Francja i Niemcy idą w stronę konfrontacji z USA – dr hab. Andrzej Zapałowski dla Kresy.pl

Inicjatywa Francji i Niemiec ws. europejskiej armii idzie w konfrontacji z polityką Stanów Zjednoczonych i jest spowodowana chęcią przejęcia inicjatywy w UE – mówi w rozmowie z portalem Kresy.pl dr hab. Andrzej Zapałowski.

Niemcy i Francja, jak informowaliśmy, porozumiały się w sprawie nowego, okrojonego budżetu dla krajów strefy euro. Ideę budżetu dla strefy euro mocno forsował prezydent Francji Emmanuel Macron, podczas gdy rząd niemiecki podchodził do tego z rezerwą. Paryż najwyraźniej zdołał jednak przekonać Berlin do konieczności stworzenia budżetu tylko dla krajów strefy euro. Przypomnijmy, że w ostatnim czasie przywódcy Francji i Niemiec opowiedzieli się za utworzeniem europejskiej armii, co również jest propozycją Macrona. Zostało to mocno skrytykowane przez prezydenta USA Donalda Trumpa.

– Widać bardzo wyraźnie, że ta inicjatywa idzie w konfrontacji do polityki Stanów Zjednoczonych – komentuje w rozmowie z portalem Kresy.pl dr hab. Andrzej Zapałowski, ekspert ds. geopolityki i bezpieczeństwa. Przypomina, że „dziś NATO to tak naprawdę głównie USA”, które pokrywają zdecydowaną większość wydatków na Sojusz.

Przeczytaj: Macron: jesteśmy sojusznikiem USA, a nie ich wasalem

Zwalczaj propagandę.

– Jeżeli spojrzelibyśmy na gwarancje dawane przez kogokolwiek w Europie w zakresie bezpieczeństwa, to tak naprawdę mamy tylko USA. Niemcy wydają na obronność niewiele ponad 1 proc. PKB, zakładając, że gdzieś do 2025 roku będzie to 1,5 proc. PKB. Przypomnę, że Polska wydaje 2 proc. PKB, a w najbliższej dekadzie ma to osiągnąć 2,5 proc. Stany Zjednoczone wydają około 4 proc. PKB. To pokazuje, jakie wysiłki podejmują w ramach NATO Niemcy, a jakie USA – mówi ekspert.

Zdaniem A. Zapałowskiego „widać wyraźnie, że inicjatywa Francji i, co tu dużo mówić – Niemiec, ws. europejskiej armii jest spowodowana chęcią przejęcia inicjatywy w UE”. Zaznacza, że widać to też w stosunku do Iranu, gdzie Berlin i Paryż nie zgodziły się na nałożenie na ten kraj sankcji, na które nalegał Waszyngton. Dodał, że bardzo widoczne jest też zbliżenie Francji i Niemiec w kierunku współpracy z Rosją, co pokazała m.in. niedawna wizyta prezydenta Rosji Władimira Putina w Paryżu.

– Widać tu bardzo wyraźny rozdźwięk. To przekłada się też na próbę konsolidacji i ograniczenia decyzyjności w UE do strefy euro, czyli znów głównie do Francji i Niemiec. Po wyjściu Wielkiej Brytanii kraje te przejmują w Unii Europejskiej absolutną dominację. Zwłaszcza w strefie euro, gdzie jest wiele mniejszych państw, które nie mają istotnego znaczenia.

A. Zapałowski zwraca uwagę, że to francusko-niemieckiego tandemu nie są dołączane Włochy. – Obecny włoski rząd prowadzi bardzo wyraźną politykę chcąc wyrwać się z uścisków Berlina i Paryża. Co więcej, jest tam też duży nacisk społeczny i dyskusja o tym, czy nie powrócić do własnej waluty – lira. W związku z tym myślę, że ze strony Niemiec i Francji jest to rodzaj działania wyprzedzającego, co ma na celu przejęcie inicjatywy i wskazanie, że kraje, które nie dołączą do tego grona, w przyszłości będą na obrzeżach UE.

