Terror czyli po co ta kampania

0
419

W prawdziwej pandemii ten ciągły psychiczny gwałt byłby zbyteczny. Gdyby Czarna Śmierć szalała za moimi drzwiami, rząd wiedziałby doskonale, że nie muszą wydawać milionów, aby przekonać mnie, żebym została w środku. Bardziej prawdopodobne, że musieliby mi zapłacić za wyjście z domu.

Czemu oni to robią? Z pewnością muszą już teraz zdawać sobie sprawę, że rosnąca liczba wysoko cenionych i doświadczonych naukowców kwestionuje politykę, która zabija znacznie więcej ludzi niż ratuje i która będzie zabijać również w przyszłości!

W menu na dziś wyjątkowo długie danie (prawie) niemedyczne. Obraz sytuacji w Wielkiej Brytanii oczami tamtejszej dziennikarki. Mając w świadomości angielską optykę tekstu, Czytelnicy z pewnością znajdą wiele podobieństw do naszej sytuacji.

Zapraszam do lektury.


Rano świat jest taki, jaki powinien być. Słońce wschodzi, zgodnie z przewidywaniami dla tej części Anglii na początku grudnia, około dwadzieścia po ósmej. Wkrótce potem wstaję, wykonuję zwykłe poranne czynności, jem szybkie śniadanie, myję się i przed dziesiątą siedzę przy komputerze. Godziny mijają do pory obiadowej. A potem nie mogę już dłużej odkładać wyjścia do sklepu.

Chodzenie do sklepów jest obecnie czymś, co robię tak rzadko, jak to tylko możliwe. Kiedyś mogłam chodzić i wracać z pobliskiego centrum miasta kilka razy w ciągu dnia, nie zastanawiając się dwa razy: ale to było wtedy, gdy mogłam płynnie przemieszczać się z domu na ulicę, bez tego drażniącego przejścia między tu i tam.

Teraz jest inaczej. Teraz poza ochronnymi granicami naszego domu znajduje się równoległy wszechświat, miejsce dziwacznych rytuałów i dogmatów, gdzie groteskowo zamaskowane postacie mijają się ostrożnie na ulicy lub w supermarkecie, czają się będąc poza zasięgiem za symbolicznymi plastikowymi ekranami. Zamiast muzyczki w sklepie, gdy podążam wyznaczoną trasą między stoiskami, bezcielesne głosy ostrzegają przed śmiercią i chorobą, każą mi chronić siebie i innych, zachowując dystans i ukrywając moje dręczące wydechy dla siebie.

“Jesteśmy w tym razem!” głoszą.

W niecały rok jakaś złośliwa nekromancja przekształciła nieustraszone istoty społeczne, które niegdyś tłoczyły się w sklepach i kawiarniach w okresie poprzedzającym Boże Narodzenie, w plagę niebezpiecznych, przerośniętych zarazków lub, jeśli skrupulatne badanie faktów dało ci pewność, że „nowy koronawirus” nie jest bardziej groźny dla przeciętnie zdrowych ludzi niż bardziej paskudne odmiany grypy – w szalonych wyznawców jakiegoś apokaliptycznego kultu.

Odkąd spędziłam ostatnie dziewięć miesięcy na skrupulatnym badaniu faktów, oczy spoglądające teraz na mnie zza niedostatecznego zakrycia twarzy tej kobiety, która pośpiesznie wycofuje się za puszki tuńczyka, gdy się zbliżam, wydają mi się oczami biednego, szalonego wariata. Ale z drugiej strony jestem niewierząca. Nie noszę maski lojalności. Oznakowana smyczą na szyi, robię zakupy tak szybko, jak to możliwe, i śpieszę z powrotem do oblężonej normalności życia domowego.

Tak, nawet tutaj oblężonej: ponieważ atak propagandy trwa bez przerwy i tylko całkowity rozwód ze światem zewnętrznym może zapewnić ochronę. Na szczęście od czasu pojawienia się komputera jestem poza zasięgiem programowanej telewizji, ale aby obudzić się przy akompaniamencie przyjemnej, ale niewymagającej muzyki, znosiłam sporadyczne tłuczenie reklam na Classic FM. Teraz, gdy rząd stał się najbardziej lukratywnym źródłem dochodu mediów, nie da się tego dłużej znieść. Kto chciałby zostać nagle obudzony ze snu przez bezmyślne inkantacje „Ręce! Twarz! Miejsce!”, czasami powtarzane dwukrotnie w ciągu pięciu minut?

