Kwestia życia i długu

0
454

Komentarz PP: Tekst jest pisany z pozycji społeczeństwa zachodniego, w którym model ekonomii Keynes’a, następnie Greenspana był stosowany w sposób ciągły. W Polsce w latach 50-tych zmagaliśmy się z zupełnie innymi wyzwaniami początkowego PRL-u.


 

Typowa rodzina lat 50. żyła z jednej pensji. Ceny domów były niskie, ponieważ środki z jednej pensji nie mogły wystarczyć na obsługę kredytu hipotecznego.

Keynes prawdopodobnie był naśladowcą, ale z pewnością spopularyzował pogląd, że bodźce i stymulacja gospodarcza są niezwykle potrzebne. Jego bodźcem był wzrost kredytu (czytaj długu) jako akt kreacji pieniądza przez banki. Gdyby ludzie oponowali i nie przyjęliby tych zobowiązań w wystarczającym stopniu, to i tak rząd zrobiłby to za nich. Tak zapewniono pomyślne lata 60-te.

Biologiczne i demograficzne skutki tego, jak się ostatecznie okazało, nie były tak szczęśliwe. Podczas gdy banki z radością finansowały wzrost cen domów*, zwiększając zadłużenie (czytaj także popyt) w celu sfinansowania rozwijającej się gospodarki, istniało jednak jedno poważne ograniczenie – rodzina z jedną pensją. Wyzwolenie kobiet stało się ekonomicznym imperatywem, jeśli drugi dochód miał być wykorzystany do obsługi wyższych kredytów hipotecznych i finansowania rozwijającej się gospodarki poprzez zwiększenie zadłużenia.

Jak już oboje rodzice pracowali, to wychowanie dzieci było trudniejsze. Liczebność rodzin spadała i spadała, i obecnie we wszystkich „zaawansowanych” gospodarkach znajduje się poniżej poziomu zastępowalności pokoleń. To z kolei ogranicza wzrost gospodarczy. Bez rosnącej populacji nie będziemy potrzebować większej ilości szkół, szpitali, mieszkań i infrastruktury w ogóle. Jak to powiedział Napoleon, „wzrost i praca istnieją dla wszystkiego innego, tak jak 10 istnieje dla 1”. OK, ale przecież on mógł to mieć!

Więc pomysłowość człowieka wymyśliła inwazję odwrotną. Gdy rdzenna ludność została wysterylizowana trucizną zadłużenia, rozpoczęto polowanie na ludzi zastępczych. Każdy, kto obwinia migrantów o relokację, jest bezczelnym idiotą. Wydaje się, że odtąd każde pokolenie będzie zastępowane poprzez import nowych ludzi. Samozniszczenie przynajmniej zaoszczędzi nam stresu i bólu głowy związanego z niszczeniem długów, a to musi być dobra rzecz? Prawda?

Najciekawsze w przypadku długu jest to, że jest on niemożliwy w naturze (nie da się nakarmić małpy przyszłorocznymi bananami), a biorąc pod uwagę monopol na kreowanie popytu inny niż wzrost zadłużenia bankowego, nie da się jej też nakarmić bez zaciągania długu bananowego. Ludzie nie potrafią wyobrazić sobie innego sposobu zarządzania gospodarką, niż taki który byłby niemożliwy do zrealizowania w świecie naturalnym. Niemożliwe robimy cały czas, możliwe zajmie nam trochę dłużej.

Zarządzanie długiem jest obecnie przedmiotem zainteresowania każdego ekonomisty, szczególnie gdy pojawił się korona kryzys. Czy ktoś może wymyślić alternatywne podejście? Czy jakikolwiek popyt wolny od długu (nawet w ograniczonej mierze) mógłby zostać kiedykolwiek wykoncypowany, a następnie wcielony do ekonomii bardziej ludzkiej? Czy popyt i dług są naprawdę nierozłączne; czy też moglibyśmy znaleźć sposób, aby mieć więcej tego pierwszego bez zwiększania drugiego?

Krowy jedzą trawę bez zaciągania kredytu hipotecznego. Myślisz, że moglibyśmy zrobić podobnie w przypadku kanapek z masłem orzechowym?

* 2/3 podaży pieniądza w gospodarkach rozwiniętych (np. Wielkiej Brytanii, USA i Australii) jest obecnie (2020) wynikiem kreowania przez banki pieniędzy na kredyty mieszkaniowe.

za: thenewstart.online

Tłumacz prosi o jedną modlitwę “Zdrowaś Maryjo” za Ojczyznę

fot. internet