, Printemps 2004
5 Parvulesco Jean, Paris-Berlin_Moscou, Geostrategie.Quotidien d’intelligence strategique, 12 novembre 2002, www.voxnr.com

6 cyt. za: Grossouvre Henri de, op.cit., s. 18

7 Mołodiakow Wasilij, Bierlin-Moskva-Tokio: k istorii niesostojawszejsia „osi”, 1939-1941, Moskwa 2000, s. 33
8 Haushofer Karl, Herbsten ?, Zeitschrift fuer Geopolitik, Heft 10, Jg. 16 (1939), s. 742
9 Fronda, nr 11-12, 1998; z Aleksandrem Duginem rozmawiał Grzegorz Górny

10 cyt. za Grossouvre Henri de, op.cit., s. 9
11 Die Zeit, kwiecień 2001
12 Grossouvre Henri de, op.cit., s. 95
13 Wortprotokoll der Rede Wladimir Putins im Deutschen Bundestag AM 25.09.2001, www.bundestag.de/parlament/geschichte/gastredner/putin_wort.html
14 Grossouvre Henri de, op.cit., s. 51

15 Deutsch Michel, L’Amerique otanise l’Europe, Liberation, 30 avril 1999, cyt. za: Grossouvre, op.cit., s. 38
16 Grossouvre Henri de, op.cit., s. 51
17 cyt. za: www.grece-fr/net/activites/colloque2004.htm
18 ibidem

19 Hulsman Jon C., Cherry-Picking: Preventing the Emergence of a Permanent Franco-German-Russian Alliance, The Heritage Foundation, Policy Research and Analysis, August 28, 2003, www.heritage.org
20 ibidem, s. 4
21 RFE/RL, Newsline, vol. 7, nr 28, 12.02.2003
22 Grossouvre Henri de, Das ist ein Tabubruch, [wywiad przeprowadził:] Moritz Schwarz, www.jungefreiheit.de, 08/03, 14. Februar 2003

23 Dugin Aleksandr, Franko-giermanskaja imperia: zdieś i siejczas, Izwiestija, 6.02.2003
24 Grossouvre Henri de, Das ist ein Tabubruch…
25 Gardiner Nile, Hulsman John, After Madrid: Preserving the Alliance Against terrorism, www.heritage.org/Research/NationalSecurity/1743.cfm
26 ibidem
27 www.paris-berlin-moscou.org/2-citations.htm
28 Le Monde, 17.03.2004
29 www.edinenie.kiev.ua/Flash/0411231.htm

30 Chapman Bob, Whole future of USA rests on if the USD continues to be used to buy oil, (published: Sudany, October 31, 2004), www.vheadline.com
31 Grossouvre Henri de, Madrid-Paris_Berlin-Moscou: l’Europe de la paix, Le Figaro, 21 mars 2005, wersja elektroniczna: www.paris-berlin-moscou.org/1
32 ibidem

33 Maksimyczew Igor, Gannowier – jeszczio odin szag k Bolszoj Jewropie, 11 apriela 2005, www.kreml.org/opinions
34 Mitrofanow Aleksiej, Szagi nowoj giepolityki, Moskwa 1999, passim
35 Dugin Aleksander, Osnowy geopolityki. Gieopoliticzeskoje buduszczije Rossii. Myslit’ prostranstwom, Moskwa 2000, s. 348-349, 377-383
36 www.Evrazia.ru
37 Por. „doktrynę formowania strategicznego sojuszu Rosji i USA” przedstawioną 24 września 2003 roku władzom Rosji przez grupę ekspertów z Fundacji Efektywnej Polityki oraz Rady Polityki Zagranicznej i Obronnej, www.fep.ru/publications/doklad 1

38 Por. np. śródtytuły pracy Dugina (przyp. 35): „Rossija niemyslima biez Impierii” (s. 193), „Russkije – narod Impierii” (s. 196)
39 Bugajski Janusz, The Cold Peace. Russia’s New Imperialism, London 2004, tekst z okładki
40 Mackinder John Halford, Democratic Ideale and Reality, London 1919, s.194


Opracowanie zamieszczone zostało w miesięczniku społeczno-politycznym Polityka Polska nr 7-8/2016/