“To tylko aktor!” mój mąż błaga mnie, gdy rzucam przekleństwa, a co gorsza, w radio. Ale czy to od aktorów, czy ministrów zdrowia, pranie mózgu śmierdzi. “Czy nie tęsknisz za fajną reklamą o sofach?” – pyta z żalem przyjaciel, kiedy omawiamy stopniowe przejmowanie czasu reklamowego przez rządową jednostkę „szturchającą”. Nawet uczciwe reklamy firm takich jak Boots i duże supermarkety przyprawiają o mdłości, gdy słyszę te mdło elokwentne zapewnienia o „bezpiecznych” zakupach. Jedynym rodzajem bezpiecznych zakupów, za którym tęsknię, są zakupy bez ciągłych przypomnień o tym Wirusie: zakupy bez maski i zmieszanie na biesiadnych spotkaniach; możliwość bezproblemowego przeglądania pozycji w księgarniach i spędzania towarzysko czasu przy filiżance kawy w zatłoczonej kawiarni.


Po co ta kampania terroru, pewnie zapytasz?
Dlaczego w środku prawdziwej pandemii ktoś miałby nieustannie przypominać, że śmierć chadza za tobą? Że w każdej chwili Wirus, przyniesiony przez granicę przez jakiegoś superrozprzestrzeniacza, który przelotnie fruwał po ulicy, może wnikać w czyjeś ciało – albo, co gorsza, że my sami, zarażeni, ale nie objawowi, możemy po cichu zarażać ukochaną osobę?

Krótka odpowiedź brzmi: nie zrobiliby tego. W prawdziwej pandemii ten ciągły psychiczny gwałt byłby zbyteczny. Gdyby Czarna Śmierć szalała za moimi drzwiami, rząd wiedziałby doskonale, że nie muszą wydawać milionów, aby przekonać mnie, żebym została w środku. Bardziej prawdopodobne, że musieliby mi zapłacić za wyjście z domu.

A jednak ten rząd kupił środki masowego przekazu w całości, ogromnym kosztem, w jedynym celu, jak się wydaje, wbicia do głów wiadomości o zbliżającej się zagładzie. Zamiast uspokajać nasze obawy faktami i racjonalnymi argumentami, uznali za stosowne zalać fale radiowe hasłami obliczonymi na podtrzymywanie paniki; z nieszczerymi odwołaniami do emocji; z epatowaniem liczbą zgonów poza kontekstem, umyślnym zaciemnianiem różnicy między przypadkami a infekcjami, podejrzanym testem PCR i wykresami oraz modelami komputerowymi (bzdury na wejściu, bzdury w wynikach), starannie dobranymi, aby uwydatnić najgorsze możliwe ewentualności.

I nie zadowalając się zmuszaniem nas do uległości ciągłą papką wypaczonych i niekompletnych informacji, uruchomili 77 Brygadę armii, aby trollować komunikację w mediach społecznościowych i zdławić wszelkie utrzymujące się różnice zdań – lub, jak rząd woli to nazywać, „dezinformację”. Celem może być jedynie wywołanie maksymalnego publicznego terroru w obliczu wirusa, który bez tego oszukańczego szumu prawie nie zostałby zauważony przez ogół społeczeństwa.

Czemu oni to robią? Z pewnością muszą już teraz zdawać sobie sprawę, że rosnąca liczba wysoko cenionych i doświadczonych naukowców kwestionuje politykę, która zabija znacznie więcej ludzi niż ratuje i która będzie zabijać również w przyszłości!

To prawda, że nie-naukowcy mogą się zgubić we wszystkich stosach sprzecznych informacji, które pojawiły się od czasu, gdy po raz pierwszy postawiono nas w stan zagrożenia terrorystycznego w lutym i marcu, ale jedno pytanie jest zarówno fundamentalne, jak i łatwe do udzielenia na nie odpowiedzi: czy dane dotyczące nadmiernej śmiertelności w tym roku są znacznie wyższe od średniej? Tylko ogromne i trwałe odstępstwo od normy wskazywałoby na obecność nowej choroby na tyle śmiertelnej, że uzasadniałaby nadzwyczajne środki podjęte przez rząd.

