Czciciele UPA

0
102
3 listopada 2019 roku grupa polskich i ukraińskich „aktywistów” odwiedziła Werchratę koło Horyńca-Zdroju (powiat lubaczowski), gdzie znajduje się nielegalne upamiętnienie UPA. „Aktywiści” przynieśli ze sobą materiały budowlane i częściowo odnowili nielegalny pomnik UPA w Werchracie. Postawili też przy nim dębowy „kozacki krzyż” z ukraińskim tryzubem.

Przy odnowionym pomniku UPA odbyła się modlitwa prowadzona przez greckokatolickiego duchownego Iwana Tarapackiego oraz dominikanina o. Tomasza Dostatniego. Ta modlitwa może zdumiewać z tego powodu, że pomnik UPA w Werchracie, chociaż stoi na cmentarzu, jest nielegalnym upamiętnieniem symbolicznym i nie ma pod nim żadnej mogiły. Dlatego modlitwa o. Tomasza Dostatniego o „wskrzeszenie do życia w chwale” osób tam rzekomo pochowanych musiała mieć wymiar groteskowy. „Aktywiści” odwiedzili też pobliską górę Monasterz, gdzie znajduje się zbiorowy grób 62 członków OUN-UPA, poległych w walce z NKWD pod Gruszką i Mrzygłodami w marcu 1945 roku.

Tam również odbyła się uroczystość religijna, po czym odczytano apel o przywrócenie usuniętych w ostatnich latach przez lokalne samorządy nielegalnych upamiętnień UPA na Podkarpaciu. Apel ten – zatytułowany „Nie zapominajmy o zburzonych ukraińskich mogiłach w Polsce” – odczytywali kolejno następujący działacze: Jarosław Chołodecki, Danuta Kuroń, Bartosz Piechowicz, Rafał Suszek, Danuta Przywara i Izabella Chruślińska, a podpisali się pod nim tacy politycy (przeważnie byłej Unii Wolności) jak: Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Janusz Onyszkiewicz, Henryk Wujec i inni [1]. Już sam tytuł tego apelu jest manipulacją, ponieważ nikt w Polsce nie burzy żadnych ukraińskich mogił. Chodzi o nielegalne upamiętnienia banderowców, a to nie jest to samo. Stawianie znaku równania pomiędzy Ukraińcami a banderowcami jest typowe dla propagandy banderowskiej i – jak widać – także dla działaczy ze środowiska „Gazety Wyborczej” i byłej Unii Wolności, współpracujących ze Związkiem Ukraińców w Polsce. Ponadto Danuta Kuroń oświadczyła, że „polscy nacjonaliści nie chcą się pogodzić z tym, że te ziemie były ukraińskie”. Skrytykowała też „agresywną, antybanderowską politykę władzy” [2].

Wątpię czy wschodnia część dzisiejszego województwa podkarpackiego była kiedykolwiek ziemią ukraińską, chyba że w propagandzie nacjonalistów ukraińskich, dla których zachodnia granica „samostijnoj Ukrainy” miała się znajdować pod Krakowem. Ale nawet gdyby to były ziemie ukraińskie, to co? To znaczy, że nacjonaliści ukraińscy mieli prawo wyrzynać bezbronnych ludzi tylko dlatego, że byli Polakami? W marcu 1945 roku UPA rozpoczęła antypolską ofensywę na Rzeszowszczyźnie. Podczas tej ofensywy UPA walczyła oczywiście z formacjami wojskowymi NKWD, polską Milicją Obywatelską i polskim wojskiem („niesłusznym”, tym „ludowym”), a nawet z działającą na Rzeszowszczyźnie polską partyzantką antykomunistyczną, ale mordowała przy tym cywilną ludność polską. Taki był bowiem cel tej ofensywy – usunięcie z Rzeszowszczyzny polskiej administracji („niesłusznej”, tej „komunistycznej”), a w dalszej perspektywie ludności polskiej. Doszło wtedy do największej masakry, jakiej dokonali na Polakach nacjonaliści ukraińscy w granicach powojennej Polski. Miała ona miejsce 17 kwietnia 1945 roku w Wiązownicy w powiecie jarosławskim.

Dopuścił się jej kureń UPA pod dowództwem Iwana Szpontaka „Zalizniaka” (1919-1989), mordując co najmniej 91 mieszkańców Wiązownicy i paląc ponad 100 gospodarstw. Do następnych mordów na ludności polskiej doszło m.in. w Bruśnie, Cieszanowie, Goraju, Kowalówce i Rudce. To m.in. sprawcy tych zbrodni są pochowani na górze Monasterz koło Werchraty, to nad ich grobem modlili się i żądali ich upamiętnienia działacze i politycy związani z „Gazetą Wyborczą” [3].

