Skarby Żelaznego Mostu

0
48

Adam Maksymowicz

Od początku istnienia zbiornika odpadów poflotacyjnych Żelazny Most krążyły legendy o tym, że Japończycy chcieli go kupić. Mieli oni uzyskać dużo większe z niego dochody niż KGHM z eksploatacji złóż rudy miedzi. Żadnych jednak na to dowodów nigdzie nie było. Będąc jednak pod presją tej legendy prowadzono stale analizy i badania nad ich zagospodarowaniem. Znajduje się tu już około miliarda ton tych odpadów.

Półpłynna koegzystencja tego składowiska spędza sen z oczu wielu specjalistom czuwającym nad jego bezpieczeństwem. Ponad sześćdziesiąt metrów wysokości zapora ziemna robi duże wrażenie. Docelowo ma ona osiągnąć wysokość około 80 metrów a być może, że przekroczy nawet 100 m! Cały system technicznej obsługi tego składowiska nastawiony jest na jego bezpieczeństwo i techniczną funkcjonalność. Bezproblemowe funkcjonowanie tego zbiornika gwarantuje uzyskiwanie koncentratu i odprowadzanie go do hut, jako półproduktu. Zbiornik ten jest zatem niezbędną częścią systemu produkcyjnego uzyskiwania miedzi z wydobywanych w kopalniach rudy. Na różne sposoby kiedyś próbowano zagospodarować te odpady i tym samym zmniejszyć ich ilość i negatywne oddziaływanie na środowisko. Niestety, jak dotąd wszystkie one zakończyły się negatywnymi wynikami. Prowadzono też badania zawartości metali użytecznych. Ich ilość okazała się jednak tak niewielka, że koszta tej operacji byłyby stanowczo ujemne. Mimo wielu prób, pomysłów i programów, składowanie odpadów poflotacyjnych od pół wieku nie uległo żadnej zasadniczej zmianie.

Amerykanin w KGHM

Skarby Żelaznego Mostu Jan KrasonOd 1989 roku częstym gościem w KGHM jest Amerykanin polskiego pochodzenia geolog dr Jan Krasoń (zm. w 2014 r.). Jego zainteresowania tym co się w tej firmie dzieje miały charakter zarówno naukowy, badawczy, jak i biznesowy. Było to tym bardziej uzasadnione, że swoje studenckie jeszcze zainteresowania poświęcił on poszukiwaniom i występowaniem złóż rud miedzi. Najpierw badał on je w Niecce Grodzickiej koło Bolesławca, a następnie na Monoklinie Przedsudeckiej. Za prace związane z cyklotemami cechsztynu otrzymał doktorat i rozwijając ten temat napisał pracę habilitacyjną w Instytucie Nauk Geologicznych Uniwersytetu Wrocławskiego. Pod koniec lat sześćdziesiątych minionego wieku będąc na kontrakcie zawodowym w Libii wyemigrował do USA. Pracował tam zawodowo w poszukiwaniu złóż metali szlachetnych praktycznie na wszystkich kontynentach świata. Pod tym względem wydaje się, że jest on kontynuatorem swego wielkiego wrocławskiego poprzednika, jakim był odkrywca obecnie eksploatowanych przez KGHM złóż rud miedzi prof. dr Józef Zwierzycki. Za zgodą władz spółki pobierał on z „Żelaznego Mostu” szereg prób i wykonywał na własny koszt dziesiątki różnorodnych ich analiz. Wyniki tych badań okazały się tak rewelacyjne, że zaczęto go unikać i dyskretnie wyciszać. Wszystko to w skali dotychczasowego rozpoznania wydaje się tak nieprawdopodobne, że prawie niemożliwe do zaakceptowania.