Wykresy Euromomo dla Wielkiej Brytanii nie wykazują takiej anomalii. W Irlandii Północnej nigdy nie odnotowano żadnego znaczącego wzrostu ogólnej liczby zgonów. Również w Walii śmiertelność prawie nie odbiega od normalnego zakresu. Szkocja miała znacznie ponadprzeciętny szczyt na wiosnę, ale od tego czasu prawie całkowicie mieści się w granicach normalności. Nawet zaludniona Anglia, pomimo gwałtownego wzrostu wskaźnika śmiertelności, który gwałtownie wzrósł do wysokiego poziomu w marcu, a następnie równie gwałtownie spadł do połowy czerwca, spędziła większość roku dławiąc się poniżej linii „znacznego wzrostu”, ze zwykłym wzrostem wraz z nadejściem zimy. Kolejny wykres z Covid-19 in Proportion? pokazuje, że

„Poziomy śmiertelności w latach 2019/2020 są bardzo podobne do tych, które odnotowano w latach 1999/2000”

Na pewno to nie Czarna Śmierć, ani nawet grypa z 1918 roku. W rzeczywistości jeden z czołowych epidemiologów na świecie, John Ioannidis, od dawna zapewnia nas, że śmiertelność z powodu zakażenia Covid-19 jest porównywalna ze śmiertelnością w przypadku ciężkiej grypy. Jego wczesne oszacowanie, w marcu, śmiertelności przypadków w populacji ogólnej mieszczą się na poziomie od 0,05% do 1,0%, na co wskazuje wybuch epidemii na statku wycieczkowym Diamond Princess – wniosek, za który wybitny profesor został przezabawnie ocenzurowany na YouTube przez osoby nie będące naukowcami.

Jednak teraz słyszymy, że tylko masowe szczepienia przeciwko temu dość powszechnemu wirusowi pozwolą nam powrócić do wszelkich pozorów normalnego życia. Dzięki specjalnym przepisom miliony dawek niedostatecznie przetestowanej szczepionki są już w przygotowaniu, z gwarancją braku odpowiedzialności ze strony Big Pharmy lub lekarzy przymykających oko na zasadę „Primum non nocere”, jeśli leczeni zderzą się ze szkodliwymi konsekwencjami dla ich zdrowia, a nawet samego życia.

Mówi się nam, że wszyscy powinniśmy zaakceptować podejrzane panaceum, mimo wszystko, aby pokonać „tego strasznego wirusa”: to całkiem bezpieczne – szczerze, masz na to moje słowo – mówi Matt Hancock. Jednak, pomijając skutki uboczne, nie ma pewności, że szczepionka Pfizera, zaaplikowana z radością 8 grudnia przez swojego pierwszego wdzięcznego odbiorcę, będzie skuteczna w zapobieganiu chorobie lub jej przenoszeniu: a nawet jeśli okaże się, że oferuje początkowo ochronę, może to trwać zaledwie trzy miesiące, więc przypuszczalnie wymagane będą regularnie powtarzane wstrzyknięcia.

Co? Powtarzać zastrzyki! Czy młodzi i zdrowi staną w obliczu cyklicznych zastrzyków na całe życie przeciwko chorobie, która jest niebezpieczna prawie wyłącznie dla osób starszych i chorych? Jak gdyby to nie było już wystarczająco  szalone, to powiedziano nam jeszcze, że nawet będąc przemienionymi w żywe poduszki do szpilek, prawdopodobnie będziemy musieli nosić maski i trzymać naszych przyjaciół i rodzinę na odległość wyciągniętej ręki: na przyszłość sugeruje się paszporty zdrowotne i rutynowy masowy nadzór, jeśli chcemy podróżować środkami transportu publicznego lub ogólnie angażować się w życie poza naszym domem.

