Magdalena Ziętek-Wielomska: “Front walki przebiega według linii narodowcy – internacjonaliści vel. kosmopolici, a nie lewica/prawica”.

0
265

Adam Wielomski: Przedstawiałaś się dotąd jako cybernetyk i filozof, czyli jako analityk i komentator rzeczywistości politycznej. Skąd pomysł, aby kandydować do Sejmu? I dlaczego właśnie Konfederacja, a nie na przykład PiS lub PO?

Magdalena Ziętek-Wielomska: Powodów było kilka. Jednym z nich była chęć uniknięcia zarzutów, że wytykając Konfederacji różne błędy, uderzam w tę formację. Tak było przed wyborami do europarlamentu, kiedy to przykładowo moja krytyka JKM była właśnie w ten sposób interpretowana. Teraz nikt mi tego nie może zarzucić – mimo że podtrzymuję swoje wcześniejsze stanowisko. Jako kandydat z listy Konfederacji mogę ze swoim przekazem dotrzeć do większej ilości osób i – żywię taką nadzieję – wpłynąć na wewnętrzne dyskusje w tym środowisku. Zależy mi na tym, gdyż Konfederacja stanowi jedyną – w miarę rozpoznawalną – formację odwołującą się do doktryny narodowej. Jej działacze muszą jednakże jeszcze wiele się nauczyć, by móc na poważnie stanąć do walki z POPisem i SLD, które z założenia są formacjami antynarodowymi. Postanowiłam więc wesprzeć środowiska narodowe na tyle, na ile byłam w stanie w tym momencie.

W swoich wystąpieniach publicznych i tekstach teoretycznych często kwestionowałaś zasadność podziału prawica-lewica. Tymczasem Konfederacja raczej kojarzona jest z prawicą (dla lewicy nawet „skrajną”). Czy zmieniłaś w tej kwestii zdanie?

Nie, zdecydowanie nie zmieniłam. Uważam, że w tej chwili front walki przebiega według linii narodowcy – internacjonaliści vel. kosmopolici. Podział na prawicę i lewicę zaciemnia rzeczywistość, gdyż mamy do czynienia zarówno z prawicą jak i lewicą narodową, jak i prawicą i lewicą internacjonalistyczną. Lewica narodowa jest w tej chwili czymś zupełnie marginalnym, ale istnieją środowiska, która tak właśnie siebie definiują. Natomiast prawica internacjonalistyczna jest siłą, która jest znacznie liczniejsza od lewicy narodowej. Należą do niej Paneuropejczycy, liczni przedstawiciele doktryny chadeckiej, liberalizmu gospodarczego, niektórzy monarchiści, zwolennicy idei wielonarodowego państwa katolickiego czy też faszyści. W Konfederacji także obecni są internacjonaliści, ale stanowią oni wyjątek, a nie regułę, dlatego też ta formacja jest mi znacznie bliższa niż POPis czy SLD. Jeśli chodzi o PO czy SLD ich internacjonalizm jest oczywisty. PiS natomiast maskuje swoją prawdziwą twarz za parawanem propagandy odwołującej się do patriotyzmu.

Patrząc na to co mówisz w tej kampanii wyborczej jako kandydatka – w Mediach Narodowych i CEP-ie – z Twojej propozycji dla wyborców wyłania się kilka podstawowych punktów programowych. Czy mogłabyś je nam zwięźle przedstawić?

Po pierwsze jest to obrona Polski jako suwerennego państwa narodowego przed „europeizacją” i innymi formami kosmopolitycznych struktur politycznych. Po drugie, moim postulatem jest obrona i tworzenie polskiej klasy średniej za pomocą mechanizmów podatkowych i prawnych, przeciwko pauperyzacji narodowej czynionej wspólnymi siłami przez wielkie banki, koncerny i państwowy fiskalizm. Szczególnie istotna jest dla mnie obrona polskiej gospodarki przed przejmowaniem jej przez wielkich inwestorów, głównie niemieckich i amerykańskich. Walczę tak w obronie polskiej świadomości i refleksji politycznej przed tzw. soft power, czyli ideologicznymi i politycznymi zagranicznymi ośrodkami wpływu, realizowanymi przez zagranicznych właścicieli mediów i przez organizacje pozarządowe, a finansowane przez rządy ościennych mocarstw.

