O nauczycielach, którzy nie podjęli strajku

0
191

Roman Misiewicz

Kwiaty dla strajkujących od emerytowanych nauczycieli ZNP, darmowa pizza od właścicieli restauracji, laurki od dzieci, słowa poparcia ze strony rodziców… Chciałoby się rzec – cała Polska popiera nauczycieli w ich walce z reżimem. Tyle tylko, że w tej historii to wcale nie strajkujący są pozytywnymi bohaterami. Odwagę i to wielką odwagę trzeba dziś mieć, aby… nie strajkować. Nie ulec presji tej siedemdziesięcio-procentowej większości, która opowiedziała się za protestem.

Chciałbym napisać o tych, o których dziś zdawałoby się nikt nie pamięta. Łącznie z rządem. Których wydawałoby się nikt nie popiera. O nauczycielach, którzy nie podjęli strajku. Ofiarach ostracyzmu. Muszą znosić codziennie nie tylko pełne nienawiści spojrzenia i cedzone pod ich adresem pełne obrzydzenia słowa, z których: „zdrajcy” i „żenada” należą do najłagodniejszych. Muszą dzień w dzień, przy podpisywaniu listy obecności, wysłuchiwać od komitetu strajkowego, pełnych pogardy słów. Nie każdy z nich jest w stanie wytrzymać kilkugodzinną presję – wywieraną przez tych, którzy po pokojach nauczycielskich zajadając się sałatkami i ciasteczkami dyskutują nad tym, czy za strajk dostaną kasę – kiedy oni, w tym czasie opiekują się na świetlicy dziećmi, albo działają w komisji egzaminacyjnej.

Nikt nie ma wątpliwości, że ten konflikt został zaaranżowany z przyczyn politycznych. Ale obwinianie o jego zainicjowanie rządu jest aktem kapitulacji rozumu lub wyrazem hipokryzji.

Jaki rząd miałby interes w tym, aby szarpać się z nauczycielami tuż przed wyborami do Europarlamentu? Dlaczego koszulki z napisem strajk i plakaty strajkowe były drukowane już w marcu?

Wystarczy zastanowić się tylko nad tymi dwoma pytaniami. Strajkujący stali się narzędziem w rękach partyjek anty-PiSowskich. W większości nie zdają sobie oni z tego sprawy, niestety. Użyto ich, bo są jedną z największych grup (700 000 osób) w przeważającej mierze niechętnych PiS-owi.

I nie da się ich wymienić na nauczycieli z Ukrainy. Rząd zdaje się jednak nie rozróżniać jednych od drugich – wrzuca ich wszystkich do jednego wora, sprawiając wrażenie, że nie dba o tych dla których ważniejsze jest wychowanie dzieci i młodzieży od tych „walczących z systemem”.

Bo powiedzmy to jeszcze raz jasno – wcale nie o pieniądze w tym wszystkim chodzi. 1000 zł jest tylko płachtą, którą torreador drażni byka, aby ten wykonywał wolty na arenie, ku uciesze gawiedzi. Podobnie było ze strajkiem niepełnosprawnych w Sejmie.

Chodzi o to żeby sparaliżować i skonfliktować każdą – jaką się tylko da – grupę zawodową, czy społeczną. Jak to najprościej zrobić? To łatwe – kto nie chce zarabiać czy dostawać więcej? Proszę Was – pedagodzy, którzy nie poddaliście się indoktrynacji mącicieli umysłów – wytrzymajcie. Czerpcie zadowolenie i dumę z tego, że postępujecie zgodnie z własnym sumieniem, a nie ulegacie owczemu pędowi, wywołanemu przez destrukcyjne siły.

A jeśli czujecie, że już nie dacie rady – pamiętajcie, że nie jesteście bezbronni. Art. 943 § 2 prawa pracy mówi wyraźnie, co to jest mobbing. Oznacza on działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym jego nękaniu lub zastraszaniu, wywołując u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodując lub mając na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników.

Mobbing ma również konsekwencje prawne – są one zawarte w paragrafie 3 i następnych art. 943.

I pamiętajcie, że nigdy nie jesteście sami. Jest mnóstwo osób, które choć tego nie mogą lub nie potrafią wyrazić – wspierają Was z całych sił.

Za: dakowski.pl