Awaria rurociągów przesyłowych to nie jedyny problem Oczyszczalni Czajka. Do CBA złożono zawiadomienie ws. spalarni osadów, która nie działa od wielu miesięcy. – Awaria była ukrywana od grudnia – mówi portalowi tvp.info rzeczniczka Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska Agnieszka Borowska. Cała inwestycja kosztowała 700 mln euro.
„MPWiK w Warszawie ma nie tylko awarię rurociągów przesyłowych, ale także awarię spalarni osadów z Oczyszczalni Czajka. Dwie firmy wywożą osady z Warszawy zrzucając je do wyrobisk po kruszywie”
– napisała na Twitterze Borowska.
Rzeczniczka GIOŚ zwraca uwagę, że inwestycja MPWiK pochłonęła 3,8 mld zł z czego 1,7 mld pochodziło z Funduszu Spójności. Faza III i IV projektu, na którą przeznaczono około 700 mln euro, to modernizacja i rozbudowa Czajki, spalarnia i rurociąg pod Wisłą, co oznacza, że dwie trzecie inwestycji nie funkcjonuje, jak powinno.
– Gdy doszło do awarii kolektorów w Czajce, zajęliśmy się Czajką. W ramach kontroli okazało się, że spalarnia będąca częścią tej inwestycji została warunkowo otwarta w 2013 roku. Warunkowo, bo było około stu usterek. Usterki usuwano przez trzy lata –
wskazuje Borowska w rozmowie z portalem tvp.info.
– Efekt był taki, że wykonawcy odebrali pieniądze za realizację tej wielkiej inwestycji, a po kontroli dokumentów przez inspektorów okazało się, że przez te wszystkie lata spalarnia funkcjonowała tylko przez połowę czasu. Natomiast przez resztę czasu była w permanentnej awarii. Obecnie spalarnia nie działa od grudnia ubiegłego roku. Nasi inspektorzy zgłosili sprawę CBA
– wyjaśnia rzeczniczka GIOŚ.
Drugie dno
Sprawa ma drugie dno. Ratusz już wcześniej w tajemnicy wynajął firmy do wywożenia osadów, które powinny zostać spalone. – Nasuwa się pytanie, skoro spalarnię wybudowane za tak duże pieniądze, publiczne pieniądze, to dlaczego od razu wynajęto firmy, które mają usuwać te osady? One też przecież dostają za to miliony. Z dokumentów MPWiK wynika, że firmy wynajęto w tym samym okresie, w którym otwarto spalarnię. Sprawa była skrzętnie ukrywana, radni ani my o niej nie wiedzieliśmy
– tłumaczy Borowska.
Niepokoi również fakt, że odpady ściekowe trafiają do wyrobisk po kruszywie, wiadomo, że jedno z nich znajduje się w województwie warmińsko-mazurskim.
– To absurd! Osady z oczyszczalni powinny być spalone w wysokiej temperaturze, gdyż zawierają wiele niebezpiecznych substancji, m.in. rakotwórcze kadm, rtęć czy ołów. To jedyny sposób, żeby je zutylizować
– podkreśla rzeczniczka.
Inspektorzy Ochrony Środowiska wskazują, że uruchomienie spalarni może być możliwe dopiero w pierwszym kwartale przyszłego roku.
Rzecznik UM Kamil Dąbrowa nie chciał rozmawiać z portalem tvp.info o zewnętrznych firmach wynajętych przez stołeczny ratusz do usuwania odpadów ściekowych. Odsyła do Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji. Rzecznicy tej instytucji nie odebrali telefonu.
Odpady z warszawskiej Czajki lądują na Kujawach? „Szlamami zarzucona jest prawie cała gmina”
Wojewódzkie inspektoraty ochrony środowiska skontrolują firmy, dokumentację dotyczącą sposobu rekultywacji osadów ściekowych z Warszawy, a także miejsca, do których miały trafić. Wójt gminy Jeziora Wielkie, gdzie miałyby być składowane nielegalnie odpady z warszawskiej Czajki, poinformował o zwróceniu się w tej sprawie do policji oraz prokuratury. Było prowadzone śledztwo, ale zostało umorzone.
=================
Wojewódzkie inspektoraty ochrony środowiska skontrolują firmy, dokumentację dotyczącą sposobu rekultywacji osadów ściekowych z Warszawy, a także miejsca, do których miały trafić. Inspektorzy pobiorą próbki osadów ściekowych i przekażą je do zbadania, by ustalić ich skład.