Wygląda na to, że będzie to Nowa Normalność – ale nie martw się! W końcu już maskujesz się automatycznie, wychodząc z domu, nieprawdaż, i oczywiście podążasz za jednokierunkowymi ‘śladami’ na chodniku? A jeśli noszenie przy sobie dowodu szczepienia stanie się zbyt uciążliwe, cóż, wkrótce powinniśmy być w stanie zaoferować bezproblemową alternatywę w postaci wszczepionego mikroczipa, obejmującą wszystkie ewentualności: zdrowie, finanse, twoją ocenę zdolności kredytowej…

Czasami myślę, że lepiej byłoby być jednym z zamaskowanych zombie. Ufni, posłuszni, żyją w świecie, który choć groźny, rozumieją i akceptują. To jest dla nich realne. Wiedzą bez wątpienia, że nawiedziła nas straszliwa plaga. Plaga, która grozi zniszczeniem gatunku. I wiedzą, że jeśli wiernie noszą maski, myją ręce tysiące razy dziennie i dystansują się od innych ludzi, to robią co w ich mocy, aby ocalić naród i ostatecznie otrzymają najwyższe namaszczenie w postaci szczepionki. Po czym, jak wierzą, wszystko wróci do normy – być może z kilkoma kolejnymi ścieżkami rowerowymi i farmami wiatrowymi oraz nieco mniejszą liczbą miejsc pracy – ale hej! – jakie to będzie miało znaczenie, kiedy miły, współczujący rząd obiecuje nam wszystkim uniwersalny dochód podstawowy?

Dla reszty z nas to nie jest takie proste. Reszta z nas musi żyć w świecie, w którym nasze własne postrzeganie jest bezlitośnie kwestionowane przez dominujące kłamstwo. Kierując się racjonalnymi procesami myślowymi i dowodami, wiemy, że w tym roku nie jesteśmy bardziej narażeni na Covid-19 niż na jeden z bardziej agresywnych szczepów grypy w poprzednich latach, ale gdy tylko wyruszymy w świat zewnętrzny wszystko zaprzecza naszej wewnętrznej rzeczywistości: i chociaż możemy nie uczestniczyć aktywnie w maskaradzie, jesteśmy skazani na ciągły stan dysonansu poznawczego, zmuszeni do cichego przyzwolenia na wielką iluzję rozgrywającą się wokół nas, pod kierownictwem rządu.

Ale w jakim celu?

O ile kiedykolwiek można było sprowadzić potworności, które miały miejsce od marca br., do zwykłego błędu, to z pewnością nie dzieje się tak teraz. Argument, że rząd po prostu się pomylił i teraz próbuje ocalić twarz, pogrążając się głębiej, nie przechodzi. Ani też kwestia ratowania NHS (służby zdrowia -tłum.). NHS regularnie przeżywa zimowe sezony grypowe, w których łóżka ustawiono w rzędach na korytarzach, a personel działa na pełnych obrotach.

Poza tym szpitale Nightingale szybko zaczęły powstawać: a jeśli kwota pieniędzy przelana przez rząd na politykę strachu i zakup niewydarzonych testów PCR i pospiesznie przygotowanych szczepionek została przekierowana na większą liczbę łóżek plus lepsze wynagrodzenie dla pielęgniarek i inny personel około medyczny, lekcja mogła być wreszcie odrobiona, a przyszłe zimy uczynione mniej chaotycznymi.

Od początku dla każdego, kto miał podstawowe wykształcenie, było oczywiste, że zamknięcie gospodarki byłoby bardziej szkodliwe dla życia i zdrowia niż jakikolwiek wirus. Dlaczego nie było to również oczywiste dla premiera ze stopniem PPE z Oksfordu, otoczonego przez całe kohorty kolegów i doradców, uzbrojonych w równie prestiżowe kwalifikacje?

Nawet biorąc pod uwagę początkowy przypływ paniki w obliczu histerycznych przepowiedni zespołu wróżbiarskiego Imperial College, możliwe byłoby wycofanie się w dość dobrym stanie po pierwszym lockdownie, kiedy wielu naukowców mówiło już, że niebezpieczeństwo było wyolbrzymione, że wirus był teraz endemiczny i widać było powszechną naturalną odporność.

Dlaczego w czerwcu nasz rząd nie skorzystał z okazji, by poklepać się po plecach, ogłosić, że blokada zadziałała i przywrócić nam wszystkim racjonalność poprzez wprowadzenie rozsądnych, dobrowolnych środków ostrożności, jak to jest praktykowane w Szwecji?

Przy zmianie propagandy kraj by im uwierzył. Wygląda na to, że kraj, zręcznie obsługiwany przez Behavioural Insights Team, uwierzy we wszystko.

Dlaczego więc nalegać na trzymanie się rady SAGE i nadal dawać wiarę seriom nieudanych spekulacji Neila Fergusona, zamiast zwracać się do bardziej wyważonych sugestii Carla Heneghana i Sunetry Gupta?

