P. Zych: Tajemnice Białegostoku

0
388
W Białymstoku jak wszyscy wiemy, kolejna z cyklu prowokacja LGBT, tym razem spotkała się ze stanowczym oporem, który przybrał dość drastyczny przebieg. Dzieje się tak wówczas, gdy wiodące siły społeczne i polityczne, faktycznie pozostawiają ludzi samych sobie i nie reagują adekwatnie wobec agresji światopoglądowej, która nie zaczęła się wraz z wyborami do Europarlamentu w br. Ofensywa gender trwa w najlepsze i czyni coraz większe postępy, a jedynie teraz weszła w nowy już jawny etap. Jego istota nie polega na tym, aby jesienne wybory wygrać na rzecz lewicy i liberalizmu, ale by przyspieszyć – poprzez pogłębianie polaryzacji światopoglądowej – formatowanie elektoratu w walce o władzę za następne cztery lata. Chodzi więc o formatowanie elektoratu w taki sposób, by wszyscy którzy przynależą do obozu „antypis”, stali się zakładnikami mniejszości gender.

Ten scenariusz sprawdził się w 100% na tzw. Zachodzie, gdzie mniejszość, mniejszości za sprawą komercyjnych i państwowych mediów głównego nurtu, wytyczyły nowy kurs postępu społecznego poprzez przetworzenie kultury europejskiej w antykulturę. Dlatego jeżeli wciąż reakcją na tę agresję będzie jedynie wypowiadanie politycznych i moralnych zaklęć, walka, która jest absolutnie do wygrania, zostanie zaprzepaszczona. Prawdopodobieństwo takiego finału jest dość duże. Świadczą o tym komentarze jakie pojawiły się po protestach w Białymstoku, gdzie część komentatorów i publicystów prawicowych, weszła znów w buty propagandy lewackiej. Dzieje się tak na ogół u tych komentujących „prawicowców”, którzy już od dawna, w sposób mało sobie świadomy przeszli na drugą stronę, ale jeszcze tego nie są w stanie dostrzec, bo sami mają bałagan w głowie, bądź zwyczajnie się boją. Sednem tych komentarzy było zrównanie genderystów z katolikami. Diabeł słysząc te wypowiedzi, aż piał z zachwytu, kiedy zrównuje się ofiarę, która przekracza obronę konieczną, gdyż system jej nie chroni, a oprawca zyskuje tym sposobem akceptację dla swej czynnej postawy, znów przesuwając granice, tak jakby konstytucja i prawo były jedynie niewiele znaczącym świstkiem papieru.

O ile wiem, ale może nie jestem doinformowany, póki co latanie nago po ulicach nie jest zgodne z prawem, ani z dotychczas obowiązującym porządkiem publicznym, podobnie jak robienie obscenicznych gestów i innych czynów wywołujących zgorszenie powinno być ścigane z urzędu. Tymczasem legalne władze, szczególnie samorządowe i sądy ponoć stojące na gruncie porządku prawnego III RP, nie potrafią lub raczej nie chcą stać na straży Konstytucji, pokoju społecznego i obrony fundamentów naszej tożsamości Bóg, Honor, Ojczyzna – rodziny oraz przyzwoitości.

Wymiar dziejącej się na naszych oczach tragifarsy zawiera się w postępującym absurdzie, a coraz więcej osób życia publicznego godzi się na to, iż słusznym wydaje się być pogląd, że kisiel ma takie same prawa jak kuchnia, w której został zrobiony. Naprawdę? Stawianie znaku równości pomiędzy jednym a drugim stoi wręcz w agresywnej i nie do pogodzenia sprzeczności. Od kiedy to wartość człowieka ma być zależna od jego preferencji seksualnych?

Sam fakt pisania o tym jest żenujący. To tak jakby pracownika oceniać nie po wynikach pracy, a przez pryzmat jego życia erotycznego. Tymczasem tzw. demokraci i symetryści, w imię rzekomego pokoju społecznego równają wszystkich i wszystko do mianownika, którego nie ma i nie będzie. Bycie człowiekiem to zdecydowanie więcej niż popęd seksualny.

Wojna kultur jest faktem obiektywnym i niezależnie od tego, jak dalece nas to być może nie interesuje, to i tak będziemy zmuszeni wybrać styl życia, za którym się opowiemy, nawet jak będzie się nam wydawało, że istnieje coś takiego jak trzecie rozwiązanie, to i ono również będzie w swej istocie tęczowe. Pytanie, czy w porę się opamiętamy?

Arcybiskup Jędraszewski w siedemdziesiątą piątą rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego wezwał do przeciwstawienia się „tęczowej zarazie” i to jest to, co należy zrealizować, pamiętając, że jest to program co najmniej na dekadę, o ile nie na dłużej. W tej walce okaże się, czy jesteśmy godni naszej przeszłości i zasługujemy na pomyślną przyszłość.

Piotr Zych