Z informacji GIOŚ wynika, że „obecnie trwają już kontrole, m.in. w firmie Ekol, gdzie rozszerzono kontrolę gospodarowania odpadami, o kwestie związane z osadami ścieków z Warszawy”. Rozpoczęła się także kontrola w firmie Rafit Sp.z o.o. w województwie świętokrzyskim oraz firm z nią powiązanych w związku z utylizacją osadów ściekowych.
GIOŚ zapowiedział również, że „Kujawsko-Pomorski Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska weźmie udział w sztabie kryzysowym Wojewody Kujawsko-Pomorskiego, zorganizowanym w siedzibie gminy Jeziora Wielkie”. Na jej terenie miałyby być składowane nielegalnie odpady z oczyszczalni „Czajka”.
GIOŚ zapewnił, że będą skontrolowane wszystkie firmy, które mają podpisane umowy z MPWiK na odbiór odpadów ściekowych z Czajki.
Wójt gminy Jeziora Wielkie zwróci się do starosty mogileńskiego i prokuratury z prośbą, aby zbadać miejsca nielegalnego składowania odpadów pod kątem ewentualnego zagrożenia dla życia i zdrowia mieszkańców. Zapowiedział to dzisiaj wojewoda kujawsko-pomorski, Mikołaj Bogdanowicz.
– W większości odpady poszlamowe wyrzucane są w naszej gminie na teren Skarbu Państwa. Częściowo są to grunty już wykupione, ale w większości dzierżawione od Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Dzierżawcą jest prywatna osoba, której syn wywozi na pola odpady – powiedział dzisiaj PAP wójt gminy Jeziora Wielkie, Dariusz Ciesielczyk.
Podkreślił, że odpady do gminy Jeziora Wielkie są przywożone od ok. 1,5 roku.
– Zgłaszałem tę sprawę do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Bydgoszczy, do prokuratury, na policję, do powiatowego weterynarza. Było prowadzone śledztwo, ale zostało umorzone. Przed kilkoma miesiącami znów zostało wznowione – wskazał Ciesielczyk.
Dodał, że na pola trafiają m.in. osady z oczyszczalni ścieków, ale także odpady pozwierzęce.
– Szlamami zarzucona jest prawie cała gmina. Od lipca firma, która wywozi te odpady jest – z tego co wiem – wykreślona z rejestru działalności gospodarczej. Oni jednak nadal działają. Odbywa się to pod szyldem firmy transportowej. Rozmawiałem z przedstawicielami tej firmy już ponad rok temu, gdy mieliśmy pierwsze sygnały o takiej działalności. (…) Nawet mi przysięgali, że więcej nie będą tego wozić, ale okazało się, że jednak nie mówili prawdy
– stwierdził wójt.
Na pola przyjeżdżają ciężarówki tzw. łódki. Przeważnie przyjeżdżają one w godzinach nocnych. Na początku obywało się to nawet w dzień. Teraz jednak starają się to robić nocą. Mieszkańcy przyjeżdżają do mnie do domu wieczorami, bo w dzień się boją, że ten facet ich zauważy. Oni skarżą się na odór. Staramy się sobie z tym poradzić jak możemy i mam nadzieję, że w końcu ten problem na terenie naszej gminy będzie rozwiązany. Kierowcy tych samochodów nieoficjalnie mówili, że odpady są przywożone m.in. z Warszawy – stwierdził wójt. Podkreślił jednak, że nie ma dokładnej wiedzy skąd pochodzą trafiające do jego gminy odpady.
Warszawskie Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji informowało w czwartek, że na przełomie listopada i grudnia ub.r. z eksploatacji została wyłączona Stacja termicznej utylizacji osadów ściekowych (STUOŚ), co było związane z uszkodzeniem jednego z urządzeń spalarni. Przedsiębiorstwo zaznaczyło jednocześnie, że zdarzenie to nie stanowi zagrożenia dla ludzi i środowiska, a wyłączenie Stacji nie ma wpływu na sprawne funkcjonowanie oczyszczalni ścieków „Czajka”.
Od tego czasu z oczyszczalni wywożone są odpady pościekowe. Jak informowało MPWiK, miesięczny koszt ich wywozu to 1,7 mln zł (wyliczony na podstawie kosztów wywozu od 01.01.2019 r. do 31.08.2019 r.), ale w tym samym okresie spółka nie poniosła miesięcznych kosztów, czyli około 0,8 mln zł, które ponosi, jeśli działa spalarnia.
Za: tvp.info , niezalezna.pl
Fot. polskieradio.pl



