W Mediach Narodowych miałaś ostatnio wystąpienie, które wzbudziło duże zainteresowanie słuchaczy. Ponieważ jednak „czytelnicy” i „oglądacze” to dwie grupy, które nie bardzo się ze sobą pokrywają, to czy mogłabyś naszym Czytelnikom przedstawić problem jednej z ostatnich bulwersujących rezolucji Parlamentu Europejskiego, dotyczącej II Wojny Światowej i związanej z nią paneuropejskiej polityki historycznej?

Chodzi o Rezolucję Parlamentu Europejskiego z dnia 19 września 2019 r. w sprawie znaczenia europejskiej pamięci historycznej dla przyszłości Europy. Dąży ona do zniszczenia pamięci historycznej poszczególnych narodów opartej na realnych wydarzeniach i zastąpieniu jej przez „wspólną” narrację. Zgodnie z tą nową europejską narracją, wszystkie narody europejskie były ofiarami totalitaryzmów, a konkretnie „komunistów, nazistów i innych dyktatorów”. Rezolucja podkreśla dalej, że „wybuch drugiej wojny światowej, najbardziej niszczycielskiej wojny w historii Europy, był bezpośrednim skutkiem osławionego radziecko-nazistowskiego traktatu o nieagresji z 23 sierpnia 1939 r., znanego także jako pakt Ribbentrop-Mołotow, i jego tajnego protokołu dodatkowego, na mocy którego dwa totalitarne reżimy dążące do podboju świata podzieliły Europę na dwie strefy wpływów”. Wydźwięk tej rezolucji jest zupełnie oczywisty: to nie Niemcy, tylko totalitaryzmy, w tym Związek Radziecki, wywołały wojnę. Oznacza to, że Niemcy byli takimi samymi ofiarami jak Polacy, Żydzi czy Białorusini. Przykładem wcielania w życie takiej narracji jest informacja o imprezie organizowanej przez Wydział do spraw kultury miasta Akwizgran (Kulturbetrieb der Stadt Aachen). Chodzi o „obchody 75-roczncy wyzwolenia miasta Akwizgran spod narodowo-socjalistycznej dyktatury” przez amerykańskich żołnierzy, planowane na 20.10. b.r. Jednym słowem: Normandia została tak samo wyzwolona przez Amerykanów jak niemieckie miasto Akwizgran… Narracja ta oczywiście służy Niemcom, ale także i masonerii, która w ten sposób promuje ideę „jedności europejskiej” i „integruje” pamięć Europejczyków. Warto wskazać na to, że wśród wnioskodawców tej rezolucji znalazło się 4 europosłów PO oraz 18 europosłów PiS. Szczególnie ważny jest punkt 11 Rezolucji, który wzywa do tego, by ustanowić dzień 25 maja (rocznicę egzekucji bohatera z Auschwitz, rotmistrza Witolda Pileckiego) Międzynarodowym Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem. Ma to stanowić wyraz szacunku i hołdu „dla wszystkich tych, którzy walcząc z tyranią, wykazali bohaterstwo i prawdziwą miłość do ludzkości” oraz posłużyć „przyszłym pokoleniom za wyraźny przykład prawidłowej postawy, jaką należy przyjąć w obliczu zagrożenia totalitarnym zniewoleniem”. Jest to absolutnie skandaliczna regulacja, która zakłamuje postać polskiego patrioty, który nie walczył przeciwko „totalitarnemu zniewoleniu” kierując się przy tym „miłością do ludzkości”! Pilecki walczył o wolną Polskę kierując się miłością do własnej ojczyzny.

Przy krytyce wyżej opisanej rezolucji mocno wyakcentowałaś sprawę wpływów ideowo-politycznych wolnomularstwa. Jeden ze Słuchaczy napisał w komentarzu „Pani Magdaleno, niszczy Pani Konfederację”. Czy zgadzasz się z tezą, że dotykanie przez polityków kwestii wpływów masońskich ośmiesza i kompromituje, wmanewrowuje w niedorzeczne teorie spiskowe, etc.?