Od Danuty Kuroń dowiedzieliśmy się także m.in., że „Większość Polaków częściowo lub całkowicie pochwala agresywną, antybanderowską retorykę władzy, a nawet akty wandalizmu przeciwko upowskim mogiłom” [czyli postawa antybanderowska jest zła, rozumiem z tego, że prawidłowa jest postawa probandrowska], „Na tablicy napisano, że chłopcy [członkowie UPA] zginęli w walkach przeciw NKWD za wolną Ukrainę. W żaden sposób nie wskazano, że to bohaterowie, ale to mało kogo martwi”. Oni są dla pani Danuty Kuroń bohaterami, a ich bezbronne i niewinne ofiary? Kim są dla pani Kuroń te ofiary?

Z kolei Izabella Chruślińska – członkini Forum Polsko-Ukraińskiego i współzałożycielka w 2014 roku Komitetu Solidarności z Ukrainą – powiedziała: „Chcemy symbolicznie być w miejscach, gdzie zniszczono ukraińskie groby, że pamiętamy o obywatelach Polski, którzy byli częścią naszego społeczeństwa, II RP”4. Problem w tym, że nacjonaliści ukraińscy nie uznawali się za obywateli Polski, a II RP była dla nich „polską okupacją” (i jest nadal w ich narracji historycznej). Z II RP nacjonaliści ukraińscy prowadzili już w okresie międzywojennym otwartą i bezwzględną wojnę, dokonując licznych aktów terrorystycznych.

Jaka w tym wszystkim jest logika? Taka, że UPA ma zasługiwać na upamiętnienie w Polsce, mimo wymordowania 100-140 tys. Polaków, ponieważ walczyła z komunizmem i „Sowietami”, a antyrosyjska (czyli odwołująca się do tradycji UPA) Ukraina jest obecnie potrzebna Polsce do budowy tzw. Międzymorza – o którym marzą nie tylko turbopatrioci z „obozu niepodległościowego”, ale jak widać także środowiska byłej Unii Wolności. No ale przecież Wehrmacht i Waffen-SS też walczyły z komunizmem i „Sowietami” i miały w tej dziedzinie znacznie większe osiągnięcia niż UPA i „żołnierze wyklęci”. To może Wehrmachtowi i Waffen-SS należy postawić pomniki wdzięczności w miejsce usuniętych pomników wdzięczności Armii Czerwonej. Taka jest logika elit politycznych, które wyszły z „Solidarności”.

Akcja proukraińskich (a raczej probanderowskich) działaczy ze środowiska „Gazety Wyborczej” spotkała się z aplauzem Związku Ukraińców w Polsce oraz środowisk nacjonalistycznych na Ukrainie. Dla kogo ta akcja była politycznym wsparciem? Chyba z wystąpień wspomnianych działaczy jasno to wynika. Była wsparciem dla Ukrainy nawiązującej do banderowskich upiorów przeszłości, Ukrainy będącej historycznym skansenem ideologii faszystowskiej – bo tym był nacjonalizm ukraiński tak w wersji banderowskiej, jak i melnykowskiej – Ukrainy wiecznie skonfliktowanej z Rosją, Ukrainy odrzucającej demokratyczną i pokojową linię polityczną, którą zaproponował prezydent Wołodymyr Zełenski.

Takiej Ukrainy chce zarówno środowisko „Gazety Wyborczej”, jak i środowisko PiS, takiej Ukrainy chce post-„Solidarność”. Przypuszczam, że rzeczywistym powodem akcji środowiska „Gazety Wyborczej” w Werchratej była nie tyle ich troska o groby UPA, co niepokój o kierunek polityczny Ukrainy pod prezydenturą Wołodymyra Zełenskiego, który zapoczątkował trudną drogę odchodzenia przez Ukrainę od upiorów banderowskich.

Bohdan Piętka
Fot. z profilu fb Piotra Tymy

[1] Aktywiści odnowili pomnik UPA w Werchracie i wezwali do odnowienia mogił i pomników UPA w Polsce, www.kresy.pl, 4.11.2019.
[2] Danuta Kuroń przy obiekcie ku czci UPA na Podkarpaciu: te ziemie były ukraińskie, www.kresy.pl, 6.11.2019.
[3] Werchrata i Monastyr: pomniki dla morderców dzieci, www.suozun.org (portal Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu).
[4] Cytaty za portalem kresy.pl.

Za: mysl-polska.pl


MOŻE CIĘ TEŻ ZAINTERESUJE:

Zbrodnie ludobójstwa OUN-UPA na Kresach południowo-wschodnich II RP a ideologia melnykowsko-banderowskiego nazizmu

CIA ujawnia. Bohater Ukraińców i morderca Polaków, Stefan Bandera, był niemieckim, hitlerowskim [nazistowskim] agentem – Consul II

Dr L. Kulińska: Problem rozliczenia i osądzenia zbrodni popełnionych przez członków OUN-UPA i SS Galizien podczas trwania “zimnej wojny”