Wydarzenia lipiec 2019: 1) Platforma Instex wystartowała, 2) wyszukiwarka ludu Google manipuluje wyborami ? 3) Recesja u bram ?

0
55

1. Europa buntuje się przeciwko Stanom Zjednoczonym

Ponad rok temu informowaliśmy (trader21 – przyp. red.), że Stany Zjednoczone jednostronnie wycofały się z porozumienia nuklearnego z Iranem.

Tuż po tej decyzji, Amerykanie zaczęli nakładać sankcje na Iran. Zakazano jakiejkolwiek wymiany handlowej z tym krajem.

Ważniejsze kraje Unii Europejskiej dość szybko zaczęły dawać do zrozumienia, że amerykańskie sankcje są dla nich sporym utrudnieniem. Problem polegał na tym, że do międzynarodowych rozliczeń wykorzystywany jest system SWIFT, kontrolowany przez Stany Zjednoczone. Europa nie mogła zatem tak po prostu z dnia na dzień ogłosić, że nie dostosuje się do żądań USA. Dlaczego? Bo nie miała jakiejkolwiek alternatywy dla SWIFTu.

W styczniu pojawiły się jednak informacje, że niektóre kraje Europy Zachodniej (Niemcy, Francja, Wielka Brytania) szykują się do stworzenia platformy, która umożliwi europejskim firmom dalszy handel z Iranem.

Teraz tamte zapowiedzi wydają się przybierać realny wymiar. Państwa UE doprowadziły do uruchomienia systemu INSTEX, który ma umożliwić europejskim firmom dalszą wymianę gospodarczą z Iranem. INSTEX nie działa jednak na takiej samej zasadzie jak SWIFT. W ramach nowej platformy nie będą przeprowadzane przelewy między europejskimi i irańskimi bankami. Wymiana będzie raczej przypominać barter. INSTEX ma w ten sposób umożliwić przede wszystkim zakup przez Iran kluczowych dóbr, takich jak leki, żywność czy aparatura medyczna.

Jak widać, INSTEXowi daleko do zastąpienia SWIFTu. Nie wiemy również ile europejskich firm odrzuci platformę INSTEX ze strachu przed amerykańskimi karami. Tak czy inaczej, obserwujemy istotne uderzenie w dominację dolara i amerykańskiego SWIFTu – i to nie ze strony „wrogów” USA, ale ze strony sojusznika, czyli Unii Europejskiej.

1 lipca br. szefowa MSZ UE Mogherini podała, że 3 kraje (Niemcy, Francja, Wielka Brytania) są założycielami platformy, natomiast 7 dalszych ma zamiar do niej przystąpić.

(…)

2. Google ingeruje w amerykańskie wybory

Niedawno w sieci pojawiły się wyznania dyrektorki Google, która wprost przyznała, że jej firma stara się wpłynąć na wynik przyszłorocznych wyborów w USA. Napisaliśmy na ten temat krótki tekst, który został opublikowany na Facebooku i odbił się szerokim echem. Całkowicie rozumiemy, że niektórzy unikają Facebooka, więc wrzucamy tekst także tutaj:

Kilka dni temu natrafiliśmy w sieci na film „Edward Bernays i sztuka sterowania tłumem”. W ramach wstępu: Edward Bernays był jednym z pionierów public relations oraz propagandy. Jako jeden z pierwszych nie tylko wiedział, ale również wykorzystywał na ogromną skalę fakt, że aby przekonać tłum należy odwołać się do ludzkich emocji, a nie operować suchymi faktami.

Jednym z najbardziej charakterystycznych cytatów Bernaysa są słowa: “Jesteśmy rządzeni, a nasze opinie, gusty i poglądy kształtowane są w znacznym stopniu przez ludzi, o których nigdy nie słyszeliśmy.”

Gdyby tak po prostu wkleić na Facebooku wspomniany filmik to zapewne część z komentujących zaczęłaby ponownie pisać o „teoriach spiskowych” albo wklejała zdjęcia foliowych czapeczek. Tak działa „mechanizm wyparcia”, który sprawia, że ludzie nie chcą przyjąć do wiadomości prawdy (wolą być oszukiwani). Tym osobom potrzeba znacznie więcej, by dać się przekonać.

Być może tym „czymś więcej” jest wczorajsza publikacja rozmowy z Jen Gennai, dyrektorką Google. Materiał został przygotowany przez stronę Project Veritas. Przypomnijmy, że Google kontroluje 92% rynku wyszukiwarek internetowych i jest także właścicielem YouTube. Nie musimy zatem tłumaczyć jak wielka jest siła oddziaływania tej korporacji.

W rozmowie dyrektor Google przyznała wprost, że jednym z istotnych elementów jej pracy jest dbanie o to, by w przyszłym roku nie powtórzyła się historia z roku 2016. Chodzi oczywiście o wyborcze zwycięstwo Donalda Trumpa.

Zdaniem Gennai ewentualne postępowanie antymonopolowe wobec Google byłoby tragedią, ponieważ mniejsze firmy na rynku nie mają takich możliwości, by zapobiec reelekcji Trumpa. Innymi słowy dyrektor Google twierdzi, że reprezentowana przez nią korporacja wie najlepiej kto powinien zostać kolejnym prezydentem Stanów Zjednoczonych.