Znany badacz masonerii Ludwik Hass w pracy Masoneria Polska w XX wieku pisze o tym, że w połowie 1923 r. gabinet Wincentego Witosa przeprowadził w wyższych ogniwach aparatu państwowego, zwłaszcza w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, czystkę, usuwając osoby mogące podpaść pod kategorię adeptów lóż. Pojawia się także cytat prymasa Polski, Augusta Hlonda, który ostrzegał Polaków przed masonerią. Do czego zmierzam: w okresie międzywojennym narodowa część polskich elit dobrze sobie zdawała sprawę z realności zagrożenia dla narodu polskiego ze strony wolnomularstwa. Rozumiał to także Prymas Tysiąclecia, kardynał Stefan Wyszyński, który w swoich zapiskach tak relacjonuje  spotkanie z Franciszkiem Mazurem, który w kierownictwie PZPR odpowiadał za sprawy Kościoła: „Wracam raz jeszcze do masonerii, bo masoneria całego świata też cieszy się z waszej tezy. Oni dziś przekonują komunistów, że powinni zlikwidować Kościół w Polsce. Bo masoneria też wierzy w to, że oni zwyciężą, podobnie jak wy. Ale chcą mieć pole bez konkurentów. I dlatego dziś zachęcają komunistów: zniszczcie Kościół, pozostanie nam tylko jeden wróg – komuniści. W tej chwili komunizm jest <wynajęty> przez masonerię wszechświatową do likwidowania Kościoła. Ilekroć musieliśmy występować przeciwko wam, bronić praw Kościoła, zawsze byliśmy pochwalani przez masonerię; bo w walce niszczał Kościół. Ale «gdyśmy się dogadywali» – zawsze rozpoczynano atak na biskupów. Bo «pokój religijny» w Polsce był nie na rękę masonerii. Masoneria to wspólny wróg – i nasz, i wasz; my się znamy na nim już od dawna; wy zdradzacie naiwność początkujących wobec masonerii. Nie bądźcie ich najmitami i nie załatwiajcie sprawy masonerii – vulgo kapitalistów. Mądra polityka – to nie mnożyć sobie wrogów. Wtedy i przeciwnicy wasi będą zaskoczeni. (…)  (S. Wyszyński, Pro memoria. Zapiski z lat 1948-1949 i 1952-1953, Warszawa 2007, s. 412-413). Także o rozmowie z redaktorami „Tygodnika Powszechnego” z 16 października 1952 r. Prymas tak pisał: „Kościół polski ma swoich wrogów – nie tylko w komunizmie, ale i masonerii, i w pogańskim kapitalizmie. Dowodem – taktyka prasy zagranicznej. Ilekroć stosunki miedzy Kościołem a Rządem „w Polsce się zaogniały – zagraniczna prasa masońska nie szczędziła nam pochwał. Gdy zawarto Porozumienie, nie szczędzono nam przygany, ba, nawet starano się oddziaływać w tym duchu na koła kościelne Rzymu, by podać w wątpliwość prawowierność Episkopatu Polski. Masoneria – ta złota międzynarodówka – chce niszczyć Kościół – <czarną międzynarodówkę> – z pomocą komunizmu – czerwonej międzynarodówki. Masoneria zamierza rozprawić się i z komunizmem, i z Kościołem. Woli więc, że przed tą rozprawą z komunizmem Kościół będzie zniszczony przez komunistów. Trzeba i tę siłę brać pod uwagę, gdy się myśli o sytuacji w Polsce. Masoneria polska przyczaiła się, ale cicho podjudza komunistów przeciwko Kościołowi, a duchowieństwo przeciwko Rządowi. To masoneria najwięcej mówi o palmie męczeństwa dla Kościoła polskiego” (tamże, s. 326). Piszę o tym dlatego, że dzięki temu, że Prymas rozumiał cele i strategię masonerii, nie poszedł tą samą drogą, jak np. Węgry, tylko postanowił porozumieć się z Partią. Dzięki temu polski KK ocalał. Masoneria dalej działa i jest coraz bliższa osiągnięciu swoich celów, dlatego też ośmiesza wszystkich, którzy demaskują jej działania.