O technologii odzysku tych niewątpliwych skarbów Żelaznego Mostu panuje cisza. Wynika ona zapewne z faktu, że każda technologię poprzedzają szczegółowe analizy i badania surowca jakim są w tym wypadku nagromadzone w zbiorniku Żelazny Most odpady poflotacyjne. Na razie są one w fazie wstępnej, które na własny koszt wykonał dr Jan Krasoń. Z dostępnych informacji wynika, że prezes KGHM jest osobiście tym zainteresowany. Czy zainteresowanie to przełoży się na standardowe i wszechstronne badania odpadów poflotacyjnych czas pokaże. Wszystko wskazuje jednak na to, że sprawa ta nie zostanie sfinalizowana. Po pierwsze KGHM coraz bardziej swoje kapitały zamierza inwestować na innych kontynentach, a nie w kraju. Po drugie potrzebne są szczegółowe i jednoznaczne badania przeprowadzone na dużo większą skalę niż uczynił to dr Jan Krasoń. Winne być one zakończone odpowiednią dokumentacją podsumowującą wyniki badań na tym wtórnym złożu metali szlachetnych. I po trzecie należałoby sprawdzić technologię ich odzysku najpierw w skali laboratoryjnej, a później półtechnicznej, aby stosownie do ich wyniku zawrzeć odpowiednie umowy i uruchomić całą procedurę ich odzyskiwania. Wszystko to wymaga długotrwałych, choć energicznych działań, aby zakończyły się one sukcesem. Wydaje się jednak, że w KGHM brak jest wiary w powodzenie tych badań. Stąd sceptycyzm i raczej tolerowanie niegroźnych dla miejscowej kadry decydentów „ekstremalnych” wystąpień i informacji dr Jana Krasonia.

Rocznica

W tym roku przypadła okrągła rocznica pół wieku (art. pochodzi z 2011 r. – przyp. P.P.) istnienia KGHM Polska Miedź SA. Kiedyś był to Kombinat Górniczo – Hutniczy Miedzi w skrócie KGHM. Po zmianach politycznych i gospodarczych jakie nastąpiły w roku 1989 postanowiono zachować ten skrót jako znaną markę na świecie, bez rozwijania nie mającej już żadnego znaczenia jej treści. Z tej okazji w dniu 24 marca odbyła się sesja popularno – naukowa poświęcona geologom w służbie Polskiej Miedzi. Dla uczczenia tej rocznicy wydano specjalną książkę z referatami konferencyjnymi zawierającą też noty biograficzne geologów zasłużonych dla tej firmy. Na sesję tę specjalnie z USA przybył dr Jan Krasoń. Zgłosił on swój referat do wygłoszenia na sesji, która odbyła się 24 marca w KGHM. Materiał ten przez organizatorów sesji nie został jednak zaakceptowany. Odmówiono również jego druku we wspomnianym wyżej wydawnictwie. Zgodzono się jedynie udzielić mu na trzy minuty głosu, jako ostatniemu, zabierającemu głos w dyskusji. Wyniki badań zgromadził on na multimedialnym dysku, który rozdawał zainteresowanym. Podany przez niego sygnał o rewelacyjnych zawartościach metali szlachetnych poza redakcją nettg.pl nikogo z mediów, ani z licznych uczonych zgromadzonych na sali nie zainteresował. Jest to o tyle zrozumiałe, że całkowicie burzy to dotychczasowy pogląd polskich naukowców na temat ponad miliarda ton zgromadzonych przez KGHM odpadów poflotacyjnych. Przez całe dziesiątki lat przekonywali oni wszystkich, że są to odpady praktycznie „nic nie warte”. Teraz nagle trzeba by wyprzeć się tego, co z takim uporem się przedtem głosiło. Dlatego jest, jak jest.

