Syndrom bezczynności zapracowanego posła Brauna

0
161

Jak sam mówi – spowodował, że w sejmowych kuluarach wróciły kanapy. Zatrzymał na chwilę prace legislacyjne nad bandycką ustawą o urzędniczej bezkarności  z 12 sierpnia, Jarosławowi Kaczyńskiemu wręczył książkę. Minister Szumowski też otrzymał egzemplarz. Jarosław Kaczyński nawet zaczął przeglądać ją w ławie sejmowej. Czy ex-minister Szumowski do niej zajrzy, przypuszczam, że wątpię. To nie jest typ czytelnika. To jest maszynka do zarabiania pieniędzy. I marionetka WHO.

Posła Grzegorza Brauna bardzo cenię i szanuję. Jak chyba wszyscy, szczerze podziwiam jego talent oratorski, jego wysublimowane trafianie właściwym słowem w sedno rzeczy, jego idealną dykcję.. Niestety, dwie, a w porywach cztery minuty na sejmowej mównicy nie załatwiają niczego.

Zastanawiam się od miesięcy, dlaczego ten najmądrzejszy ze wszystkich polskich posłów cierpi na syndrom zaniechania. Dlaczego zaczyna się i kończy u niego tylko na  mówieniu. Dlaczego nie korzysta z tak ważnego i mocnego w debacie parlamentarnej instrumentu, jakim jest INTERPELACJA? Oto jest pytanie, które mnie męczy co wieczór przed zaśnięciem. Czy sprawa narzucenia Polakom restrykcji pod wydumanym w Brukseli i Waszyngtonie pseudopowodem pandemii, a właściwie PLANDEMII nie jest wystarczającym faktem do złożenia interpelacji do Prezesa Rady Ministrów? Niechby powstała komisja parlamentarna, która by zbadała dogłębnie ten temat, który niszczy od miesięcy Polskę i Polaków.  Dużych i małych.

Niestety, te same pytania mam do posła Korwina-Mikke i do innych członków parlamentarnego Koła Konfederacji.

Czyżby Konfederacja to tylko wydmuszka? Czy parlamentarne Koło Konfederacji nie dostało od pociągających zza kulis za sznurki starszych i mądrzejszych przepustki do bardziej zdecydowanych działań w Sejmie, oprócz gadania? Ale to już temat na inną godzinę. Przed zaśnięciem różne ponure myśli przychodzą człowiekowi do głowy