Nasz kraj tam gdzieś się kończy, gdzie w piersiach braknie tchu. Krzywda w reflektorze prawa

0
86

Marta Cywińska

Jesteśmy bezradni gdy umiera dobry człowiek – jakby martwi razem z nim. To nie jest nekrolog, tylko potwierdzenie pewnej niezrozumiałej prawidłowości. Ponoć ci źli pętają się po świecie, owijając nam zardzewiałym drutem stopy, bo dostali kolejną szansę. Kolejną, a także jeszcze jedną. Niestety, upominani, że kolejnej nie otrzymają – szydzą z każdej. A nawet jeśli by się nawrócili, chcieli raptem naprawiać krzywdy, czy przywróciliby zdrowie albo zafundowali nowe życie ofiarom?

W przeddzień kolejnej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego czytam właśnie listę ofiar stanu wojennego, a wśród nich są:

Włodzimierz Witkowski (ur. 1952) – zaginął w czasie demonstracji

Marek Kuchta (ur. 1953) – zmarł  w wyniku pobicia przez MO

Wanda Kołodziejczyk (ur. 1923) – zmarła po pobiciu w areszcie śledczym na ul. Rakowieckiej w Warszawie

Franciszek Zdunek (ur. 1942) – zastrzelony  przez funkcjonariusza MO

Zbigniew Szymański – zmarł pobity przez ZOMO

Stanisław Kot – zmarł w Rzeszowie w wyniku pobicia przez patrol ZOMO

Andrzej Grzywa – zmarł 30 sierpnia 1982 pobity na komendzie MO w Gdańsku

Adam Grudziński (ur. 1946) – zmarł pobity w obozie dla internowanych w Załężu

Zbigniew Simoniuk (ur. 1950) – członek Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania w więzieniu w Białymstoku

Jacek Jerz (ur. 1944) – wiceprzewodniczący NSZZ Solidarność w Radomiu, delegat na I Krajowy Zjazd NSZZ Solidarność, członek władz krajowych  Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania, zmarł nagle  po zwolnieniu z ponadrocznego internowania

Jan Ziółkowski (ur. 1940) – współpracownik Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Czerwca 1956, zmarł 5 marca 1983, pobity na V komendzie MO w Poznaniu

Grzegorz Przemyk (ur. 1964) – zmarł 14 maja 1983 w wyniku pobicia na komendzie MO przy ul. Jezuickiej w Warszawie

Andrzej Gąsiewski (ur. 1954) – pracownik Instytutu Badań Jądrowych zamordowany  w Warszawie

Jerzy Marzec (ur. 1962) – jego ciało znaleziono nad Odrą

Jan Samsonowicz (ur. 1944) – działacz NSZZ Solidarność i Ruchu Młodej Polski, upozorowanie samobójstwa, ciało powieszono na bramie Stoczni Gdańskiej im. Lenina.

I oto rok 2018. Pierwszą reakcją na wieść o śmierci bliskiej osoby to niedowierzanie. Nie żyje? Jak to nie żyje? Taki Dobry Człowiek? Dlaczego w takiej chwili właśnie tak bardzo Bóg go potrzebował? Co za potwór go skrzywdził?

Ludzie autentycznie ciepiący nie obnoszą się demonstracyjnie ze swą nieporadnością i bohaterstwem w jednym. Słowa stają się bowiem za ciasne, choć pewne typy bólu są bardziej podatne na leczenie chirurgiczne. Na nic jednak ono, gdy ból fizyczny splata się w konwulsyjnym uścisku z bólem psychicznym w rodzaj postępującego „zabluszczowania”. Po co mieliby zabierać głos ci, którzy bo chirurgicznej interwencji odczuwają nieporównywalnie silniejszy ból, niż ten, z powodu którego byli leczeni?

Myślę też o sprawcach “aktywnych” w drugiej dekadzie XXI wieku oraz ich ofiarach. Dlaczego? Oszalały w złu nie wie już nawet, czy wojna już od dawna trwa, czy dopiero się zaczyna. Czy nienawiść boli straszliwie czy też zupełnie uodparnia na ból? Przerastające człowieka cierpienie też już nie jest istotne, jeśli nie zostało obfotografowane i ujawnione na Facebooku oraz “spontanicznie” ujawnione na Twitterze.

Czas przypomnieć sobie wszystko, czego nauczyliśmy się na strzelnicy, recytując w myśli wiersz Andrzeja Trzebińskiego, który był ponoć ulubionym utworem Danusi Siedzikówny: 

(…)Poniosę nad granicę kalinę, kłosy, bzy –
To z nich granice będą – z miłości, a nie z krwi.
Granicę mieć z miłości w żołnierskich sercach –„U”.
Nasz kraj tam gdzieś się kończy, gdzie w piersiach braknie tchu.”

Za: wrealu.pl