Dysk

Na udostępnionym dysku, dr Jan Krasoń przedstawił na początku swoje historyczne zainteresowania i prace naukowe nad złożami rud miedzi w Niecce Grodziskiej i na Monoklinie Przedsudeckiej. Potem zaprezentował on badania, jakie prowadził nad podobnymi złożami na całym świecie, za pośrednictwem firmy GEOEXPLORERS INTERNATIONAL. INC. Znajduje się ona w Denver w stanie Colorado. Nie trzeba dodawać, że jej szefem jest dr Jan Krasoń. Pobrał on dwie serie prób odpadów poflotacyjnych ze zbiornika Żelazny Most. Pierwsza z nich liczy sobie 24 próby, a druga 126. Analizie poddano występowanie tylko metali szlachetnych. Trzeba jednocześnie zaznaczyć, że dr Jan Krasoń przestudiował i wykorzystał całą dotychczasową krajową literaturę naukową na ten temat. Wyniki przeszły wszelkie oczekiwania. Oto złoto, którego wydobycie jest opłacalne przy zawartości ok. 1 grama na tonę (g/t), tutaj zawiera się w przedziale 3,8 – 4,3 g/t.. Podobnie z platyną, której zawartość waha się od 4.0 do 13 g/t. Zwracają też uwagę duże zawartości osmu i irydu mieszczące się w granicach od 0,4 do 21,4 g/t. Na tej podstawie wyliczono szacunkową wartość jednej tony tych odpadów, która dla pierwszej serii analiz waha się w granicach od ok. 1 tys. dolarów do ok. 1700 dolarów. Dla drugiej serii analiz jest wynik poniżej połowy z tego i wartość tych odpadów waha od ok. 400 do 670 dolarów. Dla porównania najwyższa cena jednej tony wydobytej rudy w KGHM wynosi ok. 200 dolarów. Z wyliczeń tych wynika, ze przynajmniej dwukrotnie bardziej opłaca się przerabiać własne odpady poflotacyjne niż wydobywać rudę w miedzi w ekstremalnych i niebezpiecznych warunkach geologiczno – górniczych.

O technologii odzysku tych niewątpliwych skarbów Żelaznego Mostu panuje cisza. Wynika ona zapewne z faktu, że każda technologię poprzedzają szczegółowe analizy i badania surowca jakim są w tym wypadku nagromadzone w zbiorniku Żelazny Most odpady poflotacyjne. Na razie są one w fazie wstępnej, które na własny koszt wykonał dr Jan Krasoń. Z dostępnych informacji wynika, że prezes KGHM jest osobiście tym zainteresowany. Czy zainteresowanie to przełoży się na standardowe i wszechstronne badania odpadów poflotacyjnych czas pokaże. Wszystko wskazuje jednak na to, że sprawa ta nie zostanie sfinalizowana. Po pierwsze KGHM coraz bardziej swoje kapitały zamierza inwestować na innych kontynentach, a nie w kraju. Po drugie potrzebne są szczegółowe i jednoznaczne badania przeprowadzone na dużo większą skalę niż uczynił to dr Jan Krasoń. Winne być one zakończone odpowiednią dokumentacją podsumowującą wyniki badań na tym wtórnym złożu metali szlachetnych. I po trzecie należałoby sprawdzić technologię ich odzysku najpierw w skali laboratoryjnej, a później półtechnicznej, aby stosownie do ich wyniku zawrzeć odpowiednie umowy i uruchomić całą procedurę ich odzyskiwania. Wszystko to wymaga długotrwałych, choć energicznych działań, aby zakończyły się one sukcesem. Wydaje się jednak, że w KGHM brak jest wiary w powodzenie tych badań. Stąd sceptycyzm i raczej tolerowanie niegroźnych dla miejscowej kadry decydentów „ekstremalnych” wystąpień i informacji dr Jana Krasonia.

Odważne decyzje

Gaz łupkowy niby nie ma on nic wspólnego z odpadami poflotacyjnymi KGHM. Jednakże przed kilku laty z podobnymi inicjatywami dr Jan Krasoń występował w stosunku do polskiej kadry geologów, wiertników i przedsiębiorstw naftowych w sprawach poszukiwań gazu łupkowego. Z biegiem lat początkowa nieufność i niewiara w powodzenie tego przedsięwzięcia została przełamana. Dziś poszukiwaniom gazu łupkowego ”kibicuje” cała Polska. Czy odzyskane tony metali szlachetnych z odpadów Żelaznego Mostu nie mogłyby postawić Skarbu Państwa na poziomie godnym pozazdroszczenia. Mogłyby, tylko potrzeba do tego trochę znajomości poziomu światowej techniki odzyskiwania tego rodzaju metali. Potrzeba pod tym względem odważnych decyzji. Takich, jakie ponad pięćdziesiąt lat temu podjęto w sprawie utworzenia KGHM.

za: nettg.pl 16 maja 2011 r.

fot. Żelazny Most, Magazyn e-Lubin