Zamiast tego rząd postanowił podsycić płomienie strachu intensyfikacją propagandy i rozkazów maskowania, przedłużając panowanie nieuzasadnionego terroru do jesieni, kiedy coroczne choroby układu oddechowego zaczęły wypełniać łóżka szpitalne i pozwolili by wróciły liczniki zgonów i lockdowny. Jedna po drugiej te małe firmy, które przetrwały pierwszy atak, giną i wydaje się, że nasi władcy nie spoczną zadowoleni, dopóki każdy mężczyzna, kobieta i dziecko w Wielkiej Brytanii nie zostaną rzuceni w połączone ramiona zależności korporacyjnej i państwowej.

Jakie to “teorie spiskowe” mamy teraz? To, z czym mamy do czynienia to fakty.

Kiedy kraje na całym świecie popełniają samobójstwo w porywającym chórze „Odbudujmy lepiej!”, co ma sens? Potrząsnąć głową ze zdziwieniem, że tak wiele narodów jednomyślnie nie tylko mogło popełnić dokładnie te same błędy na początku tego roku, ale teraz zgodnie nalegają, by okopać się przed złem, które zostało uwolnione?

Albo zastanowić się nad możliwością, że sieć potężnych ponadnarodowych agencji – banków, korporacji, organizacji pozarządowych – od jakiegoś czasu współpracuje, aby kierować biegiem wydarzeń na świecie poprzez lobbystów i beneficjentów w rządach lokalnych i krajowych oraz towarzyszących im biurokracjach, i że „nowy koronawirus” jest wykorzystywany do osiągnięcia ostatecznego pchnięcia nas w erę sztucznie zakamuflowanego “globalnego zarządzania”: erę, w której kierunki działań opracowane przez scentralizowane, niewybieralne komitety są przekazywane wybieranym szefom państw w skorupach dawnych niepodległych państw, i przekazywane przez nich burmistrzom i administratorom regionów w celu wdrożenia i wykonania.


W 1957 roku złapałam azjatycką grypę. Moja mama też: jedyny raz, od kiedy pamiętam, wzięła kilka dni wolnego z pracy. Infekcja rozprzestrzeniła się po całym kraju i dziesiątki tysięcy zmarło. W 1968 r. ominęła mnie grypa w Hongkongu, ale po raz kolejny liczba ofiar śmiertelnych sięgnęła dziesiątek tysięcy.

W żadnym wypadku nie uznano za konieczne zniszczenia milionów istnień ludzkich i środków do życia poprzez zamknięcie kraju, ani nie podjęto żadnej próby terroryzowania jego mieszkańców. Covid-19 nie jest bardziej śmiercionośny niż którakolwiek z wcześniejszych infekcji – nawet mniej, chyba że naprawdę wierzysz, że wszystkie osoby obecnie opisane jako umierające „na covid” lub umierające w ciągu 28 dni od pozytywnego wyniku testu, faktycznie zmarły z powodu covid. Nigdy wcześniej tak niszczycielska polityka nie została narzucona narodowi w daremnej próbie usunięcia wirusa. Nigdy wcześniej, poza czasem wojny, ludność Wielkiej Brytanii nie została poddana tak skandalicznemu atakowi i przemocy przez rządową machinę propagandową.

Wyciągnij wniosek jaki chcesz. Ja idę karmić kaczki. Nie dystansują się od społeczeństwa i nie noszą masek.

Why this campaign of terror?, Gillian Dymond, Dec 13, 2020

Komentarz: prof. Diabelski rzucił: – Daję wam covid! Radźcie sobie. I rządy w różnych krajach różnie sobie radzą. ‘Intensywność metod’ może odmienna, ale cel zdaje się być ten sam. // Część odnośników i wytłuszczeń pochodzi od tłumacza.

Fot. Banner, © Hiep Le Duc

_______________________

Uzupełnienia zebrane przez autora:

To się nie skończy…

2020: Rok, w którym sprzedaliśmy nasze wolności dla medycznej tyranii (eng)

Koronawirus: czy niemieckie prawo dotyczące ochrony przed infekcjami można porównać do nazistowskiej ustawy o zezwoleniach? (eng)

Polecany film: The Minds of Men by Aaron & Melissa Dykes