W skrócie można powiedzieć, że Francja i Niemcy idą w kierunku utworzenie dwóch unii czy Unii co najmniej dwóch prędkości. Widać coraz wyraźniej, że kiedy jakieś grupy państw, jak Polska, Węgry czy inne kraje Europy Środkowej nie realizują interesów niemieckich bądź francuskich, to stolice te postanawiają dokonać rozstrzygnięć na swoją korzyść środkami administracyjnymi, finansowymi – uważa dr hab. Zapałowski. Jego zdaniem, jest to dla Europy bardzo niebezpieczne. – Przechodzimy w konflikt wewnątrz UE, co dla nikogo nie będzie dobre.

Na początku tygodnia francuski minister finansów Bruno Le Maire wezwał, by Europa stała się „pokojowym imperium”, żeby mogła konkurować ze Stanami Zjednoczonymi. „Europa nie powinna dłużej obawiać się okazywania swojej siły i bycia imperium pokoju” – oświadczył Le Maire.

Dlaczego właśnie Francja wysyła kolejne sygnały eurofederalistyczne? Zdaniem dr hab. Zapałowskiego, należy zwrócić uwagę na to, „o co idzie gra w tej części Europy”:

– Stany Zjednoczone poprzez wpływy w Polsce i Rumunii próbują zablokować tzw. Jedwabny Szlak i handel z Chin drogą lądową, którego Amerykanie nie są w stanie kontrolować. Z drugiej strony, państwa Europy Zachodniej widzą w handlu z Chinami rynki zbytu i nie chcą podporządkowywać się celom Stanów Zjednoczonych, tylko działać na rzecz własnych gospodarek. To, o czym mówił francuski minister finansów, jest niczym innym jak wyłącznie wskazaniem, że Francja widzi tu własne interesy, które są związane z rynkami Dalekiego Wschodu, najbardziej rozwijającej się części świata.

Ekspert zwraca uwagę, że kwestia ta dotyczy też Iranu i tamtego regionu. – To są setki milionów mieszkańców, wielkie rynki zbytu. Jeśli USA będą z nimi w jakiejś konfrontacji, nawet politycznej, to automatycznie Francuzi i Niemcy widzą tam rynki zbytu dla siebie.

A. Zapałowski zwraca też uwagę, że choć zahamował eksport dóbr ekskluzywnych na Daleki Wschód, gdyż są one wytwarzane już tam, na miejscu. Stąd poszukiwane są nowe rynki zbytu. – Jeżeli 2/3 całej produkcji gospodarczej Niemiec to eksport, to jeżeli nie będą oni mieli gdzie tego gdzie sprzedać, to ich gospodarka zacznie spowalniać. Podobnie ma się sprawa z Francją. Chodzi tu głównie o rywalizację gospodarczą.

Zaznacza, że są trzy atrybuty mocarstwowości: mocna gospodarka, mocna dyplomacja i bardzo silna armia. – Unia Europejska w tej chwili nie posiada silnej armii, a armie państw UE mają bardzo słaby potencjał militarnym. Co prawda wydają na to sporo środków, ale one są przeznaczane głównie na czynnik osobowy, więc potencjał bojowy dotyczy tylko ograniczonej liczby jednostek i nie odpowiada współczesnym wyzwaniom na świecie. Jeśli ktoś chce robić interesy, zawsze musi za tym iść czynnik siły. Taki świat był, jest i będzie. Amerykanie, Rosjanie, Chińczycy wiedzą o tym, więc nie dziwię się, że Francuzi i Niemcy myślą o wzmocnieniu swoich sił zbrojnych.

Za: Kresy.pl

Udostępnij przez:

Średnia ocen
0 z 0 głosów.

Dodaj komentarz