Celebryci międzynarodowej lewicy (Clinton, Obama) zamiast o „chrześcijanach” piszą o „czcicielach Wielkanocy”

0
154

Wpisy zawierające frazę „Easter worshippers” pojawiły się w kontekście islamistycznych zamachów terrorystycznych na Sri Lance. Do ataków doszło w Wielką Niedzielę, a muzułmańscy fundamentaliści oprócz hoteli zaatakowali właśnie kościoły. Napastnicy – jak zauważył lankijski hierarcha katolicki kard. Malcom Ranjith – celowo wybrali taki dzień akcji, gdyż właśnie wtedy w świątyniach było wielu wiernych radujących się ze Zmartwychwstania Syna Bożego.

Mimo tego słowo „chrześcijanie” w kontekście ofiar dżihadystycznej przemocy nie przeszło przez klawiaturę m. in. byłego prezydenta USA Baracka Obamy oraz jego niedoszłej następczyni Hillary Clinton, a także burmistrza Nowego Jorku.

Fraza „czciciele Wielkanocy” pojawiła się także na innych twitterowych profilach ludzi, którzy – jak się zdaje – posiadają przynajmniej podstawową wiedzę dotyczącą chrześcijaństwa.

Nie czcimy Wielkanocy, tylko Chrystusa! Podobnie jak Żydzi nie są czcicielami namiotów, gdy obchodzą Święto Namiotów” – napisał na Facebooku Wojciech Cejrowski.

Warto jednak odnotować, że strach przed słowem „chrześcijaństwo” obserwujemy nie po raz pierwszy.

Podobny absurd i uciekanie od chrześcijaństwa nawet na poziomie języka i faktów zauważył przy okazji katastrofalnego pożaru paryskiej katedry Notre-Dame redaktor Robert Mazurek w tekście pt. „Brzydkie słowo na ch” („Plus Minus”/„Rzeczpospolita”). Wtedy również liderzy postępowego świata, z Barackiem Obamą włącznie, ubolewali nad pożarem zabytku, pięknej budowli, symbolu Francji i Paryża. O zniszczeniu symbolu chrześcijańskiej Europy czy przynajmniej katastrofie kościoła nie było mowy. Tymczasem – jak słusznie zauważa Robert Mazurek – taka autocenzura nie szkodzi religii, ale debacie publicznej i zdrowemu rozsądkowi.

Niestety zdrowy rozsądek już dawno stał się wrogiem czcicieli politycznej poprawności. Skoro fakty o Zmartwychwstaniu Chrystusa jako istocie świąt Wielkiej Nocy oraz o katolickim przeznaczeniu katedry Notre-Dame stoją w sprzeczności z ideologią, to… tym gorzej dla faktów. Absurdalna nowomowa nie jest jednak – co może zasmucić postępowców – nowością, a współcześni liderzy frontu tolerancji nie wymyślili niczego oryginalnego.

Już przecież podczas krwawej (anty)rewolucji francuskiej można było od piewców nowoczesności usłyszeć, że lud uparcie uczestniczy w tym „co kiedyś nazywano Mszą”. Wtedy pogarda zaowocowała przemocą.

A do czego doprowadzi obłęd politycznej poprawności?

Za: pch24.pl