Wielkie manewry

0
378

Izabela Brodacka

Pandemia koronawirusa może skłonić nas do różnych niepopularnych w czasach politycznej poprawności refleksji. Światowe kryzysy ekonomiczne pojawiają się mniej więcej co 11 lat. Ostatni kryzys to przełom 2008 oraz 2009 roku, więc czas już na kryzys następny. Należy jednak odróżnić kryzys i zarządzanie kryzysem od zarządzania przez kryzys. Zarządzanie przez kryzys (management by crisis) polega na wywołaniu kryzysu w przedsiębiorstwie lub w społeczeństwie dla osiągnięcia określonych celów. Na przykład dla zamaskowania, albo zażegnania powstającego prawdziwego kryzysu. To co obecnie obserwujemy może być właśnie zarządzaniem przez kryzys, które pokrywa nieznane nam cele. Zastanówmy się wiec nad ewentualnymi celami podobnej operacji i jej scenariuszami.

Takie wydarzenia jak zamach 11 września i walka z terroryzmem czy epidemia są poza wszystkim pretekstem do odbierania ludziom ich wolności. Można nas zatrzymać na lotnisku, przymusowo hospitalizować i szczepić, można wchodzić siłą do mieszkań.

Wśród zalewu niesprawdzonych informacji pojawiło się stwierdzenie, że używanie papierowych albo co gorsza metalowych pieniędzy może przyczynić się do szerzenia się zarazy. Od dłuższego czasu w mediach nachalnie reklamowane jest posługiwanie się przy zakupach kartą, telefonem czy nawet zegarkiem. Tym łatwiej zatem będzie obecnie przekonać ludzi do praktycznego zastąpienia obiegowej waluty cyferkami na kontach będących całkowicie poza zasięgiem naszej kontroli. Takie konta można w każdej chwili zablokować, opodatkować, albo reglamentować kwotę wypłaty. 

Wirus skuteczniej likwiduje ludzi starych niż młodych. Trudno się oprzeć podejrzeniu, że zmiana struktury wieku w społeczeństwie byłaby dla rządzących niezwykle pożądanym prezentem od losu. Eutanazja propagowana i wprowadzona w społeczeństwach zachodnich budzi opór i jest globalnie za mało skuteczna. Wszystkie społeczeństwa się starzeją i problemem staje się wypłata świadczeń emerytalnych, oraz system opieki zdrowotnej. W wielu krajach systemy te się wręcz zapadły i nikt nie ukrywa i nigdy nie ukrywał problemów z utrzymywaniem ludzi bezproduktywnych. Jak pamiętamy za czasów komuny krążyło żartobliwe hasło: „emerycie Polsce służ, jak najprędzej kładź się wzdłuż”.

Nie ukrywa się też zadowolenia, że dwutygodniowe „koronaferie” dla młodzieży szkolnej i akademickiej wyzwoliły konieczność wypróbowania a raczej wprowadzenia w życie różnych wariantów tak zwanej „e-edukacji”. Od lat o tej formie edukacji mówiło się i pisało ale tylko konieczność mogła wymusić na bezwładnej jak zwykle biurokracji znalezienie odpowiednich form i schematów działania.

To samo dotyczy różnych spraw urzędowych, które teoretycznie rzecz biorąc powinny być załatwiane również przez Internet, ale zawsze okazywało się to z różnych przyczyn utrudnione. Teraz urzędnicy w swoim dobrze pojętym interesie będą nakłaniać petentów do unikania osobistego kontaktu, a po wygaśnięciu (miejmy nadzieję) pandemii ten nawyk powinni utrwalić.

Te wszystkie pośrednie korzyści z pandemii prowadzą wprost do modelu życia społecznego opisywanego przez Lema w jednym z jego opowiadań. Oto na końcówkach terminali komputerowych siedzą tłuste, niezdolne już do ruchu i nie komunikujące się ze sobą bezpośrednio tołuby, których wszystkie potrzeby życiowe są zaspakajane automatycznie.

Warto spojrzeć na pandemię koronawirusa również z drugiej strony. Na przełomie wieków i na początku obecnego wieku obowiązywał w świecie nauki paradygmat „końca historii”. Kiedy w roku 1989 Francis Fukuyama z opublikował swój słynny „Koniec historii?” większość uwierzyła, że liberalne społeczeństwo bezkonfliktowo rozwiąże wszystkie problemy ludzkości. Jak pamiętamy Fukuyama w swoich pracach przewidział intensyfikację globalnego ruchu idei, reguł prawnych i kapitału. Nie wspomniał jednak o przemieszczaniu się ludzi, o migracjach, co trafnie zauważył bułgarski politolog Iwan Krastew. 

Tezy Fukuyamy tak zdominowały myślenie naukowców, że sceptycy byli wyśmiewani i wręcz stygmatyzowani jako polski ciemnogród. Opowiadała mi kandydatka na wydział socjologii, która zdawała egzamin wstępny w 1995 roku, że gdy w odpowiedzi na pytanie „Europa bez granic czy z granicami?” opowiedziała się po stronie granic argumentując, że brak granic umożliwia niekontrolowane przenoszenie się przestępców oraz epidemicznych chorób, przewodniczący komisji powiedział: „ależ pani ma kosmatą wyobraźnię młoda damo”, na co reszta komisji usłużnie ryknęła gromkim śmiechem. Pomimo piątki z egzaminu z matematyki dziewczyna nie dostała się na socjologię, czego wcale nie żałuje. Otrzymała ostatnio (pośrednio) e-mail od profesora Ireneusza Krzemińskiego, rozpowszechniany wśród jej egzaminatorów i niedoszłych wykładowców, który upewnił ją, że los jej sprzyjał (skończyła fizykę).

Z braku miejsca podam tylko fragmenty tego kuriozalnego tekstu ( stylistyka oryginału):

Zamieszczam pożyteczną informację otrzymaną od prof. Ewy Dolińskiej.(-) Wirus z Wuhan nie jest odporny na ciepło i zostanie zabity w temperaturze 26–27 stopni Celsjusza. Dlatego pij więcej gorącej wody, aby zapobiec tej chorobie. Spaceruj więcej pod słońcem. Picie gorącej wody jest koniecznością.(-) Staraj się w ogóle nie pić lodu. To twoje osobiste zbawienie od tego wirusa, który nie pojawił się w wyniku jego naturalnej mutacji”

Jak widać pani profesor, nie odróżniając zresztą ciepła od temperatury, wydaje się nie rozumieć, że gdyby to, co twierdzi było prawdą wirus nie przeżyłby kontaktu z ludzkim ciałem. Państwo profesorostwo milczkiem zaakceptowali również zamkniecie granic, które tak wyśmiewali w 95 roku. Również milczkiem muszą wycofać się z akceptacji wędrówki ludów nieodpowiedzialnie sprowokowanej przez Angelę Merkel. Natomiast ostatnie zdanie (pomijając jego niezręczną konstrukcję) to przecież esencja spiskowych teorii. Wynika z niego, że wirus nie pojawił się w sposób naturalny, a więc to, co się dzieje to jakieś wielkie manewry (strach pomyśleć przecież to myślo-zbrodnia) jakiegoś rządu światowego.

za: dakowski.pl