Teraz zastanówcie się ile razy słyszeliście o wpływie Rosji na wybory w USA. Dowodów w tej sprawie nie przedstawiono. Tymczasem kiedy Google przyznaje się do manipulacji wynikiem wyborów, to trudno w ogóle odnaleźć w sieci materiał na ten temat (np. YouTube usuwa odpowiednie filmy).

Osobno w materiale ujawniono również w jaki sposób Google manipuluje algorytmami tak, aby treści oraz podpowiedzi ukazywane użytkownikom, były w zgodzie z ideologią firmy. Przykłady pokazane chociażby na poniższym slajdzie. Jak widzicie, po wpisaniu „mężczyzna może” dostajecie podpowiedź „zajść w ciąże”.

Podsumowując, trwa pranie mózgów na gigantyczną skalę. Google stara się kształtować społeczeństwo, YouTube usuwa wartościowe kanały. Oby spotkało się to z konkretną odpowiedzią ze strony użytkowników.

3. Dramatyczne dane gospodarcze z całego świata

Nasz (trader21 – przyp. red.) styczniowy skrót najważniejszych wydarzeń nosił podtytuł „Recesja na horyzoncie”. Wówczas dane gospodarcze z Niemiec, Chin czy Japonii wyglądały już bardzo niepokojąco, a w Stanach Zjednoczonych obserwowaliśmy początek spowolnienia.

O ile wtedy globalna recesja faktycznie dopiero majaczyła na horyzoncie, to dziś puka ona do drzwi, a może nawet „stoi w progu”.

Na początek odnieśmy się do wskaźnika PMI, który w pewnym stopniu odzwierciedla sytuację w gospodarkach poszczególnych krajów. Jeśli jego wartość przekracza 50, to możemy w dużym uogólnieniu przyjąć, że gospodarka się rozwija. Jeśli spada poniżej 50, mamy do czynienia z kurczeniem się gospodarki. Poniżej wskaźniki PMI dla przemysłu podzielone na dwa wykresy. Po lewej widzimy PMI dla kluczowych regionów (USA, UE, Chiny, Japonia), a po prawej – dla największych gospodarek UE (Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania).

W najlepszym przypadku wskaźnik PMI wynosi 50, co wskazuje na stagnację. Jednocześnie wciąż nieco lepiej prezentują się wskaźniki PMI dla usług.

Tak czy inaczej, kierunek w którym zmierzamy jest dość jasny. Możecie zauważyć to na poniższej tabeli, gdzie zamieszczono PMI dla przemysłu z wielu różnych krajów. Zwracamy uwagę, że poniższe dane należy czytać od prawej do lewej (od lipca 2018 do czerwca 2019).

Jak widać, jeszcze rok temu dominował kolor zielony, który oznaczał dobrą sytuację w przemyśle. Dziś mamy już zdecydowaną dominację czerwieni. Wynik powyżej 52 zanotowały jedynie Grecja i Wietnam. W pierwszym przypadku mówimy o kraju, który stracił ostatnie 10 lat, a jego znaczenie jest znikome. Z kolei Wietnam zyskuje na wojnie handlowej między USA i Chinami.

Osobno warto przyjrzeć się Stanom Zjednoczonym gdzie publikuje się wiele różnych wskaźników, które działają na podobnej zasadzie jak PMI. Poniżej możecie zobaczyć je zebrane na jednym wykresie.

Trend jest dość wyraźny, a skala spadków w ostatnich miesiącach – gigantyczna.

Pogarszająca się koniunktura jest odzwierciedlana np. w rosnących zapasach przedsiębiorstw. Maleje popyt, co będzie musiało się przełożyć na mniejszą produkcję i zwolnienia (póki co o masowych zwolnieniach słyszymy głównie z sektora motoryzacyjnego).

Nie ma żadnego przypadku w tym, że chociaż rynek akcji w USA ustanowił nowy rekord, to wszyscy oczekują obniżki stóp procentowych (czyli wsparcia dla gospodarki). Dobrze zorientowana część rynku wie już, że dane makroekonomiczne dla Stanów Zjednoczonych w kolejnych miesiącach będą wyglądać słabo lub fatalnie. W innych regionach świata nie będzie pod tym względem lepiej.

Naturalną konsekwencją obecnej sytuacji jest ucieczka kapitału do bezpiecznych aktywów, o czym pisaliśmy już w zeszłym miesiącu. Wspomnieliśmy wówczas, że dolar amerykański oraz obligacje USA są drogie, natomiast po małej korekcie mogą rosnąć dalej. Dlaczego? Ponieważ dla większości są bezpieczną przystanią. Nasze przewidywania potwierdziły się – po komunikacie FEDu indeks dolara nieco spadł, a obligacje stanęły w miejscu. Od niedawna jednak ponownie rosną.

To o czym piszemy, nie oznacza, że namawiamy do inwestowania w amerykańskie obligacje. Na dzień dzisiejszy optymizm wokół nich jest zbyt wysoki.

Za: independenttrader.pl