Polskie obecne sojusze międzynarodowe związane są z ideologicznymi preferencjami naszych elit politycznych. Czy wymiana elit i zmiana oficjalnej polskiej doktryny politycznej – którą proponujesz – w jakiś sposób postawiłaby od nowa kwestię polityki zagranicznej i jej priorytetów?

Polskie „elity” znajdują się pod pełną kontrolą wolnomularstwa, które steruje Polską we własnym interesie. A jak pisał Prymas Wyszyński, masoneria to de facto wielki międzynarodowy kapitał, który dąży do skolonizowania naszej części świata. W związku z rosnącą potęgą Chin, które – jak się wydaje – stawiają opór tej wrogiej nam sile, masoneria próbuje znowu podzielić świat na dwa bloki. My mamy należeć do ich bloku, razem z Anglosasami, UE i Ukrainą. Być może nawet przypisano nam szczególne miejsce w tym bloku. W końcu George Friedman zapowiadał, że staniemy się „mocarstwem”… W interesie Polski leży natomiast nawiązanie bezpośredniej i bliskiej współpracy z Chinami, bez pośrednictwa UE, Niemiec czy Rosji. Co więcej, cieszymy się dobrą opinią w państwach arabskich czy Iranie – także powinniśmy to odpowiednio wykorzystać. W „bloku masońskim” zawsze będziemy pariasami, gdyż jako Słowianie i katolicy stoimy na samym dnie „hierarchii społecznej”. Chińczycy, Irańczycy czy Turcy są w stanie traktować nas jako równorzędnych partnerów.

Uważasz się, przynajmniej w pewnej mierze, za endeczkę i nawiązujesz do tradycji Romana Dmowskiego. Czy jest coś takiego jak, aktualny nadal, „testament Dmowskiego”?

Bez wątpienia tak. Mieszkając w Niemczech przez kilka lat prenumerowałam jeden z najważniejszych niemieckich dzienników Frankfurter Allgemeine Zeitung (w skrócie: FAZ), na łamach którego pierwszy raz, w zupełnie namacalny sposób, spotkałam się z niemieckim rewizjonizmem historycznym. Nie będę ukrywać, że było to dla mnie dość bolesne doświadczenie. Wyjeżdżając do Niemiec wierzyłam bowiem we wszystkie hasła pojednania polsko-niemieckiego i odrzucałam jakąkolwiek myśl, że ten bastion demokracji etc. mógłby przeciwko nam coś knuć. Wracając kilkanaście lat później do Polski, nie miałam już żadnych wątpliwości: diagnoza postawiona przez Romana Dmowskiego jest dzisiaj jeszcze bardziej aktualna niż 100 lat temu. Polityka uprawiana przez państwo niemieckie bowiem bez wątpienia nadal stanowi śmiertelne zagrożenie dla narodu polskiego. Co więcej, to samo dotyczy zagrożenia ze strony masonerii, które jest w naszych czasach jeszcze większe niż wtedy. Związane jest to oczywiście z daleko idącym upadkiem duchowym KK, który obecnie nie posiada żadnego przywódcy na miarę Prymasa Hlonda albo Wyszyńskiego.

Warto zresztą zwrócić uwagę na to, że już przedwojenna narodowa demokracja zauważyła „dziwną” korelację między celami i metodami działania Niemców i masonerii. Przejawem tego była choćby wspomniana przeze mnie rezolucja europarlamentu. Prawdopodobnie tak należy traktować przyznanie literackiej nagrody Nobla Oldze Tokarczuk, która już od dawna była hołubiona przez niemieckie media. Jej prace przepełnione są masońską ezoteryką, wystarczy choćby spojrzeć na okładkę książki Prowadź swój pług przez kości umarłych. Oczywiście nie twierdzę, że przynależy ona do masonerii i jest agentką BND, ale bez wątpienia za swoją twórczość została odpowiednio uhonorowana przez różnych agentów wpływu.

Na koniec podaj proszę listę, okręg i miejsce z którego kandydujesz, aby nasi Czytelnicy wiedzieli, gdzie w przyszłą niedzielę postawić znak „x”.

Kandyduję z listy Konfederacji (lista nr 4) z miejsca 17 w okręgu warszawskim.

Fot. yt/MN

Za: konserwatyzm.pl